Współczesna historia Zamku Tuczno - Addendum

WSPÓŁCZESNA HISTORIA ZAMKU TUCZNO

 IMPERIO VS SARP

 

Z PAMIĘTNIKA PRACOWNIKA

 

ADDENDUM
CZYLI CIĄG DALSZY PAMIĘTNIKA, W KTÓRYM KOMEDIA GONI FANTASTYKĘ,
A WSZYSTKO TO NA ŚMIERTELNIE POWAŻNIE

 

*

Koniec lutego 2013. Juma gwałcona.

PiesekW UMiG Tuczno i w Zamku wybuchają gwałtowne salwy śmiechu na wieść o kolejnej interwencji Wojciecha Z. w obronie jego praw jako tuczynianina, a ściślej – praw jego psa.

Z. któregoś lutowego chłodnego dnia bardzo rozgorączkowany udaje się do budynku Urzędu Miasta i Gminy Tuczno, by urządzić awanturę o to, że z powodu niedbalstwa urzędników i funkcjonariuszy jego pies, Juma, jest notorycznie gwałcony przez hordy wałęsających się po terenie zamkowym luźno biegających psów… Z. kategorycznie domaga się, aby coś z tym zostało zrobione – zapewne należy zobowiązać mieszkańców Tuczna do trzymania wszystkich psów na łańcuchach i smyczach pod groźbą surowych kar administracyjnych, a w przypadku złamania tego wymogu psy wyłapywać, a właścicieli obciążać kosztami w maksymalnej, przewidzianej przez prawo wysokości.

Oczywiście wymóg ten nie będzie dotyczył Z. i jego psa, bowiem to jego prawa i godność są obecnie gwałtem naruszane.
Z. – gdy już jego krzyki cichną - zostaje pouczony o zasadach przebywania zwierząt w przestrzeni publicznej i przez kilka najbliższych dni wychodzi z Jumą na smyczy, później tylko smycz w ręku trzyma, ostatecznie całkiem z niej na jakiś czas rezygnuje.

A co tam – niech sobie Juma ma jakąś przyjemność z życia – wszak jest wysterylizowana.

 *

5.03.2013. Pierwsza inspekcja stanu Zamku.

W wyniku decyzji koszalińskiego sądu, którą Imperio dla odróżnienia od SARP i Z. w przypadku decyzji korzystnych dla spólki, w pełni respektuje, tego dnia ma miejsce inspekcja stanu technicznego Zamku.

Prezes SARP, Mariusz Ś., oczywiście nie omieszkuje udzielić Wojciechowi Z. pełnomocnictwa do udziału w inspekcji, jakkolwiek wiedząc, że Z. jest zaledwie pożytecznym dla niego figurantem bez jakiejkolwiek wiedzy techniczno-budowlanej, nakazuje przybycie na miejsce dwójce stowarzyszonych zawodowych architektów, jeden z Koszalina, drugi aż z Warszawy. Taki skład komisji nie budzi zastrzeżeń ani wątpliwości.

Ze strony Imperio w inspekcji udział biorę ja oraz dyrektor Agnieszka N.

Jakkolwiek formalnie przewodniczący komisji nie zostaje wybrany i wszyscy wydają się być równi, na czele obchodu oczywiście wysuwa się Wojciech Z. Wskazuje miejsca, które należy zobaczyć, komentuje. Nietrudno jest przewidzieć, że komisja jest przezeń kierowana w najbardziej newralgiczne i czułe na niskie temperatury miejsca – wszak nie chodzi mu o sprawdzenie stanu budynku, lecz na znalezieniu czegokolwiek, co mogłoby przedstawić Imperio i jej pracowników w złym świetle. Dlatego z precyzją policyjnego owczarka podchodzi do niektórych kaloryferów (pamięta które są w najchłodniejszych miejscach) próbując wyniuchać choćby jedną kropelkę wody z choćby jednego przemrożonego grzejnika. Ruchem imitującym polerowanie podłogi bawełnianymi kapciami po umyciu Sidoluxem szuka najdrobniejszych wypaczeń i uszkodzeń parkietu.

Po obejściu Zamku dookoła wewnątrz i na zewnątrz zostaje spisany protokół, w którym nie stwierdza się żadnych uszkodzeń spowodowanych przez brak ogrzewania poza naturalnym w tej sytuacji podniesieniem poziomu wilgotności wnętrz. Podpisuje się pod tym także Z. Ciekaw jestem, czy ręka mu drży, wszak tym podpisem zaprzecza sobie - tym wszystkim rzeczom, o których donosi przez ostatni rok do niezliczonej liczby urzędów i instytucji, a zwłaszcza do SARP...

 

*

6.03.2013. Ostatnia deska ratunku dla SARP – komornik. Zgłoszenie zniesławienia moim pamiętnikiem.

PrawoSARP wpada pod koniec roku 2012 na genialny w jego mniemaniu pomysł – zwróci się do lokalnego sądu rejonowego, czyli w Warszawie, mieście najmniej w Polsce zorientowanym w kwestii problematyki Zamku Tuczno, za to bardzo łatwego do oszukania poprzez mataczenie (jest na miejscu na wyciągnięcie ręki, nic nie wie o sprawie), o zabezpieczenie mienia ruchomego Imperio Polska na poczet zadłużenia w kwocie ciut ponad 70 tys. zł. na okres 2 tygodni, tj. do czasu wniesienia jakiegoś tam pozwu.

SARP, a w zasadzie prezes stowarzyszenia, strzela sobie tym samym gola samobójczego – zgodnie z życzeniem (i z prawem, bo tak ono działa) uzyskuje decyzję o zabezpieczeniu w dniu 18. stycznia 2013 r. Gdzie tu samobójstwo – ktoś zapyta – skoro SARP dostaje pozytywną dlań decyzję?

SARP składając wniosek dokonuje matactwa dowodami na istnienie zadłużenia i zataja przed sądem w Warszawie, iż w podobnej sprawie (o ustalenie kto komu ile jest dłużny) już toczy się postępowanie przed sądem w Koszalinie! Ot, jak ładnie można wpuścić Wymiar Sprawiedliwości w maliny i śmiać się Temidzie prosto w twarz...

Matactwo polega na tym, że SARP przedkłada sędzinie dokumenty dowodzące istnienia zadłużenia względem stowarzyszenia z tytułu nie opłacenia przez Imperio podatku gruntowego – zmuszony był to uczynić SARP. We wniosku zataja się fakt, ze SARP dużo wcześniej potrąca te pieniądze z kaucji wpłaconej przez Imperio, o czym paradoksalnie informuje inny sąd w innej sprawie!!!

Najważniejsze jednak, że SARP nie ma żadnego interesu ani potrzeby opłacania podatku gruntowego zamiast Imperio – zgodnie z obowiązującym prawem to faktyczny użytkownik nieruchomości należącej do Skarbu Państwa objęty jest obowiązkiem podatkowym.

Skoro SARP go zapłacił – można mu pięknie podziękować i ukłonić się. Nie istnieje i nie może istnieć z tego tytułu żaden dług. Jest to co najwyżej darowizna i nic ponadto. Możliwe, że prawniczka SARP wydała opinię, która nakazywałaby skarbnikowi SARP opłacenie tego podatku – ale co do jakości i wiedzy prawniczki SARP to czytelnik niniejszego pamiętnika już miał okazję wielokrotnie się przekonać i podrapać z niedowierzaniem za uchem…

Teraz czas na komedię właściwą – Wojciech Z. posługując się nielegalnie przez siebie zdobytymi i posiadanymi kopiami faktur należących do Imperio Polska tworzy i wysyła do SARP listę przedmiotów, które należy spółce zabrać – lista ta jest dołączona do wniosku złożonego w sądzie! Jak czytelnik za chwilę będzie miał okazję się przekonać, sąd ów nie czyta jej nawet pobieżnie, bowiem w trakcie lektury winien był złapać się za głowę i wniosek oddalić co najmniej z żądaniem jej sprecyzowania.

Przedstawiam ją tutaj w całości z komentarzami, bo takiego skeczu sam szczecinecki komornik jeszcze w życiu nie czytał, choć wiele już egzekucji przeprowadził.

A zatem aby już nie przedłużać – Wojciech Z., ups, sorry, SARP domaga się zabezpieczenia takiego oto mienia i powierzenia nad nim pieczy… Wojciechowi Z. (a jakże!):

  • samochód osobowy Opel Corsa
    (to ma być prezent dla Anny S., całą noc i cały dzień z niecierpliwością czeka na kluczyki, pierwsze o co pyta po wejściu do Zamku w celu podpisania protokołu zajęcia to właśnie „gdzie są kluczyki do corsy”);

  • 6 sztuk rowerów turystycznych szosowych
    (Wojciech Z. próbuje w ten sposób przejąć pieczę nad mieniem Imperio, które… przetrzymuje u siebie od 1,5 roku);

  • zastawa stołowa „Bolesławiec”
    (tzn. ile talerzy? Ile filiżanek? 1 komplet? Czy 100 kompletów? – analogiczna hipotetyczna sytuacja: komornik zajmuje konto, ale nigdy się nie dowiaduje ile ma pieniędzy zabrać);

  • ekspres do kawy Nespresso Pro
    (nie ma w Zamku ani nigdzie indziej na świecie takiego ekspresu, w rzeczywistości to Gemini CS200. Tak samo można napisać prośbę o zajęcie spedytorowi samochodu dostawczego DHL czy Raben. Nonsens.);

  • spieniacz do mleka Nespresso
    (ulubiony gadżet Wojciecha Z. w czasach, gdy jeszcze rządził w Zamku, spieniacz jest gratisem, nie figuruje na żadnej fakturze, jednak Wojciech Z. pamięta, tęskni za nim i chciałby go sobie przywłaszczyć…);

  • 2 sztuk podgrzewacza do wina
    (jeden z podgrzewaczy jest depozytem jednej z hurtowni i nie figuruje na żadnej fakturze – Wojciech Z. jednak pamięta o nim i tęskni okrutnie, wszak lubi winko…);

  • promiennik grzewczy ze statywem
    (tj. „słoneczko” w recepcji Zamku, Z. koniecznie chce zamrozić na kość pracowników Imperio, niech zdychają łajzy z zimna);

  • 9 sztuk grzejników olejowych
    (razem z pracownikami trzeba zamrozić Zamek, niech się zawali w końcu i pogrzebie tych złodziei z Imperio);

  • 16 dostawek
    (Wojciech Z. liczyć do 25 nie umie – ale nie szkodzi, i tak będzie miał wyborne legowisko gdy je wszystkie rozłoży);

  • 10 materacy
    (no, też jestem ciekaw czy poczuje przez nie ziarnko grochu…);

  • 38 sztuk telewizorów LG
    (ho ho – telebim budujemy? Wojciech Z. zataja fakt, że telewizory te są w leasingu i nie należą do spółki Imperio, w ten sposób doprowadza sąd do wydania bezprawnej decyzji o zajęciu komorniczym mienia przypadkowej firmy i na koniec w efekcie tego przywłaszczenia go przez SARP);

  • wiertarka udarowa Makita
    (w posiadaniu Z. – narzędzie, którym w 2012 roku rozwierca hurtem zamki, trzyma ją w pomieszczeniu mieszkalnym na wypadek, gdyby trzeba było znów szybko jakiś zamek rozwiercić);

  • wiertarka warsztatowa
    (Wojciech Z. ma u siebie);

  • zestaw narzędzi Coval
    (j. w. – nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest na wyposażeniu Zamku);

  • szlifierka Metabol
    (j.w. – wydaje mi się, że chodzi tu o szlifierkę Metabo, no ale jak się połączy sporządzanie listy z jabolem w tle, to niewątpliwie wyjdzie nam Metabol);

  • 30 dużych obrusów
    (część z nich w posiadaniu Z. – później ponoć nie, ale jednak cudownie się znajdują odkryte ręką komornika w pomieszczeniu pawilonu zwanym „pralnią”);

  • 150 bieżników stołowych
    (innymi słowy serwetek tekstylnych pod zastawę, część z nich w posiadaniu Z.);

  • 2 sztuki mikrofalówek Samsung
    (jedną z nich ma Z. u siebie);

  • frytkownica dwukomorowa
    (zapewne Wojciech Z. ma smaka na frytki – nie można ciągle jeść zupki chińskie i wyłowione przez siebie rybki);

  • piekarnik przenośny
    (nikt do końca nie wie co to jest – czyżby ktoś wymyślił piekarnik, który można wsadzić do plecaka, pojechać na wycieczkę i upiec sobie dziką kaczkę na polanie w lesie? Prawdopodobnie chodzi o nieduży piekarnik elektryczny, który z przenośnością ma tyle wspólnego, co Wojciech Z. z uczciwością);

  • 3 lodówki
    (tu się można podrapać po głowie i popukać w czoło – równie dobrze można było napisać „3 jakieś rzeczy”. Znowu brakuje wskazania marek lub chociażby lokalizacji);

  • zmywarka do naczyń
    (w posiadaniu Wojciecha Z.);

  • ceramiczna płyta grzewcza
    (j.w.);

  • komplet mebli kuchennych
    (j.w. – ale po co precyzować co wchodzi w skład kompletu, skoro ma się go przed oczami? A może chodzi o te meble w kuchni, zainstalowane gdzieś tak w epoce gierkowskiej?);

  • szafa wnękowa
    (j.w.);

  • zestaw kina domowego Panasonic
    (jak zawsze nie wiadomo co kryje się pod określeniem „zestaw”, ale kto by tam wnikał – na pewno nie warszawski sąd. Może jest to odtwarzacz DVD+amplituner+korektor+głośniki 7.1, a może jest to zwykły DVD-player z głośnikami 2.1?);

  • zestaw muzyczny Onkyo
    (w posiadaniu Z.);

  • pistolet wiatrówka
    (j.w.);

  • karabinek wiatrówka
    (oho – Z. chyba chciałby sobie postrzelać z większego kalibru);

  • telefon Samsung Dual B7722
    (służbowy Wojciecha Z. – przyzwyczaił się do niego okrutnie, nie chce do dziś oddać);

  • 4 komputery PC z monitorami
    (ok, a które? Rozumiem, że akurat te 4 ze strychu PC klasy od 286 do Pentium I i monochromatyczne monitory);

  • parowar Tefal
    (pracuje obecnie dla Wojciecha Z.);

  • skaner przezroczy
    (j.w. – jeżeli mnie pamięć nie zawodzi, to nigdy go w Zamku nie było – Z. kupił go za pieniądze Imperio i zainstalował od razu w pawilonie);
  • miernik laserowy Bosch (jaki? Miernik czego? Głupoty? Temperatury? Krzywizny Ziemi? – nie ważne jaki miernik, ważne, że aktualnie w posiadaniu Z. i precyzować dalej nie trzeba);

  • 2 sztuki telefonów bezprzewodowych Siemens
    (aha, to Zamek po zamrożeniu odetniemy jeszcze od świata);

  • piec kuchenny konwekcyjny – leasing
    (to miłe, że Wojciech Z. w tym przypadku zechciał poinformować łaskawie sąd i mnie, że jest to przedmiot w leasingu, czyli nie należący do Imperio Polska. Wydawało mi się, że został zakupiony przez firmę – oj, jaki ja głupi jestem… Warszawski sąd nie lepszy ode mnie - pisze jak wół "leasing", a nakazuje zajęcie...);

  • pralka Aryston Hotpoint 11kg
    (podejrzewam, że firma Ariston byłaby zazdrosna o ten model, tylko Wojciech Z. jest w stanie takiego Arystona wyszukać w świecie – chylę czoła! Sprzęt oczywiście w użytkowaniu mistrza Z.);

  • myjka ciśnieniowa Karcher
    (w posiadaniu Z. – niedawno korzysta z niej intensywnie i bez wstydu myjąc posadzki zajmowanego przez siebie nielegalnie pawilonu, schody, a na koniec auto; w przypadku tego ostatniego robi to "na bezczelnego", bowiem w tym przypadku jest to zakazane uchwałą Rady Miejskiej w Tucznie);

  • mop-wyparzacz parowy Karcher
    (oj, jedno na terenie Zamku na pewno pozostało nie wyparzone…);

  • odkurzacz Zelmer
    (w posiadaniu Z.)

  • ok. 25m3 drewna kominkowego
    (około, czyli ile? Komornik przykładowo ma zająć na koncie około tyle i tyle zł czy dokładnie tyle i tyle?
    Z. posługuje się fakturą sprzed kilkunastu miesięcy oraz pomiarami stosów dokonanymi pod osłoną nocy w czasie zimy 2012/2013, w sumie daje mu to właśnie ok. 25m3.
    Około 18 m3 drewna zostaje spalone w ciągu tych kilkunastu miesięcy – co teraz ma zrobić komornik? Wejść do komina i sadzę zeskrobać? A potem wsiąść do helikoptera i zbierać dym do worków? Mądrość i przebiegłość Wojciecha Z. jest iście imponująca...)
    ;

  • telefon Nokia N8
    (ten drugi, nie sprzedany przez Z. [tzn. wg jego słów zgubiony na trawniku przed Zamkiem razem z dużym, białym pudełkiem], lecz użytkowany przez dyrektor Agnieszkę N.);

  • rzutnik multimedialny
    (nie dziwię się Wojciechowi Z., że ma chrapkę na rzutnik – oglądanie filmów wieczorami na ścianie czy dużym ekranie to naprawdę dobra, przyjemna rzecz);

  • ekran do rzutnika ze statywem – 2 sztuki
    (wszyscy zaawansowani stażem pracownicy twierdzą, że ekrany są tak stare, że niewątpliwie należą do SARP – innymi słowy dzięki pomocy Wojciecha Z. SARP uzyskuje tytuł zajęcia swojego własnego majątku… Ale jaja!);

  • drukarka laserowa ze skanerem HP
    (mamy na strychu taki stary złom odpowiadający opisowi, który można ewentualnie przekazać komornikowi jako ten z listy. Chętnie pomożemy Wojciechowi Z. oczyścić Zamek z walających się po strychu gratów. Nie wiem co z nimi zrobi, może rozbierze i z transformatorów pozyska miedziany drut, by go następnie sprzedać w punkcie skupu złomu - wszak jego zasoby gotówki przy braku jakichś specjalnych dochodów dochodów zaczynają się kurczyć (SARP daje ledwo na prąd) i powoli trzeba zacząć myśleć o zbieraniu drutów, puszek i złomu...);

  • 2 drukarki laserowe Canon
    (Wojciech Z. przez ostatni rok pisze i drukuje niezliczone ilości pism, wniosków, donosów, odwołań, itd. Jeżeli wszystko to drukuje na swojej atramentówce, nie dziwię się, że szlag go trafia jeżeli liczy dokładnie koszty takiego działania. Laserówki to jest to. Trzeba zabrać te z Zamku, bo dobre są);

  • rower wodny
    (skoro nie podaje się marki czy opisu, to niedługo skończymy jego budowę – musimy tylko kupić 4 beczki, związać linką, przyczepić do nich zdezelowany rower marki ukraina i puścić na wodę. Jest rower wodny? Jest.);

  • 2 sztuki kajaków plastikowych dwuosobowych
    (tutaj Wojciech Z. przypilnował, aby komornik nie zajął przypadkiem jego kajaka, składanego gumowca – opis prawie doskonały w przeciwieństwie do pozostałych pozycji, z których niczego podobnego nie posiada);

  • łódka wiosłowa plastikowa
    (Pełny szacunek za dokładny opis… Wkrótce Tour de Pologne, więc będę oglądał na elektrycznym telewizorze wyścigi rowerów łańcuchowych napędzanych stopami w pedałach, mknących na oponach gumowych do końcowej mety…).

Oto i cała lista. Już na pierwszy rzut oka widać, że Wojciech Z. w większości przypadków domaga się zajęcia mienia, które przetrzymuje. Ciekawe, że jeszcze pół roku temu oskarżony o przywłaszczenie go tłumaczy się, że absolutnie nie ma pojecia co nalezy do Imperio Polska, a co do SARP i dlatego nie może nic spółce oddać - pomimo wielokrotnych wezwań spółki i dołączaniu do listy przedmiotów dowodów zakupu.
Witać też, że Z. mocno się nad listą napracował, a sąd nawet jej nie przeczytał do końca!!! Jak dla mnie – to ujma dla wkładu pracy. Byłbym się obraził i na SARP, i na sąd. No, ale na całe szczęście (z wielu względów) nie jestem Wojciechem Z. – nie muszę rozumieć tej dumy i ekscytacji w wykonanej pracy.

Pusty żołądek Wojciecha Z.Ekscytacja Z. w przededniu wydarzeń jest mega-kosmiczna – podejrzewa on, że pracownicy Imperio mają gdzieś wtyczkę i zawczasu dowiadują się o przyjeździe komornika, stąd będą usiłowali wszystko wynieść z Zamku pod osłoną ciemności. Dlatego nie śpi całą noc! Chodzi w tę i z powrotem przed Zamkiem, wielokrotnie zbliża się i próbuje zaglądać przez okna w poszukiwaniu aktywności świadczącej o wynoszeniu i ukrywaniu majątku Imperio Polska. Z całej tej ekscytacji nic nie je – dlatego gdy przed południem komornik sporządza dokumentację z wizyty w Zamku, Wojciech Z. jest wykończony i usiłuje w jakiś sposób nie dopuszczać do notorycznego burczenia w brzuchu, co jest wszak rzeczą ludzką, naturalną i nie do powstrzymania. Wystarczyło zjeść kolację, pójść spać, potem zjeść śniadanie… Ale nie! Trzeba było pilnować Zamku! Te złodzieje z Imperio mogli przecież wszystko wynieść z Zamku i komornik nic by nie znalazł, Anna S. nie dostałaby kluczyków do Opla Corsy, a to przecież przede wszystkim jest niedopuszczalne…

Anna S. jednak nie dostaje kluczyków do auta. W zasadzie nie wiem czego się spodziewa w sytuacji, gdy wyrok sądu warszawskiego w tym przypadku wyjątkowo przytomnie stwierdza, iż pieczy nad zabezpieczonym mieniem nie można powierzyć Wojciechowi Z., o co we wniosku występował SARP (tj. Mariusz Ś.).

Komornik jednak decyduje, że nadzór nad zabezpieczonym mieniem będzie sprawować Wojciech Z. w przypadku mienia Imperio, które od ponad roku przetrzymuje w pawilonie, oraz Agnieszka N. – w przypadku mienia znajdującego się w Zamku. Samo zaś zajęcie nie polega na konfiskacie i wywiezieniu, o czym od dłuższego czasu zapewne marzy Wojciech Z. wyglądając od rana jakiegoś TIRa i ekipy do noszenia rzeczy, lecz na spisaniu inwentarza i zakazie jego sprzedaży czy innego, podobnego rodzaju rozporządzania.

Samego inwentarza jednak jest co kot napłakał, jest to zaledwie kilka pozycji z zacytowanej wyżej listy, przeważnie drobne rzeczy przetrzymywane przez Z.

Kilka miesięcy wcześniej Imperio odsprzedaje część mienia ruchomego zaprzyjaźnionej spółce, aby utrzymać jako taką płynność w najcięższym okresie dla funkcjonowania Zamku, jakim są miesiące zimowe. Ten ruch pozwala na wypłacanie wynagrodzeń pracownikom na czas i w pełnej wysokości oraz opłacanie rachunków na bieżąco lub ewentualnie z niewielkim poślizgiem – w każdym razie pozwala na uniknięcie bezpośredniego zadłużania się Zamku w okresie, w którym nie ma żadnych dochodów.

Nabywca mienia Imperio użycza pracownikom spółki zakupione wyposażenie do bezpłatnego użytku. Tak to jest, kiedy żyje się z ludźmi w zgodzie i przyjaźni… Ale takiego stylu życia Wojciech Z. nie rozumie – od czasu do czasu ciągnie komornika na bok i usiłuje dowiedzieć się co i jak jeszcze można zrobić, aby Imperio jakoś załatwić.

Ostra jazda Z.Wojciech Z. niewątpliwie ma tego dnia ostrą jazdę ze strony Anny S. Tak bardzo liczyła, że będzie mogła zacząć jeździć oplem corsa znajdującym się w użytkowaniu Imperio… W momencie, gdy pojawia się w celu podpisania protokołu zajęcia mienia, które w znacznej części przywłaszcza sobie ponad rok temu okradając w ten sposób Imperio, pyta „Gdzie są kluczyki do corsy?”. Wojciech Z. ze strachem w oczach odpowiada, że wytłumaczy jej to później…

W tym samym dniu następuje zgłoszenie zniesławienia Wojciecha Z., Anny S. i ich córki przez Artura Szymańskiego, autora niniejszego pamiętnika. Anna S. udaje się w tym celu na komisariat Policji w Tucznie. Tuczno nie chce brać w tym udziału – moim zdaniem funkcjonariusze wychodzą z założenia, że sprawa jest zbyt skomplikowana i idiotyczna zarazem i nie powinni tracić czasu na takie bzdety, lecz ścigać prawdziwych przestępców. Wiedzą też niewątpliwie, że osoby z bezpośredniego kręgu Z. to przede wszystkim ludzie o usposobieniu pieniackim, z ich zgłoszeń i roszczeń jest dużo hałasu, dużo roboty, i żadnego efektu.

Zgłoszenie trafia do Komendy Powiatowej w Wałczu. Wałcz próbuje przekazać sprawę do Człopy ze względu na właściwość terytorialną tamtejszego posterunku, ale spotyka się z odmową przyjęcia. Zapewne po zapoznaniu się ze zgłoszeniem tamtejsi Policjanci pomyśleli to samo, co tuczyńscy. Nie mam pojęcia skąd takie przerzucanie sprawy, może chodzi o brak doświadczenia? Wszak policyjnych dochodzeń o zniesławienie w Polsce odbywa się co roku co najwyżej kilkadziesiąt.

Siłą rzeczy zgłoszenie wraca do Komendy Powiatowej, gdzie sprawie zostaje przydzielony Policjant prowadzący. Wyznacza on dzień mojego przesłuchania na 25.03.13…

Wojciech Z. w swoim zaślepieniu nienawiścią nie dopuszcza do świadomości, że witryna, na której opublikowany jest mój pamiętnik, działa także w oparciu o prawo prasowe – w końcu po to została zarejestrowana w sądzie.

Z tego powodu zanim złoży gdziekolwiek jakiekolwiek doniesienie, winien jest zgłosić się do redakcji, w tym wypadku do mnie, np. mailowo, i zażądać publikacji sprostowania, przeprosin, czy nawet usunięcia materiału. Żądanie powinien stosownie uzasadnić. Witryna www.mielecin.pl równorzędna jest w prawach takim czasopismom, jak Extra Wałcz czy Gazeta Wyborcza, jest medium publicznym. Z drugiej strony w takich przypadkach wymagane jest podjęcie próby polubownego załatwienia sprawy. Także na posiedzeniu sądu rozpatrującego przypadki zniesławienia sędzia prowadzi w pierwszej kolejności przewód pojednawczy z nadzieją na kompromis lub ustąpienie jednej ze stron, przy czym ustąpienie uwarunkowane jest nie tylko stosownym oświadczeniem, ale także proceduralnie, co nie jest spotykane w żadnym innym przypadku.

Tymczasem Wojciech Z. natychmiast atakuje… Nie, taki Szymański i media? Brednie. To zwykły szary, biedny pracownik zmanipulowany przez Imperio, którego spółka rzuca na pożarcie. No to go pożre… Nie będzie mu taki szczawik Szymański zdradzać jego tajemnic, planów i powiązań!

 

*

14.03.2013. Informacja o pamiętniku w drukowanej prasie lokalnej.

Extra Wałcz o mnieBezpłatne czasopismo Extra Wałcz drukuje na pierwszej stronie informację o tym pamiętniku oraz fragmenty wywiadu ze mną. Tytuł bardzo niepokojący: „Panie Arturze, pan się nie boi?”

W Mielęcinie poruszenie w związku z tą publikacją. Większość spotykanych w ciągu najbliższych dni znajomych rozmowy zaczyna od pytania co narozrabiałem, że aż o tym w gazetach piszą…

W Tucznie – poruszenie zapewne też spore, ale że tam nie mieszkam i znajomych mam niewielu, nie wiem za bardzo jak to mieszkańcy przyjmują. Większość spotkanych ludzi twierdzi, że wszystko, o czym wcześniej słyszeli i zostało to przeze mnie opisane, zostało opisane zgodnie z prawdą. Reszta dziękuje za przekazanie pełnego oglądu sytuacji, bowiem do tej pory coś tam słyszeli, ale nie wiedzieli co o sprawie myśleć.

Poza Wojciechem Z. obrażonym za ujawnienie ukrywanych motywacji swojego postępowania, zwykle nielegalnego i bezprawnego, jeszcze tylko jedna osoba czuje się urażona moją publikacją – Andrzej S. Koledzy z pracy nadają mu nowe przezwisko, które jest dla niego nieprzyjemne, jakkolwiek obiektywnie nie ma ono szczególnego pejoratywnego zabarwienia i tylko osoby dokładnie obeznane w tematyce mogą zauważać tu pewnego rodzaju prześmiewczość. Nie widzę też powodu do takiego zachowania jego kolegów - ot, uczepili się słówka. Myślę, że znają Andrzeja S. dobrze i od dawna i przezwisko to nie utrzyma się zbyt długo, niebawem pójdzie w niepamięć. Sam w swoim życiu otrzymywałem wiele różnych przezwisk, ale tylko jedno utrzymuje się do dziś – Bill. Używają go ludzie, których znam od lat – i mimo że od czasu do czasu próbują wymyślać coś nowego, stare zawsze wraca na pierwsze miejsce.

Spotkawszy Andrzeja S. w późniejszym terminie informuję go o jego prawach i sugeruję, że jeżeli czuje się urażony kilkoma zdaniami na swój temat, zgodnie z prawem prasowym może przesłać do mnie oświadczenie, które opublikuję na łamach witryny. Do dziś nic nie otrzymałem.

Jaki odzew w Polsce – nie wiem. Wiem, że SARP kontaktuje się z redakcją Extra Wałcz i informuje o przygotowywaniu oświadczenia z prośbą o bezpłatne opublikowanie. Wojciech Z. również kontaktuje się z redakcją w tej samej sprawie, ale prywatnie. Gdy kolejny numer szykowany jest do składu i druku, oświadczeń jeszcze nie ma. Podobnie w przypadku kolejnych wydań. Co więcej, redakcja nie jest w stanie przez kilka dni dodzwonić się do „pokrzywdzonych” i doprosić przesłania tekstów do opublikowania, w związku z czym wkrótce przestaje podejmować próby.

Myślę, że Mariusz Ś., prezes SARP, przytomnie uznaje, że lepiej sprawę przemilczeć i wyciszyć, bowiem gdyby nagle całe stowarzyszenie poznało prawdę o sytuacji w Zamku, sąd koleżeński byłby jego najmniejszym zmartwieniem. A poza tym to kto z członków, czy broń boże zarządu SARP, wchodzi na taką byle jaką, nieznaną nikomu witrynę? Sprawa w środowisku architektów znana jest ledwie maleńkiej garstce ludzi, którzy informacje posiadają od Z. i Ś., więc jest bezpiecznie. Nikt poza tym nigdy nie dowie się co jest grane.

Czy moje witryna jest byle jaka to nie wiem, ale niedawno Alexa.com wyceniła jej wartość na 1.000 USD. Czy nieznana – raczej tak, w światowych rankingach odsłon daleko pod pozycją 3-milionową. Czy nieznana w środowisku SARP – również raczej tak. Co prawda mogę to zmienić w każdej chwili wysyłając jeden e-mail do grupy pewnych odbiorców, ale w tym przypadku chcę pozostawić sprawy naturalnemu biegowi. Wystarczy mi satysfakcja z tego, że mówię jak jest – zupełnie jak Mariusz Max Kolonko w swojej Max.TV – a zainteresowani odbiorcy sami znajdują treść. Niezainteresowanym na siłę niczego podawać nie mam zamiaru, bo to im nie jest do niczego potrzebne, a wręcz może doprowadzić do agresji spowodowanej otrzymywaniem nie zamówionych materiałów.

 

*

15.03.2013. Kolejny skecz sądowy w wykonaniu SARP oraz kolejny wyrok na Wojciecha Z.

Skarga na zwrot20. lutego 2013 w Koszalinie odbywa się kolejne posiedzenie sądu, na którym jako świadek obecna jest Agnieszka N. Osobom, które stawiają się na wezwanie w sądzie przysługuje zwrot kosztów dojazdu – fakt znany każdemu, kto w sądzie był, i większości pozostałych. Wie o tym oczywiście także Wojciech Z. i Mariusz Ś. Tym niemniej postanawiają zaszaleć, czy innymi słowy – pójść po bandzie: SARP zgłasza zażalenie na – uwaga, to nie żart!!! – decyzję o zwróceniu kosztów dojazdu Agnieszce N

Kiedy czytam o tym w protokole sądowym, śmieję się tak bardzo, że aż zaczynam chrumkać… U mnie jest to oznaka najwyższego stopnia rozbawienia.

Oczywiście sąd odrzuca skargę SARP i zamyka drogę odwoławczą wydając postanowienie prawomocne z chwilą ogłoszenia. Widocznie i w Koszalinie mają już dość idiotycznych zagrywek SARP prowokowanych pomysłami Wojciecha Z.

Z. ponownie skazanyWojciech Z. w tym dniu zostaje skazany przez Sąd Rejonowy w Wałczu na karę 500 zł grzywny za uszkodzenie w lutym 2012 r. systemu grzewczego Zamku, co bezpośrednio prowadzi do powolnej dewastacji zabytku. Wina nie budzi żadnych wątpliwości sądu – Wojciech Z. w tym czasie jako jedyny włada systemem i ingeruje w jego ustawienia, co doprowadza do zatarcia pomp w efekcie wyłączenia lub niepoprawnej konfiguracji zabezpieczeń. Później zleca naprawę na koszt SARP, ale tylko i wyłącznie fragmentu systemu umożliwiającego ogrzewanie budynku przez siebie zajmowanego. Serwisant jest w stanie naprawić wszystko, ale Wojciech Z. zakazuje mu naprawy części doprowadzającej ciepło do Zamku. Rzekomo koszty napraw przekraczają możliwości Z.

Podejrzewam, że Wojciech Z. odwołuje się niebawem od tego wyroku, jak od innych, wcześniejszych. Wszak ma papiery, wszystko może, stoi ponad prawem, nikt mu nic nie zrobi…

 

*

25.03.2013. Przesłuchanie mnie w sprawie zniesławienia Wojciecha Z. i jego najbliższych.

Moim największym problemem w dniu przesłuchania w sprawie o zniesławienie jest fakt, że muszę rano wstać w dzień wolny od pracy i nie wiem czy jechać busikiem czy skuterkiem… Busikiem szybciej, cieplej i wygodniej, ale człowiek jest uziemiony i musi kierować się rozkładem jazdy, czyli siedzieć gdzieś godzinami w jakiejś poczekalni albo marznąć na dworze. Skuterkiem za to zimno i niewygodnie, ale na czas (bez czekania) i bez uziemienia jakimiś rozkładami jazdy… No i taniej.
Mój problem rozwiązuje pogoda – jest tak przenikliwie zimno, że busik to jedyna możliwość dotarcia do Wałcza, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić tego dnia. Problem wstawania rano też się rozwiązuje – jakoś zwlekam się z wyra…

Po dotarciu w okolice Komendy Powiatowej kręcę się to tu, to tam i nijak nie mogę znaleźć budynku. Po jakimś czasie jednak się udaje – budynek niepozorny i kiepsko oznaczony, na dodatek wchodzi się do środka bokiem, a nie drzwiami frontowymi.

Po wejściu, w portierni, rozglądam się chwilę, studiuję tablicę pokoi, i jakby nigdy nic idę dalej, przez kolejne drzwi… To druga wtopa w Komendzie (pierwszą był problem z jej odnalezieniem). Otóż nim przejdzie się dalej, należy zgłosić się w okienku w portierni i czekać… A ja sobie lecę dalej, jakby nigdy nic… Zanim zamknę drugie drzwi, woła mnie pan w okienku, każe wrócić do portierni i powiedzieć w jakiej sprawie się zjawiam. Przeprosiłem na początku za „wtargnięcie” – nie znam procedur, w życiu nigdy nie byłem wzywany na Policję i w ogóle teraz dopiero zaczynam rozumieć jak się odbywa wejście do Komendy.
Podaję swoje wezwanie, pan w okienku kontaktuje się z Policjantem, który chce mnie przesłuchać, po czym każe usiąść i czekać… Po kilku minutach przychodzi mój – jak to mówię na własny użytek – „oficer prowadzący” i zabiera mnie na górę.
Tam dowiaduję się dokładnie w czym rzecz – na wezwaniu mam tylko wyszczególniony paragraf, stąd wiem tylko, że chodzi o zniesławienie. Formalnie nie jestem oskarżony ani nawet podejrzany – jestem świadkiem w sprawie – tak stanowi ustawa.

Wojciech Z. nie wnosi pozwu cywilnego, bo to kosztuje niemałe pieniądze – woli wykorzystać kolejny raz organy państwowe w swojej grze, bezpłatnie. Umożliwia mu to paragraf 212 k.k., który od lat jest krytykowany przez karnistów i być może niebawem zostanie wykreślony z Kodeksu Karnego. Paragraf ten pozwala na zgłoszenie naruszenia dóbr osobistych Policji, której to zadaniem jest potem ustalenie czy do takiego naruszenia rzeczywiście dochodzi. Jeżeli Policja uzna, że tak, kieruje wniosek o ściganie do prokuratury, a ta z kolei podejmuje decyzję czy składać wniosek do sądu, czy nie, w oparciu o materiały Policji. Mówiąc wprost – Wojciech Z. idzie sobie na komendę (w tym wypadku w rzeczywistości Anna S.) i czeka spokojnie w domu do czasu wezwania na pierwszą rozprawę. Nie musi w żadnym wypadku uzasadniać gdzie i co uznaje za naruszenie swoich dóbr – tym ma zająć się Policja. On (ona) tylko zgłasza, może nawet nie fakt, ale podejrzenie, niech Policjanci ocenią tracąc cenny czas i nie łapiąc prawdziwych przestępców, czy Wojciech Z. (Anna S.) ma rację czy nie…

Tuż przed przystąpieniem do czynności Policjant pyta czy mam przy sobie jakieś urządzenia rejestrujące dźwięk. Nawet mi przez myśl nie przeszło żeby nagrywać przesłuchanie – wszak przychodzę tutaj wiedząc, że to czysta formalność, a stawić się muszę wyłącznie z powodu jawnego pieniactwa Wojciecha Z., czyli niejako odbębnić stawiennictwo i o sprawie zapomnieć. Dla pewności pokazuję Policjantowi swój telefon i go wyłączam. Dobry pomysł, bo przynajmniej nic z mojej strony nie zakłóci przesłuchania. W czasie jego trwania widzę z daleka akta sprawy – Wojciech Z. (no bo kto?) wydrukował cały mój pamiętnik!!! Gdyby jeszcze skorzystał z wbudowanej w witrynę opcji wydruku treści… Ale zaślepiony nienawiścią nie myśli logicznie, a tym bardziej rozsądnie czy ekonomicznie, i drukuje wszystko z przeglądarki jak leci, przez co traci ogromne ilości tuszu i wielką górę papieru, nie mówiąc już o czasie.

Mój pamiętnik tuż przed wrzuceniem na witrynę liczy w edytorze tekstowym niemalże 120 stron A4. Zważywszy na zastosowany arkusz styli witryny i formatowanie treści, przy wydruku z okna przeglądarki jego objętość puchnie prawdopodobnie o drugie tyle (dochodzi statyczny nagłówek i stopka oraz kolumna z lewej strony z menu. Mamy tu więc nawet pół ryzy papieru wyrzuconej do archiwum policyjnego. Biorąc pod uwagę wydruk kolorowy, mamy tu zużycie około ¼ pojemności kartridża kolorowego i ¼ kartridża z tuszem czarnym – przy przeciętnej cenie za kartridż regenerowany (nie oryginalny) ok. 40 zł, wydruk kosztuje Wojciecha Z. około 30 zł i z godzinę ślęczenia przed monitorem. Czy mu to SARP zwróci? Oto jest pytanie…

Najwyraźniej jednak pieniądze te i czas traci, ponieważ do dziś sprawa nie ma swojego dalszego ciągu. Formalnie jestem wezwany jako świadek, a nie sprawca, więc nie ma powodów, dla których Policja miałaby mnie informować o ewentualnym umorzeniu dochodzenia, oddaleniu wniosku o ściganie, czy jak zwał tak zwał. A takiego finału sprawy spodziewam się nie doczekawszy się w ciągu 3 miesięcy żadnego wezwania, tym razem w charakterze oskarżonego czy podejrzanego. Nie wykluczam jednak, że może coś kiedyś jeszcze przyjdzie - z Wojciechem Z. nigdy nic nie wiadomo. Wówczas niewątpliwie sam zostanie postawiony w stan oskarżenia, bowiem zniesławiające pracowników Imperio treści, jakie rozpowszechnia do dziś w środowisku tuczyńskim, ujrzą światło przed wymiarem sprawiedliwości i będzie wielkie „ałała!”...

 

*

26.03.2013. Trzy rozprawy jednego dnia.

Rozprawa nr 1: o dziurę, której nie ma.

PrzyłączeTemat ciągnie się już ho, ho, ho… Wojciech Z. utrzymuje, że dziura jest, i to tak wielka, że zagraża konstrukcji Zamku, i w ogóle to należałoby najpierw wystąpić o zgodę na prowadzenie prac budowlanych, a nie tak sobie przewiercać się do kuchni... W czasie rozprawy zeznaje jednak, że dziura co prawda jest, ale on jej nie widział, bowiem widząc ją twarzą skierowany był w inną stronę, czy jakoś tak… Trudno mi tutaj powtórzyć dokładnie jego słowa, bo brzmi to nie tylko dziwacznie, ale i śmiesznie. Uwagę na to zwraca także sąd. Podejrzewam, że dziurę tę po prostu wyczuł szóstym zmysłem. A może siódmym - to przecież tak wyjątkowych człowiek, że zmysłów ma moim zdaniem co najmniej 12 i potrafi kontaktować się z mieszkańcami innych wymiarów...

Prawnik SARP – młody człowiek , który w życiu w Zamku nie był, snuje fantazyjne teorie na temat dziury, sugeruje, że skrzynka gazowa widoczna na zdjęciach jest tam celowo przynoszona na potrzeby wykonania zdjęć i zasłania ową dziurę… Sąd widzi wyraźnie, że ma do czynienia z mataczeniem i fałszywymi oskarżeniami, m.in. dlatego sprawa zostaje odroczona do czasu dostarczenia uzupełniającego materiału fotograficznego.

Kilka tygodni później odbywa się ostatnia rozprawa. Agnieszka N. zostaje uniewinniona od zarzutów, zaś protokoły z rozprawy zostają przesłane do prokuratury celem wszczęcia postępowania przeciwko Wojciechowi Z. o składanie fałszywych zeznań i krzywoprzysięstwo. To już nie są przelewki, panie „dyrektorze” Z.

Mnie osobiście uderza na tej rozprawie fakt przedstawienia się Wysokiemu Sądowi Wojciecha Z. jako reprezentant właściciela Zamku… Co prawda sędzia musi prosić Z. o powtórzenie kim właściwie jest, bowiem zaczyna od bezsensownej tyrady jaki to on ważny, tym niemniej mówi jasno, wyraźnie, głośno, w sądzie, pod przysięgą, że reprezentuje właściciela Zamku.

Otóż ja mam w tym miejscu jedno zasadnicze pytanie – z którym Biurem Zasobów Skarbu Państwa pan Wojciech Z. posiada umowę o reprezentowanie Skarbu Państwa w sprawach Zamku Tuczno?

Odpowiadam sam – nie posiada takiej umowy.

Co więcej – po lekturze moich pamiętników zdaje sobie sprawę z faktu, iż Zamek Tuczno nie jest własnością SARP, ale nadal świadomie i z pełną premedytacją wprowadza m.in. organy państwowe w błąd przedstawiając się jako reprezentant właściciela. A może nie wierzy, że taki głupi leszcz, jak jakiś zezowaty Szymański, może wiedzieć więcej na ten temat? Że zajrzał do księgi wieczystej, czego nie uczynił nikt przed nim, zwłaszcza sami wielcy Wojciech Z. i Mariusz Ś., i odkrył prawdę - i jednocześnie gigantyczny przekręt owych wielkich?

Księga wieczysta - zrzut 1

Księga wieczysta - zrzut 2
Kliknij zrzuty, aby je powiększyć i odkryć największy przekręt SARP i Wojciecha Z. - Zamek Tuczno jest
własnością Skarbu Państwa, a SARP ledwie użytkownikiem wieczystym (do 2092 roku
w przypadku gruntów...) Kłamcie panowie dalej, może jeszcze coś ugracie dla siebie prywatnie i opóźnicie
termin swojego stawiennictwa w Zakładzie Karnym...

(W polskim prawie zapisy ksiąg wieczystych są jawne, niejawne są jednak ich ich numery - stąd zrzuty ekranowe księgi zostały zmienione w taki sposób, aby numeru księgi nie dało się odczytać).

 

Może zamieszczone tutaj zrzuty wpisów w księdze wieczystej Zamku pozwolą mu zrozumieć, że z powodu własnej ignorancji jego kłopoty dopiero się zaczynają? Panie Z., pan się przyjrzyj dokładnie, kopnij w zadek Mariusza Ś. i wal do BZSP, bo pan pójdziesz siedzieć za składanie fałszywych oświadczeń i podszywanie się pod reprezentanta właściciela Zamku!
Choć... w zasadzie już za późno - tyle już było rozpraw zaprotokołowanych z udziałem Wojciecha Z. jako przedstawiciele właściciela Zamku i SARP jako właściciela Zamku, że na ich miejscu w tej chwili brałbym już całą kasę jaką udało im się z różnych spółek wyprowadzić i wiałbym gdzieś, gdzie Polska nie może wystąpić o ekstradycję.

Dlaczego piszę „pan pójdziesz siedzieć”? Bo tym razem nie wyłgasz się pan, że to wszystko pomysł Mariusza Ś. i to on ciebie w ten szwindel wciągnął - sam się tam pan wpakowałeś, świadomie, celowo, licząc na własne korzyści.

Ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że Zamek jest własnością Skarbu Państwa.

Wojciech Z. posiada szereg wadliwych umów z SARP, która to organizacja jest tylko i wyłącznie administratorem budynku Zamku. Zostaje wyznaczona lata temu do opieki nad obiektem i jego użytkowania, ale nigdy Zamek nie zostaje jej przekazany w wyłączne posiadanie. Co prawda SARP w przed 2000 rokiem próbuje przekształcić administrację w posiadanie, ale plany spełzają na niczym. Widocznie Minister Kultury i Sztuki nie jest w owym czasie zainteresowany pozbywaniem się historycznego majątku narodowego – i chwała mu za to. Za czasów pani dyrektor K. rozpuszczona jednak zostaje plotka, że Zamek stał się własnością SARP – i pokutuje ona do dzisiaj w świadomości niektórych pracowników Zamku oraz… samego SARP.

Posiadam w swoich zbiorach ciekawe nagranie wideo z lutego 2012 r, w którym p. Mariusz Ś. (wówczas skarbnik, dziś prezes SARP) wraz z kolegami twierdzi otwarcie, iż jest właścicielem Zamku (no, nie prywatnie, ale jako członek SARP)… Wojciech Z. wraz z Mariuszem Ś. bazują na tym kłamstwie w myśl zasady: nikt im niczego nigdy nie udowodni, co najwyżej wyprą się wszystkiego i obarczą winą innych… Innymi słowy liczą na to, że nikt nie sprawdzi wydawałoby się oczywistego faktu i nie dobierze im się do skóry. Wszak na każdym, także na urzędach i organach państwowych, kto nie zajrzał do księgi wieczystej Zamku, takie oświadczenie robi wrażenie... No jak to tak - właściciela nie chcą wpuścić?

Również na bazie tej fałszywej informacji opierają się wszystkie wydarzenia, jakie działy i dzieją się w Zamku Tuczno od 1. lutego 2012 roku aż do dnia dzisiejszego. W kwestii własności Zamku SARP (tj. Mariusz Ś.) oraz Wojciech Z. od ponad roku wprowadzają w błąd szereg urzędów, organów administracji publicznej oraz sądy – i jakoś nikt tego nie sprawdza, każdy łyka ich bajki na słowo… A może któregoś dnia pojadę na ulicę Foksal 2 do Warszawy (do tej pory nie wiem tylko pod którym z trzech możliwych kodów pocztowych mam szukać tego adresu), powiem, że jestem właścicielem budynku i poproszę SARP o wyniesienie się z mojego prywatnego obiektu? Sytuacja będzie dokładnie taka sama, jak w Zamku. Napiszę do e-sądu, że mi się utrudnia wejście do mojej własności i zaraz uzyskam nakaz eksmisji SARP z Foksal 2.

Mocno, obrazowo, piszę jak jest.

Wróćmy jednak do fałszywych zeznań i oświadczeń Wojciecha Z. Skoro już wiemy, że nie reprezentuje właściciela Zamku, także jego umowy z SARP są od początku nie ważne, a posługując się nimi wprowadza świadomie (co najmniej od marca 2013 r.) w błąd bliżej nie określone ilości urzędów i organów. Na marginesie przypomnę, że nieświadomość nie zwalnia od odpowiedzialności.

Zacznijmy od umowy o nadzór właścicielski, którą to de facto posiada firma Lexor Anny S., a która to firma formalnie wyznacza Wojciecha Z. do pełnienia nadzoru.

Jak sygnalizowałem wcześniej, nadzór właścicielski polega na komisarycznym zarządzie podmiotów stanowiących własność podmiotu zlecającego nadzór. SARP nie jest właścicielem ani Zamku, ani Imperio Polska, stąd zawieranie umowy o nadzór właścicielski nad Zamkiem jest w tym wypadku w najwyższym stopniu nieuprawnione i automatycznie powoduje jej nieważność.
Skoro SARP nie jest właścicielem Zamku, to jakim prawem zawiera tego rodzaju umowę? Odpowiadam – prawa takiego nie ma, ale ma prawnika, który kompletnie nie orientuje się w swojej robocie i który mówi, że tak można. Spodziewam się, że Mariusz Ś. najpierw zasięgnął opinii pani mecenas Katarzyny J. kiedy Wojciech Z. zaproponował mu podpisanie tego rodzaju umowy (z resztą wszystkie podpisywał i parafował osobiście zamiast Anny S., właścicielki Lexor).
Sprowadzę zatem prawnika SARP na ziemię, ja – szary, biedny i głupi pracownik Zamku zarabiający tyle, że ledwo wystarczy na przeżycie.

Szanowna, mocno niedouczona w tej dziedzinie prawa pani prawnik SARP - w przypadku majątku Skarbu Państwa jedyną uprawnioną instytucją do zawierania umowy o nadzór właścicielski jest właściwe terytorialnie Biuro Zasobów Skarbu Państwa. Wówczas jednak to nie jeden Wojciech Z. czy nie firma Lexor może pełnić taki nadzór, ale specjalnie na tę okoliczność powołany podmiot prawny reprezentowany przez zarząd składający się z kilku osób, prezesa i członków rady nadzorczej. Osoby te powinny być osobami o nieposzlakowanej opinii, posiadające wyższe wykształcenie kierunkowe (np. ekonomiczne lub zarządzanie – marketing), odpowiednie kilkuletnie doświadczenie, oraz zostać wyłonione w otwartym konkursie ofert (ogłoszonym publicznie).

Czy któremukolwiek z wyżej wymienionych kryteriów odpowiada Wojciech Z. lub firma Lexor? Nie.
W tej sytuacji mamy przypadek oszustwa (wielokrotnego) i nadużycia pozycji, gdzie sprawstwo kierownicze przypisać należy Mariuszowi Ś., Annie B. oraz Jerzemu G. reprezentującymi SARP podczas zawierania wadliwych umów, oraz sprawstwo wykonawcze przypisane Wojciechowi Z. i Annie S., właścicielce firmy Lexor, jakkolwiek z pomysłem zawarcia takich umów i uporczywymi naleganiami na to wychodzą pierwotnie Z. i S., a Ś. zgadza się na to, bowiem leży to w jego prywatnym interesie.

Najmniej winien jest zdecydowanie Jerzy G., ustępujący w 2012 roku prezes SARP. Otrzymawszy zapewnienie od Mariusza Ś. o szybkim i skutecznym rozwiązaniu problemu Zamku Tuczno zgadza się podpisać naprędce sporządzone umowy nie wnikając zbyt głęboko w ich rodzaj, treść i znaczenie. Podobnie Anna B. – nieco bardziej zaangażowana w konflikt, ale również nie znająca kulisów. W mojej opinii oskarżonymi o bezprawne podawanie się za reprezentantów Skarbu Państwa i dokonanie wielu oszustw z tym związanych winni być w pierwszej kolejności Wojciech Z., następnie Anna S., na koniec Marusz Ś.
Czasami jednak odnoszę wrażenie, że to Mariusz Ś. jest najbardziej winien, jako że zapoczątkował za namową Wojciecha Z. całą lawinę zdarzeń przeszłych i przyszłych jednym twierdzeniem – że jest (jego organizacja) jedynym i wyłącznym właścicielem Zamku w Tucznie. Jako skarbnik SARP winien być świadom rzeczywistej sytuacji własnościowej. Podejrzewam, że to on otrzyma najwyższy wyrok w tej sprawie, gdy sprawa otrze się o Ministerstwo Sprawiedliwości, choć Wojciechowi Z. równie nie mało się zebrało – mimo że w tym wypadku pełni tylko rolę marionetki, kodeks karny pojęcia „marionetka” nie rozróżnia, rozróżnia tylko sprawstwo kierownicze i wykonawcze.

 

 

Rozprawa nr 2: Wojciech Z. odwołuje się od wyroku za złośliwości względem pracowników Zamku.

Złośliwy Z.Być może za namową niezbyt cenionego lokalnego (wałeckiego) prawnika, Wojciech Z. odwołuje się od wyroku skazującego go na niewielką względem wyrządzonych szkód karę. Zasadza się na fakcie, że nikt nie widzi go podczas wykonywania złośliwych działań. A zatem – gaz zakręca się sam, szmata sama owija się wokół fotokomórki, brama zamyka się sama podczas uwięzienia osób przebywających na terenie zamkowym, itd. – wszystko dzieje się samo, bez jego udziału, on w tym czasie siedzi grzecznie w domu i ogląda TV albo śpi… Zapomina jednak, że istnieje coś takiego, jak poszlaka, na przykład: mocna. No chyba, że przyjmiemy, że to jakiś turysta wszedł za ogrodzenie i zakręcił gaz do kuchni, potem otarł szmatą czoło (odczuwał stres biorąc do ręki zawór gazowy i mocno się spocił) i odrzucając ją przypadkiem zasłaniając fotokomórkę, a na koniec zamknął za sobą bramę na klucz i wychodząc na miasto pozbawił w ten sposób wolności osoby przebywające na terenie zamkowym… Wojciech Z. w tym czasie smacznie śpi i jest później zdziwiony, że nagle go ktoś o to oskarża.

Najważniejsze pytanie w tej rozprawie zostaje zadane nikomu innemu, jak tylko mnie: czy jestem właścicielem witryny www.mielecin.pl oraz czy jestem autorem niniejszego pamiętnika. Z. zapewne zauważa chwilę mojego wahania – zastanawiam się czy zapytać co ma wspólnego to pytanie ze sprawą (zostałoby uchylone) czy jednak dać mu tę satysfakcję… Ostatecznie po jakichś 2 czy 3 sekundach decyduję – dam mu tę przyjemność. Pomimo tego, że na witrynie pełno moich danych osobowych, a pod pamiętnikiem podpisuję się jawnie, Wojciech Z. potrzebuje mojego przyznania się w sądzie, co zapewne w jego mniemaniu stanowi… właściwie to sam nie wiem co. Wydaje mi się, że jemu się wydaje, że mnie w ten sposób zastraszy i spowoduje, że nagle ucieknę gdzie pieprz rośnie, ale przedtem usunę pamiętnik z witryny...
A zatem na te idiotycznie wręcz nie związane ze sprawą pytania odpowiadam ze śmiertelną powagą mówiąc prosto do sędziego: „Tak” oraz „Tak”, a Wojciech Z. zapewne w tym czasie przeżywa serię mentalnych orgazmów - sugeruje to jego niespokojne zachowanie w trakcie zadawania pytania z pomocą jego pełnomocnika, oraz odprężenie, bezruch i delikatny uśmieszek po usłyszeniu odpowiedzi. Mając tego świadomość myślę sobie, że idiotyzm w niektórych przypadkach nie sięga zenitu, lecz znacznie go przewyższa…

 

 

Rozprawa nr 3: któreś z kolei posiedzenie w sprawie zniszczenia przez Andrzeja S. zamka w drzwiach kotłowni.

Sprawa dzięki usilnym staraniom SARP za namową Z. ciągnie się jak flaki z olejem już okrągły rok. Przypomnę - Andrzej S. oskarżony jest o zniszczenie wkładki zamka o wartości bodajże 15 zł oraz drzwi o wartości 300 zł (wycena Wojciecha Z.). Ciekawe ile warte są w rzeczywistości drzwi, które zbudowane są samodzielnie z płyty pilśniowej obitej używanym drewnem po boazerii, oraz jakie straty powoduje wymiana zamka patentowego w takich drzwiach wystawionych profesjonalnie z zawiasów (Andrzej S. jest stolarzem) i postawionych obok na czas wymiany. Według Wojciecha Z. – są bezcenne, a straty niepowetowane… Zapewne wymiana zamka groziła też ogromnym wybuchem gazu i zniszczeniem Tuczna, ale o tym w akcie oskarżenia akurat mowy nie było.

Jak się ta sprawa skończyła – Andrzej S. zostaje uniewinniony i oczyszczony z zarzutów. Podobnie, jak wcześniej Mateusz K., fałszywie oskarżony przez SARP (za namową Z.) o ustawienie opla corsa przed drzwiami kotłowni w dniu 2. maja 2012, na co spreparowane dowody dostarcza sam Mariusz Ś.

Jak widać z dotychczasowych rozpraw - absolutnie wszystkie, podkreślam: absolutnie wszystkie zarzuty stawiane jakimkolwiek pracownikom spółki Imperio Polska upadają i absolutnie wszystkie procesy są przez nich do tej pory wygrane! Wojciech Z. wraz z Mariuszem Ś. dwoją się, troją i czworzą, kłamią, mataczą, zeznają fałszywie, aby tylko doprowadzić do skazania choćby jednego, najmniejszego pracownika Imperio Polska, za najdrobniejsze byle co, i nic nie mogą osiągnąć... Sprawiedliwość jak widać - triumfuje. Miejmy nadzieję, że i w tych najważniejszych sprawach również wyroki będą właściwe. Miejmy też nadzieję, że po wszystkim kłamcy i oszuści poniosą zasłużone kary. Szkoda tylko, że są to sprawy na lata procesów i nie da się złoczyńców osadzić w więzieniach zanim Zamek legnie w gruzach... Dlatego jestem pełen obaw co do przyszłości Zamku jako takiego.

 

*

02.04.2013. Inspekcja SARP, komornik, zniesławienie i prąd.

W okolicach początku kwietnia 2013 dzieje się wiele ciekawych rzeczy.
02.04. przyjeżdża inspekcja SARP, co jest zgodne z decyzją sądową. Tradycyjnie już obecny jest Wojciech Z., który tym razem nie chce drążyć tematu i kontrolę odwala po łebkach. Siłą rzeczy obecny przedstawiciel SARP idzie za głosem Wojciecha Z. i inspekcja kończy się po kilku minutach.

W międzyczasie jednak ma miejsce kolejna wizyta komornika znanego nam z poprzedniego miesiąca – tym razem przyjeżdża z uzupełnioną listą mienia Imperio Polska, które należy zająć na poczet rzekomego długu Imperio względem SARP. Rzucając okiem na tę listę widzę wyraźnie, że Wojciech Z. kopiuje do edytora tekstu wykaz przedmiotów, które zagrabił w lutym 2012 roku i których zwrotu pisemnie i kilkakrotnie domagało się Imperio, a o których zapomniał poprzednim razem. Tym razem nie przytaczam jej tutaj, aby nie przedłużać pamiętnika - lista jest podobna do wyżej przytoczonej i komentarze byłyby niemal identyczne.

Z powodu tej wizyty inspekcja SARP bardzo się przedłuża, albowiem wszyscy czekają na zakończenie pracy komornika.

Niebawem dowiadujemy się, że jeszcze tego samego dnia Wojciech Z. udaje się na komisariat Policji w Tucznie zgłosić… zniesławienie go przez Agnieszkę N. poprzez pięciokrotne nazwanie go złodziejem w obecności świadków! Kiedy o tym słyszę, zaczynam chrumkać – a co to oznacza, to pisałem wcześniej… Ponoć Agnieszka N. mówiła „złodziej” mając na myśli Wojciecha Z. podczas rozmowy z komornikiem, a on liczył ile razy. I wyszło, że aż dokładnie 5 razy… Nie wiem jak się sprawa tego zgłoszenia skończyła, jakoś o niej później słychać nie było, ale beka musiała być przednia na komisariacie, bo na Zamku wszyscy pokładali się ze śmiechu dowiedziawszy się o tym zgłoszeniu...

Mniej więcej w tym samym czasie Wojciech Z. zgłasza dostawcy energii elektrycznej konieczność zbadania jego instalacji elektrycznej, albowiem w żadnym, ale to żadnym przypadku nie ma możliwości, aby w okresie styczeń – kwiecień zużył prąd o wartości grubo ponad 6.000 zł. Na pewno ktoś go okrada, najpewniej to Imperio, trzeba sprawę zbadać, bo to niemożliwe.

Nie tyle tu chodzi o zbadanie sprawy, ale o zamotanie i przedłużenie sprawy. Wojciech Z. nie chce płacić za media, z których korzysta, taki ma charakter, więc szuka różnych możliwości obejścia tej konieczności. Może znajduje coś w regulaminie świadczenia usług, co pozwala mu prolongować spłatę zadłużenia? Normalny, zwykły odbiorca, jeżeli ma wątpliwości co do wysokości rachunku, winien najpierw zapłacić, a potem drążyć temat. Wojciech Z. nie – on jest wyjątkowy i ma być traktowany wyjątkowo. Jest klientem Enea, a klient to pan.

 

*

15.04.2013. Pomiary instalacji.

Prąd.Wojciech Z. to specyficzny przypadek dla Enea – dostawcy energii elektrycznej. Zwyzywał już wszystkich okolicznych pracowników tej firmy, od szczebli kierowniczych po zwykłych robotników… Każdy ma go dość, ale każdy musi działać zgodnie z regulaminem. Dlatego tego dnia przeprowadzone zostają pomiary. Wykazują one, że wszystko jest w porządku i płacić trzeba. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie nastroju Wojciecha Z. w momencie, gdy dociera do niego, że musi zapłacić albo żegnaj światełko… Ja rozumiem, że grubo ponad 6 klocków to kupa kasy, ale wystarczyło wpuścić inkasenta 2 miesiące wcześniej lub podać stan licznika telefonicznie, a byłoby o połowę mniej… A może wojna o prąd zaczęłaby się o dwa miesiące wcześniej? No nie ważne – ważne, że Wojciech Z. za prąd nie płaci od 4 miesięcy i zgłasza, że go okradają… Skoro nie ktoś z sąsiadów, to sama Enea. Na pewno mu zawyżają rachunek i trzeba wyjaśnić dlaczego. Wiadomo dlaczego – tutaj żyją sami złodzieje… To nie moja hipoteza – to słowa Wojciecha Z.

No to policzmy. Tak szacunkowo, bo nie znamy realnego zużycia energii. Czy możemy zużyć w jego sytuacji prąd o wartości 1.600 zł brutto miesięcznie?

Mamy 3 pomieszczenia mieszkalne (pokój dorosłych, pokój dziecka, kuchnia - łazienki nie liczę), każde ogrzewamy 2-ma grzejnikami 2KW ustawionymi na 50% mocy (po wstępnym ich nagrzaniu grzejnikami pracującymi przez dobę na 100% mocy). To daje zużycie 3KW na godzinę, 72KW na dobę, ok.2100KW na miesiąc.

Mamy 2 bojlery o mocy średnio 2KW celem ogrzania wody użytkowej w kuchni i łazience. Ponieważ nie grzeją one z pełną mocą non-stop, załóżmy tylko 30% czasu pracy na pełnej mocy. To daje ok. 30KW na dobę, czyli 950KW na miesiąc.

Mamy kilka telewizorów, lodówkę, komputery, lampki, żarówki, itd. – to, co każdy. To daje ok. 400KW miesięcznie.

Podsumujmy: 3450KW na miesiąc.

Zakładając stawkę 0,45gr za 1 KW dla odbiorcy indywidualnego, mamy 1552,50 zł na miesiąc.

Wojciech Z. tego nie rozumie – woli ciskać się i pienić o to, że jest okradany, zamiast usiąść i spokojnie przeanalizować problem.

Póki co – płaci. Ciekaw jestem jak długo jeszcze. A propos – kiedy nie musiał oszczędzać na prądzie i zużywał go ponad miarę usiłując pogrążyć w ten sposób Imperio Polska (korzystał z energii, za którą płaciła spółka), można sobie wyobrazić rozmiary kradzieży, do jakiej się dopuszczał. Obrazowo – od lutego 2012 do końca sierpnia 2012 mógł okraść Imperio Polska z prądu na łączną kwotę ok. 15.000 zł. Na tę chwilę pozostaje bezkarny – powody podane gdzieś tam wcześniej w pamiętniku. Patrzcie i uczcie się, cwaniaczki…

 

*

7.05.2013. Kolejna inspekcja – Wojciech Z. szaleje.

Ponieważ nad comiesięcznymi inspekcjami pracownicy Zamku przechodzą do porządku dziennego, na ten dzień nie zaplanowano mojej obecności w Zamku, a wiadomym jest, że będąc dokumentalistą firmy sama moja obecność nieco temperuje zapędy Wojciecha Z.

Sytuacja ta mści się – Wojciech Z. podczas oględzin Zamku prowadzi członków SARP do damskiej (!) toalety i wskazując wystające ze ściany zaczopowane złączki insynuując, iż w tym miejscu był grzejnik – on go doskonale pamięta - zaś pracownicy Imperio ów zdemontowali i sprzedali, po czym najpewniej podzielili się kasą…

Jestem już bardzo bliski momentu, w którym zamiast Wojciech Z. zacznę pisać „król Julian” (król lemurów w serii bajek pt. "Madagaskar"). Być może ów człowiek o to usilnie i celowo zabiega – miałby znakomity powód do złożenia kolejnego beznadziejnego doniesienia o podejrzeniu zniesławienia. Tym niemniej jednak pozostanę na razie przy imieniu i inicjale nazwiska - król Julian jest nad wyraz sympatycznym, choć kretyńsko głupim stworzeniem, Wojciech Z. sympatyczny jest wyłącznie gdy mu stawiają i przyklaskują - i to ich różni na tyle, że mam uzasadnione przeciwwskazania przed posługiwaniem się nowym jego określeniem.

Wojciech Z. bezrozumie nie zauważa, że nie ma żadnego śladu ewentualnych mocowań ewentualnego grzejnika, a zatem nigdy tam nic nie było. Jest ponadto na tyle nierozgarnięty, że nie ma świadomości, że grzejnik ten znajduje się… w pomieszczeniach, do których tylko i wyłącznie on ma wstęp!!!
Grzejnik, który zaplanowano wstawić kilka ładnych lat temu, został zakupiony z myślą o zamontowaniu w damskiej toalecie (nawiasem mówiąc – dziwi mnie fakt, że Wojciech Z. zna aż takie szczegóły damskiej toalety, mimo że nie był tam od około 14 miesięcy - kwestia do zastanowienia dla Anny S.) i zmagazynowany w pomieszczeniach pawilonu, który znajduje się aktualnie w wyłącznej dyspozycji Wojciecha Z.
Gdybym zatem w tej chwili zgłosił kradzież tego grzejnika, zostałby znaleziony przez Policję u Wojciecha Z.!!!

I to on zostałby oskarżony o kradzież, o co de facto winien być oskarżony – nie wyniósł go fizycznie z damskiej toalety, bowiem nigdy tamże nie był zainstalowany, jednakże zawierając nieważne umowy z SARP na dzierżawę pawilonu i dokonując przetrzymania majątki Imperio w rzeczywistości dokonał kradzieży odmawiając jawnie i kilkakrotnie wydania przedmiotów należących do spółki Imperio Polska, w tym rzeczonego grzejnika, oraz jawnie okupując pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze pawilonu.
Przy okazji poruszenia tematu dzierżawy - w sytuacji wypowiedzenia takowej umowy, ale przy braku porozumienia i skierowania sprawy na drogę sadową, w stosunku do nieruchomości oraz stron obowiązuje w Polsce (to znaczy wg polskiego prawa) stan taki, jaki obowiązywał w ostatnim dniu obowiązywania wypowiedzianej umowy do czasu zapadnięcie w sprawie prawomocnego wyroku.
A zatem nie ma najmniejszych wątpliwości, że Wojciech Z. nielegalnie okupuje budynek zwany "pawilonem", zaś SARP (Mariusz Ś.) nielegalnie je podnajmuje, z kolei wszelkie umowy dotyczące Zamku i pawilonu są nie ważne i zagrożone pociągnięciem do odpowiedzialności karnej (stanowisko SN w innych, podobnych sprawach) ze względu na jawne nadużycie - dotyczy to tak samo SARP, jak i Imperio Polska. SARP jednak ma to gdzieś - zawiera w międzyczasie różne umowy. Pani mecenas SARP - Katarzynie J. - kolejny raz kłania się głupi Szymański z jakiejś wiochy. Nie dziwię się, że SARP odnosi porażki nie tylko w sprawach związanych z Zamkiem Tuczno, ale i w sprawach Kazimierza Dln. czy słynnej piwniczki...

Wracając do problematyki Wojciecha Z.: czy w tej sytuacji „kretynizm” albo wręcz „debilizm” nie są uprawnionymi stwierdzeniami?

Tegoż dnia dociera do Zamku informacja, że Wojciech Z. zostanie z urzędu postawiony w stan oskarżenia za składanie fałszywych zeznań w sprawie o nie istniejącą dziurę grożącą zawaleniem się Zamku, powstałą rzekomo podczas podłączania zewnętrznych, niewielkich butli z gazem do istniejącej instalacji gazowej.

 

*

18.05.2013. Niemieccy goście odkrywają dziury w kołach.

Nad ranem tego dnia nocny stróż zauważa, że zaparkowane po prawej stronie dziedzińca (koło baszty) auto gości stoi dziwnie pochylone… Okazuje się, że w obu kołach po prawej stronie nie ma powietrza. Udaje się je podpompować i pojechać autem do wulkanizacji w Człopie. Tam wulkanizator stwierdza, że nie jest to zwykłe przebicie, lecz przecięcie nożem…

(Dodano 30.07.2013:
Poniższy akapit jest zmodyfikowany względem oryginału po napaści na mnie, która ma miejsce przy Zamku w dniu 29.07.2013 r. Próba pobicia i zastraszenia są dla mnie bezdyskusyjnie sprowokowane i kierowane przez Wojciecha Z., m.in. daje znać napastnikowi o moim przyjeździe z miasta do Zamku, po czym od razu wychodzi na zewnątrz budynku administracyjno-gospodarczego i cały czas przygląda się wydarzeniom. Ciekaw jestem czy przekaże informację o tym wydarzeniu do SARP - wszak ma obowiązek informować Zarząd Główny o wszystkim, co dzieje się w Zamku..
W tej sprawie żadna prokuratura nie musi szukać dowodów daleko - wystarczy zabezpieczyć bilingi z telefonu pana Z. i treść jego wiadomości, szczególnie tych bezpośrednio poprzedzających napad - nie ma z tym problemu, są one przechowywane przez dłuższy czas w bazie operatora komórkowego.
Więcej na temat bandyckich, by nie powiedzieć - typowo mafijnych - metod walki SARP z Imperio w kolejnym addendum, które ukaże się za 2 - 3 miesiące, gdy ilość materiału uzasadni publikację). 

Pierwsze podejrzenie z oczywistych względów pada na Wojciecha Z. Wiedząc jednak, że on sam unika jak ognia takich bezpośrednich działań, gdzie mogą być przypadkowi świadkowie i których efektem mogą być kajdanki zatrzaskujące się na rękach, z pewnych względów podejrzenie na chwilę pada na jego nowych znajomych, z którymi od dość niedawna spotyka się na gruncie towarzyskim.
Z nowymi znajomymi Wojciecha Z. wiąże się ciekawostka, która ubawiła pracowników Zamku, gdy gruchnęła wieść o niej. Mianowicie Wojciech Z. tytułujący siebie nadal Dyrektorem Zamku - a jakże - któregoś dnia proponuje nowemu znajomemu zatrudnienie w Zamku, przy czym zlecone miałyby mu być jakieś prace budowlane. Nowy znajomy dba o swój interes – zanim zgodzi się na przyjęcie oferty, sprawdza czy Zamek jest wypłacalny, bo ma wątpliwości i obawia się, że wykona pracę i pan Dyrektor Z. nie zapłaci mu za trud… Dla zaznajomionych z sytuacją brzmi to z gruntu bardzo zabawnie kiedy mówi „pan Dyrektor Zamku…”

 

(Koniec modyfikacji)

Po większym jednak zastanowieniu nie można tu jednoznacznie stwierdzić kto za tym stoi. Opony bezdętkowe mają to do siebie, że są samouszczelniające się – w razie przebicia takowej powietrze tylko w bardzo wyjątkowych sytuacjach od razu schodzi. Znane są przypadki, że ludzie jeździli z gwoździem w oponie przez wiele miesięcy, nim ten całkiem zardzewiał i ostatecznie doprowadził do zejścia powietrza.

W tej sytuacji można równie dobrze założyć, że opony zostały gościom pocięte w którejś ze zwiedzanych ostatnimi dniami polskich wiosek.

Ci Niemcy i ich potomkowie, którzy mieszkali na obecnie naszych terenach przed końcem II Wojny Światowej i zostali stąd wypędzeni, żyją do dziś w większości w głębokim przekonaniu, że są tutaj silnie znienawidzeni. Wybierając się w podróże sentymentalne w swoje rodzinne strony, m.in. w okolice Tuczna, jadą tu często pełni obaw i spodziewają się sytuacji takich, jak opisana wyżej. Z racji prowadzenia witryny mielecin.pl oraz pracy w Zamku Tuczno mam sporo kontaktów z Niemcami pochodzącymi z tych regionów – rozmawiając z nimi niejednokrotnie słyszę, że spotykali się w przeszłości z otwartą wrogością (byli przepędzani, grożono im, naruszano ich mienie, itp.), choć nie robili nic poza zdjęciami i przyglądaniem się domom, w których kiedyś mieszkali oni sami, ich rodzice, dziadkowie czy sąsiedzi.

Nasi goście z Zamku nie przejmują się zanadto sytuacją – spodziewali się czegoś podobnego. Dlatego otrzymawszy jako rekompensatę dobre wino wyjeżdżają z Zamku pełni dobrych wrażeń, a po kilku tygodniach dokonują ponownie rezerwacji na następny pobyt. Pan Peter S., jeden z gości, przekazuje na moje ręce unikalne, kolorowe fotografie Zamku z 1974 roku, które sam wykonał. Serdecznie za nie dziękuję! Fotografie trafiają do albumu z pozostałymi zdjęciami z prac rekonstrukcyjnych Zamku.

Trzeba przyznać, że Wojciech Z. solidnie sobie zapracował, aby znaleźć się w kręgu podejrzanych o tego rodzaju przestępstwo. Pracuje nad tym nadal...

 

*

20.05.2013. Wojciech Z. myje samochód

Mycie auta przez Z.Cóż takiego nadzwyczajnego jest w myciu samochodu? Ano to, że nie wolno tego robić poza myjniami lub ewentualnie specjalnie wyznaczonymi miejscami na posesjach prywatnych, z odpowiednią infrastrukturą kanalizacyjną. Wojciech Z. ma to gdzieś – myje auto myjką ciśnieniową, śmieje się przy okazji straszebnie widząc mnie nagrywającego to wykroczenie. Następnego dnia składam wniosek o ukaranie Wojciecha Z. i dołączam materiał wideo.

Komendant Straży udaje się do Wojciecha Z. z zamiarem wręczenia mandatu, ale nie ma nawet sposobności powiedzenia na jaką kwotę – Wojciech Z. odmawia jego przyjęcia, nie ważne za co i w jakiej wysokości.

Rozpoczyna się procedura, której finałem ma być złożenie wniosku do sądu o ukaranie – na początek przesłuchanie świadków. Co zeznaje Wojciech Z.? O nie, on nie mył samochodu, on go tylko płukał czystą wodą!

Komendant – niestety - daje się wpuścić w maliny zasadzone przez Wojciecha Z. (oby nie miał z tego powodu kłopotów, bo to moim prywatnym zdaniem sympatyczny człowiek) i ostatecznie podejmuje decyzję o odstąpieniu od zamiaru złożenia wniosku do sądu. Oczywiście od tej decyzji składam odwołanie – obalam w nim każde słowo Wojciecha Z. Jakie podaję argumenty – napiszę po zapadnięciu wyroku skazującego Wojciecha Z., albowiem w tej chwili sprawa jest w toku, a ja nie mam zamiaru ujawniać przedwcześnie argumentów, które będą kosztować Wojciecha Z. kilka stówek i kolejny wyrok.

Przy okazji – dokładnie takie samo wykroczenie Wojciech Z. popełnia ponownie 18.06.2013 gwiżdżąc w trakcie jego popełniania z zadowoleniem – dodatkowo też myje rower. Tak mu się podoba, że go prawo nie obowiązuje (jeszcze). Tego ostatniego – roweru - nie ma się co czepiać. A uśmiech niebawem zniknie i zamieni się w nerwowe machanie łapkami. O tak, panie Z., dziękuję za sposobność pokazania panu „who is good and who is bad” jak śpiewa – nomen omen – grupa IMPERIO w utworze „Nostra Culpa”. Polecam zapoznanie się z tekstem, który rapuje czarnoskóry wokalista, bo w tym przypadku pasuje do pana, jak ulał, w 100%:


O, sorry, zapomniałem, że kłamał pan twierdząc, że mieszkał kilka lat w USA i w rzeczywistości nie ma zielonego pojęcia o języku angielskim… Może ktoś panu Z. przetłumaczy co się mówi w tym utworze?

 

 

*

04.06.2013. Kolejna inspekcja stanu Zamku – bez Wojciecha Z.

Tego dnia ma miejsce kolejna inspekcja. Tym razem bez Wojciecha Z. – nie mógł dołączyć, bowiem wyjechał na cały dzień. Jest to o tyle szokujące zdarzenie, że przecież człowiek walczy do upadłego, aby móc choć na krótką chwilę kilka razy do roku wejść do Zamku, kombinuje, kłamie, oszukuje, naraża na wyroki – a gdy ma okazję wejść, nie przychodzi… Na przeszkodzie zapewne stają ważniejsze sprawy, np. wyjazd na kolejną rozprawę lub spotkanie z Mariuszem Ś., aby obgadać w 4 oczy kolejne matactwa...

 

*

05.06.2013. Kosiarz okłamuje gości.

Wojciech Z. w dalszym ciągu usilnie dba o zniszczenie reputacji Zamku. Niedawno wygania z terenu zamkowego turystów (z resztą mieszkańców Tuczna), którzy chcieli zrobić sobie kilka zdjęć z Zamkiem w tle. Ponieważ są to ludzie grzeczni i kulturalni, widząc byłego kierownika uprzejmie zapytują czy mogą zrobić tu kilka zdjęć, choć żadnej zgody nie potrzebują, a zwłaszcza od Wojciecha Z.

A on co? Wydziera się i wygania ludzi z terenu…

Niebawem Wojciech Z. postanawia ogarnąć nieco chaszcze obok swojego lokum – bierze kosę spalinową i rusza w trawę. W którymś momencie mijają go turyści wchodzący na teren zamkowy. Rozmawia z nimi chwilę – informuje, że w Zamku nic nie ma, nie ma nic do jedzenia, nie przyjmuje się gości, bo nie ma ciepłej wody… Goście jednak nie dają do końca wiary – wypytują o to jeszcze w Recepcji Zamku. Informują pracownika, że „ten pan kosiarz mówił, że nie możemy tu przenocować, bo wody ciepłej nie macie…”

 

Oj, trafi kiedyś kosa na kamień, panie kosiarzu ;-) Widzi się bojlery podczas pierwszej inspekcji i twierdzi, że ich nie ma? To tak samo, jak w czasie rozprawy o nie istniejącą dziurę – pan kosiarz zeznaje, że stoi co prawda obok ściany, ale się jej nie przygląda, bo ma głowę odwróconą w drugą stronę i nie wie czy dziura tam jest czy nie ma, ale na pewno jest… Tak samo ciepła woda – wie, że jest, ale utrzymuje, że nie ma…

Panie Z., wszystko jest nagrane..

 


© by Artur Szymański for www.mielecin.pl,
Mielęcin 2013