Współczesna historia Zamku Tuczno - Addendum 4

9.12.2013. SARP wzywa do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych.

W tym dniu pani mecenas Stowarzyszenia Architektów Polskich produkuje bardzo dziwne, a przeto ciekawe i wielce zabawne pismo, które tytułuje „Wezwanie do zaprzestania bezprawnych naruszeń dóbr osobistych” - adresowane na Imperio Polska w Sopocie.
Biuro firmy przesyła jego skan, abym nie pozostawał w głębokiej nieświadomości istnienia tych wypocin, bowiem z ich treści wynika, że ma w zamiarze zastraszeniem mnie i wymożenie usunięcia tego pamiętnika. Wiemy dlaczego - prawda kole w oczy, zwłaszcza jeżeli miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Na marginesie wspomnę, że szybciej uzyskałbym wgląd do tego pisma, gdyby zostało ono nadane na adres któregoś z moich sąsiadów, księdza, tudzież do sklepu spożywczego we wsi, skoro nie udało się ustalić mojego adresu zamieszkania podanego jawnie na witrynie.

Wyjątkowo nie ustosunkuję się do treści tego pisma publicznie, bowiem nie mam ochoty w tej sprawie uczyć zawodowego adwokata przepisów i ich interpretacji oraz wskazywać kłamstw, na które się powołuje, po wtóre czytelnik będzie miał dokładnie 15 stron mniej do przeczytania. Tyle właśnie usunąłem w tym miejscu z pierwotnego skryptu, jako że początkowo uległem pokusie zmiażdżenia prawnika reprezentującego SARP i... Wojciecha Z. jednocześnie - jako... no właśnie nie wiem jako kogo. Ponoć płodząc to pisemko reprezentuje też Wojciecha Z., który ani nie jest członkiem SARP, ani nigdy nim nie był, ani nigdy nie będzie i generalnie jedyne, co go z SARP łączy, to umowa o cieciostwo. Myślę, że pisanie o Wojciechu Z. jako Mocodawcy w kontekście jego umowy z SARP nie tylko przynosi każdemu adwokatowi niewątpliwą ujmę, ale także samemu stowarzyszeniu, które szczerze cenię i szanuję i w trosce o jego reputację publikuję czasem pewne materiały, które mają na celu wskazanie pewnego rodzaju niepokojących nadużyć wewnątrz stowarzyszenia kładących się cieniem na nieposzlakowanej jak dotąd opinii o SARP w Tucznie.

Mecenas SARP zwykle dołącza do swoich pism pełnomocnictwa dotyczące danej sprawy, wyciągi z KRS, kopie korespondencji, itp. Dziwi mnie zatem fakt, że tym razem nie ma żadnego dokumentu dotyczącego prawa do reprezentowania Wojciecha Z. w odniesieniu do tego skeczu.

A skecz ten przytaczam w całości, aby pokazać wszystkim poziom mecenas SARP, styl reprezentacji oraz rodzaj pism, jakie sporządza. Oczywiście za każdą stronę tych głupot Stowarzyszenie zapłaciło zwyczajową stawkę. Powiedziałbym - skandal!
Panią mecenas proszę o przespacerowanie się po siedzibie SARP w Warszawie przy Foksal 2 (kodu pocztowego nie podaję, bowiem funkcjonują tam trzy) i zapytanie spotkanych ludzi czy wiedzą kim jest Wojciech Z. (wymawiać należy "wojcieh zet"), gdzie mieszka, jak wygląda i czym się zajmuje... Stawiam, że nie więcej, niż 4 osoby coś będą w stanie na ten temat powiedzieć. Może to wykaże nonsens sporządzania pism, jakie omawiane jest w tym ustępie.

Aha - jeszcze moje oświadczenie:

Oświadczam, że w dniu 17.12.2013 roku około godziny 20:00, tj. około godziny po otrzymaniu cytowanego pisma do wglądu z biura firmy Imperio Polska, usunąłem ze strony www.mielecin.pl wspomniane materiały poprzez deaktywację opcji "publikuj" w uzywanym do obsługi witryny systemie zarządzania treścią.
Zostało to dokonane pomimo wadliwego i nieskutecznego doręczenia pisma, ale za to w dobrej wierze po powzięciu informacji o jego istnieniu i zapoznaniu się z jego niezwykle zabawną treścią.

Ponadto oświadczam, że na witrynie www.mielecin.pl w międzyczasie zostały opublikowane żądane przeprosiny.

Oświadczam także, że spełnienie trzeciego żądania jest niemożliwe z powodów etycznych - za niezwykle nieetyczne postępowanie uznać należy wysyłanie nie zamówionej korespondencji zawierającej fałszywe informacje (spamu) na e-mail odbiorców w celu przekonania ich co do nieprawdziwych okoliczności podnoszonych zdarzeń.

Wobec nie zawarcia w przedmiotowym piśmie informacji o czasie trwania publikacji, przeprosiny kilka sekund później zostały permanentnie usunięte.
Wobec braku sprzeciwu co do ponownego opublikowania tej samej treści oraz zważywszy na mylną interpretację pisma wraz z uznaniem go za bezprawne (przedmiotowe treści nie są artykułami w jakiejkolwiek postaci i odmianie, żądanie skierowane jest do Imperio Polska, Sp. z o.o., a informacje tamże zamieszczone są bezspornie prawdziwe, zaś ewentualne zarzuty tam wspomniane nie naruszają niczyich dóbr i wręcz mają na celu ich ochronę, zwłaszcza dobrego imienia SARP) treści uległy republikacji w tym samym miejscu i formie.

W związku z zadośćuczynieniem roszczeniom sprawę uważam za załatwioną i zamkniętą.

W przypadku rozsyłania w przyszłości pism o podobnej treści do przytoczonego niżej dotyczących tej samej sprawy, zwłaszcza do osób i instytucji nie mających związku z witryną www.mielecin.pl, sprawa zostanie zgłoszona do właściwej prokuratury pod zarzutem prześladowania ze względu na przekonania i pochodzenie oraz próbę cenzury wolnych mediów. Jednocześnie sprawa zostanie zgłoszona Naczelnej Radzie Adwokackiej do oceny z zarzutem niekompetencji i nieetycznego postępowania Mecenas SARP.

Żegnam

Artur Szymański

Zapraszam zatem do lektury. Co mnie najbardziej rozbawiło w tym piśmie - zacytowanie najbardziej poetyckich i najbardziej przepełnionych metaforą fragmentów ze wstępu do pamiętnika jako najbardziej przeszkadzających wątpliwej dla mnie reputacji Mocodawcom, najbardziej rzekomo uwłaczających ich godności. Reszta jest pominięta milczeniem, a zatem wiemy już, że niczego niewłaściwego mecenas SARP nie doszukała się w pozostałej części. Co samo w sobie jest kuriozalne.
Warto zwrócić uwagę, że Mecenas SARP sporządza poniższy scenariusz tylko dlatego, że ktoś ją przekonał, iż wszystkie podane w pamiętniku informacje są nieprawdziwe. Paradoksalne - to największe kłamstwo. Wystarczyłoby nieco zagłębić się w treść i przekonać, że na poparcie swoich słów mam dowody - na papierze, w plikach audio, wideo i graficznych. Jeżeli nie kłamię, pismo nie ma racji bytu. Więc muszę kłamać, w przeciwnym wypadku okaże się, że prezes SARP zdefraudował kilkaset zł, jakie zapłacił kancelarii za poniżej zaprezentowaną historię z cyklu "Architektonicznie Science-Fiction":

Pismo mecenas SARP

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

 

 

*

10.12.2013. Kotłownia zostaje uruchomiona.

Jak się dowiedzieliśmy z początkiem grudnia 2013, kotłownia zamkowa jest przygotowana do uruchomienia i pracy, kotły są sprawdzone, w jednym z nich wymieniony zostaje zawór bezpieczeństwa, drugi ma problem z odpalaniem, ale generalnie nie jest to żaden kłopot, bo do ogrzewania wystarczy jeden (jeden kocioł ma moc 285 kW, podczas gdy projekt zakłada zapotrzebowanie Zamku na ciepło na poziomie 120 kW).
W tej sytuacji Imperio zleca operatorowi Enea przywrócenie zasilania w energię elektryczną pomieszczenia kotłowni. Nie jest to prosta sprawa, najpierw elektryk musi sprawdzić całą sieć i wydać świadectwo dopuszczenia do eksploatacji, przy okazji trzeba zrobić badania okresowe, bowiem od poprzednich upłynęło ponad 5 lat, a w ubiegłym roku nie można było wejść do kotłowni ze względu na przetrzymywanie kluczyka przez Wojciecha Z. na polecenie prezesa SARP pomimo przeciwnej decyzji sądowej. Po kilku dniach jednak wszystkie formalności są spełnione, przyjeżdża „energetyka”, podłącza zasilanie. Wszystko to (badania, świadectwo, podłączenie) kosztowało Imperio Polska około 1.000 zł. Na początku grudnia Wojciech Z. zaczyna ogrzewać „swoje” lokum korzystając z nowego kotła sprezentowanego przez serwis R. i pozostałego z 2012 roku gazu zakupionego przez SARP. Niestety, część instalacji doprowadzającej paliwo jest od dawna niesprawna – nie działa parownik, który podgrzewa rozprężający się gaz i uniemożliwia m.in. zamarzanie przewodów. Wojciech Z. o tym doskonale wie, jednak decyduje się na eksploatację niesprawnej linii przesyłowej. Nic zatem dziwnego, że po upływie mniej więcej doby, może dwóch, instalacja w części z głównymi reduktorami całkowicie zamarza i gaz przestaje dopływać do kotłowni.

Wojciech Z. wzywa fachowca, lecz gdy dowiaduje się jakie będą koszty naprawy parownika, zaczyna furkać i kłócić się, ostatecznie rezygnuje z naprawy, która polegałaby albo na wymianie parownika, albo na przeczyszczeniu istniejącego - czego koszty w obu przypadkach to grube tysiące złotych.
W czasie kłótni ze specjalistą domaga się uruchomienia urządzenia za kwotę maksymalnie 1.000 zł, czyli za kwotę stanowiącą mniej, niż 30% kosztów instalacji używanego urządzenia (naprawa i czyszczenie ostatecznie okazują się nieopłacalne). Imperio najpierw orientuje się w serwisie co tu zrobić, ile kosztuje nowy parownik, ile używany, kiedy da się zainstalować sprzęt. Koszty okazują się całkiem przystępne dla spółki - w przeciwieństwie do reprezentanta SARP. Nowy parownik to koszt około 20.000 zł i taka opcja niestety odpada. Natomiast za używany płaci się  2,5 tys. plus montaż - 1.000 zł, w sumie wszystko razem 3.5 tys. zł. Przy okazji wymieniony zostaje jeden z uszkodzonych zaworów.
I pomyśleć, że Z. chciał wszystko załatwić za 1.000 zł... Nic dziwnego, że się nie udało.

Na marginesie dodam, że nie rozumiem dlaczego Z. ma dostęp do instalacji gazowej oraz kotłów i nie omieszkuje kręcić zaworami. Do tego wymagane jest przejście specjalistycznego szkolenia, uzyskanie świadectwa kwalifikacyjnego, osobno dla obsługi instalacji gazowej i osobno dla obsługi kotłów wraz z siecią przesyłową oraz zapoznanie się z instrukcją eksploatacyjną. Świadectwo takie wygląda tak, jak na ilustracji poniżej i potocznie zwane jest „uprawnieniami”. Jeżeli Wojciech Z. takowe posiada – to przepraszam za insynuacje. Ale znając tego człowieka nie sądzę, aby w ogóle się brakiem papierów przejmował… Poniżej jako ilustracja przykład moich uprawnień gazowych.

 

Uprawnienia, gaz

Uprawnienia, gaz

Wojciechowi Z. proponuję wydrukowanie ich sobie i wpisanie swoich danych, aby być krytym tak samo, jak przez umowę o "nadzór właścicielski" - złapanie go przy zbiornikach z gazem bez uprawnień będzie miało poważne konsekwencje karne, podobnie jak złapanie przy manipulacji ustawieniami kotłów... Wartość obu dokumentów będzie taka sama, ale przynajmniej interweniujący patrol kolejny raz uda się zrobić w balona i przesunąć odpowiedzialność karną w czasie o kilka lat.

Wracając do tematu - skoro parownik jest naprawiony, nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na przyjazd biegłego.
Tenże pojawić się ma się zgodnie z decyzją sądu w dniu 10.12.13, po czym komisyjnie odpalimy kocioł i zaczniemy grzać Zamek, w pierwszej kolejności w celu przeprowadzenia zleconych przez sąd badań wydajności systemu. Ilość gazu objętościowo w dniu montażu parownika to 10% w jednym zbiorniku i 45% w drugim – jest to paliwo, które zakupione było przez SARP na początku 2012 roku po przyspieszonym, celowym wypaleniu przez Wojciecha Z. zapasu należącego do Imperio. Objętościowo jest to grubo ponad 2 m3, z czego około 1,5 m3 ma wystarczyć na przeprowadzenie badań, a reszta przeznaczona ma być na ogrzewanie techniczne (czyli tak, aby woda nie zamarzła w rurach).

Orkan Ksawery nad TucznemSprawny parownik oznacza, że Wojciech Z. będzie mógł wznowić ogrzewanie części budynku zaanektowanej przez siebie. I tak też się staje… Na szczęście nazajutrz dociera nad Tuczno orkan Ksawery, co powoduje zerwanie linii energetycznych, a bez prądu kocioł gazowy nie będzie pracować. Piszę „na szczęście”, albowiem później okazuje się, że Wojciech Z. na swoje prywatne ogrzewanie zużywa niewiele mniej gazu, niż cały Zamek!

Sam jestem tym zużyciem zaskoczony i nie za bardzo jestem w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie jak to możliwe, że pół pawilonu (około 1 tys. m3 kubatury) potrzebuje na ogrzanie średnio 0,4 – 0,6 tej ilości, co calutki Zamek (15 tys. m3 kubatury)… Pomijając fakt, że Zamku i tak nie da się ogrzać do poziomu komfortowego, a pawilon raczej tak.

W tym samym tygodniu pracownicy Imperio napełniają wodą obieg w Zamku, po czym rozpoczyna się regularna bieganina po wszystkich pomieszczeniach w poszukiwaniu nieszczelności i zapowietrzonych grzejników. Okazuje się, że wbrew oczekiwaniom wszystkich, instalacja c.o. w Zamku w żadnym stopniu nie ucierpiała w czasie blisko 2 lat przestoju! A przynajmniej nie na tyle, aby wystąpiły przecieki. Wymianie uległo tylko około 10 automatycznych odpowietrzników, które w międzyczasie skorodowały i zaśniedziały tracąc swoje właściwości. W dniu 10.12.2013 r. , około godz. 10:00 – centralne ogrzewanie w Zamku startuje po raz pierwszy od 22 miesięcy dzięki wspólnym staraniom SARP i Imperio Polska, przy czym SARP wg mojej najlepszej wiedzy nie poniósł tutaj żadnych kosztów, zaś Imperio wydało 4,5 tys. zł w samym grudniu, by nie być związaną później umowami, z których spółka nie będzie mogła się wywiązać.

Owszem, będzie się mówić, że Imperio nic nie zrobiło, a wręcz blokowało możliwość zrobienia czegokolwiek. Przykład mamy już we wcześniejszych fałszywych zeznaniach prezesa SARP. Owszem, będzie się mówić, że to tylko i wyłącznie zasługa SARP i Wojciecha Z., gdyby nie oni, uruchomienie kotłowni w Zamku nie byłoby możliwe. Na wszelki wypadek piszę zawczasu jak było w rzeczywistości.

Ponieważ bezwładność cieplną budynku biegły szacuje na około 3 doby – czyli do pełnego nagrzania obiektu potrzebne są przynajmniej 3 dni pracy systemu na maksimum, umawiamy się, że przyjedzie on na pomiary w piątek, 13. grudnia. W międzyczasie pracownicy Imperio zobligowani są do regularnych kontroli instalacji w poszukiwaniu przecieków, dalszego odpowietrzania grzejników i wszelkiej możliwej regulacji. Przez całe 3 dni biegamy dniami i nocami, odpowietrzamy instalację, kilka razy dolewamy wodę do obiegu. Czujemy, że zrobiło się cieplej. Biegły przysyła w czwartek e-mail, w którym informuje, że na badania przyjedzie dopiero w poniedziałek. Nie byłoby to żadnym problemem, gdyby nie fakt, że zaczął kończyć się gaz, z którego bez żadnych ograniczeń w międzyczasie korzysta także Wojciech Z.

W dniu uruchomienia ogrzewania poziom paliwa wskazuje 10%(zbiornik 1)/35% (zbiornik 2).

Przez zaledwie 2 doby Wojciech Z. wypala 10 z 45%! Nikt się tego nie spodziewał. Nawet ja – cały czas uważałem, że jego zużycie będzie marginalne… Gdyby nie orkan Ksawery, gazu w dniu uruchomienia kotłowni prawie by nie było. Dzięki wichurze nie było w Tucznie prądu do sobotniego wieczora. Wojciech Z. na ten czas wyjechał i wrócił dopiero w poniedziałek. W efekcie jego piec pracował zaledwie dobę przed Ksawerym i dobę po, zużywając łącznie 10% pojemności zbiornika gazu. Daje to zużycie dobowe na poziomie 5%, podczas gdy wyliczone zużycie Zamku wynosi 7 – 12%. I to jest bardzo ciekawe spostrzeżenie. W piątek, 13.12., w trzeciej dobie pracy kotłowni zamkowej o godzinie 8:00 pierwszy zbiornik jest już całkowicie pusty, w drugim pozostaje zaledwie 8% pojemności! Informacja o problemie z opałem trafia do biegłego, który siłą rzeczy zmienia plany i na pomiary przyjeżdża w piątek, jak to było pierwotnie uzgodnione. Wojciech Z. wraca z miasta dosłownie minutę lub dwie przed przyjazdem biegłego. Ten z kolei chciałby, aby w pomiarach udział brał Z. jako przedstawiciel drugiej strony, ażeby nie było później zarzutów o stronniczość czy nienależyte wywiązanie się przezeń z obowiązków.

Dzwoni do Wojciecha Z. prosząc o przyjście do Zamku i co słyszy? Że Z. jest w Poznaniu, nie ma możliwości dołączenia do nas! Wszyscy w Zamku są w szoku… Dyrektor, Agnieszka N., informuje niezwłocznie SARP o problemie z udziałem ich reprezentanta w badaniach. Pewna osoba z SARP sprawdza tę informację i po chwili oddzwania mówiąc, że wg jej wiedzy Wojciech Z. jest poza Tucznem, a osoba, którą widzieliśmy chwilę wcześniej to nie Z., lecz jego żona (!?) ubrana w jego kurtkę… W tej sytuacji nie ma sensu dalej dyskutować. Widać oczywiste szukanie argumentów umożliwiających podjęcie próby podważenia opinii biegłego, do której pomiarów nawet jeszcze nie zaczęto. Czyżby było wiadomo już na tamtym etapie, że będzie niekorzystna dla SARP? I byłoby to na tyle istotne, że Wojciech Z. zmuszony jest ukrywać się w budynku i zaprzeczać swojej obecności tamże pomimo zauważenia go przez świadków? Hmmm...

Przynajmniej wiadomo, że Z. nie wyjdzie z pawilonu nim nie zapadnie zmrok, w końcu nie może dać się złapać na takim kłamstwie. Po zweryfikowaniu numeracji pokoi, dzięki wykorzystaniu pirometru na podczerwień z przewodową sondą do mierzenia temperatury powietrza pomiary we wszystkich pomieszczeniach Zamku udaje się przeprowadzić w ciągu około 4 godzin. Biegły sprawdza i dotyka każdy grzejnik. Zgodnie z normami przewidzianymi dla pokoi hotelowych (20 st. C) i ich łazienek (24 st. C), okazuje się, że w tamtym momencie wymagania norm spełniają… 2 pokoje w Zamku! Pomińmy znaczącym milczeniem fakt, że od 4 dni nie wystąpiły w regionie ani mrozy, ani przymrozki, a temperatura powietrza waha się w ciągu doby w całym tym okresie pomiędzy +3 a +7 st. C. W dniu pomiarów temperatura zewnętrzna oscyluje wokół +5,5 st. C. Podsumowując – jeszcze ze 4 czy 5 pokoi mieści się w normie, ale ich łazienki już nie.

Generalnie z moich obserwacji w czasie pomiarów wynika, że do zamieszkania w zimie można przeznaczyć mniej, niż 10 pokoi, a i to z zastrzeżeniem, że nie będzie większych mrozów w międzyczasie. W przypadku mrozu -15 - -20 st. C. nie wyobrażam sobie przyjmowania jakichkolwiek gości w Zamku bez wstawiania farelek do pokoi i łazienek pomimo pracy systemu c.o. na maksimum.

Starzy (w sensie – stali) goście Zamku często wspominali, że w zimie zawsze było zimno w pokojach, ale dzięki obsłudze pobyty należały do przyjemnych.

Coś w tym jest…

 

*

 

14.12.2013. Kończy się gaz.

Około południa kończy się gaz. Poprzedniego dnia jest go zaledwie 8% - wystarcza to na dogrzewanie wody w obiegu przez nieco ponad dobę. Widocznie Wojciech Z. od poprzedniego dnia w obawie o zimną niespodziankę z rana zaczyna dogrzewać się elektrycznie, dzięki czemu termistor zamontowany w jego „mieszkaniu” nie pozwala nowemu kotłowi wznowić pracy i prawie cały gaz idzie na ogrzewanie Zamku. W efekcie Zamek zyskuje dodatkowe 12 godzin ogrzewania.

Po południu Z. udaje się do kotłowni i wyłącza kotły. Generalnie nie można mu mieć tego za złe, w końcu nie ma już opału. Problem polega tylko na tym, że uprawnień do takich czynności Wojciech Z. prawdopodobnie nie posiada. Wymagane jest posiadanie świadectwa kwalifikacyjnego wspomnianego wyżej. Co więcej, ingeruje w pracę kotłów, czego zabrania mu decyzja sądu w Koszalinie z dnia 6.06.2012! I kto mu co zrobi? Heh… Gdybym siedział w głowie Z., to niewątpliwie myślałbym sobie: "Pisz, Szymański, do woli, ni ch...ja mi nie zrobisz swoim bełkotem..."

 

 

*

 

31.12.2013. Wojciech Z. opuszcza teren Zamku…

Jest to coś do tej pory niewyobrażalnego. Wojciech Z. przestaje bać się, że bandziory z Imperio pod jego nieobecność rozkradną wszystko w Zamku i wywiozą. A może ma to gdzieś?

Po wywiezieniu rodziny przed świętami, jego wyjście oznacza, że pawilon stoi pusty. Imprezuje chyba zupełnie bezstresowo, bowiem wraca dopiero późnym wieczorem w Nowy Rok. Innymi słowy pozostawia Zamek i park na pastwę bandytów ukrywających się pod nazwą „pracownicy Imperio” na około 36 godzin. Mogą oni w tym czasie kraść i wywozić absolutnie wszystko, a na koniec zdewastować obiekt - zgodnie z tym, co się mówi o nas dotychczas w SARP, mediach, lokalnie.

Aha, można też śmiało okraść kilkudziesięciu gości bawiących się tego dnia w Zamku. Do tej pory było to bardzo trudne ze względu na obecność Z., który wszystkiego pilnował i doglądał…

Z drugiej strony niech Z. żałuje, że nie pozostał na miejscu, jak np. w święta. Ominęły go najlepsze fajerwerki w okolicy. Nie twierdzę, że były jakieś ach i och, ale pośród tegorocznej słabizny w Tucznie zamkowe wystrzały prezentowały się wg mnie najbardziej imponująco, co pokazuje poniższy film.

 

A jego tu nie było… Boszszszsz, co za niepowetowana strata…

 

*

 

7.01.2014. Sąd w Koszalinie przesyła do wglądu i ustosunkowania się opinię biegłego.

Opinia ta miażdży wręcz SARP. Dlaczego – pisałem o tym rok temu (gdzieś na początku pamiętnika) wytykając największe wady i nieprawidłowości przy przebudowie systemu grzewczego. Opinia biegłego jedynie przypieczętowała urzędowo nie tylko moje spostrzeżenia. Zamieszczam na końcu najistotniejsze ustalenia w oryginale, bowiem podobno kłamię o Zamku jak najęty i wszystko sobie z palca wysysam obrażając złośliwie z niewiadomego powodu pewne osoby.

Zarząd Główny oczywiście spodziewał się bardzo niekorzystnego brzmienia opinii biegłego, wszak świadom jest sytuacji - SARP już w 1999 roku (na 10 lat przed przyjściem spółki Imperio, która rzekomo popsuła instalację) zleca podobne oględziny i badania i otrzymuje niemal identyczny raport, po czym... chowa go do archiwum...
Poniżej strona tytułowa tego raportu oraz wnioski końcowe - kolorem zaznaczyłem najistotniejsze moim zdaniem informacje. Proszę zwrócić szczególną uwagę na datę poniższego dokumentu. Jaja, jak berety, chciałoby się powiedzieć, ale bardziej pasowałoby porównać je do melonów - wg mecenas SARP piszącej w 2014 roku to spółka Imperio doprowadziła instalację do takiego stanu, 10 lat przed swoim powstaniem... Widać, że prezes SARP i kancelaria już się bardzo w swoich kłamstwach pogubili.

Raport 1999

Raport 1999

Raport 1999

A teraz niespodzianka - wyskoczymy nieco w przyszłość i poznamy fragment pisma mecenas SARP sporządzonego kilka tygodni później, które całkowicie zaprzecza wszystkiemu, co uwidoczniono powyżej, a co zostało ustalone na wniosek... jej Mocodawcy:

Kłamstwa mecenas SARP

 

Skoro nie podjęto żadnych istotnych napraw, to nie dziwi fakt, że jeszcze zanim dokonano w Zamku pomiaru temperatur w grudniu 2013 roku, już na miesiąc do przodu w Warszawie powstawał zalążek pisma podważającego opinię biegłego, jak widać z zacytowanej wyżej strony 3, przy okazji kompletnie odrealnionego. Z góry wiadomo było do czego specjalista się "przyczepi", co pogrąży SARP...

I w tym miejscu wyjaśnia się rola Wojciecha Z., który wzywany i proszony za każdym razem, gdy biegły przyjeżdżał do Zamku, o uczestnictwo w jego czynnościach, zdecydowanie odmawiał. Podejrzewam, że podważenie opinii będzie się zasadzało głównie na braku obecności przedstawiciela drugiej strony, jakkolwiek nie mam pewności czy jest ona wg prawa do czegoś wymagana. Myślę, że biegły nie przystąpiłby do czynności gdyby obecność drugiej strony była do czegoś potrzebna.
Tak czy siak niewątpliwie opinia spotka się z krytyką ze strony Zarządu SARP w postaci co najmniej jawnej stronniczości biegłego, być może z aferą korupcyjną w tle, zarzuci się człowiekowi, że był tajnym współpracownikiem spółki Imperio, nie jest profesjonalistą, SARP wie lepiej jak działa od 5 lat system c.o. w Zamku...

Myślę, że większości zwykłych członków SARP, którzy mieli okazję bawić zimą w Zamku Tuczno po 1997 roku (od czasu zainstalowania ogrzewania gazowego i wymiany całej infrastruktury grzewczej), w tej chwili przyjdzie jedna myśl do głowy: „ale o co chodzi? przecież tam zawsze było zimno w zimie!”

Zarząd Główny będzie jednak innego zdania.

Czy to podważenie opinii będzie skuteczne czy nie, nie ulega wątpliwości, że niepotrzebnie przedłuży cały proces. A w tym ZG mocno celuje, i to nie od dziś. Tylko pytanie – po co? Ja już wiem po co, ale ze względu na przewagę, jaką daje taka wiedza, chwilowo nie mogę ujawnić tej informacji…

Teraz już tylko pozostaje tzw. pójście w zaparte. Czy Państwo pamiętają moje wspomnienia z maja 2012 roku, kiedy to Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego ściągnięty przez ZG SARP we współpracy z Wojciechem Z. przyjeżdża 2. maja (pomiędzy świętami, w dniu, w którym urząd wyjątkowo nie pracuje) i wydaje decyzję nakazującą wyłączenie kotłowni z eksploatacji pod pozorem zagrażania bezpieczeństwu publicznemu? A później w protokole wpisuje, że kotłownia zostaje wyłączona na wniosek właściciela, bowiem urzędnik nie dopatrzył się żadnych istotnych nieprawidłowości i zagrożeń? Czy Państwo wiedzą, że dla efektu propagandowego spółka Imperio została oskarżona o sprowadzanie zagrożenia powszechnego w związku z użytkowaniem kotłowni do 2. maja 2012? Państwo o tym nie wiedzą, bo żadnego zagrożenia nie stwierdzono, więc nie było czym się chwalić pośród członków – kolegów i koleżanek architektów.

Właśnie od informacji o tym umorzeniu zaczyna się 9. strona opinii biegłego – poprzednie strony to ogólny opis stanu technicznego i infrastruktury, same nudy. Ciekawie robi się właśnie od tego punktu strony 9. Zapraszam do lektury, a po zapoznaniu się z nią i porównaniu z początkiem mojego pamiętnika oraz wyżej przytoczonym raportem z 1999 roku proszę pomyśleć - czy ja bredzę i wymyślam kłamstwa i pomówienia (o co oskarża mnie Z. i Ś.), czy też może piszę jak jest.

Kolorem zaznaczyłem najistotniejsze w moim mniemaniu informacje:

 

Opinia biegłego na temat c.o. w Zamku

Opinia biegłego na temat c.o. w Zamku

Opinia biegłego na temat c.o. w Zamku

Opinia biegłego na temat c.o. w Zamku

Opinia biegłego na temat c.o. w Zamku

 

Czy z przytoczonych dokumentów oraz opisu zdarzeń od 2009 roku nie wynika niezbicie, że wydzierżawienie Zamku miało na celu jedynie pozbycie się generującego koszta przede wszystkim w okresie jesień-zima-wiosna ciężaru? Innymi słowy wciśnięcie bubla frajerowi, którym okazała się przypadkiem spółka Imperio? Hmm... Przypomnę, że pierwsza próba wypowiedzenia umowy dzierżawy miała miejsce wkrótce po spłaceniu zadłużenia u dostawców towarów i mediów przejętego po SARP przez Imperio...

Puzzle zaczynają się układać w jeden obraz...

 

*

 

24.01.2013. Jest! Próba podważenia opinii biegłego przez SARP

Zgodnie z moją zapowiedzią mecenas SARP za namową prezesa (któż inny miałby w tym interes?) usiłuje podważyć opinię biegłego – jedyna różnica pomiędzy moimi przewidywaniami i faktycznymi argumentami polega na tym, że nie powołano się w piśmie do sądu na niejasne powiązania biegłego ze spółką Imperio i nie zasugerowano łapówki za korzystną opinię. A przecież można było zasygnalizować podejrzenie, aby zasiać wątpliwości u sędziego.

W piśmie skierowanym do sądu mecenas J. przede wszystkim zaznacza, że choć instalacja była wzorcowo spaprana i niedokończona, nigdy żadnych awarii, usterek ani niedogodności związanych z ogrzewaniem obiektu nie odnotowano – aż do 2009 roku, kiedy to weszła do Zamku spółka Imperio Polska. Z dalszej części pisma wynika niezbicie, iż w tym też momencie nastąpiło zatarcie pompy... Po prostu któryś z konserwatorów musiał skoczyć 2 lata do przodu, wziąć wyłączoną z powodu hałasowania - nie zatartą - pompę i wrócić do 2010 roku, by ją wmontować i w ten sposób zepsuć instalację tak bardzo, że już pierwsze tego efekty wystąpiły o kolejne 10 lat wcześniej...

Powiem szczerze - uśmiałem się czytając pismo mecenas SARP na tyle, że aż smarki wyleciały mi z nosa... Takie kłamstwo w żywe oczy, wbrew istniejącym dokumentom nie budzącym żadnych wątpliwości, liczącym co najmniej 10 lat...
Wyobrażam sobie teraz taką sytuację:

Przychodzi Mariusz Ś. do mecenas J., rzuca na blat kilka zadrukowanych kartek papieru i mówi:
- Pani Katarzyno, musimy obalić opinię biegłego o Zamku. Tutaj ma pani nasze argumenty - proszę się na nie powołać i ubrać w ładne słowa.
Mecenas J. pobieżnie przegląda rzucone kartki i mówi:
- Panie prezesie, czy mamy jakieś dowody na poparcie naszych argumentów? Sąd może o nie zapytać, a tu ich nie widzę.
- Pani Katarzyno, nie ważne. Proszę pisać tak, jak tu podałem. Musimy dbać o nasz interes, dlatego musimy wciskać kity i iść w zaparte, bo przegramy.
- Czyli rozumiem, panie prezesie, że mam podpisać się swoim nazwiskiem pod kłamstwami?
- Spoko, pani Katarzyno, nikt nam niczego nie udowodni, a w razie czego zasłonimy się niewiedzą, niepamięcią oraz wprowadzeniem w błąd przez naszego przyjaciela z Zamku, Wojciecha Z.
- Aha... skoro tak, to luzik, panie prezesie - pismo będzie gotowe za 2 dni. Należy się 150 zł za godzinę.
- Oki doki, pani Katarzyno, będzie też premia, mamy aż 7 cyferek na ten rok do rozdysponowania pomiędzy 5 osób, w tym panią, wrzuci się w koszty inwestycji w Zamku.
- Fju, fju, to ja biorę się do roboty...
Słychać trzask drzwi podążający za wychodzącym z biura mecenas SARP prezesem...

Powyższe to fikcja literacka, metafora, rozciągająca się od smarków wylatujących ze śmiechu na widok argumentu wyssanego z palca po miejsce obecne. Zaznaczam to na wypadek gdybym znów miał być pomawiany o zniesławienie przez literacką fantazję oczywistą dla każdego inteligentnego czytelnika, ale niedostrzegalną przez Z. i Ś. z powodu zaparcia się siebie samych...

Wracając do tematu - możemy na tę okoliczność, na okoliczność braku awarii systemu grzewczego przed 2009 rokiem - dokonać rozpytania na przykład inspektorów UDT, a zwłaszcza jednego, którego inicjałów tutaj nie podam z tej racji, że jest ich garstka w tym regionie – podczas jego pobytu na terenie Zamku eksplodował kocioł! To tak,  jakby do podejrzanego o korupcję przyjechało CBA i w trakcie przesłuchania, w czasie którego podejrzany wszystkiemu zaprzecza, z niedomkniętej szafy zaczęły się wysypywać pieniądze z łapówek!
Już widzę oczyma wyobraźni prezesa SARP szukającego sposobu na utajnienie tej informacji... To najbardziej spektakularna awaria – pominę milczeniem dziesiątki innych, które sygnalizowane są w wyżej zamieszczonym raporcie i opinii. 

Jednocześnie mecenas informuje sąd, że w umowie dzierżawy zawarto takie punkty, jak konieczność przebudowy systemu grzewczego przez spółkę Imperio Polska – wymianę grzejników, przewodów ciepłowniczych, a nawet budowę nowej kotłowni opalanej innego rodzaju paliwem.
Ale dlaczego, skoro wszystko działa na tip-top???
Można powiedzieć, że SARP poprzez umowę dzierżawy mówi: "Hej, Imperio, w Zamku wszystko działa perfekcyjnie, ale jak znajdziecie czas i pieniądze, to wymieńcie system c.o., bo będzie słabo..."

Podsumowując – wg mecenas SARP to Imperio Polska jest winne temu, że Zamku nie można ogrzać wystarczająco, bo spółka nie przeprowadziła prac wyszczególnionych w umowie dzierżawy. I dlatego SARP nie ma sobie nic do zarzucenia, a wyniki ekspertyzy są takie, a nie inne - to Imperio dało ciała i chce teraz złośliwie przypisać winę SARP-owi.

No ludzie kochani… Owszem, w umowie dzierżawy są takie zapisy – Imperio weźmie i przebuduje całe c.o. – zmieni piece, typ opału, kaloryfery, rury, wyreguluje wszystko…
Raz – po co w umowie takie zapisy skoro wszystko działało i działa doskonale?
Dwa – po co wypowiedzenie umowy dzierżawy z powołaniem się na prowadzenie prac budowlanych, gdy te prace zmierzają właśnie do wywiązania się z zapisów umowy, czyli zmiany systemu grzewczego na prawidłowy i wydajny?

Odpowiem na „raz”: wg mnie SARP pchnął bubel frajerskiej firmie.
Tak, pracuję w Imperio, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że mój pracodawca dał się wydymać podpisując taką umowę. Gdyby wykonać wszelkie zapisane tam prace, spółka na koniec okresu umowy posiadałaby wielomilionowe zadłużenie, zaś SARP przejąłby luksusowy hotel, dla którego zdobycie 4 czy 5 gwiazdek byłoby czystą formalnością.

Odpowiem też na „dwa”: wszystko wskazuje na to, że to jest efekt zabiegów Wojciecha Z. o to, by pasożytować bezkarnie i bez ograniczeń na Zamku (pośrednio i docelowo na SARP).
Imperio Polska nie satysfakcjonowało go - to jest mała spółeczka, pikuś nie wart zaangażowania, płotka. SARP zaś jako żywiciel to jest to! Wieloryb, na dodatek zdezorientowany i zagubiony we własnym oceanie, gdzie konflikt goni konflikt, a nad finansami kontrolę ma serdeczny kolega Mariusz Ś. Dla Z. – idealny ekosystem. Zwłaszcza, że żywiciel - w tym wypadku aktualny prezes SARP - ma interes osobisty w karmieniu pasożyta. Wojciech Z. tutaj jawi mi się jako przynawek retman towarzyszący żywiącemu go rekinowi, Mariuszowi Ś., który opływa zagubionego wieloryba - SARP.

Ale wróćmy do tematu. Czytam dalej uwagi SARP do opinii biegłego i oczom nie wierzę kolejny raz… Otóż pani mecenas SARP zwraca uwagę sądu, że zimą 2009/2010 nastąpiło przemrożenie Zamku, w efekcie którego przeprowadzone zostały ogromne nakładowo prace polegające na wymianie popękanych grzejników w całym Zamku – tu uwaga: na niezgodne ze specyfikacją pomieszczeń i w ogóle jakimikolwiek projektami.
Innymi słowy to Imperio Polska wymieniło prawie wszystkie (pani mecenas nie jest w stanie ustalić ilości, ale zakłada ogół) grzejniki na o wiele za małe (ze względów ekonomicznych), bowiem stare były zniszczone przez lód – popękały i lała się z nich woda…
Pani mecenas nawet nie stara się sprawdzić informacji o przemrożeniu w owym czasie... Rzeczywiście ono nastąpiło, ale w jego efekcie wymieniono grzejniki jedynie w 2 (słownie: dwóch) łazienkach(! – nie pokojach!), kilka grzejników w korytarzach "spuchło" nieznacznie, przez co odpadła od nich w kilku miejscach emalia. I to są jedne usterki związane z tym ciężkim, wg mecenas SARP, zniszczeniem systemu c.o. w Zamku.
Pomińmy już fakt, że po tym przemrożeniu wymieniono uszkodzone grzejniki żeberkowe w łazienkach na grzejniki o dwukrotnie większej mocy, niż te zniszczone. Ale kto by w to uwierzył – wszak pracownicy Imperio to złodzieje, bandyci i na każdy temat kłamią, w przerwie pomiędzy okradaniem gości i SARP oraz dewastowaniem Zamku poprzez zalewanie parkietów i wychładzaniem obiektu...

Zgodnie z przewidywaniami podniesiono też braku obecności przedstawiciela SARP nie tylko przez wszystkie dni ogrzewania Zamku, ale przede wszystkim w czasie pomiarów.
Przypomnę tylko, że Wojciech Z. – przedstawiciel SARP – ukrywał się w tym czasie w budynku administracyjno-gospodarczym informując biegłego i innego reprezentanta SARP, że znajduje się poza Tucznem, zaś osoba widziana przez świadków to jego konkubina ubrana w jego ciuchy… Moim zdaniem takie zachowanie bez najmniejszych wątpliwości nosi cechy świadomego utrudniania sądowi sprawnego rozpatrzenia sprawy. Podobnie zresztą, jak całe to pismo mecenas SARP, w którym aż roi się od bredni, kłamstw i niedorzeczności.

Oczywiście pojawia się też inny zarzut, o którym wiadomo było od początku, że się pojawi – brak możliwości weryfikacji czy pracownicy Imperio nie wpływali celowo na zaniżenie temperatur poprzez zakłócenie pracy kotła (zmniejszenie nastaw) lub otwieranie okien i drzwi, by nie dopuścić do nagrzania się pomieszczeń.
Przypomnę, że SARP ma na terenie Zamku przedstawiciela w osobie ciecia - Wojciecha Z., który ma prawo wchodzić do kotłowni kiedy chce i przy tej okazji może sprawdzać w jaki sposób pracuje system c.o. Owszem, nie wolno mu go dotykać, ale patrzeć może. Wojciech Z. wchodzi rzeczywiście wielokrotnie w tym czasie do kotłowni, ale co raportuje do SARP, to nie wiem.
Zakładam, że widząc, iż nastawy są maksymalne, umawia się z Mariuszem Ś., że twierdzić będą obaj wspólnie i w porozumieniu, że nastawy takie nie były, że Imperio jak zawsze oszczędzało gaz – tym razem celowo, aby nie ogrzać Zamku wystarczająco.
Pytanie - czy pracownicy Imperio Polska celowo ustawialiby zaniżone parametry pracy, aby Wojciech Z. przyszedł, zobaczył to, narobił fotografii i tylko z tego jednego powodu całkowicie podważył przyszłą opinię biegłego?
Czy Wojciech Z. jako przedstawiciel SARP nie mógł obejść dookoła Zamku w dowolnie wybranych i nieznanych nikomu godzinach, aby znaleźć i utrwalić dowody na celowe wychładzanie pomieszczeń w trakcie próby? Wszak nawet w nocy byłoby widać otwarte czy nawet lekko uchylone okna – Zamek posiada działającą iluminację, wewnątrz świecą się światłą nocne, a gdzie jest ciemno zawsze można sobie latarką przyświecić z zewnątrz.

Właśnie dlatego nasza uwaga była szczególnie wyczulona na to, aby nie było absolutnie nic, do czego się będzie można przyczepić konstruując podważenie niekorzystnej dla SARP opinii. Nie udało nam się - SARP zapiera się wszystkiego i winę za wszystko przerzuca na Imperio, które jest także winne rzeczy mających miejsce nawet na 10 lat przed powstaniem spółki...

Z pisma mecenas SARP dowiadujemy się, że najprawdopodobniej celowo obniżyliśmy temperaturę pracy kotła, zaś wewnątrz Zamku robiliśmy przez 3 dni wszystko, aby było zimno – w domyśle zapewne rozwalaliśmy drzwi i okna na oścież, pozakręcaliśmy grzejniki, zapisy temperatur z pomiarów też są na pewno sfałszowane…
Aha, nie informowaliśmy także o niczym biegłego, choć ten kazał do siebie pisać w czasie 3-dniowego okresu próby. Pomija się tutaj, że informować mieliśmy wyłącznie o nieprawidłowościach, które nie wystąpiły. To o czym tu pisać?
To, że Wojciech Z. nie dokonuje w tamtym czasie żadnych sprawdzeń lub widząc wszystko w porządku decyduje się świadomie przekazywać do zarządu SARP fałszywe informacje, to nie jest problem Imperio, lecz SARP – jakiego przedstawiciela sobie tu posadziliście, takie macie efekty jego pracy.

Oczywiście, na słowo nam – pracownikom Imperio – nikt w SARP nie będzie wierzyć. Nie wierzy się w normalną ludzką uczciwość, prawdomówność i etyczne postępowanie. Dlaczego? Bo prezes Stowarzyszenia pozbawiony jest tych przymiotów - czego najlepszym dowodem są moje przygody opisywane w tym pamiętniku?

I ostatnia sprawa – biegły ustala datę pomiarów na piątek, 13. grudnia, uznając, że 3 doby wystarczą do nagrzania budynku. Jednak specjalistka miedzy innymi i w tej materii – mecenas SARP – twierdzi, że to niemożliwe, musi upłynąć co najmniej 7 dni
Nie wiem skąd u prawnika taka wiedza, która przewyższa wiedzę biegłego w sprawach systemów c.o...
Biegły później zmienia datę na 16. grudnia, ale obserwacje zużycia gazu nie pozwalają nawet wątpić w to, że nie wystarczy go do poniedziałku. Dlatego niebawem zmienia datę przyjazdu na pierwotnie zaplanowaną.
A to wszystko bardzo nie podoba się mecenas SARP. Ponoć to świadczy o celowym utrudnianiu SARP przysłania przedstawiciela.
No to pytanie - po co tu kogokolwiek przysyłać skoro jest na miejscu??? Mecenas SARP, która stręczycielskim wobec mnie pismem dowodzi, że reprezentuje Wojciecha Z. - nie pamięta nagle, że on tu jest cały czas?
I to ma oznaczać, że Imperio przeszkadza i utrudnia? Czy to może SARP sobie sam utrudnia? A dlaczego nie poinformowano Imperio, że ma czekać tydzień na przylot reprezentanta SARP z USA czy z Australii, bo Wojciech Z. nie nadaje się do tego zadania?

Na koniec ponownie mecenas SARP dokonuje matactw w postaci przedstawienia celowo niepełnej listy faktur zakupowych gazu. Udowadnia na podstawie tej listy, że Imperio zakupiło w mniej więcej podobnym czasokresie o 1/3 gazu mniej, co ponoć oznacza, że spółka musiała grzać bardzo słabo i doprowadzała w ten sposób do uszkodzeń instalacji, a w Zamku właśnie z tego powodu było zawsze zimno, a nie dlatego, że instalacja jest beznadziejnie wykonana.
Zafałszowanie dowodu polega na tym, że nie tylko nielegalnie pozyskano od dostawcy I. wykaz faktur zakupowych (wszak to tajemnica przedsiębiorstwa, działanie takie to karalne szpiegostwo gospodarcze), ale celowo przemilczano fakt, że dostawców gazu było dwóch, konkurujących ze sobą.
Dostawca o inicjale B. kilka razy przywoził opał do Zamku na zlecenie Imperio Polska, co było pogwałceniem umowy zawartej z dostawcą I. Tym niemniej Wojciech Z. przemilcza ten fakt, choć o nim doskonale wie, bowiem u dostawcy B. powstało zadłużenie, którego Z. nie miał zamiaru spłacić pomimo licznych monitów – w czasie, gdy piastował funkcję kierownika Zamku.

Mecenas SARP pomija też w swoich wnioskach bardzo istotne okoliczności – zimy są różne, jedne dłuższe, inne krótsze, jedne cieplejsze, inne chłodniejsze, ilość rezerwacji i gości jest każdego roku różna – bywa ich zimą mało, są miesiące, gdy większe imprezy odbywają się co tydzień, bywają miesiące, gdy pies z kulawą nogą do Zamku nie zawita. W jaki zatem sposób porównanie ilości zakupionego opału w opisanej sytuacji może być jakimkolwiek dowodem, nie wspominając już o podstawie do wysnuwania jakichkolwiek wniosków mogących stanowić jakikolwiek argument dla sądu do odrzucenia opinii biegłego?
A jednak - zdaniem SARP reprezentowanego przez mecenas J. opinia jako całkowicie niewiarygodna nie powinna być brana pod uwagę przez sąd. Masz babo placek…

No, co to za ludzie? Echh…

 

*

 

1.02.2014. Wojciech Z. zostaje sam, jak palec...

Wyprowadzka Anny S.No i stało się. To, na co zanosiło się od mniej więcej roku.
Partnerka Wojciecha Z. opuszcza go i wyprowadza się wraz z dzieckiem na Śląsk – tam, skąd pochodzi. Niebawem ma jeszcze przyjechać – po psa i jakieś drobiazgi.

Zdjęcie obok wykonano 2 tygodnie później, gdy Anna S. pakuje się przed ostatecznym wyjazdem z Tuczna. Wojciech Z. aktywnie pomaga w wynoszeniu kartonów z rzeczami Anny oraz instruuje jej brata na temat sposobu rozmieszczenia pakunków w aucie...

Oto kolejny przypadek zniszczonych przez chore ambicje planów na przyszłość. Niektórzy twierdzą, że niebagatelną w tym rolę odegrało także przywiązanie Wojciecha Z. do alkoholu i suto zaprawianych nim zabaw, w co akurat nie wątpię.
Firma prowadzona przez partnerkę Wojciecha Z. rozwiązała umowy z SARP, o których była tutaj wielokrotnie mowa. Obecnie SARP z Z. łączy co do zasady identyczna umowa, acz podpisana tym razem formalnie przez i w swoim imieniu przez Z. Nadal mamy tu do czynienia z nieadekwatną do zadań umową o "nadzór właścicielski", w zakres której wchodzi m.in. dbanie o teren parku.
W rzeczywistości jest to umowa o zwykłe cieciostwo, choć ładnie zatytułowana.

Umowa o nadzór właścicielski w przypadku Zamku to tak, jakby np. umowę użyczenia samochodu nazywać umową kupna-sprzedaży zawartą pomiędzy ludźmi nie znającymi się i nie posiadającymi użyczonego przedmiotu. Przypomnę, co ustaliłem wcześniej – umowy o nadzór właścicielski nie mają zastosowania w przypadku Zamku, o ile nie są zawarte przez Biuro Zasobów Skarbu Państwa ze spółką z udziałem Skarbu Państwa, w skład zarządu której będzie wchodzić Wojciech Z. W innym przypadku jest to zwyczajne nadużycie i umowa staje się nieważna.
Nawet gdyby Zamek był jedyną, wyłączną i niepodważalną własnością SARP, umowa nadzoru właścicielskiego nie ma tu racji bytu. SARP nigdy nie przeczy, że nie jest właścicielem terenu, a jedynie go użytkuje – jednak w umowie o nadzór właścicielski wyszczególnia, że obejmuje ona obiekt, park i teren! Tak – park i pozostały teren, do którego własności SARP nie rości sobie żadnych pretensji! Dlaczego jednak z definicji nadzór właścicielski nie ma tu racji bytu, wystarczy poczytać co na ten temat pisze Encyklopedia Zarządzania:

 

Nadzór właścicielski - sposób egzekwowania praw własnościowych, w relacji pomiędzy akcjonariuszami, ich formalnymi przedstawicielami a zarządem, sprawowany przez właściciela kapitału lub grupę właścicieli.

Istota nadzoru właścicielskiego

Nadzór właścicielski rozumiany jako egzekwowanie praw własnościowych poprzez formalnych przedstawicieli w radach nadzorczych wynika z przepisów prawa spółek oraz statutu spółki. W ten sposób rozumiany nadzór odnosi się tylko do relacji panujących pomiędzy akcjonariuszami a menedżerami i pomija pozostałych interesariuszy. W Polsce, ze względu na stosowane tu mechanizmy nadzoru, kształtujący się system nadzoru jest systemem wewnętrznym, stąd można stwierdzić, że w większości przypadków nadzór sprawowany nad przedsiębiorstwami jest bardziej właścicielski aniżeli korporacyjny.

Nadzór właścicielski a nadzór korporacyjny

Nadzór właścicielski jest pojęciem węższym od nadzoru korporacyjnego, obejmującym jedynie zagadnienia związane z prawami akcjonariuszy do ich majątku powierzonego kadrze, która zarządza przedsiębiorstwem. (…)”

 

Skąd w ogóle pomysł podpisania takiej umowy?

Otóż kiedyś Wojciech Z. słyszał o czymś takim. Postanowił podpisać umowę z SARP i tak ją zatytułować, co ma brzmieć groźnie i poważnie. A w rzeczywistości jest jedynie zadrukowanym świstkiem papieru pomazanym w paru miejscach długopisem. Nadaje się idealnie do rozpalenia w piecu.

Annie S. życzę wszelkiej pomyślności z okazji rozpoczęcia nowego rozdziału jej życia – normalnego tym razem - i składam wyrazy współczucia, że tak się to wszystko potoczyło. Ale też i nie wątpię, że dobrze się stało – z człowiekiem przedkładającym interes osobisty motywowany chorymi ambicjami nad dobro własnej rodziny nie da się zbudować bezpiecznej przyszłości. Wystarczyło od początku grać fair, a nie byłoby ani tego pamiętnika, ani kryzysu w związku, za to prawdopodobnie od kilku lat cała rodzina mieszkałaby sobie spokojnie w jakimś spokojnym zakątku Polski pracując za mniej czy bardziej uczciwie zarobione pieniądze.

Tydzień później impreza w pawilonie trwa do 5:00 nad ranem. A przynajmniej o tej godzinie widać Z. zataczającego się pod pawilonem. Co się dziwić? W końcu wolna chata…

Kolejne imprezy - szkoda gadać... Nie zamykamy już bramy na noc, zwłaszcza na weekendy, bo nie chcemy być pomawiani o utrudnianie imprezowiczom Wojciecha Z. wstępu na teren imprez...

 

*

 

11.03.2014. Inspekcja Zamku

W substancji Zamku nie zachodzą żadne zmiany, nie ma żadnej dewastacji ani degradacji, co jest zaprotokołowane niewątpliwie na szkodę prezesa SARP, który twierdzi od początku co innego, nawet przed sądem, o prasie nie wspominając.

Najważniejszą jednak rzeczą było poinformowanie dyrektor, Agnieszki N., że kocioł Wojciecha Z. niedawno wstawiony i podpięty do instalacji gazowej został od niej odłączony, w związku z czym nic nie stoi na przeszkodzie, aby firma Imperio kupiła gaz i zaczęła ogrzewać Zamek. Innymi słowy jakimś cudem SARP uniemożliwił Wojciechowi Z. kradzież opału...
Pracownik techniczny Zamku udaje się do kotłowni i potwierdza - przyłącze pomiędzy kotłem a linią przesyłową gazu jest zdemontowane. Ma to miejsce kilka tygodni wcześniej, ale nikt nie informuje o tym fakcie żadnego przedstawiciela Imperio. Pracownik techniczny Imperio udając się co jakiś czas do kotłowni celem posprzątania i sprawdzenia instalacji również niczego nie zauważa, zwłaszcza, że nie interesuje go tamta część pomieszczenia.
Pojawia się pytanie - dlaczego tak późno przekazana zostaje informacja o tak istotnej sprawie - wszak obecnie konflikt doszedł do etapu, na którym SARP oskarża Imperio o celowe i świadomie nie ogrzewanie Zamku, aby dokonać jak największych zniszczeń i zrujnować obiekt. W rzeczywistości Imperio dawno temu uprzedzało, że dopóki istnieje połączenie umożliwiające kradzież opału należącego do Imperio, dopóty opału nie będzie kupować. Ponieważ owo przyłącze zgodnie z decyzją prezesa SARP miało pozostać jeszcze jakiś czas nietknięte, w połowie stycznia, tuż przed nadejściem większych mrozów, zostaje wezwany przez Imperio serwisant firmy Viessmann w celu opróżnienia instalacji grzewczej z wody i zabezpieczenia jej przed ewentualnym działaniem mrozu. Co ciekawe - przyjeżdża niemal natychmiast, najpierw kasując gotówkę za usługę, której jeszcze nie wykonał. Można podejrzewać, że oprócz zarobku interes był tu głębszy - zdobycie dowodów, że Imperio nie grzeje w Zamku. A dlaczego nie grzeje, to napisałem wyżej.

Dowiedziawszy się po niewczasie o odłączeniu kotła, którego jedynym celem wstawienia było oficjalnie nie wiadomo co, a w rzeczywistości: umożliwienie okradania Imperio z opału w wypadku, gdyby go firma zakupiła, jeszcze tego samego dnia kontaktujemy się z dostawcą gazu i omawiamy warunki zaopatrywania Zamku w opał. Niebawem zamawiamy transport, który dociera 20. marca 2014. Jest to pierwsze tankowanie gazu opałowego od ponad 2 lat - i ma miejsce w ciągu około tygodnia od zlikwidowania przez SARP wszystkich czynników to uniemożliwiających, czyli po zwróceniu dostępu do kotłowni i odłączeniu złodziejskiego na tamtą chwilę przyłącza.

W międzyczasie trwa napełnianie instalacji wodą i sprawdzanie jej szczelności. Podobnie, jak w grudniu 2013 roku podczas badań biegłego, tak i tym razem nie wystąpiły żadne nieszczelności ani uszkodzenia. Jedynie w jadalni zamkowej pojawił się mały wyciek - konserwator zapomniał o zamknięciu jednego odpowietrznika... O! Już słyszę larum w zarządzie SARP: "O bandyci! Zniszczyliście instalację i parkiet w jadalni! Wy wandale! Wynocha z Zamku!"... Tak będzie po przeczytaniu niniejszego akapitu przez Z., nie mam najmniejszych wątpliwości, a kolejna inspekcja stanu obiektu w pierwszej kolejności uda się do jadalni w poszukiwaniu choćby najmniejszego śladu tej ogromnej katastrofy...

 

*

22.03.2014. (Nie)Przypadkowa seria awarii

Nad ranem tego dnia konserwator zamkowy usiłuje dokonać próbnego rozruchu instalacji. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy okazuje się to niemożliwe!
Okazuje się, że ni stąd ni z owoąd spalona jest jedna z pomp... Strzela jej coś pod deklem i wybija korek na tablicy...

Przypadek? Jakoś w Zamku nikt nie wątpi, że nie... Pytanie - czy jeszcze gdzieś wystąpi "przypadkowa" usterka?

Przyjeżdża elektryk. Najpierw w tablicy elektrycznej dokręca poluzowane mocno ni stąd ni z owoąd kable, dzięki czemu przestaje coś strzelać w module wskaźnika faz albo wyłączniku różnicowoprądowym - przylegają do siebie i trudno wyczuć który to tak hałasuje. Owszem - z czasem na skutek zmian temperatury przewodów ich połączenia ulegają poluzowaniu. Efekt taki występuje jednak po długich latach, a nie 3 miesiącach, jakie upłynęły od doprowadzenia instalacji do porządku i wystawienia świadectwa dopuszczającego do eksploatacji. Sam zresztą byłem obecny w grudniu 2013 r w momencie, gdy inny elektryk te połączenia dokręcał na fest - świeciłem mu wówczas latarką. I nagle w marcu okazuje się, że wszystko niemal swobodnie lata...

Przypadek? Jakoś w Zamku nikt nie wątpi, że nie... Pytanie - czy jeszcze gdzieś wystąpi "przypadkowa" usterka?

Uszkodzona pompaNastępnie elektryk zagląda do pompy. Niestety, iskrzy spalona nie elektryka, ale elektronika, więc nic tu nam nie pomoże. Cóż, trzeba wzywać serwis.
Ponieważ przypadki owe budzą uzasadnione podejrzenia, decydujemy się nie wzywać serwisu, który dotychczas świadczył usługi w Zamku, ale jakiś nowy i niezależny na razie od SARP czy Wojciecha Z. Piszę "na razie", bo niewątpliwie po zdobyciu nań namiarów rozpoczną natychmiast krucjatę, by zniechęcić go do współpracy z firmą Imperio.
Po namyśle jednak decydujemy się zadzwonić do Tomasza R. - stałego serwisanta. Przed rozmową stawiamy zakłady na powód odmowy szybkiego przyjazdu, której jesteśmy pewni - czy będzie to brak ludzi, czy może części, a może co innego..
Tomasz R. odmawia przyjazdu z powodu nadmiaru zleceń - po prostu nie wyrabia się. Najwcześniej może być za 3 dni. Na to nikt z nas nie wpadł i nikt też zakładu nie wygrał.
Dzwonimy więc do innego serwisu - przyjeżdża po 2 godzinach, nie tylko w sobotę, ale też do miejscowości, w której nigdy nie był wcześniej. Chłopacy natychmiast biorą się do naprawy. Po oględzinach proponują różne sposoby rozwiązania problemu - my decydujemy się na wstawienie pompy wożonej stale ze sobą przez serwis. W przeciwieństwie do serwisu Tomasza R., który nigdy nie ma potrzebnych części ze sobą ani w magazynie, ani nawet ludzi do pracy - przynajmniej jeżeli chodzi o przyjazdy do Zamku na wezwanie Imperio. Bo kiedy wzywa SARP - serwis ma wszystko i jest w ciągu 1,5 godziny. Nie muszę też dodawać, że o każdym telefonie i o każdej sprawie ze strony Imperio serwis Tomasza R. informuje bezpośrednio czy pośrednio Wojciecha Z. Nie ma znaczenia jak - znaczenie ma, że o telefonie z Zamku informacje są przekazywane do wszystkich zainteresowanych w ciągu kilkudziesięciu sekund. Serwisowi Tomasza R. gratuluję podejścia do etyki zawodowej i... a w sumie to co ja się będę rozwodził na temat konfidentów, szkoda czasu.

Wstawienie pompy kosztuje Imperio blisko 6.000 zł. Według słów serwisanta nie jest ona niezbędna do działania systemu, zapewnia jedynie lepsze parametry pracy systemu grzewczego... Bardzo symptomatyczna informacja. Jednakże chcemy, aby wszystko działało na tip-top, więc decydujemy się na zakup i montaż.

Następnego dnia, 23.03.2014 r. wraz z konserwatorem zamkowym z samego rana zabieramy się za uruchomienie ogrzewania. Idziemy do zbiorników z gazem, do których klucz otrzymaliśmy jako ostatni. Odkręcamy zawór zbiornika i przystępujemy do uruchomienia parownika, zwanego potocznie "wyparką".

Wyparka to urządzenie, które podgrzewa płynny gaz do temperatury uniemożliwiającej zamarzanie przewodów przesyłowych podczas jego rozprężania się z postaci ciekłej do lotnej. Zamarzająca instalacja w pewnym momencie uniemożliwi dopływ gazu do kotła i spowoduje zatrzymanie jego pracy. Istnieje też - na szczęście niewielka - szansa na to, że dojdzie wówczas do uszkodzenia linii przesyłowej. Jest to urządzenie niezbędne w Zamku, bowiem pobór gazu podczas ogrzewania doprowadza do zamarzania przewodów już po kilku godzinach pracy jednego kotła. Dzięki wyparce nie ma takiej możliwości, a przy okazji do kotła trafia czysty gaz o idealnych parametrach.
Wyparka w ogromnym uproszczeniu składa się z 2 palników i zbiornika. Pierwszy palnik, mały, zwany pilotem, powinien palić się bez przerwy, albowiem odpala on w razie potrzeby palniki właściwe, które podgrzewają zbiornik z płynnym gazem. Można powiedzieć, że spełnia on rolę taką samą, jak świeca w silniku spalinowym.
Ponieważ pilot musi palić się bez przerwy, znajduje się on za dwoma stalowymi osłonami, które praktycznie uniemożliwiają zdmuchnięcie płomienia przez wiatr. Na wszelki wypadek obok niego zamontowana jest jeszcze termopara - czujnik temperatury, który w razie zgaśnięcia ognia na pilocie całkowicie odcina dopływ gazu do niego, dzięki czemu nic się nie ulatnia i urządzenie jest w pełni bezpieczne.

Dlaczego o tym tak dużo piszę?
Uszkodzona wyparkaOtóż okazuje się podczas próby uruchomienia wyparki, że... ni stąd ni z owąd termopara jest całkowicie odkręcona i dodatkowo poluzowana jest śruba mocująca pilota! W efekcie ogień pojawia się tylko na nieszczelności jakieś 15 cm poniżej palnika pilota, przez co niemożliwe jest uruchomienie palników właściwych i ogólne funkcjonowanie parownika.

Przypadek? Jakoś w Zamku nikt nie wątpi, że nie... Pytanie - czy jeszcze gdzieś wystąpi "przypadkowa" usterka?

Długo zastanawialiśmy się w jaki sposób można naturalnie wytłumaczyć to, co zastaliśmy. Czy wybuchy na Słońcu mają taką moc? Może promieniowanie kosmiczne? Może powstał tam kilkucentymetrowy mini-huragan i zaatakował nakrętki? Przecież wszystko było dokręcone i działało perfekcyjnie pomiędzy 10 a 13. grudnia 2013 roku. Nikt z nas tam nie zaglądał od tamtego czasu ani też żaden z nas nikogo tam nie wysłał, bo niby po co? Więc jak to możliwe, że 2 porządnie dokręcone śruby znajdujemy nagle w takim położeniu, jak na ilustracji powyżej? Może napisze do mnie jakiś specjalista z fizyki i wytłumaczy, bo dla mnie to niepojęte, aby ruch wirowy Ziemi doprowadził do takich rzeczy lub po prostu wszystko samo się poodkręcało, zupełnie spontanicznie.

Naprawa zajmuje nam kilka minut, musimy szukać dość nietypowych kluczy - w rozmiarach 13 i 11 mm. W zestawach wożonych w samochodach czy skuterach spotyka się je niezwykle rzadko.
Po złożeniu wszystkiego do kupy i dokręceniu okazuje się, że parownik działa doskonale. Następnym razem zaglądam tam tydzień później, aby go wyłączyć, jako że nie ma potrzeby ogrzewania Zamku.

Przez kilka godzin coś jakby słabo się grzeje - niby kaloryfery ciepławe, ale jakoś tego ciepła nie widać w Zamku. Wieczorem konserwator zamkowy podnosi alarm - okazuje się, że ni stąd ni z owąd nie działa automatyczny zawór mieszacza wody...

Przypadek? Jakoś w Zamku nikt nie wątpi, że nie... Pytanie - czy jeszcze gdzieś wystąpi "przypadkowa" usterka?

Zawór ów pozostaje cały czas w pozycji zamkniętej, choć komputer pokładowy kotła sygnalizuje, że jest otwarty...
Nie wdając się w szczegóły - efektem tego jest brak właściwej cyrkulacji wody, kaloryfery są tylko ciepłe, a powinny być gorące.
Po dwóch czy trzech godzinach konserwatorowi udaje się usunąć usterkę - w Zamku z godziny na godzinę zaczyna się robić coraz cieplej. Wszystko zdaje się od tej chwili pracować poprawnie.

Wystąpienie tylu "przypadków" jednocześnie (w tym jednego niewytłumaczalnego w żaden sposób przyczynami naturalnymi) sugeruje, że powinniśmy zacząć grać w Lotto. Milionerami zostaniemy w najbliższym losowaniu.
Absolutnie cały system grzewczy - począwszy od zbiorników gazu po krany w Zamku - był całkowicie sprawny w dniu 10. grudnia 2013 roku, tj. po 22 miesiącach przestoju nie wystąpiły żadne usterki, czego dowodzi m.in. oświadczenie serwisanta Tomasza R.

Stan kotłowni w grudniu 2013 r.

Zagadką zatem pozostaje dlaczego przez 22 miesiące, w czasie których Imperio nie mogło korzystać z kotłowni nic złego się nie działo z instalacją, natomiast po 3 miesiącach przestoju (kotłownia nie jest używana od grudnia 2013 do marca 2014), w czasie których Imperio teoretycznie może swobodnie ogrzewać Zamek, nagle powstaje plaga usterek?
Warto zauważyć, że w połowie stycznia ten sam Tomasz R. jest wezwany do zabezpieczenia kotłowni przed skutkami nadchodzących mrozów i dokonuje w naszym mniemaniu profesjonalnego zabezpieczenia. Na czym ono polega - nie wiem, nigdy nie przysłał odpowiedniego raportu, choć wziął kartkę podpisaną in blanco przez pracownicę recepcji, na której miał go sporządzić i przesłać do Zamku - ponoć spieszył się i nie mógł zrobić tego na miejscu...

Przypomniało mi się, że niedługo przed styczniową wizytą serwisanta, gdy w instalacji była jeszcze woda i zrobiło się mroźno, wstawiamy duży grzejnik olejowy do kotłowni (ma 2,5 kW mocy). Nieco wcześniej Wojciech Z. wstawia tam promiennik zasilany z butli gazowej.
Nazajutrz idziemy zobaczyć jak to wszystko działa i czy w kotłowni temperatura jest na tyle wysoka, że nie będzie potrzeby opróżniania systemu z wody.
Jaki widok zastajemy?
Promiennik Wojciecha Z. nie pracuje, drzwi do kotłowni otwarte na oścież i zniknął termometr... Jak się winowajca tłumaczy: promiennik sam zgasł, drzwi otworzył, aby ciepło rozeszło się na resztę budynku, by uniknąć ponownie zamarznięcia instalacji w ścianach, zaś termometr został przeniesiony w inne miejsce, aby monitorować jego temperaturę.
Wszystko to brzmi pięknie i wiarygodnie, ale mam jedno pytanie - od kiedy w pozostałej części kotłowni jest woda w instalacji podtynkowej? Co tam ma zamarznąć, skoro jej dopływ został zaplombowany na początku 2013 roku, kiedy to ujawniły się pęknięcia i zamrożenia, do jakich doprowadził "nadzór właścicielski" Wojciecha Z.?

A teraz niech czytelnik wyciągnie wnioski we własnym zakresie na temat tego, co się działo z instalacją - biorąc pod uwagę ujawnienie powyższych usterek - podczas wielokrotnych wizyt w kotłowni i przy zbiornikach z gazem Wojciecha Z., niekiedy w towarzystwie różnych osób, w okresie pomiędzy 13. grudnia 2013, a 23. marca 2014 r.

 

*

 

24.03.2014. Mecenas SARP wykonuje ruch, który przewidywaliśmy wcześniej.

Oryginału dokumentu nie widziałem, jego zawartość znam jedynie z relacji naszych mecenasek.
Otóż SARP wnosi jakieś pismo - chyba pozew czy jakąś odezwę, w którym pisze do sądu, że Imperio Polska notorycznie, uporczywie, złośliwie i celowo ostatnio nie ogrzewało Zamku w zamiarze doprowadzenia do przemrożenia instalacji i degradacji Zamku.

Ja pierdykam - a oni w kółko to samo. Nie dość, że zarzuty fałszywe, to na dodatek uzasadnienie sięga poziomu montypythonowskiego absurdu. Z niecierpliwością czekam na dostęp do tego dokumentu, bo aż mnie świerzbi, aby go ludziom pokazać.

Na tę chwilę tylko kilka pytań?

  1. Jak do tej pory żadna z inspekcji żadnej degradacji czy uszkodzenia nie ujawniła. Dlaczego SARP do dziś podtrzymuje fałszywy zarzut?
  2. Po co Imperio miałoby doprowadzać do degradacji Zamku? Czy po to, aby doprowadzić obiekt do stanu nieużywalności i stracić w ten sposób źródło przychodu? Czy naprawdę architekci to ludzie aż tak mało inteligentni, by nie dostrzegali tu sprzeczności interesów?
  3. Skoro chcemy zniszczyć Zamek, to dlaczego zabezpieczamy instalację na zimę, kupujemy parownik, wymieniamy pompę cudownie zniszczoną nieużywaniem przez 3 miesiące?
  4. Dlaczego SARP nie przekazuje informacji o likwidacji złodziejskiego (z punktu widzenia Imperio, po zalaniu zbiorników gazu na koszt spółki) przyłącza Wojciecha Z. do instalacji gazowej? Dlaczego informację o tym przekazuje się po bliżej nieokreślonym czasie, prawdopodobnie po kilku tygodniach? Wszak wiadomo prezesowi, że Imperio opału nie kupi tak długo, jak długo Wojciech Z. będzie miał sposobność okradać spółkę z gazu. W dniu otrzymania tej informacji wiedzieliśmy już, że będzie to wykorzystane w jakiś sposób przez SARP - i nie myliliśmy się. Zwykła prowokacja i tyle.
  5. Dlaczego z faktu nie ogrzewania Zamku wymuszonego zatajeniem przez SARP pewnych istotnych informacji robi się ciężki zarzut w sytuacji, gdy od 1,5 miesiąca nie występują żadne mrozy, a temperatury oscylują wokół +8 - +12 stopni Celsjusza, okazjonalnie dochodząc do +17 - +20 stopni?
  6. Dlaczego pismo trafia do sądu, podczas gdy Wojciech Z. od kilku dni informuje i alarmuje, że "oni kupili gaz, oni będą uruchamiać ogrzewanie", a w przeddzień powzięcia przez nas informacji o tym piśmie wręcz krzyczy do słuchawki, że "oni uruchomili kotłownię i grzeją Zamek"? Ja rozumiem, że za namową prezesa kancelaria idzie w zaparte - ale jak to się ma do sytuacji, gdy zgłasza się sądowi wnioski oparte na fałszywych od a do zet przesłankach czy dowodach, które zostaną obalone już na pierwszej rozprawie? SARP ma za dużo pieniędzy i czasu?

Gorące spaliny z komina kotłowniWszyscy dookoła słyszą, że kotłownia pracuje - hałas może nie jest uciążliwy, ale wyraźnie słyszalny, zwłaszcza wentylator tłoczący powietrze do komory spalania kotła. Wszyscy dookoła widzą gorące spaliny unoszące się z komina. Wszyscy, którzy wchodzą do Zamku czy w nim mieszkają czują, że jest dość ciepło, kaloryfery grzeją, można się wykąpać...
A kancelaria na żądanie prezesa SARP pisze, że nie, nie prawda, oni nie grzeją, oni nie mają gazu, nie mają pieniędzy, oni celowo niszczą zabytek. A dajcie już z tym spokój i znajdźcie sobie jakiś inny powód wydawania pieniędzy, bo to się zaczyna robić chore. Czyżby urojenia Wojciecha Z. były zaraźliwe?

Szczerze powiedziawszy to chyba podeślę do wszystkich zaangażowanych w jakieś sprawy prokuratur i sądów linka do mojego pamiętnika. Generalnie nie miałem wcześniej takiego zamiaru wychodząc z założenia, że jeżeli kogoś dana sprawa interesuje, to sam sobie poszuka czegoś na ten temat w Internecie. Jednak w obliczu zarzucania sądów przez SARP fałszywymi zeznaniami i oskarżeniami chyba czas wziąć sprawy w swoje ręce i pozwolić wymiarowi sprawiedliwości zobaczyć jak jest w rzeczywistości.
Oczywiście moje bazgroły nie mogą być brane jako dowód w sprawie, ale przynajmniej pozwolą sędziemu czy prokuratorowi spojrzeć nieco z dystansu na problem, z innej perspektywy, wyrobić sobie bardziej sprawiedliwy osąd nie będąc nieustannie bombardowanym wielkimi propagandowymi hasłami w rodzaju: złodzieje, bandyci, celowo niszczą, kłamią, blokują, uniemożliwiają - innymi słowy są źli do szpiku kości i cokolwiek nie mówią, jest to nieprawda i należy wszystkie ich wnioski z urzędu odrzucać...

Tego samego dnia otrzymuję informację, która wymaga małego sprostowania wpisu pamiętnika dotyczącego przeprowadzania prac porządkowych na terenie parku zamkowego w listopadzie 2013 roku.

Wywózka drewna z ZamkuOtóż pewna osoba bezpośrednio spokrewniona z jednym z wykonawców prac otwarcie przyznaje (a w zasadzie chwali się), że jej krewny bardzo tanio kupuje drewno od Wojciecha Z. Osoba owa mówi dosłownie tak, jak napisałem.
Informacja ta wymaga sprostowania poprzedniego wpisu o tyle, że co najmniej jeden wykonawca nie otrzymał pozyskanego drewna jedynie w zamian za wykonaną pracę, lecz musiał zapłacić gotówką Wojciechowi Z.
Nie mam generalnie nic przeciwko odsprzedaży drewna z parku, nawet za pół darmo, pod warunkiem, że sprzedaży dokonuje SARP i to na konto stowarzyszenia wpływają z tego tytułu pieniądze. Niestety, w tym przypadku pieniądze wpływają wyłącznie do kieszeni Wojciecha Z.

Nasuwa się w związku z tym wiele uwag.
Skoro Z. sprzedaje drewno i bierze z tego tytułu pieniądze do kieszeni (nie przelewa na konto SARP lub Skarbu Państwa), to oznacza, że kradnie je z niskich pobudek celem wzbogacenia się. W ten sposób jednocześnie z nabywcy czyni pasera. Gdyby wpadli w czasie transakcji, obaj mieliby nieliche kłopoty.

Dlaczego uważam, że sprzedaż tego drewna oznacza automatycznie kradzież?

Dlatego, że grunt, na którym rosną (rosły) uprzątnięte drzewa należy do Skarbu Państwa i z tego powodu one same stanowią własność Skarbu Państwa. Nie zaprzecza temu nawet sam SARP, choć kto wie co będzie w przyszłości, gdy spirala kłamstw prezesa zacznie zataczać jeszcze szersze kręgi.
Stowarzyszenie jako użytkownik wieczysty gruntu może w zasadzie swobodnie rozporządzać nim i tym, co na nim stoi, leży czy rośnie - za wyjątkiem sprzedaży samego gruntu. Dlatego SARP ma prawo sprzedać pozyskany opał. Prawa takiego nie ma Wojciech Z. Chyba, że otrzymał upoważnienie do sprzedaży pozyskanego opału w imieniu SARP. Wówczas jednak po zawartej transakcji bez zbędnej zwłoki winien wpłacić na konto Stowarzyszenia lub Skarbu Państwa kwotę, za jaką na podstawie umowy kupna-sprzedaży nabywca zgodził się nabyć towar, czyli w tym wypadku drewno opałowe.

Wówczas na podstawie okazanej w SARP umowy kupna-sprzedaży i porównania obowiązujących aktualnie stawek można by zdecydować czy mamy do czynienia z atrakcyjną ceną, czy z rażącą niegospodarnością, która doprowadza do łatwych do wyliczenia, wymiernych strat Stowarzyszenia. Tak, z powodu działalności Wojciecha Z. traci nie tylko miasto i gmina Tuczno, ale także samo stowarzyszenie. Zastanawiam się kiedy to drugie dotrze w końcu do świadomości osób, które mogą coś zrobić w kwestii naprawienia pewnych błędów decyzyjnych.

Skoro mam potwierdzoną przez niezależnego świadka informację o haniebnym z mojego punktu widzenia handlu opałem i wiem, jak bardzo pazerny na kasę jest Wojciech Z., to mogę przyjąć z prawdopodobieństwem równym pewności, że do SARP wpłynęła także faktura za organizację prac porządkowych na terenie parku zamkowego. I to niekoniecznie wystawiona przez bezpośrednio związany z Wojciechem Z. Lexor - w Tucznie działa kilku innych przedsiębiorców uprawnionych do wystawiania faktur i jednocześnie chwilowo zaprzyjaźnionych z Z.
Jeżeli wystawił ją Lexor - cała kasa jest Z. plus to, co dostał wcześniej do kieszeni za drewno. Jeżeli fakturę wystawił inny podmiot, niestety, trzeba się podzielić pieniędzmi, ale stratę częściowo zrekompensuje wcześniej wyłudzona gotówka w kieszeni.
Oba warianty mają wady i zalety. W pierwszym przypadku istnieje ryzyko, że konkubina zapowiadająca rychłe opuszczenie Tuczna może pokazać Wojciechowi figę z makiem. Może też nie chcieć brać udziału w machlojce. Faktura od Lexora, który kończy właśnie współpracę z SARP, może być też nieco podejrzana. Ale za to jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, cała kasa trafia do kieszeni Z.
W drugim wariancie największą wadą jest konieczność podziału kasy, na czym Wojciech Z. sporo straci w porównaniu z wariantem pierwszym. Ale za to machlojka staje się niemożliwa do udowodnienia i faktura nie będzie budzić absolutnie żadnych podejrzeń, o ile kwota na niej wykazana mieścić się będzie w granicach rozsądku.

I tak się robi przekręty na terenie Zamku... Od ponad 2 lat lansuje się pogląd, jakoby to pracownicy Zamku byli złodziejami i bandytami, a tu proszę - świątobliwy reprezentant SARP i takie numery...
I co - i kto co komu udowodni? Jest jakiś świadek? O kurde, jest... Ale skoro świadczy przeciwko Z. czy SARP, to na pewno kłamie... Ot co!

 

*

28.03.2014. Wojna o monitoring.

Narada u Z.Jaja jak berety - Wojciech Z. dzwoni do prezesa SARP i wciska mu jakieś bzdury przez bliżej nie określony czas, skołowany prezes każe kancelarii coś napisać, a kancelaria robi to i czyni z siebie jednocześnie pośmiewisko - prawdopodobnie na cały kraj, bo gdy tylko dotrę do oryginału, nie omieszkam go tutaj zaprezentować.

Otóż tydzień wcześniej, gdy ujawniają się przypadkowe i jedna magicznie spowodowana usterka systemu grzewczego uniemożliwiająca jego natychmiastowe uruchomienie, dyrektor Zamku dzwoni do jednego z przedstawicieli SARP poskarżyć się, że jest taka i taka sytuacja, nikt nie ma wątpliwości kto za tym stoi (no bo przecież nie przypadek), a na poparcie swoich słów informuje, że jesteśmy w posiadaniu zapisów z monitoringu dowodzących nieprzypadkowości zdarzeń. Może nie widać dokładnie twarzy, ale sylwetki już tak. Może nie widać co kto dokładnie robi i po co, ale wiadomo gdzie wchodzi. Dlatego dyrektor Zamku skarży się i prosi, aby przekazać Wojciechowi Z., że to bardzo nieładnie tak kombinować.

Informacja przekazana w rozmowie prywatnej lotem błyskawicy rozchodzi się na drugą stronę konfliktu, tzn. do prezesa i do Wojciecha Z. Oczywiście podejrzany o sabotaż nie przyznaje się - wiadomo, oni (Imperio) wiecznie kłamią, przecież to złodzieje i bandyci. Z. w życiu, no w życiu nie był ani przy zbiornikach, ani w kotłowni, nie wspominając już myśleniu o jakichś przypadkach...
Wobec powyższego kancelaria SARP wnioskuje pisemnie o okazanie zarejestrowanego materiału oraz przeprosiny, bowiem rzekomo dochodzi tu do pomówienia, zniesławienia, czy czegoś tam. I to jest właśnie to, wystawia ją na pośmiewisko.

Po pierwsze - nie za bardzo wiadomo w jaki sposób mecenas SARP definiuje pomówienie. Przepisy stanowią wyraźnie - ale pani ta chyba jest cienka w te klocki i leci z rozpędu nakręcona machającymi przez telefon rękoma Wojciecha Z.
Po drugie - ustawa o monitoringu jest natenczas w zalążku, na dziś obowiązują przepisy ogólne i w tej sytuacji kancelaria może sobie takie żądanie wysłać najlepiej do Watykanu, aby papież je pobłogosławił przed wysłaniem do Zamku, gdzie posłuży jako podpałka do kominka. Chociaż szkoda będzie, bo papieża Franciszka bardzo cenię i szanuję i nie chciałbym, aby jego praca szła na marne...
Innymi słowy żadna kancelaria - nawet SARPu - nie ma prawa żądać od nikogo, aby okazał co ma w kieszeniach. Zwłaszcza, że w przypadku nagrań należących do firmy prywatnej stanowią one jej własność i jako związane m.in. z działalnością gospodarczą podlegają szczególnej ochronie. Ja już nie wspominam o ochronie danych osobowych i wizerunku - my pokażemy nagranie, a za tydzień poleci pozew o ujawnianie nagrań i wizerunku osób. Dziękujemy, nie skorzystamy.
Po trzecie - nawet w momencie, gdy projekt ustawy o monitoringu zostanie przegłosowany i wejdzie ona w życie, nadal kancelaria SARP będzie mogła sobie pisać do Watykanu, bowiem do oglądania zapisów monitoringu będą uprawnione tylko niejako 2 osoby - administrator systemu oraz organy ścigania (np. Policja, CBŚ, CBA), a i to tylko i wyłącznie jeżeli toczy się jakieś postępowanie czy śledztwo, które wymaga zapoznania się z materiałem z prywatnego monitoringu.

Uważam, że mecenas SARP powinna przestać robić z siebie coś, co uwłacza jej godności i nieco ochłonąć, bo zaczyna popełniać kardynalne błędy na równi ze swoim mocodawcą - prezesem SARP.

Na obrazku powyżej auta "delegacji" biorącej udział w "naradzie" w dniu 21.03.2014 r. u Wojciecha Z. Przez cały dzień autka podjeżdżają i odjeżdżają, nie tylko te. Sytuację wokół Zamku trzeba nieustannie monitorować, bowiem niestety - wszystko wskazuje na to, że przeciwnik nie tylko posuwa się do organizowania napadów na ludzi, ale i akcji dywersyjnych...