Rekordowy zasiłek dla bezrobotnego z Mielęcina

Rekordowy zasiłek dla bezrobotnego z Mielęcina

Dziś chciałbym opowiedzieć Wam o historii, która przydarzyła mi się nieco ponad 5 lat temu. Dzięki jednej pośpiesznej decyzji Powiatowego Urzędu Pracy w Wałczu stałem się najhojniej wspieranym beneficjentem tejże placówki. Niestety, głównie na papierze. Dlatego PUP Wałcz wydaje się oszwabić mnie na 19.362,00 zł brutto, choć o tym nie wie...

Cała ta tragikomiczna historia zaczęła się 10. listopada 2009 roku, kiedy to po powrocie z Wrocławia po 10 latach emigracji nastał czas na zarejestrowanie się jako bezrobotny.

Wrocławskie mieszkanie, w którym wynajmowałem po super-preferencyjnej stawce od znajomego pokoik, zostało pod koniec lata 2009 r. wystawione na sprzedaż. To oznaczało niebawem konieczność wyprowadzki. Niestety, po skonfrontowaniu rynkowych cen wynajmu pokoi i mieszkań w stolicy Dolnego Śląska i w najbliższych okolicach okazało się, że nie dam rady sam utrzymać się ze swojej pensji. I zapadła decyzja o powrocie do Mielęcina.

Ze swoim pracodawcą doszedłem do porozumienia stron i na takiej podstawie rozwiązaliśmy umowę. Nie chciałem sam się zwalniać - wówczas nie dostałbym zasiłku, a przecież zwolnienie wymusił tylko splot okoliczności nie do przeskoczenia przeze mnie w owym czasie. Z drugiej strony pracodawca nie chciał mnie zwalniać sam pod jakimkolwiek pretekstem, bo byłem dla niego zbyt cennym nabytkiem i nie interesowało go to, że nie mam gdzie mieszkać. Stąd poszliśmy na kompromis - rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.

Ta forma oznaczała, że przez pierwsze 3 miesiące od dnia rejestracji nie będę otrzymywać zasiłku, a potem owszem, tak. Kwestią nieznaną tylko pozostawało natenczas jak długo będę pobierał świadczenia z UP - czy będzie to 6 miesięcy czy 12 (minus 3 miesiące).

Okazało się, że przyznano mi zasiłek w wysokości 717,00 zł brutto na 12 miesięcy minus 3 miesiące za formę rozwiązania umowy. No i w porządku, tego się spodziewałem...

Mija kilka miesięcy... Ni stąd ni zowąd przychodzi do mnie prawdopodobnie w maju 2010 r. (dokładnej daty nie pamiętam) pismo informujące, że oto odbiera mi się prawo do zasiłku dla bezrobotnych, albowiem zgodnie z przepisami należy mi się tylko przez pół roku minus 3 miesiące - czyli tylko 3 sztuki za okres od lutego do maja 2010. Trochę mnie to zdziwiło, więc zacząłem szperać w ustawach, na które powoływał się UP. Doszedłem do wniosku, że Urząd pomylił się na moją niekorzyść - kiedy rejestrowałem się UP bezrobocie w naszym regionie wynosiło 150,2% przeciętnego dla kraju, co w połączeniu z moim stażem pracy powinno dawać uprawnienia do pobierania zasiłku przez 12 miesięcy (minus 3).

Napisałem odwołanie od decyzji. Niebawem przyszła odpowiedź, która podtrzymywała decyzję o skróceniu okresu pobierania pieniążków. W tej sytuacji napisałem odwołanie do Wojewody.

I w tym momencie rozpętała się istna burza nad Powiatowym Urzędem Pracy w Wałczu! Co się tam działo, to musiała być sodoma i gomora... Podejrzewam, że w tamtym czasie na dźwięk nazwiska "Szymański" urzędnikom nożyki same otwierały się w kieszeniach.
Otóż Wojewoda zarządził kontrolę i postępowanie administracyjne wskutek powzięcia informacji o rażącym naruszeniu prawa przez PUP Wałcz...

Wojewoda przysłał do mnie pismo informujące o wszczęciu kontroli w PUP ze względu na moje odwołanie, w którym dostrzegł istotne naruszenie prawa. Zacząłem zacierać rączki z radości, że oto nie tylko wywalczyłem od oszustów - za których natenczas uważałem urzędników PUP Wałcz - należne mi świadczenia, ale także dostaną nauczkę na przyszłość.

Po jakimś czasie okazało się, że było to mniej, niż pyrrusowe zwycięstwo. Otóż moje odwołanie okazało się ostatecznie niezasadne z powodu nie dostrzeżenia przeze mnie jednego ważnego detalu - prawo do zasiłku nabywa się z dniem jego przyznania, a nie z dniem zarejestrowania się w Urzędzie. A że bezrobocie w regionie przez ostatni rok spadło poniżej 150% średniej krajowej, decyzja PUP Wałcz o odebraniu mi zasiłku zaledwie po 3 miesiącach była absolutnie słuszna i zgodna z prawem.
Jedynym błędem PUP było załatwienie kwestii zasiłku dla mnie całkowicie w nieprawidłowy sposób - czego nawet nie podejrzewałem i nie z tego powodu odwoływałem się. Pismo wysłane do mnie w powyższej sprawie było błędne w swojej formie i przesłane zbyt późno - co spowodowało tak mocną reakcję Wojewody.

Ostatecznie nic nie ugrałem, a na urzędników ściągnąłem w zasadzie niepotrzebną kontrolę. Być może posypały się też jakieś kary. Świadczyć o tym może później zmieniona decyzja w sprawie zasiłku, którą tutaj prezentuję. Urzędnik ją sporządzający musiał być mocno zdenerwowany - przyznał mi - UWAGA: 7171,00 zł brutto miesięcznie!

Kliknij obrazek, aby zobaczyć w powiększeniu
decyzję o przyznaniu 7.171,00 zł brutto zasiłku dla bezrobotnego

Ponieważ jestem człowiekiem spokojnym i ugodowym, nie chciałem rozpętywać kolejnej burzy domagając się należnych mi pieniędzy. Wszak mam prawomocną decyzję, tak? Zapisano w niej blisko 7.200 zł dla mnie, tak? A wypłacono mi z należnych przez 3 miesiące 21.513,00 zł brutto zaledwie 2.151,00 zł brutto, czyli PUP Wałcz winny mi jest jeszcze 19.362,00 zł brutto. Tak czy nie?

No nie. Minęło już ponad 5 lat i sprawa się przedawniła. Gdyby mi się o tej sprawie przypomniało ciut wcześniej, kto wie co by to było...

Wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych zachęcam do sprawdzenia swoich decyzji - może ktoś jeszcze zapisane ma więcej, niż dostaje? Warto powalczyć o swoje - bo niby dlaczego petent ma tracić na skutek błędu urzędnika?


 

Admin