Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 11

2013

 

07.01.13. Publikacja Kuriera Szczecińskiego na temat sytuacji w Zamku.

Poza znanymi nam już faktami i kłamstwami pojawiają się nowe wątki – doniesienie do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na działalność spółki Imperio Polska (rzecznik ABW, ppłk Maciej Karczyński, informuje, że sprawę przekazano do rozpatrzenia Prokuraturze Okręgowej w Koszalinie). O ile nam wiadomo śledztwo trwa - można przyjąć domyślnie, że większość telefonów pracowników jest obecnie na podsłuchu (wielu z nich obecnie skarży się na problemy z wybieraniem połączeń, echem w słuchawce i włączaniem do rozmów obcych osób - dowód na podsłuch z wykorzystaniem sprzętu z sowieckiego demobilu lub chińskiej tandety), być może niektórzy są również dyskretnie obserwowani. Nikogo jednak nie dziwi taki przebieg wydarzeń – skoro podejrzenie zostało rzucone, organ państwowy musi je zbadać.

Znów udaje się Wojciechowi Z. wykorzystać go w prywatnej rozgrywce! I to od razu ABW - agencję znaną ze spektakularnych aresztowań, jak i głupich pomyłek - za to zawsze wpadającą z wielkim hukiem o 6:00 nad ranem do mieszkań podejrzanych, zwykle przez wybijane buciorami agentów okna i wysadzane przez saperów drzwi.

Miejmy nadzieję, że miecz jest nie tylko obosieczny, ale i sprawiedliwy, dlatego agencja któregoś dnia zapuka do studia C w zamkowym pawilonie z nakazami aresztowania Wojciecha Z. i Anny S., zaś w Warszawie do biura SARP w poszukiwaniu Mariusza Ś., a do biura Burmistrza Tuczna z nakazem przejęcia opieki nad Zamkiem Tuczno, co jest rozwiązaniem optymalnym i jak najbardziej możliwym z prawnego punktu widzenia.

Wracając do artykułu Kuriera Szczecińskiego - to, co ma do przekazania szef szczecińskiego oddziału SARP, Marek O., poprzez czasopismo, wymaga dosłownego zacytowania, nie tylko ze względu na podejrzanie dziwną pisownię jak na wysoko wyedukowanego architekta (jest ona na poziomie młodszego gimnazjalisty), ale i na podnoszone stwierdzenia:

„Szanowny Panie [redaktorze Kuriera Szczecińskiego – przyp. red.],

Niestety prezesa złożyły grypa i odpowiedź będę miał dopiero we środę. Muszę przyznać ,że Ton Pańskich pytań i smsów zadawany niby z pozycji dziennikarskiego obiektywizmu bardzo nas jednak niepokoi . Wyczuwa się ,że uważa Pan sprawę za zamkniętą . Mamy poważne obawy co do Pańskiej rzetelności a inne działania ludzi z Imperio jasno pokazują jakie oni mogą przekazywać informacje . Tymczasem wnikliwe zapoznanie się dokumentami , zeznaniami i faktami nie pozostawia żadnych wątpliwości z kim do czynienia . Oni zalegają Sarpowi , Zus , urzędowi skarbowemu i swoim pracowników . Prezesem jest słup alkoholik a ludzie z firmy wg wielu poszlak, powiązani są postaciami z afery Amber Gold . W załączeniu przesyłam Panu doniesienie do ABW . Tylko bezwład polskich sądów pozwala im siedzieć bezumownie w zamku i nadal bezkarnie nas okradać . Radziłbym więc szczerze daleko posuniętą ostrożność w powtarzaniu opinii o niedogrzanym zamku ( nietrudno o to skoro Imperio w czasie kiedy jeszcze w ogóle grzało zużywało połowę normalnej ilości gazu - na co są papiery ) bo niebawem okaże się z kim mamy do czynienia i komu służył Pański obiektywizm . Skoro tak pilnie musi Pan opublikować artykuł wyposażony w wiedzę przez ludzi łamiących prawo nie czekając na nasze wyjaśnienia, to trudno zwrócimy się do Gazety Wyborczej. SARP to organizacja ze 130. letnią tradycją skupiająca elitę architektów polskich . Proszę o tym nie zapominać.

z poważaniem Marek O.”.

 

Źródło: http://www.24kurier.pl/W-Kurierze/Turysci-opuszczaja-zamek

Hmmm… Czytając tę wypowiedź nie mogę oprzeć się wrażeniu, że została ona napisana przez Wojciecha Z, i to po paru głębszych

Przede wszystkim zarzuty dotyczące braku rzetelności i obiektywizmu zawodowego dziennikarza – wielokrotnie podnoszone przez Z. zawsze, kiedy o Imperio Polska gdzieś ktoś coś dobrego napisze..
Pomijając fakt, że tą wypowiedzią (powiedziałbym wręcz – dosłownym cytatem z Wojciecha Z.) Marek O., prezes szczecińskiego oddziału SARP (nawiasem mówiąc pod koniec lat 90-tych uwikłanego w wyłudzenia i kradzieże z Funduszu Współpracy Polsko-Niemieckiej) zapewnił sobie kilka procesów o zniesławienie, należy zaznaczyć, że:

  •  Wojciech Z. jako pierwszy używa i upowszechnia w środowisku SARP określenie „słup alkoholik” mając na myśli obecnego prezesa spółki Imperio Polska.

    Określenie to słyszę już w styczniu 2012 roku. Wojciech Z. najwyraźniej doskonale zna tego pana, nie darzy go jednocześnie szczególną sympatią.
    Zważywszy na fakt, że SARP nie ma absolutnie żadnej możliwości ani interesu w wymyślaniu tego rodzaju epitetu, dowodzi to jego źródła u Wojciecha Z.
    Powielający jego opinie członkowie SARP wyraźnie zapominają też, że funkcja prezesa spółki z o.o. jest funkcją głównie reprezentacyjną, a kandydat jest wybierany przez udziałowców – nie jest tu wymaganie posiadanie udziałów w spółce czy praca w niej od chwili założenia, co zapewne podnosi Wojciech Z. w sentencji swoich konfabulacji.

    Czy każdy wygrywający konkurs na stanowisko prezesa spółki jest z automatu „słupem”?
    Jednocześnie w określeniu stwierdza się ponad wszelką wątpliwość chorobę alkoholową, mimo że ani Wojciech Z., ani Marek O. nie mają wglądu w dokumentację medyczną prezesa spółki. Zapominają, że chorobę stwierdzić może tylko lekarz odpowiedniej specjalności, a nie wydaje się, aby wspomniani panowie byli lekarzami i/lub posiadali odpowiednie zaświadczenia na temat stanu zdrowia prezesa spółki Imperio Polska, za to z moich obserwacji wynika, że co najmniej jeden z nich winien skorzystać z porady specjalisty od zagadnień mitomanii, kleptofobii i osobowości na poły dyssocjalnej, co potwierdzają m.in. protokoły z wcześniej opisanych rozpraw, czy opisy wydarzeń z udziałem świadków…

    Ja do wysnuwania takich twierdzeń mam podstawy w postaci protokołów z rozpraw – a SARP ma co? Pogłoski z trzeciej ręki, bardzo mało wiarygodnej ze względu na osobiste pobudki i żądzę zemsty.
    Warto jednak przed wydawaniem oświadczeń dokładnie sprawdzać co się mówi i na jakiej podstawie, ponieważ pozew o naruszenie dóbr osobistych i wyrok z tym związany może być bardzo kosztowny w materialnym znaczeniu - to uwaga do pana Marka O., prezesa szczecińskiego oddziału SARP.

  •        Wojciech Z. jako pierwszy wymyśla i upowszechnia w środowisku SARP powiązania spółki Imperio Polska z funduszem Amber Gold oraz używa straszaka na pracowników w postaci ściągnięcia interwencji ABW.

Trwa to mniej więcej od połowy roku 2012, kiedy to w mediach zrobiło się głośno o tzw. aferze Amber Gold. Skąd powiązanie? Spróbujmy odtworzyć tok rozumowania Wojciecha Z., co wymagać będzie zażycia czerwonej pigułki

Imperio Polska ma siedzibę w Sopocie – afera AG rozwija się po sąsiedzku. Pierwsza poszlaka.

Zwykle biznesmeni na danym, niewielkim obszarze geograficznym w większości znają się nawzajem – czy to na stopie towarzyskiej, czy prowadząc ze sobą interesy.
Z. wnioskuje: właściciele Imperio znają aferzystów z AG, bo muszą znać… Jeżeli nie znają, to i tak znają, bo to przecież mafia sopocka, a w mafii znają się wszyscy. Zwłaszcza, że to sąsiedzi. Druga poszlaka.

Imperio Polska zażarcie walczy o możliwość prowadzenia działalności w Zamku, mimo że zgodnie z opinią Z. jest ona deficytowa – wymaga niewielkiego dofinansowania od czasu do czasu z kieszeni udziałowców. Z. nie wyobraża sobie, aby ktokolwiek mógł z własnej woli to robić, żyje w głębokim przekonaniu, iż każdy człowiek ma w kieszeni węże, pająki, pijawki, skorpiony, krokodyle i inne drapieżne ryby pokroju piranii i pijawek. Nikt, absolutnie nikt nie poświęci ani jednego prywatnego grosza na utrzymanie działalności własnej firmy. Dowodzi tego działalność jego firmy, Exor Polska, w przypadku której sprzedaje wszystkie udziały w chwili pojawienia się trudności z płynnością finansową.
Dlatego jedyne możliwe wytłumaczenie na przelewanie środków na dalsze prowadzenie działalności Imperio Polska to w jego mniemaniu pranie brudnych pieniędzy.

Brudne pieniądze ma tylko mafia, zatem Imperio to mafia sopocka, a ona zna wszystkich tamtejszych biznesmenów, wśród których są aferzyści AG, więc na pewno dofinansowując Zamek korzysta z ukradzionych sztabek złota w zmowie z aferzystami. Trzecia poszlaka.

Wojciech Z. związuje swoje pomysły w misterny supełek – skoro Sopot znajduje się nieopodal centrum afery AmberGold, wszyscy przedsiębiorcy w trójmieście muszą się znać, działalność Zamku jest kilka razy wspomagana z kieszeni udziałowców, którzy swoich pieniędzy na pewno nie mogli dać, to oznacza, że Imperio Polska musi być częścią afery AG, bo tylko w związku z nią spółka może dysponować środkami na prowadzenie działalności w Zamku – w efekcie udziałowcy i pracownicy spółki to gangsterzy.

Matrix, w którym Wojciech Z. żyje osiąga właśnie poziom czwarty, albowiem swoje wymysły przekazuje do wiadomości ogółowi respondentów, przede wszystkim do SARP oraz mediów.

Niestety, do uniwersum tego dołącza Mariusz Ś., członek SARP, z tym zastrzeżeniem, że moim zdaniem posiada niebieską pigułkę i kontroluje sytuację. Nawet jeżeli tok rozumowania jego marionetki, Wojciecha Z., jest sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem i chodzi tu tylko o zwykłe rzucenie podejrzeń w celach propagandowych, to nie szkodzi – powiadomi się prasę i ABW, niech Imperio się broni.
Może agenci ABW wszystkich pracowników Zamku któregoś pięknego dnia zakują, zgarną i gdzieś wywiozą, a zanim wypuszczą po 3 miesiącach - bo sprawy nie da się wyjaśnić w 48 godzin - to Zamek zdąży wrócić do SARP, Wojciech Z. zasiądzie w fotelu dyrektorskim, Mariusz Ś. podpisze nową umowę dzierżawy i wszyscy będą bogaci i zadowoleni, a potem schleją się jak świnie na imprezie zwycięzców...

Ostatecznie obaj decydują się na wykorzystanie wyżej opisanej teorii powiązań biznesowych w Trójmieście i preparują treść doniesienia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Niech się teraz z Imperio pomęczą poważne (w znaczeniu: śmiertelnie groźne) organy państwowe, a nuż coś wynajdą, a nuż pracownicy się przestraszą i uciekną… A jak nie, to nie szkodzi, bo to tylko podejrzenie było, a nie fakty, żaden z nich nie będzie nigdy pociągnięty do odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych doniesień. Tak czy siak – nic do stracenia nie mają, a do zyskania bardzo wiele. A nuż się uda...

 

  •        Wojciech Z. z gazu i kotłowni w Zamku czyni swoją Mekkę i sens życia w dniu 6. lutego 2012 roku, kiedy to włamuje się do niej i wymieniając zamek przejmuje kontrolę nad systemem grzewczym, wszelkie awarie i błędy przez siebie zawinione z uporem maniaka cedując na pracowników Imperio Polska.

Wcześniej, pracując dla Imperio, sam planuje i steruje ogrzewaniem – teraz używa własnej ówczesnej polityki ogrzewania Zamku jako argument przeciwko byłemu pracodawcy...
Z analiz porównawczych wynika, iż Imperio Polska na ogrzewanie Zamku zużywa podobną ilość gazu, jak SARP.

Zarząd SARP w osobie Mariusza Ś. jednak stronniczo do analiz przedkłada porównanie zakupów u jednego tylko dostawcy przemilczając celowo, że pod koniec 2009 i na początku 2010 roku ówczesny dyrektor Zamku zakupuje gaz opałowy u 2 niezależnych dostawców na zmianę w zależności od oferowanych cen.

W efekcie argument o niedostatecznym ogrzewaniu (a w każdym razie o wiele słabszym, niż za czasów SARP) oparty o sumę faktur jednego tylko dostawcy całkowicie upada!

Warto nadmienić, iż w czasie kontroli z WUOZ 21.01.2013 jednemu z przedstawicieli SARP wyrywa się niechcący w czasie rozmowy z Markiem O. (tak, ten pan także obecny był w styczniu w Tucznie), że „w Zamku przecież zawsze było zimą zimno”. Mityguje się jednak po chwili zgromiony spojrzeniem kolegi.

 

  •        Wojciech Z. jako pierwszy żyje mitem o złodziejskich praktykach nie tylko pracowników Imperio Polska, ale także wszystkich mieszkańców Tuczna i okolic, oraz rozpowszechnia go w środowisku SARP czyniąc z każdego tuczynianina – cytując pana Z.: „złodzieja, który jak czegoś raz dziennie nie ukradnie, to nie jest sobą”.

Tego ustępu komentować nie trzeba, bowiem kleptofobia Wojciecha Z. jest wcześniej opisana w tym materiale w dziesiątkach miejsc.

 

W dalszej części cytowanego fragmentu czasopisma pojawiają się jawne groźby przed publikowaniem stanowiska czy oświadczeń spółki Imperio Polska w myśl doktryny: „tylko i wyłącznie SARP mówi prawdę i ma rację, wszyscy pozostali kłamią, są bandziorami”.

Na uwagę też zasługuje groźba wykorzystania Gazety Wyborczej do opisania problematyki. Pomimo spędzenia dłuższego czasu na jej rozważaniu, autor niniejszego materiału kompletnie nie ma pojęcia co „autor cytatu ma na myśli”. Czyżby Gazeta Wyborcza była jakiegoś rodzaju organem porządkowym? Formą prywatnej armii? Może ugrupowaniem terrorystycznym? Naprawdę nie mam absolutnie żadnego pojęcia… Możliwe, że niebawem zwrócę się do kolegi Redaktora Naczelnego tegoż czasopisma przesyłając mu niniejszy materiał do wglądu z prośbą o próbę wyjaśnienia przyczyn cytowanej groźby, bowiem nijak nie idzie dojść jej podstaw.

Przedstawiciel SARP skarży się na "bezwład polskich sądów" - nie może być inaczej skoro na zdecydowaną większość rozpraw z wezwanych świadków stawiają się wyłącznie pracownicy i zarząd Imperio Polska, zaś jeżeli pojawi się ktokolwiek ze strony SARP, to jest to niespodzianka podobna do opadów śniegu w lipcu w Tucznie. Nawet Wojciech Z. - tak do tej pory zawzięcie zwalczający spółkę - postanawia ignorować wezwania sądów, które zmuszone są odraczać przesłuchania na kolejne terminy i przekazywać je do innych miejscowości, by świadkowie SARP mogli się porządnie wysypiać przed składaniem zeznań, nie tracili czasu i pieniędzy na dojazd oraz nie byli zbyt szczegółowo wypytywani przez sędziego, który niezorientowany w sprawie posiada wyłącznie listę gotowych pytań - czy to w Warszawie, czy to w Wałczu.

Całość cytowanej wypowiedzi z Kuriera Szczecińskiego i moje dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że jej autorem jest mocno nietrzeźwy Wojciech Z. poproszony o skomentowanie sytuacji dla prasy przez Marka O., który najpewniej nie jest wówczas specjalnie zaznajomiony z problematyką - a na siłę został w nią uwikłany przez Wojciecha Z. i Mariusza Ś.

Tym niemniej to on podpisuje się pod tą wypowiedzią, wskutek czego będzie odpowiadał w procesie cywilnym o zniesławienie, o ile nie zadośćuczyni żądaniu przeprosin prezesa spółki Imperio Polska.

 

*

08.01.2013. Sąd znajduje dziurę w całym.

Przerwiert na wylotWałecki sąd zaocznie uznaje Agnieszkę N. winną „wiercenia dziur na wylot do kuchni” w oparciu o niepodważalny dowód w postaci doniesienia SARP oraz wniosku o ukaranie, z którego wynika, iż policjant go sporządzający jakąś dziurę gdzieś widział. Od wyroku zostaje napisany sprzeciw, a jeden z pracowników spółki Imperio Polska funduje prywatną nagrodę w wysokości 4.000 zł dla pierwszej osoby, która wskaże miejsce występowania owej dziury/dziur. Pracownicy Imperio Polska również zapraszają ponownie sporządzającego notatkę Policjanta do Zamku i proszą o wskazanie jej/ich (nie jest jasne w tej chwili czy to jest jeden wirtualny przewiert, czy kilka). Policjantowi temu dają oni pierwszeństwo w konkursie na wskazywanie dziur.

Matrix urządzony przez Wojciecha Z. osiąga poziom piąty.

W trakcie kolejnej rozprawy magicznym sposobem (Wojciech Z. znany jest już z umiejętności czarowania) wychodzi na jaw, że tak na prawdę owe przewierty sięgające ponad 6 metrów wgłąb Zamku okazują się być dwoma kilkucentymetrowymi śrubami w tynku osadzonymi na kołkach rozporowych, których istnienie zabezpiecza klatkę z butlami na gaz przed wywrotką - zaś wg oskarżenia stanowią nowy system dystrybucji gazu do kuchni. SARP podtrzymuje oskarżenie, w myśl którego śrubki te najwyraźniej mają minimalną długość ponad 6 metrów sięgając do kuchni po przeciwnej stronie i powodują zagrożenie w postaci możliwości zawalenia się Zamku w Tucznie w efekcie naruszenia jego konstrukcji, co stanowi dowód prowadzenia rozległych i poważnych prac budowlanych, podkreślić należy - bez niczyjej zgody, projektów i atestów...
Nie pozostaje nic innego w tym miejscu, jak tylko zrobić wielkie oczy, rozdziawić gębę, podrapać się po głowie i powiedzieć "yyyyy..."

*

14.01.2013. Mammobus przed Zamkiem.

Mammobus przed ZamkiemNa prośbę przedstawicieli NFZ organizujących badania mammograficzne w gminie Tuczno spółka Imperio Polska udostępnia bezpłatnie miejsce na postój mammobusu oraz dostęp do gniazda napięcia 400V.

W czasie badań Wojciech Z. wychodzi z zajmowanego przez siebie pomieszczenia z zamiarem udokumentowania śladów po przejechaniu ciągnika siodłowego przez zasypany śniegiem trawnik, po podstawieniu mammobusu. Można podejrzewać, że ślady te ma zamiar wykorzystać później jako dowód niszczenia terenu Zamku przez spółkę Imperio Polska…

W tym miejscu należy zadać pytanie – ile razy Wojciech Z. w czasie, od kiedy „pracuje” dla SARP, zajmuje się pielęgnacją tego trawnika?

Odpowiedź jest oczywista – ani razu. Między innymi dlatego w sierpniu aż taką sensację wywołuje zabranie się przezeń to pielęgnacji zieleni wokół budynku administracyjno-gospodarczego, przy okazji czego psuje kosiarkę.

Dlaczego więc Wojciecha Z. interesuje nagle trawnik, który nie interesuje go od ponad roku?

Odpowiedź – no przecież to teren Zamku niszczony przez działalność Imperio Polska! Są dowody - ślady opon.

Co z tego, że przejechał tamtędy niefrasobliwie kierowca zupełnie nie związany ze spółką – teren znajduje się pod jej opieką i za wszystko, co tam się dzieje, nawet za rozjechane kretowisko, odpowiada ona, zatem można to wykorzystać przeciwko niej. Biedne krety - nikt o nie nie dba, podobnie jak o wiewiórki - Wojciecha Z. interesują tylko nietoperze w Zamku, na które polowania urządzają pracownicy w spółki, o czym mowa jest wyżej w niniejszym materiale.

Wracając do tematu - kierowcy aut dowożący pacjentki na badania sugerując się widocznymi śladami zaczynają korzystać z przejazdu na przełaj, zwłaszcza że Wojciech Z. ani razu tej zimy nie odśnieża drogi wzdłuż budynku administracyjno-gospodarczego, co po opadach śniegu całkowicie ją ukrywa przed wzrokiem osób nie znających terenu.

Podczas dokumentowania „zniszczeń” (robi zdjęcia i prawdopodobnie kręci filmy aparatem cyfrowym typu idioten-camera – a przynajmniej wykonuje ruchy imitujące nagrywanie wideo) spod Zamku usiłuje wyjechać auto.

Z. zatrzymuje kierowcę z pacjentkąW tym momencie Wojciech Z. dokonuje zatrzymania i rozpoczyna krótką awanturę z kierowcą, zapewne tłumacząc mu jak ważną tu jest osobistością oraz gdzie jest droga. W jej trakcie wychodzę z Zamku i zaczynam rejestrowanie zdarzeń. Z. widząc mnie z obiektywem w ręku szybciutko kończy kłótnię, kierowca zawraca i wyjeżdża tą samą drogą, którą przywiózł pacjentkę na badania.
Wojciech Z. podejmuje wyzwanie - pomimo przenikliwego zimna stoimy naprzeciwko siebie - jego plastikowa soczewka kompakta versus mój doskonały obiektyw Fujinon, przesłona w przesłonę, ogniskowa w ogniskową. Stoimy tak i stoimy... Mróz trzaska, słońce wędruje po nieboskłonie, wiosna pojawia się na horyzoncie, a my sobie stoimy...

W końcu zostaje zdominowany, czy też może zastraszony moją postawą, odwraca wzrok, robi (lub udaje) panoramiczne ujęcie, po czym wraca pod pawilon i wsiada do swojego auta, wsiadając kontrolnie jeszcze zerka czy dalej jest filmowany.

Na ewentualne pytanie "co to miało być" odpowiadam - nadzór właścicielski wykonywany przez Wojciecha Z.

Wojciech Z. tuż po całej akcji wydaje się być prze-szczęśliwy! Robię małe zbliżenie i widzę, że cieszy się jak dziecko otrzymawszy batonika i najnowsze GTA do swojej konsoli!

Uradowany po awanturze Wojciech Z.

Zaczynam podejrzewać, że rozwija się w nim jakiegoś rodzaju paranoja, w której pełnię szczęścia osiąga wyłącznie po napaści na inną osobę i zmuszeniu jej do wykonania jego poleceń, co w efekcie psuje wizerunek Imperio i Zamku.
Świadczy o tym nie tylko powyższy uśmiech. Świadczą o tym inne przypadki opisane wcześniej.

Pewna Niemka (znajoma doktora T. Soorholza, który interesował się wyłudzeniami pieniędzy z Funduszu Współpracy Polsko-Niemieckiej przez szczeciński oddział SARP pod koniec lat 90-tych) widząc kadry z nagranego filmu porównuje Wojciecha Z. do bajkowego, małego i złośliwego gnoma.

Zgadzam się z nią całkowicie – w paru prostych słowach uchwyciła bardzo precyzyjnie klimat wydarzeń i sylwetkę anty-bohatera!

*

21.01.2013. Kolejna kontrola Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.

Na początek do Zamku przybywa część z reprezentantów SARP. Decydują, że na przybycie reszty będą oczekiwać w samochodzie zaparkowanym przed dziedzińcem Zamku.

Później wychodzi na jaw, że przekonani oni są o braku możliwości przebywania na terenie Zamku ze względu na rzekomą decyzję Imperio Polska zakazującą tego członkom SARP. Tego rodzaju propagandę szerzą w środowisku SARP Wojciech Z. i Mariusz Ś. Jest ona bardzo skuteczna - ludzie ci boją się przebywania w Zamku nie chcąc złamać rzekomego zakazu…

Następnie przyjeżdżam ja.

Kolejna ekipa to - podobnie, jak podczas kontroli inspektora PINB - policyjny radiowóz.

Na koniec przyjeżdżają niemal równocześnie pozostali przedstawiciele SARP i inspektorzy WUOZ.
Wszyscy wchodzą razem – w asyście Policji. Po przywitaniu wyjaśnia się dlaczego kontrola wymaga obecności policjantów – otóż zostają wezwani na pomoc (ponoć) tylko z tego powodu, że przeciwko Agnieszce N., obecnej dyrektor Zamku, toczą się różne postępowania o wykroczenia (de facto jedno, które niebawem znów zakończy się wyrokiem uniewinniającym, jak w poprzednim przypadku).

Można domniemywać, że przede wszystkim członkowie SARP odpowiednio nakręceni przez Wojciecha Z. i Mariusza Ś. spodziewają się przywitania w postaci kilku serii z kałasznikowa i granatów odłamkowych, a w najlepszym razie zamkniętych na klucz drzwi.

Co tam się w tym SARP opowiada o spółce Imperio Polska, że mają takiego stracha przed wejściem do Zamku bez ochrony ze strony Policji???

Matrix wykreowany przez Z. i Ś. osiąga poziom sześć. Bardzo już blisko jest dna, temperatura nieznośnie wzrasta, słychać echo przelewającej się lawy w jądrze...

Po przedstawieniu się wszystkich funkcjonariusze zostają odesłani z powrotem.
I tak oto kolejny raz dochodzi do wykorzystania organów państwowych, bezzasadnie, w walce SARP przeciwko Imperio Polska. Wojciech Z. potrafi wiele zdziałać swoimi telefonami… Po sprawie powinien otrzymać sądowy zakaz korzystania z aparatów telefonicznych, tak, jak hakerom zabrania się korzystania z komputerów.

Rozpoczyna się część oficjalna. Okazuje się, że wbrew zapowiedziom kontrole są dwie!

Pierwsza, zapowiedziana, dotyczy kontroli wykonania przez SARP zaleceń pokontrolnych z marca 2012 i – nieoficjalnie - wykazania dewastacji obiektu na skutek działalności Imperio Polska.
Druga, nie zapowiedziana i z pewnością dużo bardziej ciekawa dla Wojciecha Z. – kontroli stanu zabytkowych depozytów w Zamku, innymi słowy kontroli Imperio Polska na okoliczność skradzionych przez pracowników antyków. Mimo, że jest formalnie niezapowiedziana - przedstawiciele Imperio Polska nie robią żadnych problemów i zapraszają do jej przeprowadzenia.

Ja zajmuję się oprowadzaniem pierwszej ekipy kontrolnej, Agnieszka N. oprowadza drugą.

Ekipa 1: zgłasza problem co do sposobu przechowywania klawesynu i fortepianu w baszcie Sali Balowej. Udowodnienie, że zostały one zastane przez Imperio Polska już w 2009 roku w takim stanie, w jakim pozostają do dziś, a zatem że zostały zmagazynowane w taki, a nie inny sposób przez pracowników SARP wydaje się niemożliwe. Przedstawicielka SARP bliska jest histerii kiedy przekonuję, że instrumenty te nigdy za czasów Imperio Polska nie były w Zamku wystawione, zostały rozmontowane i przeniesione do magazynku w baszcie na polecenie Mirosława B., ówczesnego dyrektora z ramienia SARP. Tym niemniej w imieniu Imperio Polska akceptuję zalecenie niezwłocznej zmiany sposobu przechowywania instrumentów bez dalszych dyskusji, bowiem widzę już betonową postawę przedstawicielki SARP starającej się za wszelką cenę udowadniać w obecności inspektora WUOZ szkodliwy wpływ pracowników Imperio na Zamek. W końcu po to tu przyjeżdża, tak? Przyjmując odpowiedź za wiarygodne wyjaśnienie jej przyjazd okazałby się bezcelowy.

Kolejny problem to niewielkie zawilgocenie piwnic, dokładnie taka sama sytuacja jest w marcu 2012 roku podczas poprzedniej kontroli. Inspektor zaleca wiosną intensywne wietrzenie i osuszanie, nic innego zrobić nie można – inspektor kategorycznie zabrania wykonywania jakichkolwiek innych prac, jak np. iniekcji osuszających. Winą za zawilgocenie nie można obarczyć Imperio Polska – jest to proces naturalny i wynika z nieprawidłowo wykonanego przez SARP w poprzednich latach osuszania i zabezpieczenia ścian.
Kontrola nie stwierdza wykonania choćby szczątkowo zaleceń pokontrolnych z marca 2012. SARP ma problem. Usiłuje przerzucić winę na Imperio, które rzekomo zabrania wstępu przedstawicielom stowarzyszenia do Zamku, a zatem sporządzenie dokumentacji i rozpoczęcie prac jest niemożliwe. SARP zapomina i milczeniem pomija, że Imperio Polska zabrania wstępu do Zamku tylko i wyłącznie Wojciechowi Z. oraz związanej z nim firmie Lexor będącymi dla spółki persona non grata. Wszyscy pozostali, zwłaszcza zwykli członkowie stowarzyszenia, są mile widziani, szczególnie jeżeli przyjazd jest zapowiedziany. Świadczyć o tym może fakt przyjmowania i realizacji kilku pobytów wypoczynkowych dla członków SARP w roku 2012. To, że jeden raz przed Mariuszem Ś. zostały zamknięte drzwi Zamku, wynika tylko i wyłącznie z jego złożonej tego dnia propozycji zakupu za gotówkę lojalności pracowników Imperio Polska – o czym z całą pewnością nie raczył poinformować reszty członków stowarzyszenia podczas relacjonowania w skrócie sytuacji w Zamku – był to ot taki sobie, nieistotny detal. Za to jakże istotne jest jednorazowe nie wpuszczenie go do środka, czy stały zakaz tyczący się Wojciecha Z.! To oznacza, że nikt inny stowarzyszony w SARP nie może wejść ! Na pewno! Nie wpuścili Wielkiego Mistrza, to tym bardziej nie wejdzie zwykły rycerz. Na pewno! A skąd wiadomo? Nie wiadomo, ale na pewno!

Jedną z kwestii, o które wypytuje przedstawicielka SARP jest brak zasilania w energię elektryczną. Z jej pytań wnioskuję, że Wojciech Z. donosi i przekonuje o rzekomym odcinaniu dopływu energii elektrycznej z powodu zaległości Imperio Polska względem Enea.

Donosy takie prawdopodobnie wysyła dopiero po przeczytaniu w prasie informacji, iż pracownicy ratują Zamek przed przemrożeniem ogrzewając go elektrycznie. Dla piorunującego efektu Z. zapewne przekonuje członków SARP, że to niemożliwe, ponieważ spółka nie mając pieniędzy nie płaci za media, wobec czego prąd jest odcięty i informacja prasowa jest nieprawdziwa. W końcu wszyscy dziennikarze kłamią, o czym wspomina wielokrotnie przy okazji komentowania ich artykułów w prasie lokalnej.

Fałszywe donosy o braku prądu w Zamku wyjaśniałyby każdorazowe zaskoczenie przedstawicielki SARP każdorazowym włączaniem oświetlenia podczas inspekcji – do momentu zadania przez nią pytań o powody obecności prądu w Zamku…

Przedstawicielce trudno jest uwierzyć w zapewnienia, że jedyne momenty, w jakich nie było elektryczności w Zamku, to awarie, zwykle związane z czynnikiem pogodowym, o zasięgu gminy czy powiatu. Choć stoi oświetlona w Sali Balowej kilkudziesięcioma żarówkami kompaktowymi, wydaje się nie do końca wierzyć, że ten prąd faktycznie tu jest... Zaczynam rozumieć siłę propagandy szerzonej w środowisku SARP, dlatego nie próbuję wyjaśniać i dowodzić fałszu, w jakim zmuszona jest żyć, bowiem nie potrafię się kłócić i przekonywać do upadłego o swoich racjach. Jestem tylko zwykłym zaopatrzeniowcem z zaplecza i czasami pełniącym obowiązki recepcjonisty czy dozorcy.

Inna kwestia, którą szczegółowo próbuje wybadać przedstawicielka SARP, to pozostawianie Zamku bez nadzoru. Zadaje pytania wprost sugerujące, iż Wojciech Z. wielokrotnie donosi, że Zamek na noc bywa niejako porzucany, bez jakiegokolwiek dozoru, bez jakiegokolwiek pracownika Imperio Polska wewnątrz, co może narażać obiekt na włamania i kradzieże. Osobiście nie widzę problemu - przecież na całe szczęście on, Wojciech Z., tam jest, pilnuje, dba, troszczy się, rąbie drewno, pali w kominku, odśnieża dziedziniec, podlewa kwiatki, pilnuje wejścia przed złodziejami, robi obchody pomieszczeń, odbiera telefony, odpowiada na e-maile... doskonały wręcz nadzór właścicielski wykonuje, tak? To o co chodzi?

Jeżeli przestaniemy na chwilę fantazjować, to okaże się, że w Zamku absolutnie zawsze ktoś przebywa – nie zawsze w pomieszczeniu recepcji, niekiedy w pomieszczeniu biurowym – pomijając już sporadyczną obecność gości w pokojach w okresie zimowym, którzy nie lękają się chłodu na korytarzach i holach. Pracownicy pełniący dyżur nocny i dzienny dokonują co jakiś czas obchodów Zamku, pilnują ognia w kominku, sprzątają, szukają objawów ewentualnych przemrożeń, itp.

Dziwne, że Wojciech Z. nie zauważa poruszających się wewnątrz ludzi i zapalających się tu i tam świateł. Tym bardziej trudno określić na jakiej podstawie wysnuwa tego rodzaju teorie i dzieli się nimi z Mariuszem Ś. jako faktami sprawdzonymi i udowodnionymi. Jeżeli nie jest to paranoja, to co? Wojciech Z. widzi to, co chce, nie widzi tego, czego nie chce, na dodatek posiada unikalną zdolność dostrzegania niedostrzegalnego - o czym mowa jest wielokrotnie w tym materiale - zatem nie dziwią tego rodzaju pogłoski.

Pragmatyzując - skoro widzi, że w Zamku nikogo nie ma, to właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, aby doń wszedł i przejął, o czym marzy od co najmniej od stycznia 2012 r. Dlaczego tego nie robi? Respektuje zakaz persona non grata w sytuacji, gdy nikogo z firmy nie ma w pobliżu? No ale nikogo w Zamku nie ma, nie ma świadków, nie ma obrońców! Można śmiało wchodzić i przejmować, a potem zlecać wydruk nowych wizytówek pod nazwą „Dyrektor Zamku Tuczno”!
Wojciech Z. wielokrotnie nie lęka się podchodzić pod mury Zamku po ciemku, w nocy, czasem w ciągu dnia - gdy ktoś tam przebywa - w czym zatem rzecz? Gdyby jednak się okazało, że ktoś w środku jest, wtedy przecież zawsze można powiedzieć przybyłej Policji czy grupie interwencyjnej Hunters: „sssorry, chłopaki, walnąłemmm za dużo browców i pomyliłemmmm wejścia; mmmmyślałem, że tu jest publiczny kibbbbel”. Ryzyko żadne i sprawy nie ma.

Reasumując pracę ekipy kontrolnej nr 1 – nie znaleziono absolutnie żadnych dowodów na dewastację obiektu bezpośrednio przez spółkę Imperio Polska i jej pracowników, natomiast znaleziono dowody na zaniedbania ze strony SARP, zwłaszcza w kwestii wykonania zaleceń pokontrolnych tyczących się systemu grzewczego.

 

Ekipa 2: wśród jej członków jest niesławny Marek O., który jeszcze nie jest świadom odpowiedzialności cywilno-prawnej związanej z wypowiedzią dla Kuriera Szczecińskiego, pod którą się podpisał.

Za wszelką cenę usiłuje on dowodzić kradzieży i fałszerstw związanych z ukryciem przestępstwa. Podchodząc do jednej z rycin informuje inspektorkę WUOZ, że „ten obraz z pewnością nie jest oryginalny” – w domyśle: skradziony przez pracowników Imperio Polska i zastąpiony czymś innym (pomysł Wojciecha Z. lansowany w SARP z początkiem 2012 r).  Zgadza się z nim inny przedstawiciel SARP – informuje, że nie jest to oryginalna praca, on sam ją wykonał z pomocą kolegi, bowiem w czasach urządzania wnętrz Zamku było zbyt mało oryginalnych eksponatów i architekci sami zajmowali się produkcją dekoracji w postaci m.in. rycin. Jak widać pośród członków SARP można też spotkać uczciwych i nie zdominowanych przez Wojciecha Z. i Mariusza Ś. ludzi.

Na koniec niespodzianka – w pomieszczeniu zwanym „dekoratornią”, które stanowi magazyn elementów wystroju Zamku, Agnieszka N. wskazuje na antyczny sekretarzyk, którego… nie ma na kartach zabytków do sprawdzenia! Inspektorka WUOZ jest wyraźnie zaskoczona – Imperio Polska miało rozkradać antyki, a tu proszę, jest więcej, niż było! Oczywiście Marek O. przystępuje do ataku – „ten sekretarzyk na pewno został przygotowany do wywiezienia, bo dlaczego tu stoi, jest zabezpieczony przed kurzem i nie figuruje w wykazie”? Na tak idiotyczne zarzuty trudno znaleźć ripostę, ma się wrażenie, że Wojciech Z. został sklonowany, ale coś się w genach pomieszało i klon ma inny wygląd zewnętrzny...

Reasumując pracę ekipy kontrolnej nr 2 – nie znaleziono jakichkolwiek braków w eksponatach, a wręcz przeciwnie – znalazł się dodatkowy, nie figurujący w rejestrach, a tym samym upada lansowany w środowisku SARP zarzut Wojciecha Z., powielany przez Mariusza Ś., o rozkradanie antyków przez pracowników Imperio Polska.
Wszystkie eksponaty są w dobrym stanie. Upada całkowicie i ostatecznie mit o dewastacji Zamku.

Podsumowując wyniki kontroli w całości – nie wykazuje ona absolutnie niczego, co działalności Imperio Polska przypisuje Wojciech Z. i lansuje w środowisku SARP z pomocą Mariusza Ś., a zatem wszelkie dotychczasowe ich oświadczenia i wypowiedzi dla mediów, kolegów, polityków, itp. dotyczące tych kwestii okazują się fałszywe, co zostaje niniejszym udowodnione i potwierdzone.

 

Nie brakuje absolutnie żadnego eksponatu, żaden z nich nie został w jakikolwiek sposób zdewastowany, podobnie jak i sam Zamek.
Jedynym szkodzącym mu podmiotem jest SARP, między innymi poprzez uniemożliwienie ogrzewania go w zimie i nie robienie niczego w kwestii pilnie wymaganego remontu elewacji

 

Wojciech Z. i Mariusz Ś. w tym momencie tracą całkowicie jakąkolwiek wiarygodność, a przynajmniej powinni. Wszelkie ww. zarzuty tracą rację bytu, wszelkie ich osobiste i inspirowane ich doniesieniami wypowiedzi dla prasy podnoszące je stają się podstawą dla dochodzenia odszkodowań z tytułu naruszenia dóbr. Tym niemniej nie ma żadnych wątpliwości, że pomimo braku dowodów winy, a wręcz przeciwnie - w obecności dowodów świadczących o niewinności pracowników Imperio Polska, w dalszym ciągu będą jątrzyć i kłamać. W końcu gra idzie o dużą kasę, bez walki nie można z niej zrezygnować.

Wszyscy ciekawi są w jaki sposób spróbują oni „odwrócić kota ogonem” i wykorzystać wnioski pokontrolne do swoich celów. Nie zdziwię się, jeżeli padną zarzuty, iż komisja Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków została przez Imperio Polska przekupiona i wszystko, co stwierdzono, to nie jest prawda…

Przekupstwo faktycznie mogło mieć miejsce – w ten mroźny dzień podano wszystkim gorącą herbatę na koszt spółki w trakcie oględzin wychłodzonego Zamku… Gorąca herbata w taki ziąb może uratować życie i zdrowie - poważna sprawa zatem. Następny dowód dla ABW na gangsterskie i mafijne powiązania pracowników Imperio Polska.

*

13.01.2013. Wyrok Sądu Pracy w Szczecinku.

Wojciech Z. przegrywa proces, w którym domaga się od spółki Imperio Polska pierwotnie przywrócenia do pracy, względnie zmiany trybu wypowiedzenia umowy o pracę, odszkodowania, wypłaty zaległego wynagrodzenia i ekwiwalentu za niewykorzystany urlop, proponując w międzyczasie kilkakrotnie ugody zmniejszające stopniowo żądania – ostatnia propozycja ugody mówi o wypłacie ok. 600 zł zaległego wynagrodzenia za styczeń 2012 w zamian za wycofanie pozwu.

Ale czy ktokolwiek mógłby w najśmielszych snach przewidzieć wygraną w tej sprawie poznawszy uprzednio sylwetkę Wojciecha Z. z niniejszego materiału?

 

*

11.02.2013. SARP uzyskuje zgodę Sądu w Koszalinie na przeprowadzanie inspekcji.

W tym dniu zapada decyzja sądu, która umożliwia wyznaczonemu przedstawicielowi SARP dokonywanie okresowych inspekcji technicznych Zamku.
Jest to pierwsze małe zwycięstwo SARP w walce przeciwko Imperio Polska - wydaje się, że sąd podejmuje jednak słuszną decyzję. Prawdopodobnie jednak nie jest ona do końca zgodna z prawem, bowiem odwołuje się do instytucji nadzoru właścicielskiego, który w tym przypadku niekoniecznie ma rację bytu.

Tym niemniej Imperio Polska nie będzie robić żadnych trudności w każdy pierwszy wtorek miesiąca wybrany jako dzień na kontrolę, o ile dokonywać jej będzie osoba posiadająca co najmniej kierunkowe wykształcenie w zakresie budownictwa, a najchętniej posiadająca także odpowiednie uprawnienia kontrolne w zakresie określania stanu technicznego budynku (np. rzeczoznawca).
Jak łatwo przewidzieć, do kontroli stanu budynku zostanie wyznaczony Wojciech Z., w tej materii kompletny laik, o czym była mowa wcześniej. Zastanawiające zatem - w jaki sposób i w oparciu o co dokona oceny?
Podam przykład - jestem leśnikiem z wykształcenia. Wchodząc do lasu potrafię stwierdzić czy jest dobrze zagospodarowany - czy potrzebne są któreś czyszczenia lub trzebieże, uzupełnienia czy ewentualnie poproch cetyniak nie zagraża drzewostanowi w następnym roku, itd. Ponieważ posiadam kawałek własnego lasu, poproszę Wojciecha Z. o jego inspekcję i określenie zaleceń, oraz wykonanie szacunku brakarskiego.
Czy któryś z architektów lub przeciętnych zjadaczy chleba rozumie co piszę w poprzednim zdaniu? No właśnie... Takie samo pojęcie o stanie technicznym obiektów budowlanych, zwłaszcza zabytków, ma Wojciech Z. Teoretycznie może wejść do Zamku w Tucznie jak do lasu - popatrzy, popatrzy i... co z tego? Przypomina mi się jedna z jego błyskotliwych odpowiedzi z 2011 roku. Przy okazji jakiegoś zdarzenia na terenie Zamku zapytany co o nim myśli odpowiada: "Ja nie myślę, ja widzę..."

 

*

15.02.2013. Próby naprawy uszkodzeń kotłowni powstałych zimą 2012/2013.

Z hydraulikiemWojciech Z. od kilku tygodni zmaga się z uszkodzeniami systemu grzewczego kotłowni, które powstają w czasie niewielkich mrozów tej zimy. Nie ma zamiaru odpowiednio ogrzewać pomieszczenia elektrycznie, toteż dochodzi do przemrożeń i poważnych uszkodzeń, które pogłębiają ogólną dewastację, jakiej dopuszcza się i której nie po prostu ma ochoty zapobiec! Lokalny fachowiec - hydraulik - wielokrotnie w lutym pojawia się na miejscu usiłując pomóc Z. w usunięciu i naprawie zniszczeń przezeń wywołanych. Generalnie Z. nie martwi się niczym - w środowisku SARP ma okazję do rozpowszechniania kolejnych fałszywych oskarżeń o dalszą dewastację rękoma Imperio Polska.

W tym dniu dopuszcza się kolejnego naruszenia - schodzi do rozdzielni zlokalizowanej pod trawnikiem przed Zamkiem i manipuluje zaworami. Nie tylko nie ma żadnych ku temu uprawnień, pozwoleń czy wiedzy ale wręcz dopuszcza się jawnej ingerencji w struktury, za obsługę których jak do tej pory płaci tylko i wyłącznie Imperio Polska jako jedyny podmiot posiadający na terenie Zamku umowę z ZGKiM Tuczno na dostawy mediów.

Dopuszcza się tym samym jawnego naruszenia mienia w biały dzień, co do własności którego nigdy nie zgłasza żadnych zastrzeżeń, że nie należy do niego (to tak, jakby do kogoś przyszedł sobie ot tak sąsiad i w piwnicy poprzestawiał zawory wodociągu). Zwłaszcza, że cieszy się z tego powodu - spółka Imperio jeszcze płaci za wodę przezeń zużywaną i odprowadzane ścieki. Niebawem sytuacja ta ulegnie zmianie, Wojciech Z. będzie zmuszony ponosić koszty dostaw także tych mediów. Ciekawe tylko jaka będzie tym razem forma zemsty...

 


CZYTAJ DALEJ>>>