Ta strona używa plików cookie w celach statystycznych oraz opcjonalnie do wyświetlania spersonalizowanych reklam. Kliknij zielony przycisk aby zamknąć ten komunikat:

Współczesna historia Zamku Tuczno - Addendum 3

17.08.2013. Wojna plakatowa.

Mniej więcej od tego dnia Wojciech Z. realizuje nowy genialny i fantastyczny plan, który w jego zamyśle ma bardzo zaszkodzić spółce Imperio, pod uwagę bierze też niespodziewany efekt w postaci zniszczenia spółki.
Otóż drukuje propagandowe oświadczenie poprzedniego prezesa SARP na temat konfliktu w Zamku zaczerpnięte z serwisu płatnych ogłoszeń PAP i zawiesza na tablicy pamiątkowej na bramie zamkowej (nic nie robi sobie z tego, że jest to czyn zabroniony i stanowi wykroczenie).

Przypomnę jego treść i wytknę zniesławiające punkty, które popełnia SARP:

„Zamek w Tucznie - własność Stowarzyszenia Architektów Polskich bezumownie zajmowany
2012-05-14 12:00

Działając w imieniu Stowarzyszenia Architektów Polskich w Warszawie ("SARP"), będącego wyłącznym właścicielem Zamku oraz użytkownikiem wieczystym nieruchomości gruntowej położonej w Tucznie, informujemy, że w związku z notorycznymi zaległościami w opłatach oraz należnościami za niezapłacony podatek od nieruchomości oraz rozpoczęcie robót budowlanych bez odpowiednich uzgodnień z konserwatorem zabytków, bez dokumentacji budowlanej z pozwoleniem na budowę w obiekcie zabytkowym, bez zgody SARP - jako właściciela Zamku w Tucznie 01.02.2012, SARP wypowiedział w trybie natychmiastowym umowę dzierżawy dotychczasowemu dzierżawcy ww. nieruchomości, tj. spółce Imperio Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Sopocie.
Od 04.02.2012 r., tj. od skutecznego zawiadomienia o rozwiązaniu umowy, zarówno spółka Imperio, jak i inne podmioty (w tym działające w imieniu i na rzecz tej spółki), zajmują ww. obiekt Zamku bez zgody SARP, jak również bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, a tym samym nielegalnie.
Wobec bezzasadnej odmowy wydania obiektu prawowitemu właścicielowi (wraz z zabytkowymi eksponatami, w części będącymi depozytem Muzeum Narodowego), SARP skierował wystąpienie na drogę prawną oraz złożył zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do stosownych organów ścigania.

Spółka Imperio od 2009 do 2012 r. nie płaciła też obowiązkowych świadczeń, tj. składek ZUS, FUS i FPiFGŚP oraz podatków z tytułu zatrudniania w Zamku pracowników. Stosowne zawiadomienia o domniemaniu popełnienia przestępstwa są złożone do prokuratury i organów ścigania.

Nadmienić należy, że Zamek został zakupiony i odbudowany ze środków SARP, w tym ze składek jego członków. W związku z działaniami Imperio Polska prowadzącymi do dewastacji obiektu, informujemy, że SARP nie bierze odpowiedzialności za imprezy organizowane w Zamku, w szczególności zaś za pobierane zaliczki na konto tych imprez oraz za liczne niedogodności związane z niewłaściwą eksploatacją obiektu.

KONTAKT: Jerzy G. prezes SARP
tel. (22) 827 …2
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Źródło informacji: Stowarzyszenie Architektów Polskich

>> Polska Agencja Prasowa SA nie ponosi odpowiedzialności za treści przekazywane w serwisie Informacji Zleconych <<”

Ja już na ten temat pisałem, ale dla przypomnienia lećmy znowu, po kolei.

Według obecnych ustaleń, w tym aktualnych wpisów w księdze wieczystej, wyłącznym właścicielem Zamku jest Skarb Państwa – próba przekształcenia na własność Stowarzyszenia w latach 90-tych ubiegłego wieku najwyraźniej okazała się nieudana. Jak wspominałem wcześniej, nie ma żadnych dowodów na wyłączne posiadanie Zamku przez SARP, za to są dowody na coś wręcz przeciwnego. Dopóki nie zobaczę umowy kupna-sprzedaży lub numeru księgi wieczystej prowadzonej dla Zamku z wpisem - Właściciel: SARP, 1/1, dopóty będę twierdzić, że mamy tutaj z celowym zafałszowaniem faktów. Na słowo nie uwierzę, zwłaszcza mając w pamięci rozliczne kłamstwa opowiadane przez reprezentantów SARP na temat pracowników Zamku i spółki Imperio, co było bezpośrednim powodem publikacji mojego pamiętnika.

Dalej - rozpoczęcie robót budowlanych nastąpiło za zgodą SARP, jakkolwiek najwyraźniej była ona milcząca, co zostało wcześniej dość szczegółowo opisane. Spółka Imperio wyłoniła wykonawcę i przystąpiła do prac zmierzających do budowy nowej kotłowni po poinformowaniu o takich planach Zarządu SARP za pośrednictwem Mariusza Ś., ówczesnego skarbnika, i w obliczu braku sprzeciwu – wcześniej kilkakrotnie usiłowała uzyskać pisemną zgodę - ostatecznie zadowoliła się brakiem sprzeciwu. Prace te nadzorował z ramienia Imperio Polska Wojciech Z., który dziś umniejsza swoje zasługi w tej kwestii całkowicie pomijając swój w tym udział. Obecnie prezes SARP przyznaje, że wiedział o planach spółki, ale nigdy nie wyraził na ich realizację zgody uznając rzekomo, że ma do czynienia z wyłudzeniem pieniędzy czy innym przestępstwem. To ciekawe, że Imperio organizuje prace od poczatku do końca, a SARP rzekomo na tym ma tracić ogromne pieniądze, choć ani grosika do inwestycji nie dokłada.

Cytat: „Od 04.02.2012 r., tj. od skutecznego zawiadomienia o rozwiązaniu umowy (…) zajmują ww. obiekt Zamku bez zgody SARP, jak również bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, a tym samym nielegalnie” – w tej sprawie do dnia dzisiejszego nie ma jeszcze ostatecznego wyroku. Skoro trwa sprawa, dlaczego SARP jest już pewien „bezumowności” i publikuje w tym kontekście całkowicie nieprawdziwą informację? Można napisać „w naszej opinii bezumownie” i już nie mam się do czego przyczepić.

Cytat: „zarówno spółka Imperio, jak i inne podmioty (w tym działające w imieniu i na rzecz tej spółki) (…)” – wymysł Wojciecha Z. Ubzdurał sobie, że w Zamku nie ma już spółki Imperio, która rzekomo uciekła i obecnie Zamek prowadzi jakaś firma założona przez ex-pracownika spółki Imperio. Nie ma „chybania”, „gdybania” jest pomówienie, złośliwe, publiczne głoszenie nieprawdy.

Cytat: „Wobec bezzasadnej odmowy wydania obiektu prawowitemu właścicielowi (wraz z zabytkowymi eksponatami, w części będącymi depozytem Muzeum Narodowego), SARP skierował wystąpienie na drogę prawną oraz złożył zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do stosownych organów ścigania.” – odmowa wydania obiektu nie jest bezzasadna (patrz wyżej), a wtargnięcie przedstawicieli SARP w dniu 10.02.2012 na teren Zamku w celu przejęcia obiektu wręcz bezprawne, o czym zostają oni pouczeni przez Policjantów z komendy tuczyńskiej i wałeckiej. Pomijając fakt, że SARP wg moich ustaleń nie jest właścicielem Zamku, nie skierowało stowarzyszenie żadnych wystąpień na drogę prawną (o jakich mowa w tym ustępie) przez przynajmniej kilka kolejnych miesięcy!
Pierwsze wystąpienie na drogę prawną następuje dopiero w lipcu 2012 roku, aczkolwiek tutaj mogę mylić się o miesiąc, bowiem czasu już upłynęło sporo i coraz więcej rzeczy ulatuje z pamięci.
Co więcej – wspominając o w większości niezbyt wartościowych eksponatach w kontekście bezzasadnej odmowy wydania Zamku kreuje się wrażenie popełnienia przestępstwa kradzieży antyków przez spółkę Imperio – nieprzypadkowo również pojawiają się tam słowa „przestępstwo”, „organy ścigania”… Inspekcje mające miejsce w następnych latach po wydaniu tego oświadczenia nie stwierdziły ubytku ani jednego eksponatu ani żadnej w nich szkody, wbrew plotkom rozsiewanym przez Z. i Ś. w roku 2012 i następnych.

Cytat: „Spółka Imperio od 2009 do 2012 r. nie płaciła też obowiązkowych świadczeń, tj. składek ZUS, FUS i FPiFGŚP oraz podatków z tytułu zatrudniania w Zamku pracowników.” – po pierwsze: spółka płaciła te świadczenia normalnie do 2010 roku, choć rzeczywiście nie wszystko w pełnej wysokości i powstało tu niewielkie zadłużenie, co jest normalne w każdej małej firmie. W cytowanym oświadczeniu mówi się o nie płaceniu od początku do końca ani złotóweczki, co jest kłamstwem. A zatem mamy kolejne pomówienie, zwłaszcza w obliczu późniejszej decyzji prokuratury wałeckiej, która badała donos Wojciecha Z. właśnie w tej sprawie - co opisałem w dodatku nr 2.
Po drugie: od maja 2010 roku za opłacenie tych świadczeń odpowiedzialny jest Wojciech Z., dziś reprezentant SARP (o ile akurat pasuje mu się do tego przyznać). Do końca 2010 roku płaci jeszcze składki na ZUS, potem rezygnuje i z wypełniania tego obowiązku. Później motywuje to poleceniem odgórnym, które zmierzać ma do maksymalnej redukcji kosztów. Jednocześnie wydaje ogromne w skali przeciętnego Kowalskiego pieniądze z kasy spółki na podniesienie komfortu własnego „mieszkania”. Dzięki staraniom Wojciecha Z. rok 2011 spółka kończy ze stratą ok. 130 tys. zł. Zastanawiające jest zatem, że ta sama spółka w obliczu nieprzebranej ilości utrudnień generowanych przez Z. i SARP kończy rok następny ze stratą zaledwie kilkunastu tys. zł. A! Sorry, zapomniałem - podatków spółka nie płaci. Ale chyba nie o to chodzi - wszak zadłużenie z tego tytułu w roku ubiegłym Urząd Skarbowy wyliczył na jedynie 3.000 zł. To o co chodzi? Ano najwyraźniej o to, że to pokłosie pracy Wojciecha Z. w Imperio, o którym doskonale wie i usiłuje wykorzystać oczerniając spółkę, która nie pozwoliła mu ukraść jej tyle zasobów, na ile liczył...

Cytat: „Stosowne zawiadomienia o domniemaniu popełnienia przestępstwa są złożone do prokuratury i organów ścigania.” – pomijając fakt, że to kłamstwo jest - co z tego wynika? Może ja też złożę przeciwko SARP stosowne zawiadomienia o domniemaniu popełnienia przestępstwa do prokuratury i organów ścigania? I pochwalę się tym w dziale komunikatów zleconych PAP? Poświęcę te 400+ zł i dadzą moje ogłoszenie na swoją stronę.
Podobny wydźwięk propagandowy miało poinformowanie przez prasę ogółu społeczeństwa o złożeniu doniesienia do ABW o podejrzeniu związków ze słynną aferą Amber Gold. Jedynym tego efektem było uruchomienie na dłuższy czas podsłuchów na wszystkich telefonach pracowników Imperio Polska, o czym świadczyły niezliczone „dziwne” zdarzenia podczas rozmów oraz badanie jednego z aparatów w specjalistycznym salonie.
I jaki jest tego efekt? Oczywiście wyłącznie propagandowy – w powszechnej opinii wśród ludzi, którzy coś słyszeli i czytali, jestem złodziejem i bandytą pracującym dla mafii powiązanej z największymi aferami w Polsce oraz moja obecność w Zamku w Tucznie jest wyjątkowo szkodliwa dla obiektu. Mówiąc o sobie mam na myśli wszystkich pracowników Imperio Polska, którzy z tymi zniesławiającymi opiniami o sobie spotykają się na co dzień od lutego 2012 roku dzięki usilnym staraniom Wojciecha Z. i jego kolegi z Zarządu Głównego SARP…

Cytat: „W związku z działaniami Imperio Polska prowadzącymi do dewastacji obiektu, informujemy, że SARP nie bierze odpowiedzialności za imprezy organizowane w Zamku, w szczególności zaś za pobierane zaliczki na konto tych imprez oraz za liczne niedogodności związane z niewłaściwą eksploatacją obiektu.” – a tak – dewastacja Zamku. Normalnie na co dzień niszczymy Zamek, do południa zrywamy parkiety, po południu kujemy tynki… O to chodzi? A może do południa myjemy podłogi a po południu okna, co stanowi ich dewastację?
Żadna, absolutnie żadna z kontroli czy inspekcji (czy to z SARP, czy to od konserwatora) nie wykazała najmniejszych oznak dewastacji mających związek z działaniami pracowników spółki Imperio. Są na to dowody w postaci protokołów z oględzin Zamku wewnątrz i na zewnątrz. Odnotowano wzrost zawilgocenia - to prawda. Tylko co z tym mają wspólnego pracownicy Imperio? Przecież to Wojciech Z. włamał się i uniemożliwił dostęp do kotłowni Zamku, a gdy sąd nakazał udostępnienie kluczy, złośliwie przetrzymywał je przez 14 miesięcy od wydania decyzji łudząc się, że kolejnej zimy spółka Imperio nie przetrzyma - firma zniknie, a pracownicy się rozejdą...
Warto zwrócić w tym miejscu uwagę jak bardzo bezkarnie czuje się Z. - sąd każe, a on nie! - oczywiście w porozumieniu z Mariuszem Ś. który na pytania m.in. mediów o klucz bezczelnie kłamie przez 10 miesięcy o jego złożeniu w jakimś depozycie w jakimś sądzie! Owszem, usiłowano złożyć go w depozycie w Warszawie, tylko że... było to bezprawne i żaden tamtejszy sąd nie zgodził się na przyjęcie depozytu, bowiem przyjęcie go w Warszawie nosiło cechy utrudniania, którego zakazał sąd w Koszalinie! Prawda wychodzi na jaw w sierpniu 2013 roku gdy okazuje się, że dalsze jego przetrzymywanie przez reprezentanta SARP nie leży w dziwnie rozumianym interesie SARP. Ciekawe, że na takie bezprawie nie ma kary...

Następne pomówienie za radą Wojciecha Z. I kolejna insynuacja – pracownicy spółki okradają gości, którzy przelewają zaliczki na organizację imprez, czyli biorą szmal i… i co? Uciekają? Rżną głupa? Czy robią imprezy tak, aby klient był zadowolony? Co może SARP powiedzieć na temat tych zaliczek? Ile ich było? Od kogo? Czy ktokolwiek z wpłacających zaliczkę wszedł w spór prawny ze spółką Imperio? A może spółka działa uczciwie i tylko wymysły Wojciecha Z. każą zarządowi SARP w ten sposób zniesławiać pracowników Imperio?
Wygląda na to, że reprezentant SARP myśli sobie: „Zasugerujmy, że ich okradają, a po pierwsze – goście nie przyjadą, po drugie – hmmm… co po drugie… hmmm…. no coś tam się kiedyś wymyśli - grunt, żeby do Zamku nikt nie przyjeżdżał! Kotłowni już nie mają. Pójdą z torbami i Zamek niebawem będzie nasz…”
Wszystkie dotychczasowe działania zdają się dowodzić całkowicie celu, jakim jest dosłownie zniszczenie spółki, a następnie przejęcie opustoszałego Zamku. I to nie poprzez wyrafinowane działania np. w postaci przejęcia pakietu kontrolnego w spółce, lecz poprzez bezczelne jej ograbienie z majątku i dostępu do kotłowni, a następnie rozpuszczenie pogłosek o jej bandyckim zachowaniu i korzeniach. Czy może się mylę? Czy może te wszystkie oszczerstwa i działania to w obronie wizerunku i substancji Zamku?

Cytat: „Źródło informacji: Stowarzyszenie Architektów Polskich” – na to nie wszyscy zwracają uwagę i nie wszyscy rozumieją co to oznacza ten podpis dla tekstu takiego, jak przytoczony powyżej.Ten tekst nie jest niezależną informacją prasową. Rozwinę to niżej.

Cytat: „>> Polska Agencja Prasowa SA nie ponosi odpowiedzialności za treści przekazywane w serwisie Informacji Zleconych <<” – na to tez nie wszyscy zwracają uwagę, a powinni – stopka o tej treści mówi, że każdy, kto zapłaci, może wypisywać sobie na stronie PAP S.A. cokolwiek chce, nawet kłamstwa, pomówienia i treści zniesławiające.

Takie też treści Wojciech Z. nakleja któregoś dnia na tablicy pamiątkowej Zamku. Jak normalny człowiek określi naklejanie ogłoszeń na tablicy pamiątkowej zabytku? Co najmniej niestosownym zachowaniem, jak sądzę, by nie powiedzieć wprost – wandalizmem. Niebawem wydruk zostaje usunięty i niebawem pojawia się kolejny…
Ponieważ Z. stwierdza, że na dłuższą metę nie ma to jednak sensu, bo ci bandyci z Imperio będą ciągle oczyszczać tablicę ze szpecących ją kartek, wymyśla sposób, na który nikt nic nie poradzi. Mianowicie decyduje się na naklejenie kartek w oknach okupowanego przez siebie pawilonu - oczywiście od środka. Nikt mu ich już nie zerwie. Hi hi he he!
Ale wydruki na papierze A4 są za małe, a Z. nie potrafi tak wydrukować czegoś z komputera, aby miało duży rozmiar, ale składało się z wielu arkuszy A4. Załatwia więc plakaty wielkości bodajże A2 – akurat nie wzbudziły mojego zainteresowania, bo ich treść znam, więc nie przyglądałem im się jakoś szczególnie i dokładnego formatu nie jestem w stanie podać. Nawiasem pytając – czyżby księgowość SARP zatwierdziła fakturę za te plakaty bez mrugnięcia okiem? A może Z. drukuje je za przyjacielski uścisk dłoni?

Nakleja kilka takich plakatów od wewnątrz w oknach pawilonu. Z relacji osób, które zapoznały się z treścią plakatów wynika, że Wojciech Z. dopuścił się fałszerstwa polegającego na usunięciu nazwiska oryginalnego autora (poprzedniego prezesa SARP) i zastąpienia go nazwiskiem Mariusza Ś., aktualnego prezesa.
Czy Mariusz Ś. udzielił zgody Wojciechowi Z. na użycie swojego nazwiska w tym celu? Jeżeli tak, popełniają obaj plagiat. Jeżeli nie – Wojciech Z. dopuszcza się fałszerstwa. Jak by na to nie patrzeć, mamy kolejny przykład „geniuszu”.

Pragnę podkreślić na koniec w podsumowaniu, że serwis PAP, z którego zaczerpnięta jest treść, jest serwisem płatnym - koszt takiego ogłoszenia sięga kilkuset złotych. Oznacza to jednocześnie, że jest to zwykłe ogłoszenie, którego autorem nie jest PAP, lecz zlecający.
PAP nie odpowiada za jego treść i nie weryfikuje jej, o czym informacji na plakacie z wiadomych powodów nikt nie znajdzie. Innymi słowy plakaty w oknie pawilonu z prawnego punktu widzenia nie różnią się niczym od ogłoszenia matrymonialnego opublikowanego w Cats, CKM czy sobotnim dodatku do Wyborczej.

Jaki jest efekt całej tej propagandy? Dla funkcjonowania Imperio - żaden. Dla funkcjonowania Zamku - znikomy. Dla reputacji Zamku - spory. To oznacza, że najwięcej traci na tym wizerunek Tuczna, a nie jakaś tam nikomu nie znana firma. Turysta, który przestraszy się "mafii" w Zamku do Tuczna raczej nie wróci w najbliższych latach. Przynajmniej ja bym się bał podchodzić do obiektu, o którym posiadałbym takie wiadomości, jakie propaguje Wojciech Z.

Możliwe, że któregoś dnia te plakaty, jak i moje pamiętniki, staną się dowodem w sprawie o nielegalne utrudnianie prowadzenia działalności gospodarczej. O tak - na to też jest paragraf, o którym Wojciech Z. nigdy nie słyszał, stąd sam dopuszczając się bezprawia podżega do niego także sam SARP. Mała podpowiedź: ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, artykuł 15, ustęp 3. To się tutaj łamie tymi plakatami. Może któregoś dnia podejdę i je sfotografuję - dowody będą niepodważalne, bowiem niewątpliwie w razie wytoczenia procesu w tej sprawie Imperio spotka się z zarzutem kłamstwa, jakoby takie coś nigdy nie miało miejsca.

 

*

 

22.08.2013. Wojciech Z. uniewinniony od zarzutu złośliwości.

Każdy, kto zapoznał się z niniejszym pamiętnikiem zdaje sobie sprawę, że uniewinnienie Wojciecha Z. od zarzutu złośliwości względem pracowników spółki Imperio to kuriozum.
Nastąpiło to w efekcie odwołania od wyroku skazującego, przed wydaniem którego Z. niemal do wszystkiego się przyznaje. W międzyczasie Z. wynajmuje adwokata, który dobrze mu podpowiada - wycofuje się ze wszystkiego i wszystkiemu zaprzecza.

Ale sąd - moim zdaniem - postąpił przy odwołaniu słusznie i zgodnie z literą prawa, która związała mu ręce. Wspominałem już dawno temu, że Z. podejmuje się jedynie takich działań, które powodują maksymalne problemy przy minimalnej szansie na oskarżenie o cokolwiek.
Proces nie był poszlakowy, choć wszystkie poszlaki wskazywały na Z. jako na sprawcę. Sędzia oczekiwał bezpośrednich dowodów – nagrań, zdjęć, naocznych świadków, itd. Takie niestety nie istnieją. Choć wszyscy dobrze wiedzą, że to Wojciech Z. zakręcił gaz, zablokował fotokomórkę oświetlenia parkingu, itd., nikt za rękę go przy tym nie złapał i nie widział w trakcie dokonywanych czynów, co najwyżej chwilę po.
Z drugiej strony sędzia daje wiarę Wojciechowi Z., że w przypadkach złośliwości, co do których nie ma wątpliwości, iż jest on ich sprawcą, działał z konieczności i w imieniu SARP, w trosce o mienie i interesy stowarzyszenia.

Z tych powodów zapada wyrok uniewinniający.

To chyba pierwsza taka wygrana Z. ze spółką Imperio – i jak na razie jedyna, wbrew jego twierdzeniom (ponoć w SARP krąży pogłoska, że Z. wygrywa hurtem wszystkie sprawy przeciwko Imperio lub wytoczone z powództwa Imperio). Warto mieć na uwadze, że ta wygrana bierze się wyłącznie z tego, że sąd wierzy w słowa oskarżonego, a wątpliwości rozstrzyga na jego korzyść, czyli de facto ze sprawiedliwością nie ma to nic wspólnego…

My wszyscy z Zamku wiemy jak było naprawdę, jak jest i jak będzie. Do świadomości członków SARP głównie dzięki mojemu pamiętnikowi także powoli zaczyna docierać co tu się dzieje naprawdę...

 

*

 

30.08.2013. Odbiór klucza i wejście do kotłowni.

Tego dnia Agnieszka N. odbiera z sądowego depozytu w Wałczu (nie, nie w Warszawie!) klucz do kotłowni, który na podstawie decyzji sądu okręgowego w Koszalinie już od 1 roku i 2 miesięcy winien był znajdować się w dyspozycji pracowników Imperio Polska.

Kilka godzin po przywiezieniu klucza do Zamku robimy pierwsze oficjalne, komisyjne wejście. Z tej okazji towarzyszą nam przedstawiciele lokalnych mediów.

W momencie podchodzenia przez nas do drzwi kotłowni pojawia się Wojciech Z. i zaczepnym tonem rzuca: „a państwo tu czego?”, „tak, słucham!”, itp. Będąc kompletnie zignorowanym i widząc w mojej ręce kluczyk do kotłowni, odchodzi, wsiada do samochodu i dzwoni do przyjaciela, Mariusza Ś., z informacją, że oni mają klucz i właśnie wchodzą do kotłowni…

Oto nagranie z pierwszego po około 16 miesiącach wejścia pracowników spółki Imperio Polska w kotłowni Zamku Tuczno. Oczywiście o wszystkie uwidocznione i nie uwidocznione zniszczenia oskarża się Imperio pomijając milczeniem fakt, że przez blisko 1,5 roku żaden z pracowników spółki nie postawił tam nogi. Pilnował tego bardzo dokładnie Wojciech Z.


Podobno pracownicy Zamku dewastują obiekt.
Oto jak reprezentant SARP dba o kotłownię.

 

Kotłownia okazuje się być w opłakanym wręcz stanie po 16 miesiącach wyłącznych rządów Wojciecha Z. Już przy wejściu dostrzec można rozkuty tynk i zaplombowaną, zniszczoną mrozem rurę. Podobna sytuacja jest w kolejnym pomieszczeniu, która służy za szatnię. Farba ze ścian łuszczy się płatami wielkości rozcapierzonej dłoni . Blokada zamkaPomieszczenie warsztatowe jest zablokowane przed dostępem jakimś metalowym sztyftem wbitym w zamek. Niebawem Wojciech Z. idzie dalej i jak rasowy komornik drzwi te okleja plombami z pieczątką Lexor oraz dużą kartką z napisem SARP, co sugeruje, że to pomieszczenie biurowe stowarzyszenia i prawdopodobnie po zdjęciu plomb kiedyś będzie można tam zastać prezesa, o ile akurat nie wyjedzie na narty do Chamonix pod Mont Blanc. Kiedy informujemy o tym członków SARP, nie wierzą nam... Zablokowane drzwi? Niemożliwe - mówią...Bezprawna blokada drzwi

Kotłownia rozbebeszona jak ofiara Kuby Rozpruwacza. O pompie wiemy, że podobno zepsuta od wielu miesięcy, jakkolwiek biegły w czasie wizyty 18. lipca niekoniecznie daje temu wiarę – pyta skąd wiemy, że zepsuta, jeżeli nie poddano jej żadnym badaniom, a jedynie została wyłączona przez Wojciecha Z. z powodu podejrzanych hałasów zeń się wydobywających?

Jeżeli ktoś nie zauważył, to w tym momencie mamy zdemaskowane jedno z ważniejszych kłamstw Wojciecha Z. i SARP o spółce Imperio. Proszę sobie przypomnieć materiały prasowe z Pojezierza Wałeckiego i Kuriera Szczecińskiego. Wojciech Z. i Mariusz Ś. zgodnie twierdzą w opublikowanych wywiadach, że pompę zepsuli celowo (!) pracownicy Imperio, że jest zatarta. Koniec i kropka. Dlatego trzeba wygonić z Zamku Imperio.
Dziś ten sam Wojciech Z. po 22 miesiącach od tego momentu twierdzi coś zupełnie innego. Mianowicie to on sam pompę wyłączył, ponieważ podejrzanie mocno hałasowała. Nie, nie była zatarta, nie była zepsuta, działała – tyle, że pracowała znacznie głośniej, niż normalnie… A wezwany później serwis stwierdził, że faktycznie coś tam jest nie w porządku i… przełączył zasilanie na rezerwową pompę - są tam dwie niezależne pracując w układzie podwójnym. Zrobione to zostało prowizorycznie, stąd pozostawił otwarte pokrywy sterowników pomp i gdzieniegdzie wystające kable. A więc… pracownicy Imperio nie zepsuli pompy? Jednak - jak by to powiedział Z.:

„to oni zepsuli i zatarli, a ja tylko wyłączyłem, bo za głośno pracowała… A oni są tu nielegalnie, oni nie mają umowy dzierżawy, bo nie płacili czynszu, ja tu sprawuję kontrolę właścicielską z ramienia SARP, ja tu reprezentuję SARP, a o co chodzi, ja mam coś zrobić? Nie, to nie do mnie sprawa, proszę do Zarządu się zwrócić, do widzenia.”

Wracając do stanu kotłowni – woda jest z instalacji spuszczona, gdzieniegdzie są poluzowane śruby, zarówno na rurach, jak i zbiornikach. Teoretycznie wszędzie, gdzie taka ingerencja miała miejsce znajduje się karteczka ze stosowną informacją, aczkolwiek na tę chwilę zupełnie nie ma pewności czy wszystkie takie miejsca są oznaczone.
Jak wszędzie, gdzie w mojej opinii dłużej przebywa Wojciech Z., a gdzie na co dzień nie wchodzi jego kobieta, tak i tutaj panuje trudny do opisania burdel i sajgon - podłoga zasyfiona jest zaschniętą wodą pochodzącą z instalacji grzewczej, wszędzie walają się jakieś śmieci – kawałki plastików, metali… Pomiędzy kotłem nr 1 a zbiornikami c.w.u przy ścianie stoi grzejnik, który miał być kiedyś zamontowany w damskiej toalecie, a o kradzież którego Z. posądza swego czasu pracowników Imperio przy okazji comiesięcznych inspekcji. Dokładnie 3 miesiące później (po wyartykułowaniu tego oskarżenia przedstawicielom SARP - tym razem z Poznania) grzejnik ten znika z pomieszczenia kotłowni, podobnie jak nieco wcześniej jedna z rezerwowych pomp c.w.u., która przechowywana była w oryginalnym kartonie w pomieszczeniu rozdzielni TV - pomieszczeniu zlokalizowanym na lewo bezpośrednio od wejścia do pomieszczenia z kotłami c.o.

Przypadkiem Wojciech Z. za zgodą prezesa SARP niebawem rozpoczyna montaż zupełnie nowego i niezależnego systemu grzewczego, ale…

„to i tak na pewno pracownicy Imperio ukradli, bo oni są tu nielegalnie, oni nie mają umowy dzierżawy, bo nie płacili czynszu, ja tu sprawuję kontrolę właścicielską z ramienia SARP, ja tu reprezentuję SARP, a o co chodzi, ja mam coś zrobić? Nie, to nie do mnie sprawa, proszę do Zarządu się zwrócić, do widzenia”.

 

*

 

31.08.2013. Publiczna balanga.

Wraz z kolegami artystami Wojciech Z. spędza dzień na świeżym powietrzu popijając piwko w miejscu publicznym i paląc przy tej okazji trawkę - a przynajmniej tak to wygląda. Bo jak nazwać podawanie sobie przez 3 facetów dymiącego czegoś, czym się każdy zaciąga raz i podaje dalej? A następnie pali papierosa trzymanego w drugiej ręce?

Od razu muszę zaznaczyć 2 rzeczy:

  • nie mam absolutnie nic przeciwko piciu piwa, także w miejscach publicznych. I uważam, że zakaz ten powinien być zniesiony. Mam tu na myśli kulturalne spożycie, a nie chlanie na umór połączone z głośną balangą. Sam lubię i pijam piwo.
  • nie mam absolutnie nic przeciwko trawce i jej paleniu. Kto chce, ten pali, kto nie chce, ten nie pali. Kto potem sięga po twardszy stuff, to jego problem i osobiste predyspozycje – ot taka naturalna, zgodna z ewolucją eliminacja osobników nieodpornych na zagrożenia środowiskowe.

Natomiast mam absolutnie wszystko przeciwko piciu piwa i paleniu marihuany, jeżeli robi to publicznie przedstawiciel poważnego i poważanego stowarzyszenia, i nie jest to jednocześnie stowarzyszenie Wolne Konopie ani Ruch Palikota.
Na usprawiedliwienie Z. mogę jednak dodać, że przedstawicielem SARP jest tylko w zależności od okoliczności, o czym sam każdorazowo decyduje. Stąd w opisie wydarzeń z dnia 30.08.13 pojawiają się metaforyczne cytaty z Wojciecha Z., które niebawem czytelnik całkowicie zrozumie i wracając kiedyś do tego fragmentu pamiętnika wybuchnie gromkim śmiechem. A z pewnością zrozumie gdy rozpocznę opisywanie jednej z późniejszych wizyty biegłego do spraw ciepłownictwa.

Wracając do Wojciecha Z. - otrzymujemy nieustannie dowody, że jest reprezentantem SARP tylko kiedy mu to pasuje. Wziąwszy tę tezę jako modus operandi, prawdopodobnie stwierdza 31. sierpnia, że akurat tego dnia nie reprezentuje Stowarzyszenia (jest weekend) i może trochę nieformalnie poszaleć, zupełnie prywatnie, choć publicznie.

Wojciech Z. z artystami

Piwko publicznie

Kliknij obraz aby powiększyć

Fotorelacja z tej małej balangi wraz z relacją z pierwszego wejścia do kotłowni po odzyskaniu klucza wędruje 2. września drogą mailową do wszystkich oddziałów SARP w Polsce. Bierzemy przykład z Wojciecha Z., którego wymysły o spółce Imperio od razu szeroko rozpowszechniane są w tym samym Stowarzyszeniu. Z tą różnicą, że nasze informacje to nie wymysły, lecz fakty poparte dowodami w postaci nie tylko zdjęć, ale i świadków naocznych.
W ten sposób kolejny raz my - pracownicy Zamku - staramy się udowodnić, że Wojciech Z. nie jest odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku.
O ile w kwietniu 2012 roku nasz e-mail przewidujący ogólnie większość wydarzeń, które później nastąpiły, można było zignorować sugerując się domniemaną niechęcią do byłego szefa, tak teraz, w obliczu sprawdzonych przepowiedni i niezbitych dowodów, powinno udać się przekonać członków SARP co do naszej racji. Chyba, że prezes SARP tradycyjnie zdementuje wszystkie nasze doniesienia standardowym "kłamią, pomawiają, niszczą, robią fotomontaże, itp., bo to bandycka firma jest."
Wszak można próbować wyłgać się ze wszystkiego - bo na przykład nie trawka to była, tylko papieros, specjalnie aromatyzowany. Co z tego, że podawany z ręki do ręki, a w drugiej ręce był drugi, normalny papieros... A w puszce nie było piwa na pewno, był kompot, bo Z. nie może alkoholu spożywać - tak zeznawał w sądzie przecież... Oczywiście to wprowadzi wątpliwości, a wątpliwości rozstrzygane są na korzyść oskarżonego. 

Po kilkunastu minutach impreza się kończy, po czym podpity i ujarany Wojciech Z. radośnie bawi się z córką. Fotorelacji z tego momentu nie będę publikować, bo byłaby to zbyt mocna ingerencja w sferę prywatnego życia reprezentanta SARP. Całe szczęście, że dziecku nic się w tym czasie nie stało.

Jeżeli ktoś ma inne zdanie na temat udokumentowanych zdarzeń z tego dnia, chętnie się z nim zapoznam.
Póki co - ładnego nam tu reprezentanta stowarzyszenia przysłaliście, panowie z ZG SARP! Gratuluję!

 

*

 

3. 09. 2013. Następna inspekcja SARP i nieobecność Wojciecha Z.

Ponieważ każda kolejna inspekcja stanu technicznego Zamku niczego złego nie wykazuje, wspominanie o nich powoli staje się nudne, mimo że cały czas mamy świadomość, że prezes SARP wraz z Wojciechem Z. żywią nadzieję, że nastąpi jakaś naturalna katastrofa, której skutkami obarczyć będzie można pracowników Imperio. Na przykład trzęsienie ziemi czy osunięcie się gruntu - wówczas będzie można wykazać, że SARP chciał zabezpieczyć Zamek przed trzęsieniami i osunięciami, ale pracownicy Imperio blokowali im wstęp na Zamek i nie mogli przeprowadzić stosownych prac... Czyli to oni są winni - oni, Imperio! Powoli zaczynam kojarzyć zaimek "oni" z "Imperio" - tak często go słyszę w tym kontekście...

W tym dniu ma miejsce coś spektakularnego – Wojciech Z. odmawia udziału w inspekcji motywując to… problemami z poruszaniem się. Rzeczywiście, poruszając się przed pawilonem wykonuje teatralne gesty rękami i nogą by wyglądać, jakby został potrącony przez ciężarówkę - choć moim zdaniem bardziej przypominało to porażenie gromem z jasnego nieba...
Widząc to przypominają mi się i jego opowieści, i te zasłyszane od ludzi, z którymi czasem pił alkohol w większych ilościach. Ponoć po ciężkim przepiciu ma problemy z kośćcem, zwłaszcza z dolnymi okolicami pleców, odczuwa bardzo silne bóle i ma przez to problemy z poruszaniem się.
Wspomnienie tych opowieści i widok kuśtykającego Z. nie pozwalają mi się łudzić – wczoraj musiało być grubo, oj, grubo… Dziwi fakt, że nie potrafi powstrzymać się przed piciem wiedząc, że następnego dnia powinien być przed południem „na chodzie”. Następnego dnia dolegliwości znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki!!! Z. chodzi normalnie i radośnie, jakby nigdy nic się nie stało, jakby nic nigdy w plecach go nie bolało. Cud się stał!

 

*

 

1.10.2013. Kolejny przyjazd biegłego

20. sierpnia 2013 r. koszaliński sąd wydaje decyzję, w myśl której SARP zobligowany jest do uruchomienia systemu grzewczego najpóźniej do 1.10.2013 r., gdyż na ten dzień wyznaczona jest kontrola biegłego w celu zbadania wydajności systemu ogrzewania Zamku. Mecenas SARP z automatu pisze odwołanie, bowiem w mojej opinii zgodnie z wytycznymi Prezesa nigdy się nie zgadza z żadną decyzją żadnego sądu, o ile nie leży ona w partykularnym interesie Prezesa i/lub Wojciecha Z.
Odwołanie zostaje odrzucone. Wygląda na to, że skoro sąd olewa zdanie mecenas SARP, to ona oleje zdanie sądu – i dlatego wszyscy w Zamku tego dnia są zdziwieni, choć każdy z nieco innego powodu.

Biegły dziwi się, że kotłownia nie pracuje i nie jest gotowa do uruchomienia – wszak w ręku trzyma sądowy nakaz i nie spodziewa się, że nie będzie wykonany.
Z sądem się nie pogrywa, nawet będąc dużym i starym stowarzyszeniem.
Aby nie przyjeżdżać na próżno decyduje o przeprowadzeniu wstępnych oględzin instalacji grzewczej, w czasie których weryfikuje stan rzeczywisty z projektami, dokonuje kilku pomiarów wysokości, szerokości i długości wybranych pomieszczeń, w każdym pokoju i pomieszczeniu ogląda grzejniki i notuje swoje spostrzeżenia.

Wojciech Z. jest zdziwiony, że przyjechał biegły i jest jakaś decyzja sądowa. Najpierw przedstawia się jako reprezentant SARP, po poznaniu przyczyn i celu wizyty biegłego stwierdza, że w tej sprawie nie reprezentuje SARP! Na wprost wyrażone zaproszenie do wzięcia udziału w dalszych czynnościach biegłego stanowczo odmawia informując, że należy kontaktować się w tej sprawie z ZG SARP w Warszawie, a poza tym nie ma czasu, bo oczekuje na przyjazd delegata stowarzyszenia na comiesięczną inspekcję.

Pracownicy Imperio są zdziwieni przyjazdem biegłego oraz podejściem Z. do swoich obowiązków. Co prawda było wiadomo, że ta data jest wyznaczona, ale wiedząc, że nici z uruchomienia kotłowni wszyscy sądzili, że biegły też o tym wie i sprawa będzie miała dalszy tok w postaci kolejnych decyzji i wymiany dokumentów sądowych. Nikt się za to nie spodziewał, że Z. nie weźmie udziału w czynnościach biegłego jako przedstawiciel SARP. Co prawda nie jest tam wtedy do niczego szczególnie potrzebny, po prostu ma być świadkiem czynności. A jednak mówi – „nie! Z tym to proszę do Warszawy”. Czyli co – biegły miałby czekać na przyjazd kogoś ze stolicy, czy jak?
Za tę odmowę Z. dostaje jawną reprymendę od przybyłego później delegata z SARP. Ów delegat przyjeżdża już po oględzinach biegłego i dziwi się, że Z. nie brał w nich udziału. Trudno mu uwierzyć, że odmówił pomimo nalegań ze strony biegłego i wręcz zaproszenia ze strony Imperio! Oczywiście też jest zdziwiony obecnością biegłego, próbuje wyjaśniać to telefonicznie, ale… faktem pozostaje, że Zarząd Główny SARP albo mecenas stowarzyszenia olewa jawnie prawomocną decyzję sądu.

Nie pierwszy to już raz i niewątpliwie nie ostatni…

Po oględzinach biegłego nadchodzi czas na comiesięczną inspekcję stanu technicznego Zamku. Tutaj Wojciech Z. jest zwykle kierownikiem – decyduje które pomieszczenia obejrzeć i na co zwracać uwagę. Tym razem coś jest nie tak… Na pytania delegata „panie Wojciechu, co oglądamy, dokąd idziemy, pan przecież wie lepiej gdzie powinniśmy się udać” Wojciech Z. z zaskakującą regularnością… wzrusza ramionami. Trudno stwierdzić czy mówi przez to „nie wiem”, „a jaki ma to sens” , „nie chce mi się”, „olać to”, faktem jest, że biorę inicjatywę w swoje ręce, bowiem na Z. dziś liczyć nie można, i prowadzę w te miejsca, w których coś gdzieś wcześniej było i powinno być teraz skontrolowane.
Można powiedzieć, że działam teraz na szkodę swojego pracodawcy…
W czasie tej inspekcji Z. zdobywa się na jedno sensowne zdanie o treści mniej więcej „nie ma sensu tak chodzić co miesiąc, tu się nic nie zmienia”. Wszyscy zgadzamy się z tym stwierdzeniem. Ale jaja! Zgadzam się z tym facetem, choć organicznie jestem w opozycji! No, no…

Kiedy uprawomocniła się decyzja w sprawie kontroli stanu Zamku w każdy pierwszy wtorek miesiąca, Agnieszka N. stwierdziła, że ten nonsens odbije się SARP-owi czkawką. Jak widać Z. już ma skurcze przepony…

 

*

 

Połowa października 2013. Grupa Ż. odzyskuje parasole ogródka piwnego.

Ta historia przypomina mi się po kilku miesiącach od wydarzenia (ten ustęp piszę w lutym 2014), a nie miałem jej wcześniej odnotowanej w kalendarzyku wydarzeń – stąd co do daty nie mam pewności, mogła to być końcówka września, ale i równie dobrze połowa października. Jednak nie data jest istotna, co czyny i słowa Wojciecha Z.

Otóż pewnego jesiennego dnia przyjeżdża auto dostawcze należące do znanej w Polsce marki producenta piw, Grupy Ż. Do auta tego mają być załadowane elementy składowe użyczonego od niej na podstawie umowy z Imperio Polska ogródka piwnego – w tym przypadku kilka parasoli, które mają być zabrane i odstawione do magazynu Grupy.
Przedstawiciel Grupy Ż. jest dokładnie zaznajomiony z sytuacją – wie, że parasole te bezprawnie zagarnął i przetrzymuje od ponad 1,5 roku Wojciech Z. w nie ogrzewanym i zalanym kiedyś wodą garażu okupowanego przez siebie budynku administracyjno-gospodarczego. Dlatego auto Grupy Ż. podjeżdża od razu pod budynek a-g i z pomocą Anny S., konkubiny Wojciecha Z., rozpoczyna odzyskiwanie zagrabionych parasoli…

O dziwo – ich stan nie budzi zastrzeżeń! Mróz i wilgoć nie pogorszyły znacząco ich stanu, o co my, pracownicy Imperio, mocno się obawialiśmy i co sygnalizowałem we wcześniejszych częściach swojego pamiętnika. Duży punkcik dla Wojciecha Z.
Ale zaraz – co to? Nie ma! Brakuje jednego parasola! Tego większego – 5-metrowego! Ale numer… Co się stało z parasolem?

Parasol - zaginionyWojciech Z. oświadcza, że pożyczył (nie należący do niego) parasol… i tu Wojciech Z. popada w konsternację, bo rzekomo… nie pamięta komu go pożyczył!!! Musi to ustalić i potem skontaktuje się z przedstawicielem Grupy Ż.! Jaja jak berety…

Słysząc to śmiechłem hardo, akcja jak z wypoku! (To wąski potocyzm - znaczenie tego zdania zrozumie jednak prawie każdy współczesny polski dziennikarz zatrudniony w co większych mediach).

Jest to historia autentyczna – potwierdzić ją może między innymi załoga auta, które przyjechało po sprzęt oraz przedstawiciel, który obsługuje Zamek. Wspominam o tym, bo nieustannie zarzuca mi się wysysanie takich historii z palca…
Wojciech Z. zostaje pouczony i zgadza się z tym, że jeżeli do wiosny parasol się nie znajdzie, to on osobiście za to beknie – zostanie obciążony kosztami zakupu nowego sprzętu. Prawdopodobnie Z. nie wie ile kosztuje taki parasol, możliwe też, że nie wierzy w osobistą odpowiedzialność za kradzież parasola stanowiącego własność Grupy Ż. (tak, tak, to nie jest sprzęt Imperio, który można złośliwie ukraść).

No to postaram się uświadomić oponenta – taki parasol kosztuje pomiędzy 2.000 a 2.500 zł netto. Zależy od producenta. Grupa Ż. może dorzucić coś jako karę umowną. Z informacji uzyskanych od Grupy Ż. wnioskuję, że Wojciech Z. przez kilka następnych tygodni usiłuje przekonać Grupę, że za brak tego elementu wyposażenia należy obciążyć spółkę Imperio - wielokrotnie wydzwania w tej sprawie do przedstawiciela i usiłuje wciskać propagandowe kity.

Wojciech Z. wisi zatem Grupie Ż. kilka tys. zł. Od tego nie da się uciec jak od starych długów ze Śląska – tutaj komornik wejdzie na umowę z SARP i chętnie mu w tym pomogę. I jak potem żyć? No za co? Przecież tuczyńska szwalnia wiecznie kasy dawać na pożyczkę nie będzie, Paweł w końcu pójdzie po rozum do głowy - dziwię się, że do tej pory nie zmądrzał i nadal zachowuje się jak narzeczona pana Wojtka...
I co potem?
Oczywiście nie wierzę, ażeby Wojciech Z. pożyczył tak wielki gabarytowo sprzęt i zapomniał komu, nie sądzę też, aby uwierzył mu sąd, w którym będzie za czas jakiś występować jako oskarżony o kradzież - tym razem nie przez Imperio, ale znacznie potężniejszą firmę. Zgaduję, że parasol został przezeń sprzedany – ot tak, po prostu, a kasa przepita złośliwie wznosząc toasty za Imperio... Jeżeli się nie mylę w tej hipotezie, a nic nie wskazuje, aby było inaczej, to - pomijając kolejny dowód na wielokrotnie objawiany złodziejski charakter Wojciecha Z. - w paserstwo wrobił on kupującego.
Grupa Ż. nie odpuści – ma ona specjalny dział prawny zajmujący się nielegalnym handlem wyposażenia do nich należącego. Będzie się działo. Będzie się płaciło.

W taki oto sposób Wojciech Z. usiłuje zniszczyć Imperio Polska... Normalnie gratulacje, facet!
Oczywiście wiem, że jesteś niewinny. Wykonywałeś tylko polecenia Mariusza Ś. – czyli SARP - jak zawsze... Ciekawe zatem jak się tym czuje Prezes - wszak jeżeli wierzyć ewentualnym zeznaniom Z., ukradł jego rękoma własność Grupy Ż.! Takie zeznania już były składane w innej sprawie. I jak z tym żyć dalej, skoro na konto Prezesa nie wpłynęła z tego tytułu ani złotóweczka? A może wyjątkowo była to samodzielna decyzja, bez konsultacji z Warszawą? Hmmm...

P.S. I co – znalazł się w końcu ten parasol?

 

*

 

21. 10.2013. Serwis firmy Viessman w tajemnicy przed Imperio zabiera pompę c.o. do naprawy.

Po pewnych perturbacjach zostaje sądownie wyznaczony kolejny termin uruchomienia kotłowni w Zamku ostatecznie na 10. grudnia 2013 r.

Viessmann i za drzewoNie dziwi nas tym razem, że w kotłowni Zamku zaczyna się coś dziać... Przyjeżdżają i odjeżdżają różne auta, kilka razy widać serwisantów spod szyldu Viessmann, nawet z/spod Wrocławia.
Tutaj przypomina mi się akcja, którą nazwałbym "akcja cicho-ciemni". W czasie wizyty przedstawiciela firmy Viessmann autem na numerach wrocławskich, Wojciech Z. stoi z człowiekiem z tejże firmy przy jednym z drzew. W pewnym momencie na teren Zamku wjeżdża aktualna Dyrektor, Agnieszka Z. Zauważa wyraźnie, że Wojciech Z. ciągnie reprezentanta firmy Viessmann za drzewo i obaj się za nim kryją na czas przejazdu Agnieszki... Jest to tak komiczna scena, że nawet nie próbujemy zrozumieć jej sensu. Wiemy tylko, że Z. coś knuje...

Wcześniej Imperio próbuje skontaktować się z serwisem R. z Chodzieży – jest to firma o doskonałej reputacji i posiadająca najwyższy poziom specjalizacji i rekomendacji Viessmann, przy okazji jest to stały współpracownik Zamku.
Niestety, z poziomem etyki zawodowej tej firmy najwyraźniej nie jest już aż tak miło.
Jakiś czas temu Imperio dzwoni do Tomasza R., szefa firmy, i próbuje umówić się na przegląd kotłowni, określenie zakresu niezbędnych napraw i w miarę możliwości oszacowanie kosztów wszystkich wymaganych do uruchomienia ogrzewania napraw. Skoro SARP nie chce kotłowni doprowadzić do porządku, to zrobi to Imperio – ale najpierw trzeba oszacować koszty, bo może się okazać, że ostatecznie jednak firmy nie będzie stać na podjęcie się samodzielnie uruchomienia instalacji i trzeba będzie wymyślić inne rozwiązanie.
Tomasz R. deklaruje, że takie zadanie oczywiście wykona, ale nie wcześniej, niż za 2 – 3 tygodnie(!), a może nawet później, po prostu jego firma ma tak dużo zleceń o najwyższym priorytecie, że nie da rady wcześniej…

No OK. Mrozy nam chwilowo nie grożą, możemy poczekać. Węsząc w tym podstęp i zmowę z Wojciechem Z. prosimy wkrótce o pisemne potwierdzenie przyjęcia zlecenia na zamkowy adres e-mail, by nikt później nie zarzucił pracownikom Imperio bierności przed nadchodzącą zimą, czyli zgodnie z wykładnią SARP – działania na szkodę obiektu.
Mija kilka dni - brak jakiegokolwiek odzewu. Jakiś czas potem dzwonię do Tomasza R., szefa serwisu. Informuje mnie, że z czytaniem e-maili to tak u niego słabo, nie ma czasu na to, za dużo pracy i ciągłe zajęcia poza siedzibą firmy, ale oczywiście potwierdza, że za 2 – 3 tygodnie będzie i wykona dla nas szacunki. A na maila na pewno odpowie, ale dopiero po weekendzie, bo do tego czasu nie będzie miał dostępu do poczty.

Niestety, nigdy żadne potwierdzenie od Tomasza R. nie wpłynęło ani żaden kontakt z jego strony nie miał miejsca aż do 10.12.2013 r., kiedy to przyjeżdża biegły, a Tomasz R. przedstawia się jako... serwisant Viessmann z ramienia SARP!

Serwis przyjeżdża do Z. - my nadal czekamyWszystko wskazuje na to, że Wojciech Z. w porozumieniu z prezesem SARP oraz Tomasz R. – mówiąc językiem spiskowców - sprzymierzają się przeciwko Imperio Polska. Na wezwania Wojciecha Z. serwis ów jest na miejscu w oka mgnieniu - na zdjęciu obok wizyta Tomasza R. w dniu 21.10.2013 r., podczas, gdy my, pracownicy Imperio, nadal czekamy na wyznaczenie daty jego przyjazdu z powodu rzekomego nawału pracy w serwisie...

Dalsze ich czyny i później ujawniona korespondencja wskazują, że serwis R. został zobligowany do ignorowania wszelkiego kontaktu i zleceń ze strony Imperio Polska na wszelkie możliwe sposoby, czy to udzielając telefonicznie informacji wymijających, czy to ewentualnie umawiając się na odległe terminy, których serwis tak czy siak nie dotrzyma. Oczywiście o każdym e-mailu czy telefonie Imperio do R. natychmiast powiadamiany jest SARP oraz Wojciech Z. Mamy kolejny przypadek złamania zapisów ustawy o nieuczciwej konkurencji, o której mowa wcześniej. Ciekaw jestem jak się z tego wyłga ów serwis jeżeli sprawa trafi na wokandę. Bo SARP przekonał, że Imperio to bandyci?

Nie ma żadnych wątpliwości, że taka gra ma na celu uzyskanie efektu absolutnej bierności Imperio i bohaterskiej walki SARP o uratowanie zabytku, co może być przydatne w sądach. Nie ważne, że tutaj będziemy mieć kolejny raz ze świadomie składanymi fałszywymi zeznaniami. O ile zaszkodzić to może serwisowi R., o tyle Z. nie poniesie żadnej kary.

I tak oto kolejny podmiot i osoby zostają zmanipulowane i wciągnięte w konflikt, choć ani nie leży to w ich interesie, ani specjalnie nie interesuje. Jest to też kolejny dowód na próby nielegalnego zniszczenia spółki, co gospodarce kapitalistycznej jest cokolwiek surowo karane.

Wracając jednak do cichej umowy pomiędzy Z. (a formalnie SARP) i serwisem R. - plan jest taki, że serwis jednak uruchomi kotłownię. Można domyślić się na podstawie ostatnich wydarzeń i kontaktów z serwisem, że SARP będzie chełpić się potem wielkim poświęceniem sił, środków i czasu w obliczu rzekomej absolutnej bierności pracowników i firmy Imperio. "Oni nic nie zrobili, chcieli wszystko zniszczyć, ale my na przekór wszystkiemu uratowaliśmy wszystko".

Pracy przy doprowadzeniu kotłowni do stanu używalności okazuje się być wyjątkowo niewiele - wbrew oczekiwaniom pracowników Imperio wystarczy drobna naprawa pompy, reszta instalacji jest całkowicie sprawna, wymaga tylko napełnienia wodą i sprawdzenia szczelności. Oraz włączenia zasilania w energię elektryczną - po stronie Imperio. Przemrożone rury w ścianach kotłowni zostają zaplombowane na zlecenie Wojciecha Z. - reszta instalacji nie interesuje go, a zwłaszcza instalacja w Zamku.

 

Nowy kocioł

Uzdatniacz i kocioł gazowy zamontowany wyłącznie
na prywatne potrzeby Wojciecha Z.
za zgodą prezesa SARP.

Druga – dla Z. najważniejsza część cichego porozumienia z serwisem R. zakłada, że serwis wstawi dodatkowy, trzeci kocioł gazowy (do zastosowań domowych, tj. około 35kW mocy – niepotrzebne wówczas projekty i badania ze strony UDT) wraz z uzdatniaczem do wody, oraz zbuduje odpowiednie przyłącze do pomieszczeń zajmowanych tylko i wyłącznie przez Wojciecha Z., zupełnie niezależne od reszty infrastruktury grzewczej.
Zastrzeżenie jest takie, by pracownicy Imperio nie byli w stanie odciąć mu ogrzewania wchodząc do kotłowni - bo przecież wchodzą. Tego zastrzeżenia nie można jednak zrealizować - musi być zawór odcinający dopływ gazu, tak stanowi prawo. I taki się pojawia. Natomiast zasilenie w wodę pozbawione jest zaworu odcinającego - i to jest wątpliwy, częściowy sukces.  Pracownicy Imperio wody dopływającej do kaloryferów Wojciecha Z. nie będą w stanie odciąć. Możliwe, że został on zlokalizowany już bezpośrednio w budynku zajmowanym nielegalnie przez Wojciecha Z. na szkodę Imperio i na koszt SARP, jakkolwiek jeżeli na odcinku przesyłowym nastąpi awaria, woda lać się będzie tak długo, aż ktoś nie odetnie głównego ujęcia.

Wróćmy do ciekawszych rzeczy - wartość inwestycji (koszty) po stronie serwisu – ok. 20.000 zł. Koszty poniesione przez SARP dzięki pomysłowości Z. – 0,00 zł. Jak to możliwe – ktoś zapyta. Ja też chciałbym dostać piec c.o. wart ponad 10.000 zł i instalację wartą blisko drugie tyle (z robocizną), a na dodatek dożywotnio darmowy opał!

Otóż ponoć serwis R. całkowicie zadowolił się… obietnicą współpracy w przyszłości. Piszę "ponoć", bowiem nie mam żadnego dokumentu potwierdzającego zawarte porozumienie, za wyjątkiem ustnych oświadczeń pozyskanych od osób bezpośrednio stykających się ze "spiskowcami".
Innymi słowy - serwis Tomasz R. uzyskuje przyrzeczenie długoterminowej umowy o świadczenie usług serwisowych... Czyli barter.
Barter – tak po ludzku tłumacząc - polega na tym, że ja daję coś, co mnie nic nie kosztuje, ale jest cenne dla mojego kontrahenta, w zamian otrzymuję coś, co kontrahenta nic nie kosztuje, ale jest cenne dla mnie. Układ doskonały i nie ma się o co spierać – z korzyścią przede wszystkim dla Wojciecha Z. Będzie miał zawsze ciepło, nie ważne co się stanie.
Dla SARP – już mniej. Będzie musiało kupować opał.
Dla serwisu R. – to zależy.
Z. zyskuje najwięcej, bowiem po wstawieniu nowego kotła gazowego otrzymuje za darmo centralne ogrzewanie. Problem jedynie stanowi opał - kto ma go zakupić. SARP mu niewątpliwie kupi – będzie tak stowarzyszeniu wiercić dziurę w brzuchu (a w tym jest mistrzem), że ulegnie mu ono i zatankuje któregoś dnia zbiorniki za kilka tysięcy zł, pomimo nie działającej instalacji parownika gazowego (czyli po zatankowaniu zbiorników i uruchomieniu kotła wkrótce instalacja przesyłowa zamarznie).
SARP zbiorników owych nie zatankuje wyłącznie w sytuacji,  gdy taką sytuację da się jakoś wykorzystać w walce przeciwko Imperio.
Jeżeli SARP nie ulegnie perswazji lub okaże się, że brak gazu działa na szkodę Imperio, to w dalszym ciągu Wojciech Z. będzie się grzać elektrycznie – a faktury za prąd przecież są wystawiane na SARP!

Nowa instalacja

Kolorem na ścianie oznaczono nową instalację c.o. w kotłowni Zamku Tuczno.
Założona tylko i wyłącznie na prywatne potrzeby Wojciecha Z.
dzięki uprzejmości prezesa SARP.

 

Czy to nie genialne? Nie ważne jak będzie, kto i co wygra/przegra, uzyska/straci - Wojciech Z. będzie mieć zawsze ciepło, i najważniejsze - absolutnie za darmo! Ten to potrafi się ustawić... Przypomina to sytuację ze świata zwierzęcego, w którym pasożyt zawsze ma idealne warunki do żerowania, bez względu na gatunek żywiciela oraz warunki środowiskowe otoczenia (np. komar czy kleszcz w odniesieniu do ludzi i innych ssaków).

Wracając do tematu – ta zupełnie zbędna praca i inwestycja potrzebna jest do udowodnienia rzekomej złej woli spółki Imperio i jej pracowników! Tak zapewne Z. tłumaczył potrzebę podjęcia się ich prezesowi SARP. Być może także podkreślał fakt, że gdy Imperio zatankuje zbiorniki i rozpocznie ogrzewanie Zamku, on także będzie korzystać z opału - nie, nie kraść! Odzyskiwać to, co rzekomo Imperio skradło zanim on okradł Imperio w lutym 2012 roku.
Ciekaw jestem kiedy i w jakich okolicznościach zostanie to wyciągnięte jako argument za niszczycielskim oddziaływaniem pracowników Zamku na... stan Zamku.

Maluszek wywożący opałZgodnie z zaleceniem kominiarza z 2012 roku, zostają przycięte i usunięte drzewa tak, by odległość kominów kotłowni od gałęzi była zgodna z normami. Przy okazji sąsiad Wojciecha Z. zyskuje na opale (wożąc go maluszkiem z przyczepką) i bezpieczeństwie…
W każdym razie – wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że SARP przygotowuje się do uruchomienia kotłowni w Zamku.

 

*

 

28.10.2013. Mecenas SARP wzywa Dyrektor Zamku do…

W tym dniu mecenas SARP produkuje pismo wzywające Agnieszkę N. (adres do zastraszeń nieustalony – pismo przychodzi do siedziby spółki Imperio w Sopocie) do opublikowania przeprosin adresowanych do Mariusza Ś. oraz wzywające o „zaprzestanie rozpowszechniania zarzutów, jakoby mój Mocodawca był osobą zakłamaną, która wymyśla nieprawdziwe historie (...)<częstuje media="" wyssanymi="" teoriami="" z="" palca="">”. I dalej lecą ponad 3 strony gróźb i przykładów jak można pana Ś. przeprosić skutecznie.

<częstuje media="" wyssanymi="" teoriami="" z="" palca="">Oczywiście z pismem tym można by się zgodzić, gdyby nie jedna istotna przeszkoda – informacja przekazana mediom przez Agnieszkę N. jest informacją prawdziwą, związaną z publicznym życiem oponenta, a zatem nie kwalifikuje się jako zniesławienie, pomówienie czy cokolwiek, na co wskazuje Pani mecenas. Przykładów tego dowodzących w moim pamiętniku jest bez liku, przewijają się niemalże od pierwszej do ostatniej strony, a w wielu miejscach sam demaskuję kłamstwa publicznie powtarzane przez pana Ś. (nie dziwi przeto późniejsze dążenie Pani mecenas do zlikwidowania mojego pamiętnika).

<częstuje media="" wyssanymi="" teoriami="" z="" palca="">Jedyne czego nie można być pewnym to czy sam wymyśla te wszystkie fikcyjne historie, czy pomaga mu w tym kleszcz Wojtek. Jeżeli to drugie, należałoby ustalić w jakim stopniu Ś. powiela kłamstwa Z., a w jakim tworzy samodzielnie nowe. Bo że dzieli się nimi z mediami, nie ulega najmniejszym wątpliwościom – dowodów jest aż nadto. Weźmy pierwszy lepszy wycinek z prasy, w którym rzekoma osoba "niezakłamana" blisko połowę swojej wypowiedzi ubarwia kłamstwami - zaznaczone kolorem:

Kłamstwa Mariusza Ś.

Jeden z licznych przykładów kłamstw Mariusza Ś. na temat spółki Imperio i jej pracowników.

 

Ten fragment chyba już publikowałem, choć akurat w innym kontekście. Warto zauważyć, że Imperio zgodnie z sugestiami osoby prawdomównej - w mniemaniu mecenas SARP - celowo niszczy Zamek. Tylko pytanie - w jakim celu? Aby zarżnąć kurę znoszącą złote jaja - o ile jest odpowiednio pieszczona?
Człowiek ów udziela kilka tego rodzaju wywiadów na przestrzeni kilku miesięcy, posługuje się za każdym razem kilkoma kłamstwami niejako uniwersalnymi i kilkoma nowymi, by nie być monotonnym. W tej sytuacji nazwanie go jedynie "zakłamanym" zakrawa na niesłychany akt łaski dowodzący przebaczenia większości innych win (np. propozycji sowitego premiowania Agnieszki N. po przejściu pracowników do SARP, czy obietnicy wywalenia ich na zbity pysk w chwili, gdy spotyka się ze zdecydowaną odmową).

No ale może już wystarczy na ten temat, Mariusz Ś. wg mojej opinii ma dużo gorsze rzeczy na sumieniu, niż pomówienia, na które jako osoba pomawiana mogę machnąć ręką. W jednej z następnych części pamiętnika opublikuję jedną ze stron sprawozdania finansowego SARP za rok 2012 - o ile oczywiście po publikacji tej zapowiedzi nie skończę jako krwisty stek w jakimś rowie. Nie będę stawiać żadnych teorii, lecz zadam jedno pytanie, po którym do akcji powinna wkroczyć prokuratura na wniosek sądu koleżeńskiego SARP.

 

*

 

5.11.2013. Pompa naprawiona i wstawiona.

W tym dniu zostaje zamontowana przez serwis R. naprawiona pompa cyrkulacyjna. Aby móc tego dokonać, potrzebne jest zasilanie w energię elektryczną – musi być oświetlenie i możliwość przetestowania działania pompy. Z pawilonu zajmowanego przez Wojciecha Z. zostaje oknem przeciągnięty solidny kabel i podłączony prowizorycznie do głównego wyłącznika na tablicy rozdzielczej.

Ponieważ od kilku ładnych dni w kotłowni zamkowej widać włączone okazjonalnie oświetlenie, pracownicy Imperio sądzą, że zostało wykonane jakiegoś rodzaju stałe przyłącze na zlecenie SARP.

Miałem już dać spokój kłamstwom Mariusza Ś. - ale się nie da... Dokładnie dzień wcześniej prezes SARP jest w Koszalinie i zeznaje w jakiejś sprawie twierdząc, że stowarzyszenie żadnych prac w kotłowni nie prowadziło, nie prowadzi i prowadzić nie będzie! Rzekomo firma Imperio to uniemożliwia blokując stowarzyszeniu dostęp! Zachowawczo dodaje, że w każdym razie nic mu na ten temat nie wiadomo, aby cokolwiek tam się działo zmierzającego do uruchomienia ogrzewania...

W tym samym dniu, 4. 11. 2013, prezes SARP odwiedza Zamek i z Wojciechem Z. przeprowadza comiesięczną inspekcję stanu obiektu – wyjątkowo w poniedziałek ze względu na to, że po prostu jest w okolicy. Imperio nie robi to żadnego problemu. Najciekawsza jest końcówka spotkania – gdy stoimy przy desku recepcyjnym prezes zwracając się do Z. ni to stwierdzając, ni to pytając mówi: „jutro oni wchodzą na montaż… wymianę elementów kotłowni?”, Z. potwierdza… Hmm… Ciekawe, że jeszcze kilka godzin temu prezes w sądzie w Koszalinie zeznaje, że w kotłowni nie dzieje się nic w kwestii jej uruchomienia, bo Imperio nie pozwala

Tymczasem 5.11.2013 r. widząc samochód serwisu R. udaję się do kotłowni i zadaję pytanie: czy po tych pracach, które właśnie dziś panowie tam przeprowadzają, będzie można uruchomić kotłownię – ewentualnie jakie prace muszą być jeszcze wykonane, aby system centralnego ogrzewania nadawał się do użytku. Pytanie motywuję tym, że jeżeli SARP nie dokona wszystkich koniecznych napraw, to Imperio wszystko wykończy i doprowadzi do uruchomienia systemu.

Uzyskuję odpowiedź, że to zależy, nie wiadomo jeszcze czy coś więcej będzie do zrobienia, ale generalnie serwis ma zlecenie uruchomienia całej kotłowni i to zlecenie zostanie wykonane.
Innymi słowy Imperio nie ma tu nic do roboty, SARP się wszystkim zajął. No i dobrze, nie ma sensu dalej drążyć tematu. Ale nagrania rozmów z poprzedniego i z tego dnia sobie zachowam. A nuż znowu się dowiem, że kłamię i nigdy takie zdarzenia nie miały miejsca. I jak potem udowodnię... hmmm... spisek?

Naprawdę wielka szkoda, że prezes SARP dzień wcześniej krzywoprzysięga w Koszalinie. Ja, głupi, jeszcze troszeczkę wiary w tym człowieku pokładałem, czego afirmacją było podanie mu ręki podczas pożegnania…
Jednak nie ma się co łudzić - w moim przekonaniu w szeregach Zarządu Głównego SARP prymu nie wiedzie osoba obdarzona jakąkolwiek etyką, choćby miałaby to być etyka jedynie zgodna z Kodeksem Członka SARP.
Miałem wątpliwości, od roku podważane przez moje szefostwo, ale rozwiane zostały tego dnia definitywnie, gdy wysłuchałem relacji mecenas Imperio obecnej przy składaniu zeznań przez Ś.

 

*

 

12.11.2013. Czyszczenie zamkowego parku.

No w końcu – chciałoby się powiedzieć.

17. lipca 2013 r. Imperio zwraca się do SARP z prośbą o przeprowadzenie przez Stowarzyszenie lub wyrażenie zgody na przeprowadzenie przez Imperio prac porządkowych na terenie parku zamkowego. Spółka nie ma prawa samodzielnie i bez uzgodnienia tego ze Stowarzyszeniem zrobić nic w tej materii i tej zasady nie kwestionuje.

Po półtora miesiąca nadchodzi odpowiedź - nie od SARP, ale od adwokatki stowarzyszenia, co wydaje się być dosyć dziwne. W odpowiedzi otrzymujemy absolutny zakaz dla spółki Imperio tykania się czegokolwiek na terenie parku zamkowego, a zwłaszcza przeprowadzania jakichkolwiek prac porządkowych. Proszę tylko spojrzeć jak agresywne i bezkompromisowe pismo w tej sprawie zostaje sporządzone przez kancelarię prawną reprezentującą SARP. Co więcej, dołącza ona do odpowiedzi pełnomocnictwo w tej sprawie oraz wyciąg z KRS – jakby załączniki te miały w tej sprawie jakiekolwiek znaczenie. Czy to miało w jakiś sposób nastraszyć pracowników Imperio, aby pilnowali się i nawet przypadkiem nie przesunęli jakiegoś konaru w parku?

Odmowa zgody na sprzątanie

Przypomina mi to strzelanie do piaskownicy rakietą ziemia-ziemia, by napełnić dziecku wiaderko piaskiem...

Odpowiedź tak czy siak bardzo dla mnie mocno zaskakująca – czyżby Stowarzyszenie chciało mieć burdel wokół Zamku? Proponujemy samodzielne posprzątanie terenu na nasz koszt lub naszymi siłami, ale złośliwie otrzymujemy odmowę - bo inaczej, niż złośliwością nazwać tego nie można.
No trudno, słowo się rzekło, nie – to nie, nie będziemy więcej pytać i pozwolimy zmuszeni do tego na degradację parku wokół Zamku. Mijają kolejne miesiące, wrzesień, październik, listopad…

I nagle 12.11.2013, ni stąd ni z owąd, zaczyna się wielodniowa akcja porządkowania zamkowego parku!

Porządkowanie parku Porządkowanie parku

Wojciech Z. dogaduje się z dwoma sąsiadami – w zamian za samodzielnie wykonane oczyszczanie parku otrzymają pozyskane drewno na własność. Układ moim zdaniem jak najbardziej fair i z korzyścią dla wszystkich. Nie wnikam czy na przeprowadzenie tych prac wydane są odpowiednie pozwolenia, bo uznaję te prace za bardzo pożyteczne. Później się okazuje, że pozwolenia były wydane, zarówno przez konserwatora zabytków, jak i urząd gminy. A przynajmniej tak twierdzi pracownik UMiG Tuczno. Jedyne co mnie frapuje to pytanie – czy przypadkiem spółka Lexor nie wystawiła stowarzyszeniu jakiejś faktury na kilka tysięcy zł za organizację prac porządkowych w zamkowym parku. Znając Wojciecha Z. – taka ewentualność jest wysoce prawdopodobna. Warto zapytać księgową SARP – jeżeli faktura o podobnym tytule płatności wpłynęła, będzie to... sprawa dla kancelarii SARP o wyłudzenie.
Jeżeli wierzyć informacjom puszczonym w świat przez jednego z wykonawców, prace porządkowe zostały przeprowadzone na koszt własny wykonawców, którzy zapłatę otrzymują w naturze w postaci pozyskanego przy tych pracach opału.

Nawiasem mówiąc - dzięki sprytowi Wojciecha Z. po raz pierwszy od blisko 40 lat drewno z parku zamkowego pochodzące z prac pielęgnacyjnych nie spłonie w zamkowym kominku, lecz zostaje przehandlowane na zewnątrz. Sam nie wiem czy złamanie 40-letniej tradycji można odczytywać jako cywilizacyjny postęp, czy kolejną szkodę wyrządzoną Zamkowi i gminie Tuczno przez Wojciecha Z.

 

 

*

 

6.12.2013. Mariusz Ś. przesłuchany.

No i znowu zmuszony jestem wrócić do kłamstw Mariusza Ś., choć powoli zaczynam nimi rzygać... Muszę się powtarzać, demaskować nowe... Zaczyna mnie to nudzić - jest tego tyle, że się po prostu, tak po ludzku, odechciewa... Robię to tylko dlatego, że zdecydowana większość z nich to pomysły głównego bohatera mojego pamiętnika, którym okazuję się nie być ja, lecz Wojciech Z.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie za bardzo wiem do której sprawy to przesłuchanie - z nagłówka wynika tylko, że do którejś prowadzonej w Koszalinie.
W tym wpisie pokażę dosłownie palcem gdzie i jak Mariusz Ś. kłamie, a gdzie naciąga fakty na swoją korzyść. Na poniżej zaprezentowanych zrzutach z protokołu przesłuchania zaznaczyłem kolorem wypowiedzi, które są bezspornie fałszywe - o czym jednak nie wie sąd, a czego dowodzą wcześniejsze fragmenty mojego pamiętnika, ilustracje doń oraz świadkowie. Kilka wypowiedzi stanowi celową nadinterpretację i te także są wskazane. Pomimo pouczenia o obowiązku mówienia prawdy, Prezes poważnego i poważanego stowarzyszenia łże w żywe oczy przed sądem. Po prostu gratuluję poziomu etyki i… nic więcej nie da się tu powiedzieć. Dlatego zacznę pokazywać.

 

Fałszywe zeznania Ś.

 

# 1: pan Ś. zeznaje, że wypowiedzenie umowy nastąpiło z powodu zaległości czynszowych i podatkowych oraz rozpoczęcia robót budowlanych. Kłamstwo trudne do udowodnienia – musiałby prawdę zeznać Wojciech Z., który to własną perswazją przekonał niegdyś pana Ś. do zerwania umowy – a to nie jest możliwe, ponieważ wg mojej opinii Z. na drugie imię winien mieć „Kłamczuch” – mówiąc tak obrazowo. Innymi słowy próba wypowiedzenia umowy jest efektem wyłącznie usilnych namów Wojciecha Z., który postanowił zemścić się na Imperio za wyrzucenie z pracy oraz odzyskać stanowisko celem wzbogacenia się.
Zaległości czynszowe faktycznie wystąpiły – doprowadził do nich głównie Wojciech Z. Wiem, że wcześniej były jakieś poślizgi w płatnościach i niewielkie zaległości związane głównie z brakiem możliwości prowadzenia pełnej działalności w zimie, ale podmioty zawsze się jakoś dogadywały. Wojciech Z. osobiście był za te płatności odpowiedzialny i mógł je regulować nawet wbrew woli Imperio, tak, jak poza wiedzą spółki wyposażał sobie swoje "mieszkanie" oraz pobierał tzw. zaliczki gotówkowe, które samowolnie później uznał za ratalne wypłacanie sobie obiecanej premii - w dniu, kiedy zażądano ich zwrotu.
Zaległości podatkowe – trudno powiedzieć co ma do nich SARP… Ani stowarzyszenia nie obciążają, ani ziębią, ani parzą. Ale zawsze fajnie to brzmi: „oni podatków nie płacą” = „okradają wszystkich Polaków”.
Na koniec te nieszczęsne roboty. Zapisane w umowie dzierżawy. Więcej szczegółów na ten temat podaję gdzieś tam w pamiętniku dawno temu. Czynienie argumentem przeciwko Imperio próby wywiązania się z zapisów umowy dzierżawy, o której Mariusz Ś. doskonale wie – pozostawiam do oceny czytelnikowi. Pamiętajmy, że prace te rozpoczyna i nadzoruje Wojciech Z. do chwili zwolnienia z pracy i przejścia do SARP.

#2: Imperio włamuje się do kotłowni przed -20-stopniowymi mrozami, by wyłączyć ogrzewanie, w lutym 2012 roku, mimo, że SARP nigdy nigdzie żadnych zamków czy kłódek nie wymieniał. Czyli co - pracownicy pogubili klucze czy jak? Jeżeli pogubili, to dlaczego zaraz się mają włamywać, skoro dostęp do tych miejsc powinni mieć?
Po pierwsze – 6. lutego włamuje się do kotłowni Wojciech Z. (z pomocą kolegi, Pawła C.) i wymienia zamek, przy okazji - nie jakieś fikcyjne kłódki. Na to są notatki policyjne – z tego kłamstwa pan Ś. się nie wywinie.
Po drugie – nie ma, nie było i nie będzie w Tucznie 20-stopniowych mrozów w tym roku. W omawianym okresie takie temperatury występują – owszem, tak – wyłącznie w regionie Suwałk i na Podlasiu. Na Pomorzu Zachodnim w tym czasie są temperatury o co najmniej 5 – 6 stopni wyższe, niż w tamtym regionie. Do sprawy odnosiłem się już dawno temu i jeszcze do niej wrócę. To kłamstwo obala każde archiwum meteo w Polsce, wystarczy poszukać i sprawdzić, a nie jarać się doniesieniami drących japy pieniaczy postępujących wbrew jakiejkolwiek etyce, nie mówiąc już nawet o ludzkim honorze.
Po trzecie – proszę zwrócić uwagę na słownictwo - Imperio zawsze się włamuje, Wojciech Z. tylko wymienia kłódki, których nota bene Imperio nigdy i nigdzie nie zakłada. Warto zwrócić uwagę na ten chwyt: Imperio = włamanie… Powtarza się wielokrotnie, choć decyzja sądu koszalińskiego (z 6.06.2012) jasno mówi, że Imperio miało i ma prawo użytkować kotłownię, a jednocześnie zakazuje SARP-owi, a szczególnie panu Z., przeszkadzania spółce w dostępie.
Jak zatem można mówić, że włamujemy się do pomieszczenia, z którego możemy i musimy korzystać?
Na koniec powtórzę – 6. lutego do kotłowni włamuje się Z., z pomocą serdecznego kolegi pod osłoną nocy rozwierca i zmienia zamek w drzwiach wejściowych. Od tego się wszystko zaczyna.
Po czwarte – żadnych kłódek wcześniej Z. nie zakładał. Założył je później – na bramce prowadzącej na podwórze, gdzie jest wyłącznik prądu, który został użyty podczas jednej z wielu prób wysiedlenia nielegalnego lokatora, oraz na drzwiach ewakuacyjnych kotłowni, które silnie uszkodził podczas późniejszego włamania. Proszę mi tu zakładania jakichś kłódek nie przypisywać, bowiem tak prymitywne rozwiązania stosuje wyłącznie pana kolega, Wojtek Z.

#3: ponoć firma ochroniarska wynajęta przez Imperio dokonała czynnej napaści na firmę wynajętą przez SARP, co było przedmiotem dochodzenia prokuratorskiego. Uuuu! Mocna rzecz! Trzeba się w sądzie tym pochwalić!
<częstuje media="" wyssanymi="" teoriami="" z="" palca="">Można by było się tym pochwalić, gdyby nie fakt, że żadnej napaści na nikogo nigdy nie było na terenie Zamku Tuczno, za wyjątkiem napaści na mnie za publikowanie prawdy o konflikcie, w sierpniu 2013 roku. Owszem, słyszeliśmy, że Wojciech Z. namówił 2 swoich ochroniarzy na złożenie fałszywego doniesienia o napaści i pobiciu, mimo że żadnych śladów takowego zajścia nie nosili. Miało być słowo kontra słowo - prymitywni pracownicy Imperio kontra poważni pracownicy ochrony. A nuż przypadkiem prokuratura uwierzy w winę pracowników Imperio. Tak, pracowników! Pierwotnie doniesienie dotyczyło napaści dokonanej przez pracowników Imperio.
Prezes SARP jednak podnosi poprzeczkę, aby było bardziej dramatycznie: rzekomo starły się 2 formacje paramilitarne wynajęte przez obie strony konfliktu - przy czym wina oczywiście leży po stronie Imperio…
Kłamstwo szyte tak grubymi nićmi szybko się rozeszło po kościach – z braku dowodów zajścia nie ma żadnego postępowania. Nie mówiąc już o postępowaniu prokuratorskim. Skąd takie fantazje, panie Prezesie? Mogę poprosić o namiary na pana dealera? Dobry towar ma, haluny pierwsza klasa – aż w realu człowieka dopadają po blisko 2 latach od zażycia…
Ciekaw jestem czy sąd zechce sprawdzić tę informację z zeznań pana Ś. Mam taką nadzieję.

#4: rzekomo w kwietniu 2012 pracownicy Imperio włamują się do kotłowni, blokują przejście, uruchamiają kocioł, sprowadzają zagrożenie wybuchem, dalej - uszkadzają instalację grzewczą, doprowadzają do jej zamrożenia, zacierają pompę i „pękają” rury.
Naprawdę, proszę o telefon do pana dealera i informację czy dowozi towar do klienta, bo bardzo chcę go spróbować!

Pierwsze pytanie: jak w kwietniu można zamrozić rury?

Drugie pytanie: jak się można włamać do pomieszczenia, do którego ma się mieć legalny dostęp (aczkolwiek dopiero 2 miesiące później potwierdzony sądownie)?

Trzecie pytanie: jakie zagrożenie wybuchem, skoro nie stwierdza go później ani wezwany przez Z. inspektor PINB, ani dochodzenie prokuratorskie?

Czwarte pytanie: jakie zatarcie pompy, skoro ustalono, że tylko wydawała podejrzane w mniemaniu Wojciecha Z. odgłosy, a na dodatek miało to miejsce bodajże 12. lutego - TYDZIEŃ po włamaniu się Wojciecha Z. do kotłowni i uniemożliwienia tam dostępu pracownikom Imperio? Z. przyznaje w połowie 2013 roku w obecności biegłego, że pompa wcale nie była zatarta – a jedynie wydawała podejrzane odgłosy.
W tamtym czasie Z. czuje się tak pewnie, że przegania i zabrania nawet starszej pani K. pozostawiania roweru pod zadaszeniem przy kotłowni – od 6. lutego nikt z Imperio nie zbliża się do kotłowni na mniej, niż 30m, aż do marca.

Piąte pytanie: Wojciech Z. po zużyciu w lutym 2012 r. gazu należącego do Imperio zamawia gaz na koszt SARP – i ogrzewa swój budynek tak, jak to ciepłolubni faceci mają w zwyczaju – intensywnie. Jakim więc cudem wówczas rury pękają w kotłowni? I w jaki sposób można winę za to przypisać pracownikom Imperio?
W rzeczywistości rury pękają na początku 2013 roku – w czasie, gdy wbrew decyzji sądowej Imperio nadal nie ma dostępu do kotłowni z racji nie zdania klucza przez Wojciecha Z. – rok, blisko rok później – co nie przeszkadza panu Ś. zeznawać pod przysięgą tak, jak zaznaczono w protokole, czyli kłamliwe. Arrrghh! Pięści same zaciskają się w kieszeni…

#5: rzekomo Imperio nie płacąc żadnych opłat dodatkowo kradnie gaz SARP czerpiąc z tego pożytki.
Nie wiadomo o jakich opłatach mowa. Woda, ścieki, prąd? Dziwnym trafem wszystkie rachunki są regulowane. Kradnąc gaz SARP? Tu można mieć ambiwalentne odczucia. Rzeczywiście gaz, który jest przez kilka miesięcy używany przez kuchnię Zamkową formalnie zakupiony był przez SARP. Milczeniem pomija jednak pan prezes fakt, że jego przedstawiciel na jego polecenie przejmuje ponad 40% pojemności zbiorników z gazem w lutym 2012 roku, należącym do Imperio, i wypala go w ekspresowym tempie w ciągu 3 dni. To nie była kradzież? Aha, sorry, zapomniałem - twierdzicie, że zbiorniki rzekomo puste były… Mimo, że dokumenty dostaw mówią co innego. Idziemy w tzw. zaparte, tak? Aha...
W moim odczuciu to, co trafiło do kuchni zanim zostało odcięte to był zaledwie ułamek tego, co SARP rękoma Z. ukradł spółce w lutym. Piszę o tym gdzieś w tym pamiętniku. Imperio głupio postąpiło, że nie zwróciło na tę kradzież uwagi licząc na to, że Wojciecha Z. za chwilę w Tucznie nie będzie i można tę szkodę puścić w niepamięć - byleby oderwać pasożyta od ciała i odrzucić jak najdalej. Mimo wszystko jeżeli późniejsze odzyskiwanie skradzionego wcześniej mienia nazwiemy kradzieżą, to w porządku, ma pan rację - kradliśmy i czerpaliśmy z tego tytułu pożytki. Świetna zagrywka w sądzie – ukryć jeden fakt, powołać się na drugi i nazwać oponenta złodziejem, pozornie jak najbardziej uprawnienie.

 

Fałszywe zeznania Ś.

 

#6: Wojciech Z. wyłącznym posiadaczem budynku administracyjno-gospodarczego oraz rzekomo puste zbiorniki zmuszają SARP do zakupu interwencyjnie gazu w lutym 2012 w perspektywie 20-stopniowych mrozów.

Po pierwsze – Wojciech Z. nigdy nie był posiadaczem budynku. Należy rozróżnić pojęcie posiadania budynku i użyczenia pomieszczenia. Wojciechowi Z. użyczone zostaje najpierw jedno, potem drugie, na koniec trzecie pomieszczenie na przestrzeni kilku miesięcy - tylko i wyłącznie ze względu na to, że nie ma gdzie mieszkać. Nigdy wszystkie na raz. W czasie, gdy zamieszkuje dzięki uprzejmości Imperio w jednym pomieszczeniu, inne są wynajmowane przyjeżdżającym gościom, sypia w nich tez okazjonalnie późniejsza dyrektor Zamku, Agnieszka N. i inni pracownicy, tudzież są one remontowane.

Po drugie – w swoim pamiętniku zamieszczam fotografie dowodu zakupu gazu i wskazania licznika w omawianym okresie. Kłamstwo o braku gazu jest wygodne, ale i zostało już dawno temu obalone dowodami zakupu w grudniu i styczniu - niestety, tylko tutaj. Tym niemniej pan prezes idzie w zaparte i dalej kłamie w sądzie pod przysięgą. Gratuluję pewności siebie! Proszę zarzucić mi fałszerstwo zdjęć i dokumentów - chętnie sponiewieram w sądzie za to krzywoprzysięstwo prezesa poważnego stowarzyszenia. Nie będzie zarzutów? O! A dlaczego? Mam usunąć swój pamiętnik z sieci, tak? A jedzie mi tu czołg? Mam kryć czyjeś krzywoprzysięstwo i matactwo? Niedoczekanie...

Kłamstwo dotyczące 20-stopniowych mrozów już przynajmniej 2 razy zostało obalone w tym pamiętniku, ale nie zawaham się obalić go i trzeci raz przytaczając kolejne dowody na świadome kłamstwo.
Ja nie wiem kto panu Ś. przepowiadał nadchodzące straszne mrozy w lutym 2012 r., ale podejrzewam, że jeżeli nie był to efekt zażytych przezeń halucynogenów, których zażycia efekty prezentowane są w cytowanych zeznaniach, to pewnie wyczytał to w Fakcie lub innym Super Ekspresie na podstawie wywiadów ze starymi bacami lub babami na dwoje wróżącymi.
Nie wątpię też, że w tej sprawie nadwornym meteorologiem prezesa SARP (wówczas skarbnika) był obdarzony wówczas nadnaturalnymi zdolnościami Wojciech Z.

Na poniższej grafice prognoza długoterminowa z 5. lutego 2012 roku z serwisu pogodowego telewizji TVN. Aaa.... Kurde, ponoć TVN kłamie.... Ale wtopiłem... Nie, sorry, sfałszowałem obrazek - przecież jak Z. i Ś. zgodnie twierdzą, że w ciepłym w porównaniu z resztą kraju Tucznie miało być -20 st. C, to na pewno miało być. Co tam o pogodzie wie taki wieśniak i kłamczuch Szymański, co tam wie główny meteorolog telewizji TVN!

Gdzie te mrozy?

Link do źródła:
http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/prognoza,45/koniec-zimy-jeszcze-w-lutym-pod-koniec-miesiaca-nawet-7-st-c,34749,1,0.html

Bezpośredni link do filmu:
http://dcs-188-64-85-55.atmcdn.pl/dcs/o2/tvn/web-content/m/v/b571ecea16a9824023ee1af16897a582/8a9e0f74-5020-11e1-9a0b-0025b511229e-360p.flv

Kopia w serwisie YouTube (serwer archiwum TVN Meteo często bywa niedostępny):

 

 

Jak widać na dołączonej grafice nie tylko nie zapowiadano takich mrozów, o jakich mówi pan prezes, ale wręcz przeciwnie – odwilż była w perspektywie. No ale zawsze można zeznać, że zapowiadano, niby kto to sprawdzi? A Imperio wyjdzie na bandytów…
Warto zauważyć, że Tuczno znajduje się w regionie o co najmniej 5 stopni cieplejszym od minimum uwidocznionym na grafice – chyba nikt nie będzie kwestionować, że tutaj mróz jest zawsze lżejszy, niż minima w Suwałkach – kiedy tam jest -15 stopni, u nas najwyżej -10.
Kolejne kłamstwo prezesa SARP, i to wyartykułowane pod przysięgą w sądzie. No proszę... A może to się nadaje do "dyskusji na innej płaszczyźnie", jak mawia prezes gdy zostaje przyłapany na kłamstwie?

Nie dziwi zatem obawa prezesa Ś. przed spopularyzowaniem mojego pamiętnika – rękoma mecenas SARP domaga się jego usunięcia z Internetu. Ja się temu absolutnie nie dziwię. Jeżeli przypadkiem jakiś sędzia prowadzący jakąś sprawę związaną z konfliktem SARP – Imperio trafi na ten tekst, sprawdzi fakty, a następnie wezwie z urzędu na przesłuchanie celem złożenia zeznań, pan prezes Ś. oraz jego kolega Wojciech Z. będą mieli zdrowo – kolokwialnie mówiąc – pozamiatane. Wpis do rejestru skazanych będzie wówczas najmniejszym problemem…
Jeżeli dojdzie do pozwu o ochronę dóbr osobistych, to bardzo mnie to ucieszy. Są to sprawy tak rzadkie, że każda jest bardzo medialna. Ponieważ mam świadków i dowody na kłamstwa pana prezesa pod przysięgą w sądach i w mediach, nie mam żadnych obaw czy wątpliwości, że sprawę wygram, przy okazji nagłaśniając w całym kraju postępowanie obu panów. Gdybym był na miejscu prezesa SARP dogadałbym się i przeprosił (nawet osobiście, prywatnie, w zaciszu), a następnie podjął działania zmierzające do unormowania stosunków pomiędzy podmiotami – czyli przede wszystkim wywaliłbym jątrzyciela (Wojciecha Z.) na zbity pysk, w jego miejsce wstawiłbym normalnego człowiek (kogoś z zarządu SARP), a następnie podjął rozmowy w jaki sposób można zakończyć polubownie wszystkie toczące się sprawy i kulturalnie zakończyć współpracę bądź utrzymać ją do nieprzekraczalnego terminu, jakim jest koniec maja 2019 roku.
Ponieważ w uczciwość prezesa SARP nie wierzę, ostatecznie zgodziłbym się na przekazanie mi biletów NBP w takiej ilości, w jakiej proponował je kiedyś Agnieszce N., jako premię uznaniową za owocną współpracę w postaci usunięcia niektórych informacji krążących po internecie, m.in. na witrynie www.mielecin.pl. Heh, to oczywiście żarcik - ale nie zdziwię się, jak niebawem mój telefon będzie podsłuchiwany przez CBA, bo Wojciech Z. złoży doniesienie o podejrzeniu korupcji... 

Niestety, nie jestem na miejscu prezesa SARP, więc wojna trwać będzie dalej, do upadłego, pracownicy Imperio będą musieli nadal stawiać czoło bezczelnym i łatwo podważalnym kłamstwom, pomówieniom i utrudnieniom, a SARP – choć jako jedyny wciąż atakuje nie przebierając w środkach – będzie nadal rzekomą ofiarą spisku 5 prostych, pochodzących ze wsi pracowników Zamku..

#7: Imperio od końca 2011 roku nie kupuje gazu, a nawet go kradnie.
Kolejna powtórka kłamstwa w myśl gebelsowskiej zasady, której sztywno trzyma się prezes SARP, wielokrotnie tu już obalonego.

#8: ponoć inspektor PINB przywraca dostęp do kotłowni Wojciechowi Z.
Jak wynika z załączonych dawno temu zdjęć i opisu zajść, dostęp ten przywraca kilku facetów wypychających auto sprzed drzwi kotłowni, w tym dzisiejszy prezes SARP. Powołują się na wyssane z palca zagrożenie wybuchem, o czym pisałem kilka razy wcześniej i co zostało podważone nie tylko opinią PINB, ale także efektem śledztwa w prokuraturze w Wałczu.
Dostęp ten nie ma z osobą Wojciecha Z. nic wspólnego oprócz tego, że usilnie o niego zabiega, w efekcie czego wydarza się cała szopka opisana jako wydarzenia z 2. maja 2012 roku. Jedynym celem przejęcia całkowitej i wyłącznej kontroli nad kotłownią Zamku jest maksymalne utrudnienie spółce Imperio i jej pracownikom prowadzenia działalności w Zamku. Nawet inspektor PINB ma mieszane odczucia i w protokole pisze, że wydał polecenie udostępnienia wejścia na mocy jakiegoś tam paragrafu, zaś wyłączenia kotłowni z użytkowania na żądanie właściciela (tj. przedstawicieli SARP). Później nawet nie stawia się na rozprawy, na które jest wzywany jako świadek, bo przecież trochę honoru ma i nie będzie firmować przekrętu autorstwa Wojciecha Z. i Mariusza Ś. własnym nazwiskiem.

#9: rzekomo Wojciech Z. zwolniony zostaje ze względu na odmowę przelewania środków z konta firmy na konta zarządu firmy.
Nie za bardzo rozumiem w czym tu problem – skoro zakładam firmę, która zarabia na siebie, to chyba powinienem czerpać z tego pożytki. Czy może się mylę? Czy jako właściciel firmy nie osiągam żadnych dochodów, bo osiąga je firma – nie ja osobiście? To po co w takim razie istnieje instytucja udziałów w firmie? Żeby było wiadomo ile kto wydał na uruchomienie firmy, z której dochodu nigdy nie będzie, bo jej zysków nie wolno rozdysponować pomiędzy udziałowców? To jaki w ogóle sens ma zakładanie spółek?
W mojej opinii nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że chodzi tu o propagandowy chwyt mający na celu zdeprecjonowanie firmy i osób – proszę zauważyć jak często w zeznaniach Mariusza Ś. i Wojciecha Z. przewijają się słowa „nielegalny”, „bezprawny”, „kradzież”, „niszczenie”, „zagrożenie” w każdej możliwej odmianie w kontekście relacji ze spółką Imperio.
Ma to na celu już w pierwszym kontakcie zniechęcenie i uprzedzenie słuchacza (np. sądu) do spółki Imperio i jej pracowników, a jednocześnie wykreowanie wizerunku SARP i Wojciecha Z. jako osób poszkodowanych i zagrożonych, choć cały konflikt wybuchł wyłącznie dzięki ich wspólnemu działaniu, w zmowie i w porozumieniu.
Przytoczona tutaj sentencja wyroku Sądu Pracy w Szczecinku chyba dobitnie wykazuje, że to nie odmowa przekazania części wypracowanego zysku firmy jej udziałowcom była powodem zwolnienia, lecz sposób zarządzania Zamkiem, finansami firmy i jej kadrami. Ciekaw jestem jak długo jeszcze obaj panowie będą się powoływać na argumenty wyssane z palca – co więcej, ze świadomością ich niezgodności z obiektywną prawdą.
Wracając do meritum kłamstwa - każda spółka może być dofinansowana przez udziałowców w każdym czasie, na przykład pożyczką gotówkową, podobnie jak każdy udziałowiec może w każdym czasie otrzymać dywidendy, pożyczkę czy zaliczkę z konta spółki. Jedyny problem polega tutaj na zaksięgowaniu wpłaty/wypłaty na właściwym koncie księgowym, zgodnym z celem wpłaty/wypłaty. Wojciech Z. nie ma o tym pojęcia (nic dziwnego - wszystkie jego firmy poszły z torbami) i każda operacja finansowa inna, niż zapłata za usługę/dostawę lub wypłata zaliczki Wojciechowi Z. jest dla tego - nie bójmy się w tym kontekście użyć tego określenia - ignoranta - wysoce podejrzana, a więc z automatu nielegalna.
Tutaj drobna uwaga dla właścicieli firm zatrudniających dyrektorów - zanim przyjmiecie do pracy człowieka, upewnijcie się, że nie jest idiotą i ma choćby pobieżne rozeznanie w prawie spółek handlowych... Podsuwanie ludzi do pracy po znajomości kończy się właśnie tak, jak to opisuję od blisko 200 stron maszynopisu formatu A4.

#10: ponoć 6. lutego 2012 roku Imperio zakłada kłódki i wyłącza ogrzewanie doprowadzając do zamrożenia instalacji.
Po kilkunastu godzinach instalacja jest uruchomiona przez Z. To ciekawe… Bo dam sobie uciąć rękę, nogę i w razie potrzeby także łeb, że to Wojciech Z. w tym dniu rozwierca zamek w drzwiach kotłowni z pomocą przyjaciela, po ciemku. Mam wrażenie, że już setki razy o tym pisałem, i to nawet kilka akapitów wyżej.
Druga ciekawostka – proszę pokazać choćby jedną kłódkę, albo chociaż fragment kłódki, którą pracownicy Imperio gdziekolwiek założyli uniemożliwiając przez to komukolwiek gdziekolwiek dostęp.
Jedyna, o jakiej wiem, to kłódka na bramie wjazdowej, do której klucze zostały podzielone pomiędzy strony i przekazane ówcześnie stacjonującej u Wojciecha Z. ochronie – nie pamiętam już kiedy to było, ale z pewnością co najmniej kilka tygodni po 6. lutego 2012. Następna rzecz – skoro pewnego dnia pracownicy Imperio wyłączają ogrzewanie i tego samego dnia Wojciech Z. odzyskuje kontrolę nad kotłami, a mimo to dochodzi do zamrożeń i uszkodzeń instalacji, których jest pewien prezes SARP, to na zewnątrz musiała panować temperatura bliska zera absolutnego (około -270 st. C). W inny sposób nie da się wyjaśnić zamarznięcia w ciągu kilku godzin rur pierwotnie rozgrzanych do kilkudziesięciu stopni C.
Asekuracyjnie Mariusz Ś. zeznaje, że być może było to kilka dni, a nie godzin, później.
Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że mamy tu przykład mataczenia w sprawie, o której nic się nie wie i wyuczone na pamięć wydarzenia zaczynają się mylić?

#11: Mariusz Ś. zeznaje, że nic nie wie na temat włamań do skrzynki elektrycznej.
Może zapomniał, zdarza się. Tyle było telefonów od Wojciecha Z. w tamtym czasie, że jeden mógł wylecieć z głowy, zwłaszcza tak mało istotny, że informował jedynie o tym, że gnoje z Imperio prąd wyłączyli w budynku a-g...
Wojciech Z. dowiaduje się, że skrzynka rozdzielcza jest pod tarasem, na małym podwórzu. Założona tam była mała kłódeczka, tak stara, że pewnie jeszcze należąca do SARP. Pamiętam, że prąd byłem tam odcinać z Andrzejem S., tym od gorzkich żali za opublikowanie mojego pamiętnika.

Ogólnie uważam, że odłączanie prądu dzikiemu lokatorowi to normalna praktyka w sytuacji, gdy delikwent nie chce opuścić lokalu – zawsze na początek odcina się media. Wojciech Z. jako nielegalnie zamieszkujący użyczony w związku z pełnieniem kiedyś obowiązków służbowych lokal stanowiący pokój hotelowy nie podlega ochronie lokatorskiej w myśl ustawy mieszkaniowej - może być w środku zimy zeń wywalony na zbity pysk wraz z całą rodziną, w najgłębszy śnieg i w najniższy mróz, o odcięciu wszelkich mediów nie wspominając.
Podejrzewam, że ma tego świadomość, więc będąc zwolnionym z pracy 11. stycznia 2012 roku na gwałt musi znaleźć najmniejszy punkt zaczepienia, by nie wrócić na Śląsk, gdzie dopaść go mogą tamtejsi jego wierzyciele. I wpada na pomysł przejścia do SARP, a następnie spreparowania umów, które pozwolą mu zostać w Tucznie chociaż przez następne pół roku.
Wracając do tematu - dzikiemu lokatorowi , Wojciechowi Z., zostaje odcięty dopływ prądu. Kiedy orientuje się co się stało, rozwala kłódkę na skrzynce, włącza przełącznik, zakłada nową kłódkę, a na dodatek łańcuchem opasa i kolejną kłódką zamyka bramkę prowadzącą na podwórko i dalej do skrzynki elektrycznej.
O tym Mariuszowi Ś. dziś nic nie wiadomo, choć wcześniej wielokrotnie podkreśla w sądach i mediach, że m.in. prąd Imperio odłączyło poszkodowanemu Wojciechowi Z.
No, może i nie wiadomo mu nic na ten temat teraz, ja tam nie wiem, ale w gazetach wcześniej drukowali jego wypowiedzi na ten temat...

#12: Mariusz Ś. zeznaje sądowi, że Wojciech Z. posiada klucze do innych pomieszczeń budynku a-g i nie widzi potrzeby ich współdzielenia z pracownikami Imperio, bowiem znajdują się tam urządzenia i materiały będące własnością SARP.
Jest to prawda. Jednocześnie zataja pan Ś. informację, że w pomieszczeniach tych znajdują się także materiały i urządzenia będące własnością spółki Imperio. Stwarza tym zeznaniem wrażenie, że nie ma tam nic innego, jak tylko rzeczy należące do SARP. Innymi słowy mamy tu do czynienia z postępowaniem w myśl zasady „jest tylko moja prawda, a twoja prawda to gówno prawda”.
W pamiętniku w okolicach końca lutego 2012 podawałem listę tego, co znajduje się w tych pomieszczeniach i z SARP nie ma nic wspólnego. Takie zeznawanie więc matactwem możemy nazwać czy może nie? Mariusz Ś. pamięta doskonale jak był współobwinionym o przywłaszczenie mienia spółki, ale śledztwo zostało umorzone ze względu na inne toczące się w podobnej sprawie sprawy. A mimo wszystko zataja ważną informację – przed sądem, pod przysięgą nakazującą mówić nie tylko prawdę, ale i wszystko, co zeznającemu wiadomo w danej sprawie, całą prawdę. Nie, nie wybiórczo - wszystko. Tylko że to się nie opłaca, więc trzeba nie tyle kłamać, co nie ujawniać wszystkiego...

#13: ponoć Wojciech Z. w tamtym czasie nie utrudnia pracownikom Imperio dostępu do kotłowi, ale jest tam ochrona wynajęta przez SARP.
Rzeczywiście, Wojciech Z. własną piersią nie broni dostępu – nakazuje ochronie nie wpuszczanie pracowników Imperio. Czy to nie to samo? A namówienie SARP na wynajęcie ochrony, by broniła dostępu to nie jest utrudniania? A może ochrona sama przyjechała z własnej woli, żadnych poleceń nie otrzymała, lecz jedynie domyślała się jak należy postępować?

#14: rzekome groźby wobec Wojciecha Z. oraz próby dewastacji instalacji grzewczej przez pracowników Imperio.
Pamiętam, była sytuacja, gdy Wojciech Z. składa doniesienie, że jest zastraszany. Podobno ochrona zatrudniona przez Imperio w jego obecności robi… groźne miny i przyjmuje groźne postawy. Już opisywałem to zdarzenie – do dzisiaj chce mi się z tego śmiać. Ale jak wówczas zauważyłem słusznie, wymyślanie przez Z. takich historii i dzielenie się nimi z Mariuszem Ś. nie było bezcelowe – dziś można powiedzieć, że Z. był zastraszany – wszak na komisariacie istnieją papiery na to doniesienie. A że to nieprawda, a śledztwa żadnego nie było, bo nawet policja wyśmiała to doniesienie (wiadomość oczywiście nieoficjalna), to nie ma znaczenia. Można się tym pochwalić teraz przed sądem. I skłamać kolejny raz, by poniżyć w oczach sądu spółkę i jej pracowników. Bo kto udowodni, że to nieprawda? Wojciech Z. twierdzi, że mu grożono – więc tak musiało być. „Moja prawda to prawda najmojsza”…
I kolejny raz mamy zwrócenie uwagi sądu na to, że pracownicy dewastują system grzewczy. Jak to się tedy ma do sytuacji, w której pracownicy usiłują utrzymać miejsca zatrudnienia i pracować normalnie w sezonie turystycznym? Czy dewastowanie systemu grzewczego – jak to Mariusz Ś. wielokrotnie podkreśla: celowe – nie jest jak podcinanie pęcin koniowi, na którym usiłuje się jak najdalej zajechać?
Wydaje mi się, że mamy tu sprzeczność. Ale wyjaśnia się ona po części później w perspektywie badań biegłego. Wiadomo prezesowi SARP, że system grzewczy jest do kitu, ogrom usterek i nieprawidłowości powoduje, że w ogóle instalacja ta nie ma odbioru technicznego.
Nie dziwi zatem próba podważenia opinii biegłego z powołaniem się na argument, że to pracownicy Imperio dokonują uszkodzeń instalacji – przecież SARP o tym wielokrotnie od początku mówi i w sądach, i w mediach, trzyma się tego wymysłu jak rzep psiego ogona. A to dlatego, że rzekomo do przyjścia spółki do Zamku wszystko działało perfekcyjnie… W rzeczywistości perfekcyjnie działało do momentu wymiany systemu na przełomie wieków, w czasie której doszło do horrendalnych nadużyć ledwie tylko zasygnalizowanych zacytowanym tutaj rok temu raportem inżyniera B. Nikt temu nie będzie zaprzeczać, wszyscy starsi stażem pracownicy podkreślają, że za czasów kotłowni węglowej w Zamku było ciepło zimą. Tylko, że miało to miejsce na kilkanaście lat przed powstaniem spółki Imperio, a nie po wydzierżawieniu przez nią ciężaru, jakim dla SARP był Zamek po 1997 roku.

#15: dostęp Wojciecha Z. do kotłowni po 6. lutego 2012 oraz kłódki, które zakłada Imperio.
Pan prezes nie pamięta? Tak wielka to sprawa była – wydaje prezes polecenie przejęcia kotłowni i interwencyjnego zakupu gazu przed fikcyjnymi -20-stopniowymi mrozami, a teraz nie ma pewności, czy Wojciech Z. ma potem wstęp do kotłowni?
I kolejny raz zapytam – o jakie kłódki chodzi? Co to za wymysł, który pojawia się pierwszy raz w zeznaniach reprezentanta SARP w grudniu 2013 – niemal 2 lata od wydarzeń? Kto to wyssał z czyjego palca?
A podobno to ja wymyślam bzdury i opisuję je tutaj… Bzdury – owszem, opisuję. Niestety, palce mam suche – jestem za głupi na wymyślanie takich numerów, wolę opisywać bzdury wyssane przez innych. To dlatego nigdy nie miałem szans zostać powieściopisarzem, choć w wieku dziecięcym marzyłem o tym, by być w przyszłości literatem.

 

Fałszywe zeznania Ś.

 

#16: prezes SARP nie zna szczegółów zwolnienia Wojciecha Z. z pracy w Imperio
No kurczę pieczone! Toż przed chwilą prezes zeznaje, że szczegóły te zna – ponoć Wojciech Z. odmawia firmowania swoim nazwiskiem nielegalnych przelewów z konta bankowego i przez to zostaje zwolniony. Mataczymy w zeznaniach? Pamiętamy to, co potrzeba wtedy, kiedy potrzeba, zaś kiedy nie potrzeba to nie pamiętamy nic?
Po głębszej analizie już rozumiem – są ludzie obarczeni straszną chorobą polegającą na posiadaniu zaledwie pamięci krótkotrwałej, kilkuminutowej, zazwyczaj pojawia się ona w przypadku mechanicznych urazów ośrodka pamięci w mózgu na skutek wypadku czy wylewu, zazwyczaj urazy interesującego nas ośrodka pamięci mają związek z urazami szyszynki, a te następują najczęściej w przypadku samobójców strzelających sobie do gardła i przeżywających owe nieszczęśliwe zdarzenie. Pan prezes już sobie strzelał czy dopiero będzie?
A może to początki choroby Alzheimera? Miałem jeden przypadek w rodzinie i wiem, że to strasznie uciążliwa choroba... Pod koniec życia jest wręcz straszna… Panu prezesowi polecam zrobić badania w kierunku zaburzeń pamięci, bo w mojej opinii dzieje się z nią coś niedobrego. Może to tylko guz, który można wyciąć i wrócić do zdrowia?
Jeżeli z głową wszystko w porządku, to należy się cieszyć i jednocześnie liczyć na łut szczęścia w postaci przeoczenia przez sąd nieścisłości w zeznaniach.
Nie dziwi mnie przeto wezwanie spłodzone rękoma mecenas SARP za sprawą prezesa SARP pokierowanego nagabywaniami Wojciecha Z., które cytuję w dalszej części.
Gdyby jakiś sędzia szukał w Internecie jakichś informacji na temat konfliktu Imperio i SARP, by bardziej wejść w temat przed wydaniem ostatecznego wyroku, i przypadkowo trafiłby taki sędzia na moje pamiętniki, a następnie wezwał z urzędu w charakterze świadka by złożyć zeznania podtrzymujące to, co tu zostało napisane, to posługując się dowodami z wytkniętych tu czarno na białym kłamstw i nieścisłości w zeznaniach najbardziej zaangażowanych w konflikt osób mógłby w jednej chwili skazać obu panów za wielokrotne mataczenia w wielu sprawach i wielokrotne składanie fałszywych zeznań w wielu sprawach.
Mam nadzieję, że taki sędzia się znajdzie. Osobiście nie będę robić nic, aby sprawiedliwość i prawda zatryumfowała, oprócz publikowania moich wspomnień z pracy w Zamku Tuczno i prawdy o konflikcie. Chcę zobaczyć, czy sprawiedliwość istnieje na tym świecie, bez żadnej ingerencji z mojej strony, bez ukierunkowywania wymiaru sprawiedliwości w określoną stronę. Co będzie to będzie.