Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 1

WSPÓŁCZESNA HISTORIA ZAMKU TUCZNO

IMPERIO VS SARP

Z PAMIĘTNIKA PRACOWNIKA

 

JAK ZOSTAŁEM GANGSTEREM,
CZYLI AMBER GOLD, ZŁODZIEJE I ABW
W ZAMKU TUCZNO

 

 

Zamek TucznoZamek Tuczno – perła województwa zachodniopomorskiego, zabytek unikalny – choć współcześnie wzniesiony – znany turystom na wszystkich kontynentach.

Doświadcza wielokrotnie niemal całkowitego zniszczenia na przestrzeni dziejów, ostatnio odbudowany prawie do końca nakładami sił i po części środków SARP w siódmej dekadzie XX wieku, przekazany mu w użytkowanie w podziękowaniu za wkład pracy.

Z początkiem II dekady XXI wieku ponownie staje w obliczu zniszczenia!

To przekleństwo tego Zamku. Co i rusz popada w ruinę, by niebawem zostać podniesionym z popiołów niczym mityczny Feniks. Tym razem sytuacja jest zgoła odmienna – to nie zastępy nieprzychylnego władcy Zamku rycerstwa, nie wrogie armie w czasie wojny, nie Sowieci plądrujący zdobyte na zachodzie tereny, lecz sami posiadacze Zamku dążą do jego zniszczenia! Najeźdźca fizycznie jest tylko jeden. Mając przyzwolenie posiadacza zaczyna rujnowanie zabytku w imię wendetty i osobistych korzyści majątkowych.

Życie na ZamkuW murach Zamku jeszcze 2 lata temu tętni życie turystyczno-towarzyskie, rozbrzmiewają niemal wszystkie języki świata, nocują tu szeroko znani politycy, aktorzy, artyści, jak i zupełnie przeciętni, przypadkowi turyści czy podróżni szukający noclegu.

Dziś, posępnie wyzierające z tuczyńskiego pagórka przy drodze krajowej nr 177 spomiędzy starych, pięknych drzew mury wołające niemo o renowację i przywrócenie im dawnego blasku, są świadkami wydarzeń, jakich do tej pory nie widziały pomimo wirtualnie blisko 700-letniego wieku.

Nie potrafią one pojąć w jakiż to sposób obietnica zdobycia wielkiej mamony przez zaledwie dwójkę ludzi, z których jeden jest tylko kukiełką na scenie historii, potrafi kazać im marznąć w zimie, odkrywać swoją coraz bardziej wilgotną nagość w miarę upływu czasu, szargać ich dobre imię i sławę na całym świecie.

 

SARP (Stowarzyszenie Architektów Polskich) - organizacja z grubo ponad wiekowymi tradycjami skupiająca ludzi elitarnych, wybitnych, doskonale wykształconych, zdolnych i majętnych, mistrzów w swoim fachu.

Jako posiadacze Zamku przez 10 lat kreują go na miejsce elitarne, zakazane dla turystów i przypadkowych gości, obszar tabu na terenie Tuczna, wstęp tu mają tylko i wyłącznie architekci zrzeszeni w SARP, a i oni sami muszą nieraz we własnym gronie ostro walczyć o możliwość zakwaterowania w Zamku.

Po 1984 roku dyrektor-wizjonerka K. z różnych względów, głównie z ekonomicznych, stopniowo zaczyna uchylać okucia Zamkowej bramy dla wszystkich chętnych na zobaczenie, zwiedzenie i przenocowanie w Zamku. Po kilku latach Zamek staje się dostępny dla każdego, choćby przyszedł tu tylko zobaczyć co jest w środku i wyszedł po jakimś czasie pozostawiając zaledwie zapach używanego dezodorantu.

Adres SARPAch, ten SARP... Stowarzyszenie do dnia dzisiejszego nie wie gdzie znajduje się jego siedziba. Poszukiwania trwają prawdopodobnie od zakończenia II Wojny Światowej. Dotychczas udaje się ustalić, że jest to ulica Foksal 2 w Warszawie. Nie wiadomo tylko w której części stolicy położony jest ten historyczny trakt - czy w strefie kodowej 00-950, czy 00-336.

W zasadzie wiadomo to tylko Urzędowi Pocztowemu, który tej strefie przydzielił bardzo, bardzo dawno temu kod 00-366, ale SARP o tym jeszcze nie wie... O, pardon - w tym momencie już wie! Zaraz ruszy lawina zamówień na nowe pieczątki, wizytówki, papier listowy itd., itp.
Nie, nie dziękujcie! Nie trzeba! Oj, bez przesady - dyplom poszukiwacza na miarę Indiany Johnsa? Nie, nie trzeba, panie prezesie, znalazłem Was ot tak, z dobrego serca, żeby sprostować parę nieŚcisłości...

Imperio Polska Sp. z o.o. - biznesmeni z wielkim doświadczeniem m.in. w branży hotelarskiej i zarządzaniu nieruchomościami – dzierżawiąc od 1. 05. 2009 roku Zamek kontynuują i poszerzają politykę otwartości wbrew początkowo rozpowszechnianych złośliwym i publikowanym w lokalnych mediach plotkom o ponownym zamknięciu Zamku w związku z ich pojawieniem się na terenie Tuczna.

Owa polityka ma to swój głęboki sens, choć na pozór osoby wyłącznie oglądające wnętrza żadnego dochodu nie przynoszą. Spółka wychodzi z założenia, że oprócz zwyczajnych działań marketingowych masowa, szeptana reklama o powszechnym udostępnieniu po latach tajemnicy urokliwego Zamku zdziała więcej, niż sama legenda o wstępie dla wybranych, która raczej zniechęcała do przyjazdu do Tuczna. Nad zwykłą reklamą w prasie czy telewizji można przejść obojętnie, lecz jeżeli przyjaciel przyjacielowi poleci przyjazd do Zamku w Tucznie, efekt jest niemalże gwarantowany.
Z czasem następuje coraz większy napływ gości, którzy od znajomych dowiadują się o niesamowitym klimacie miejsca, przejmującej wręcz ciszy, oszałamiającym spokoju, aż kolącej w oczy zieleni – słowem: o idealnym miejscu przede wszystkim na letni wypoczynek.

Waląca się już pod koniec XX wieku elewacja, zniszczone, odrapane i połamane umeblowanie noszące ślady po rozpuszczonych w upale cukierkach darowanych dzieciom przez wujka Edwarda Gierka, zawilgocone i zatęchłe piwnice – to nie robi większego wrażenia na gościach Zamku, to wszystko rekompensuje im z nawiązką i wrażenie de facto wywiera bajeczny urok miejsca i nadzwyczajny smak potraw serwowanych o każdej porze.
Duża część z tych ludzi wraca do Zamku regularnie z nadzieją, że nie tylko doskonale wypoczną z dala od miejskiego zgiełku i pośpiechu, ale także napełnią żołądki wyjątkowo obfitymi, rewelacyjnie przyrządzanymi i podawanymi potrawami.

Legenda o wyjątkowej elitarności Zamku żyje do dzisiaj – wielu z odwiedzających go obecnie turystów opowiada, że wielokrotnie przejeżdżając przez Tuczno pragnęli Zamek obejrzeć z bliska, może i wejść do środka, ale nie mieli odwagi podejść bliżej mając w pamięci opowieści o wyjątkowej niedostępności obiektu. Widząc jednak z daleka szeroko otwarte, ręcznie wykute wierzeje zamkowej bramy, zdecydowali się na ryzyko i… opłaciło im się! Pomimo braku zachwycających eksponatów, braku muzeum (testowe otwarcie planowane jest w 2013 roku we współpracy Imperio Polska z lokalną grupą rekonstrukcji historycznej), wizyta w Zamku Tuczno każdemu z nich sprawia ogromną przyjemność, zwłaszcza w obliczu braku jakichkolwiek opłat za wstęp. Sama architektura robi na nich wrażenie.

Nic zatem dziwnego, że pełnienie funkcji dyrektora Zamku Tuczno powszechnie postrzegane jest za niezwykle prestiżowe zajęcie, niewątpliwie opłacalne i przede wszystkim spokojne - w pięknym miejscu, gdzie powietrze czyste, lasy bogate w grzyby, jeziora w ryby, a powietrze w ptaki.
Przedstawiając się gdziekolwiek w bliższej i dalszej okolicy: „Dzień dobry, jestem dyrektorem Zamku Tuczno” może robić wrażenie i działać cuda – każdy zatrudniony na tym stanowisku może czuć się dumnym i wpływowym człowiekiem.

Niestety, spółkę Imperio Polska od początku prześladuje – obok klątwy zamkowej - klątwa dyrektorska.
Aż do początku roku 2012 dokonuje ona fatalnych wręcz wyborów przy obsadzie tego stanowiska. W ciągu 2 lat przez Zamek przewija się kilku dyrektorów, którzy pracują od kilku dni (sic!) do kilku miesięcy. Niektórzy usługodawcy podczas zlecania im różnych prac wręcz żądają przedstawiania dodatkowych pełnomocnictw i uwierzytelnień motywując to bardzo szybko zmieniającymi się kadrami zarządzającymi Zamkiem.

Ostatni zarządzający Zamkiem, Wojciech Z., na stanowisku formalnie kierownika obiektu od 01.05.2010 r. do 04.02.2011 r., niewątpliwie przechodzi już dziś do nowej legendy Zamku Tuczno.
Niestety, nie jako romantyczny i waleczny rycerz w lśniącej zbroi broniący maluczkich, lecz agresywny „gbur i cham” – cytując jedną z nie istniejących już dziś witryn – ze zjadliwym uśmieszkiem i kłamstwem na stałe przyklejonym do ust, który próbuje ukraść Zamek i zostać jego jedynym panem i władcą, co pozwolić i ułatwić mu ma zapełnienie dukatami prywatnego skarbca...

W jaki sposób? Zapraszam do lektury.

 

WSTĘP

 

W poniższym opisie wydarzeń przytoczone zostaną wyłącznie wydarzenia, na potwierdzenie których istnieją dokumenty, nagrania audio i wideo, fotografie, jest kilku świadków lub których świadkiem jest sam autor, a zatem autentyczne i nie budzące wątpliwości – w przeciwieństwie do porażającej większości historii opowiadanych przez Wojciecha Z., kalkowanych i częściowo także inspirowanych przez Mariusza Ś. oraz dalej przekazywanych pozostałym członkom SARP nieświadomym rozwijającej się wewnątrz stowarzyszenia afery.

Ci zwykli członkowie SARP, którzy z drugiej ręki (Mariusz Ś.) świadomie i wybiórczo informowani są o nieprawdziwych faktach wyssanych z palca trzeciej ręki (Wojciech Z.), poddawani są dosłownemu praniu mózgów zmierzającemu do wykreowania zupełnie naturalnej i zrozumiałej wrogości względem spółki Imperio Polska i jej pracowników przebywających i pracujących uczciwie na terenie Zamku Tuczno.

Efektem tego są zwykle pozbawione ogłady i kultury, napastliwe, nie podpisane wypowiedzi, które bliższe są stylowi gimbusa-hejtera, niż poważnego i wykształconego architekta.

E-mail od architekta

Powyższy e-mail przychodzi jako odpowiedź na uprzejme zapytanie o możliwość zaproponowania pobytu w Zamku Tuczno. Można przyjąć, tenże architekt nieco przesadza domagając się zwrotu całego Tuczna SARP-owi. Co na to Burmistrz miasta?
Wiadomości tego rodzaju zdarzają się niestety bardzo często, zazwyczaj pozbawione właściwej interpunkcji, bezskładne, pretensjonalne, pisane stylem, jakiego powstydzi się początkujący licealista. Niewątpliwie dowodzi to pisania w stanie ogromnego wzburzenia. Skąd ono? Z powodu opowieści, jakie szerzone są w środowisku architektów polskich ustami Mariusza Ś. i Wojciecha Z., których genezę i cel autor niniejszego materiału postara się całkowicie odsłonić.

Większość z opisywanych tu wydarzeń znajduje potwierdzenie w protokołach sądowych. Gdzie to możliwe, podano daty, gdzie nie ma takiej możliwości, podano przybliżony czas. Są to zabiegi mające na celu wprowadzenie chronologicznego porządku, albowiem część z późniejszych zdarzeń ma związek i wynika z wcześniejszych. Niestety, dla pełnego zrozumienia problematyki tu poruszonej wymagane jest żmudne zapoznanie się z całością materiału. Autor początkowo szacował jego objętość na nie więcej, niż 30 stron maszynopisu, jednakże w miarę upływu czasu objętość zwiększała się i zwiększała aż osiągnęła pułap około 110 stron maszynopisu. Tym niemniej każdy, komu leży na sercu interes Zamku Tuczno oraz każdy, kto czuje nienawiść względem spółki Imperio Polska winien zapoznać się z nim od komputerowej deski do deski.

Niewątpliwie materiał ten będzie wyjątkowo ostro skrytykowany, przede wszystkim przez Wojciecha Z. i Mariusza Ś., którzy mają osobisty interes w zaprzeczaniu oczywistych i dowiedzionych faktów, a szczególnie obaj mają interes w zarządzaniu Zamkiem.

Niewątpliwie krytyka ta wyjdzie jako oficjalne stanowisko SARP, mimo że większość członków stowarzyszenia nie podpisze się pod nią po zapoznaniu się z całym zgromadzonym materiałem, zaś sam autor nie ma na celu deprecjonowania zasług stowarzyszenia jako takiego, lecz ukazanie pewnych niepokojących mechanizmów u szczytu jego władzy.
Niewątpliwie autor spotka się z serią oskarżeń, gróźb, być może i pozwów. Autor jest tego świadom i zgadza się na to w imię ujawnienia całej prawdy o trwającym konflikcie w Zamku Tuczno, o interesach kilku osób spod szyldu SARP, o błędzie SARP w postaci nawiązania współpracy z Wojciechem Z., na scharakteryzowanie postaci którego poświęcona jest znaczna większość tego materiału.

Autor publikując niniejszy materiał ma nadzieję na przekazanie pełnego oglądu sytuacji przede wszystkim ogółowi członków SARP, a w dalszej kolejności mediom i organom państwowym, także organom ścigania, z którymi od zawsze deklaruje pełną współpracę.

Materiał ten, mimo że opublikowany w sądownie zarejestrowanym czasopiśmie internetowym, nie ma charakteru obiektywnego artykułu dziennikarskiego, lecz jest zapisem własnych przemyśleń i doświadczeń autora z pracy w Zamku Tuczno, osobistym i prywatnym pamiętnikiem publicznie udostępnionym oraz retrospektywnie uzupełnionym w komentarze do przyszłych wydarzeń, opisuje i wyraża wyłącznie zdanie autora, nie jest oficjalnym stanowiskiem czy oświadczeniem zarządu spółki, który do dnia publikacji prawdopodobnie nie ma świadomości istnienia tej pracy.

Materiał ten opublikowany jest w całości dla dobra publicznego, o które autor stara się dbać od najmłodszych lat. Wykazuje on niezbicie istnienie i zastosowanie w prymitywnej formie mechanizmów powszechnej propagandy w konflikcie na linii SARP – Imperio Polska oraz jej wpływu na świadomość m.in. organów państwowych, w tym wymiaru sprawiedliwości.

Wykaże on również w jaki sposób Wojciech Z. w porozumieniu z Mariuszem Ś. bezpiecznie i nie ponosząc żadnej odpowiedzialności do swoich rozgrywek osobistych i gospodarczych wikłają różne urzędy i organy państwowe.

Autor niniejszym udziela zgody wszystkim przedstawicielom mediów na wykorzystanie w dowolny sposób w całości lub części niniejszego materiału, o ile zostanie zachowany oryginalny kontekst, zaś autor powiadomiony przynajmniej wiadomością e-mail o celu i miejscu wykorzystania jego pracy.

 

Wszelkie uwagi i sugestie dotyczące zmiany brzmienia lub usunięcia fragmentów lub całości publikacji, a także groźby i ostrzeżenia autor prosi kierować na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Pozostałe uwagi oraz informacje na temat wykorzystania tej pracy przez przedstawicieli mediów można kierować na zwykły adres kontaktowy.

 


 

CZYTAJ DALEJ>>>