Ta strona używa plików cookie w celach statystycznych oraz opcjonalnie do wyświetlania spersonalizowanych reklam. Kliknij zielony przycisk aby zamknąć ten komunikat:

Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 2

ROK 2009

 

Rok 2009 to pierwszy rok obowiązywania umowy dzierżawy Zamku w Tucznie pomiędzy SARP (wydzierżawiający), a Imperio Polska (dzierżawca).

SARP już na przysłowiowe „dzień dobry” bardzo nieelegancko obchodzi się ze swoimi pracownikami, z których paru pracuje w Zamku dla stowarzyszenia już kilkadziesiąt lat! Mianowicie przekazując obiekt spółce Imperio Polska SARP swoimi sposobami wpływa na pełnomocnika spółki w taki sposób, ażeby ten zażądał od pracowników zwolnienia się na własną prośbę (za porozumieniem stron) pod groźbą nie przyjęcia z powrotem przez Imperio!

W ten sposób SARP unika grupowych zwolnień i – z jednym wyjątkiem pracownicy przebywającej wówczas na urlopie macierzyńskim – wypłaty należnych odpraw.

Poza tym drobnym zgrzytem już na początku współpracy wszystko dalej idzie dobrze, Imperio Polska prowadzi spokojnie działalność hotelarską, unowocześnia system informatyczny Recepcji, zastanawia się nad rodzajem i wielkością przyszłych inwestycji.
Niestety, plany te krzyżuje nadejście mrozów - w Zamku ujawnia się bardzo poważny problem z ogrzewaniem, o którym spółka świadomie (czego obecnie stara się dowieść przed sądem) nie została poinformowana przez SARP, albowiem posiadając tak istotną z punktu widzenia działalności hotelarskiej wiedzę nie podpisałaby w ogóle umowy dzierżawy, bądź wynegocjowała proporcjonalne obniżenie czynszu za miesiące sezonu grzewczego, względnie inne warunki dzierżawy. Spółka uznaje, że w obiekcie istnieje wada ukryta (wówczas jeszcze nie ma podejrzeń o świadomym jej zatajeniu przez wydzierżawiającego).

W jaki sposób mogła ona wystąpić, a co więcej – w jaki sposób można ją było ukryć, a później – paradoksalnie - wykorzystać w konflikcie ze spółką jako jeden z zarzutów przeciwko niej?

Mówiąc w skrócie - niemożność prawidłowego ogrzania Zamku wynika przede wszystkim z horrendalnych nadużyć przy przebudowie systemu grzewczego pod koniec lat 90-tych, które wymusiły odstępstwa od – przy okazji - wadliwie sporządzonych projektów, oraz na koniec niechlujstwa i błędów wykonawców.

Dowodzi tego m.in. tzw. „raport Błocha” z 2003 roku, z czasów, gdy Zamkiem włada SARP: „odbioru kotłowni dokonano w dniu 03 kwietnia 1997 roku – (…) nie wyegzekwowano do dzisiaj usunięcia w pełni usterek zapisanych podczas odbioru (…) sieć przesyłowa wykonana została niezgodnie z dokumentacja (…) a przedstawione analizy podczas wyboru technologii kotłowni były niestaranne oraz błędne. (…) Na tym etapie należy zastanowić się czy nie zmienić lokalizacji kotłowni (powrót do piwnic zamku) i technologii.”

Pod koniec lat 90-tych ubiegłego stulecia SARP po znalezieniu zewnętrznego (zagranicznego) źródła finansowanie podejmuje się zmiany systemu grzewczego – węglową kotłownię zlokalizowaną w podziemiach Zamku zastępuje kotłownią gazową położoną kilkadziesiąt metrów od ogrzewanego obiektu. Trudno dziś wyrokować jakie są tego powody, prawdopodobnie największe znaczenie ma tu ówczesna ekonomia oraz wymogi środowiskowe.

Jednocześnie przedsięwzięcie staje się okazją do wielu nadużyć i pospolitych kradzieży dokonywanych głównie przez członków i zarząd szczecińskiego oddziału SARP – w efekcie ich ujawnienia Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, która w ogromnej części (jeżeli nie w całości) finansuje przedsięwzięcie, nagle wycofuje się po przeanalizowaniu faktur i stanu faktycznego – zgodnie z własnym regulaminem - bez podania przyczyn.

Skala nadużyć i nieprawidłowości jest tak duża, że w cytowanym raporcie inżyniera Błocha zaleca się: „Przeanalizować przyczyny nieprawidłowości występujących w trakcie prowadzenia remontu i modernizacji zamku oraz przyczyn wycofania się z finansowania przez Fundację Współpracy Polsko – Niemieckiej. (…) Po przeanalizowaniu wszystkich materiałów zastanowić się nad skierowaniem sprawy do organów ścigania".

W dalszej części raportu pojawiają się konkretne, tym razem bardziej drastyczne zalecenia:

System grzewczy Zamku"Zobowiązać Zarząd Oddziału SARP w SZCZECINIE do wystąpienia o dobrowolny zwrot niesłusznie pobranych wynagrodzeń do [różnych firm i osób – przyp. red.]” , „o dobrowolny zwrot należności za zakupione materiały, wyposażenia i sprzęt a nie przekazanych za dowodem do następujących osób [tu lista osób – przy. red.]”, „do wystąpienia o zwrot pobranych a nie rozliczonych materiałów następujących wykonawców [tu lista wykonawców – przyp. red.]”, "Obciążyć Zarząd Oddziału SARP w Szczecinie kosztami zbędnych opracowań, ekspertyz, inwentaryzacji powykonawczych, kosztorysów powykonawczych itp. wyszczególnionych w tabeli NR 36”, „Postawić przed Główna Komisją Rewizyjną członków Zarządu Oddziału SARP w Szczecinie za dopuszczenie do nieprawidłowości podczas realizacji przedsięwzięcia Inwestycyjnego pn. : "remont i modernizacja DPTA - Zamek w Tucznie" Komentarz: decyzja należy do Zarządu Głównego SARP.”

Decyzja Zarządu Głównego SARP – ukręcić sprawie łeb, a trupa zamieść pod dywan.

Sprawę bada niemiecki historyk, dr Thomas Soorholz, z którym autor niniejszego materiału ma od lat kontakt. On również do dziś nie może wyjść z podziwu, że sprawie nadużyć SARP i jego podwykonawców przy remoncie systemu grzewczego i modernizacji Zamku tak łatwo przetrącono kark. Sprawa była i znikła, nikt nie poniósł żadnych konsekwencji ani odpowiedzialności, a system grzewczy pozostał niedokończony, wykonany niemalże chałupniczym sposobem, absolutnie nieadekwatnie do wymagań. Wszak jakim cudem można prawidłowo zbudować poprawnie funkcjonujący system ogrzewania w warunkach, w których wykonawcy na równi ze zleceniodawcami bezkarnie rozkradają materiały i pieniądze przeznaczone na inwestycje?

System grzewczy ZamkuOczywiście jakoś trzeba było sobie radzić, stąd system powstaje na bazie minimalnych nakładów, obarczony licznymi błędami koncepcyjnymi i wykonawczymi, w efekcie jest wadliwy i niewydolny.

Jak stwierdza późniejsza analiza zlecona przez spółkę Imperio Polska, m.in.: „Zgodnie z projektem centralnego ogrzewania pomieszczenia piwniczne powinny być ogrzewane. Grzejniki nie zostały zamontowane. (…) Przewody prowadzone w piwnicach są izolowane pianką poliuretanową. Izolacja wykonana jest w sposób niestaranny. (…) Podczas oględzin stwierdzono brak kryzowania gałęzi centralnego ogrzewania. Wyregulowanie obiegów grzewczych tylko za pomocą zaworów grzejnikowych przy tak rozległej instalacji nie jest możliwe. Powoduje to nierównomierny rozdział ciepła między poszczególnymi pionami, a zatem niedogrzewania niektórych pomieszczeń. (…) Ściany w miejscu umieszczenia grzejników są znacznie cieńsze niż w innych miejscach. Wynikiem takiej sytuacji jest znaczne zmniejszenie efektywności pracy grzejników. Część ciepła „ucieka” na zewnątrz budynku. (…) Piony nie są izolowane, co przy ich niestandardowej długości powoduje duże straty ciepła. (…) Zgodnie z projektem centralnego ogrzewania poddasze powinno być ogrzewane. Podczas wizji lokalnej stwierdzono brak grzejników na poddaszu.”System grzewczy Zamku

Zarząd Imperio donosi o swoich obserwacjach i obawach zarządowi głównemu SARP, a tenże… odgrywa wielkie zaskoczenie faktem, że nie ma możliwości prawidłowego ogrzania 21 z 37 pokoi – mimo że z tym problemem stowarzyszenie boryka się przeszło 10 lat! Jeżeli nie od zawsze…
Spółka gotowa jest do podjęcia się remontu systemu grzewczego, początkowo uzyskuje na prowadzenie prac milczącą zgodę SARP, która niebawem zostaje z nieznanych powodów głośno wycofana. Z perspektywy czasu można wyciągnąć wniosek, że ma to w przyszłości umożliwić oskarżenie spółki Imperio o prowadzenie prac budowlanych w Zamku (tj. dać pretekst do zerwania umowy), które w dobrej wierze spółka rozpoczyna pod koniec 2011 roku pod bezpośrednim nadzorem Wojciecha Z., wówczas kierownika Zamku z ramienia Imperio, dziś przedstawiciela SARP…

Autor niniejszego materiału przeglądając zamkowe archiwum korespondencji natrafia na informacje o próbie wypowiedzenia umowy dzierżawy Zamku już w drugiej połowie 2010 roku. Jednak Zarząd SARP dość szybko wycofuje się z tego pomysłu.

Dalszy przegląd korespondencji daje dużo do myślenia – Zarząd SARP w kolejnym roku, czyli w 2011, ponownie podejmuje próbę wypowiedzenia umowy dzierżawy. Tym razem nie wycofuje się sam, lecz jest do tego zmuszony z powodu jawnie wykazanych uchybień formalnych.

W roku 2012 mamy kolejne wypowiedzenie umowy, także wg wszelkich przesłanek wadliwe – sprawa znajduje swój finał w sądzie, lecz w chwili pisania tego materiału pomimo kilku rozpraw wyroku jeszcze nie ma. Na zdecydowanej większości z nich nie stawia się nikt z SARP (szczególnie dziwi nie stawienie się nikogo na rozprawie o najwyższym dla SARP priorytecie, która miała odbyć się 13.02.2013 w Koszalinie), stąd sądy mogą tylko odraczać kolejne terminy.

Coroczne próby wypowiedzenia umowy dzierżawy są zastanawiające i dają dużo do myślenia, zwłaszcza, że na działalność Imperio w Zamku nie ma skarg, a wręcz przeciwnie – sami przedstawiciele Zarządu i członkowie SARP organizują tu wielokrotnie własne konferencje, szkolenia i imprezy. Warto wspomnieć, że niejeden z nich przy tych okazjach jest ofiarą agresywnego zachowania Wojciecha Z., wówczas kierownika Zamku z ramienia Imperio, a później… przedstawiciela SARP!

Co więcej, pomimo przykrych doświadczeń z kontaktów z kierownikiem obiektu na rok 2012 także zarezerwowanych jest kilka terminów dla różnych oddziałów SARP.

Dlaczego zatem z zaskakującą regularnością pojawiają się próby wypowiedzenia umowy?

Autor tego materiału wyznaje popularną zasadę, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi oczywiście o pieniądze.

Zamek Tuczno praktycznie od zawsze przynosi SARP znaczne straty, podobnie jak drugi zamek – w Kazimierzu Dolnym (zarządzany początkowo przez stowarzyszenie, później także wydzierżawiony i który również SARP stara się siłą odebrać dzierżawcy – po wyprowadzeniu obiektu z zadłużenia przez prywatny podmiot). Sytuacja w przypadku obu obiektów jest bardzo podobna, z tą różnicą, że nie ma tam nikogo pokroju Wojciecha Z.

W przypadku Zamku w Tucznie w 2007 roku zapada decyzja o chwilowym (do momentu wyjścia z długów) pozbyciu się ciężaru i rozpoczyna się poszukiwanie firmy chętnej na prowadzenie działalności konferencyjno-hotelarskiej ukierunkowanej na pozyskiwanie klienta firmowego i instytucjonalnego oraz skłonnego do inwestowania w remonty i modernizację obiektu. Sprawdzana jest także możliwość sprzedaży Zamku. Pojawiają się ogłoszenia w prasie. Ówczesny dyrektor, Mirosław B., otrzymuje propozycję pierwszeństwa dzierżawy pod szyldem prowadzonej przezeń firmy. Mirosław B. prowadzi twarde negocjacje, jednak sprawa utyka w martwym punkcie – Zarząd SARP nie jest w stanie zaakceptować propozycji czynszu w wysokości 10% dochodu, Mirosław B. znając realia funkcjonowania Zamku nie jest skłonny odstąpić ani jednego procenta więcej. Ostatecznie nie podejmuje się zadania dzierżawienia zabytku, choć znajduje się na bardzo uprzywilejowanej pozycji – nie tylko od kilku lat jest dyrektorem Zamku i dostaje od SARP możliwość proponowania szczegółów treści umowy, ale także doskonale zdaje sobie sprawę z finansów, możliwości i usterek w Zamku. Notatki odnalezione w archiwum korespondencji wskazują, że Zamek każdy rok kończył ze stratą średnio ok. 100.000 zł, i to tylko licząc podstawowe koszty utrzymania, tj. z pominięciem kosztów pracowniczych i zakupów artykułów żywnościowych, co de facto daje straty rzędu setek tysięcy rocznie. Po restrukturyzacji zatrudnienia i sposobu funkcjonowania obiektu istnieje możliwość postawienia go na nogi, jednak nie przy obciążeniu czynszem w proponowanej przez Zarząd SARP wysokości.

Zarząd stowarzyszenia szuka dalej firmy, która zdejmie mu ciężar z pleców, a jednocześnie pozwoli zarobić. Po dwóch latach poszukiwań – bingo! Chęć dzierżawy wyraża sopocka firma o ówczesnej nazwie Imperio Polska Agencja Obrotu Nieruchomościami.

Imperio Polska przejmuje Zamek od SARP z całym dobrodziejstwem inwentarza, a zatem z ogromnym w skali przeciętnego zjadacza chleba zadłużeniem względem niemalże wszystkich dostawców towarów, mediów i usług. Przejęcie zadłużenia jest możliwe, bowiem w tym wypadku tyczy się ono obiektu, a nie podmiotu nim zarządzającego. Imperio Polska musi zawrzeć nowe umowy z dostawcami mediów, aby móc prowadzić działalność, zaś oni zastrzegają sobie konieczność uregulowania dotychczasowych wierzytelności.

Zadłużenie to w znacznym stopniu, choć nie do końca, zostaje zredukowane na przestrzeni pierwszego roku działalności Imperio.

A tu nagle wypowiedzenie umowy! Zastanawiające?

W kolejnym roku obroty wzrastają, zadłużenie Zamku w po letnim sezonie staje się tylko wspomnieniem, płaci się gotówką na bieżąco za wszystkie dostawy, odprowadza część zysków na konta udziałowców, zaczyna inwestować w podniesienie standardu pokoi.
Wojciech Z. rozpoczyna inwestycje, m.in. po znalezieniu wykonawcy nadzoruje postępy budowy nowej kotłowni, na instalację której SARP (a konkretnie Mariusz Ś., członek Zarządu Głównego, z którym bezpośredni i stały kontakt ma Wojciech Z.) wyraża zgodę, wycofaną później z niemałym hałasem z nieznanych wówczas powodów.

I nagle wypowiedzenie umowy… Bardzo zastanawiające!

Mija ledwie kilka miesięcy, rozpoczyna się rok 2012. Zamek na powrót zadłużył się u części dostawców, rzede wszystkim dzięki staraniom Wojciecha Z. Ostatecznie zostaje dyscyplinarnie zwolniony ze stanowiska, zaś korzystając ze słabego nacisku spółki Imperio na opuszczenie przezeń terenu Zamku potajemnie deklaruje i nawiązuje współpracę z Zarządem Głównym SARP w osobach Mariusza Ś. i Anny B. podpisując z nimi sklecone na szybko różnego rodzaju umowy.
Mając swojego człowieka na miejscu, który zna tajemnice Imperio Polska deklarując ich wykorzystywanie przeciwko niedawnemu pracodawcy, Zarząd SARP szybko decyduje się trzeci raz wypowiedzieć umowę dzierżawy. A nuż uda się tym razem?

O co tu chodzi? Pomyślmy… Nie wiemy? Nic nie wymyślimy? A może zaświeca się właśnie lampka jak u pomysłowego Dobromira?

Hipoteza autora tego materiału: pewien sprytny skarbnik SARP knuje pewien sprytny plan, niczym etatowy krasnoludek-knowacz z Szuflandii, w którym ledwo dychający Zamek przekazuje do reanimacji pierwszej lepszej, koniecznie głupiej i frajerskiej firmie, która podpisując umowę dzierżawy skupiającą się głównie na inwestycjach i modernizacji obiektu utopi własny kapitał na oddłużenie i podniesienie standardu Zamku, jednocześnie stowarzyszenie zarobi na czynszu dzierżawnym, a potem… wypowie się umowę pod byle pretekstem i odbierze Zamek w mniej czy bardziej doskonałym stanie fizycznym i finansowym.

Wszak SARP rezyduje tu i podpisuje umowę dzierżawy niejako na prawach właściciela, a kto zakwestionuje prawa właściciela do nieruchomości, gdy ten zechce ją odzyskać nieustannie i wszędzie egzaltując posiadanie wszelkich praw do obiektu?

Z własnością Zamku sprawa jest prosta i jednocześnie na siłę zagmatwana - zgodnie z pismem Najwyższej Izby Kontroli z kwietnia 2012 jedynym i wyłącznym właścicielem Zamku Tuczno jest Skarb Państwa, a zatem my, wszyscy Polacy.

Pismo NIK

Śmiem twierdzić, że egzaltowanie przez Wojciecha Z. i Mariusza Ś. prawa wyłącznej własności Zamku Tuczno (m.in. w dniu 10.02.2012 i następnych) stanowi nic więcej, jak tylko budowanie mitu, fałszywych charakterystyk stron konfliktu i próbę zademonstrowania pozornej siły. Czyli kłamstwo. Innymi słowy propagandę w negatywnym znaczeniu tego słowa. Staje się to podstawowym ich orężem przez następny rok.

Zdecydowanie bardziej wierzę słowom jednego z najpoważniejszych organów państwowych przekazanym na piśmie, niż dwójki aferzystów skupiających wszelkie wysiłki na zdobywaniu i pomnażaniu zasobów własnych portfeli.

Oprócz poszlak wskazujących na zasadność hipotezy istnieją doniesienia, w myśl których Mariusz Ś., wówczas skarbnik SARP, skoligacony jest z udziałowcami pewnej szczecińskiej spółki, która od dłuższego czasu wyraża ogromne zainteresowanie jak najszybszym przejęciem Zamku i prowadzeniem tu identycznej z Imperio Polska działalności. Ponieważ w późniejszym okresie (w roku 2012) Mariusz Ś. usiłuje wręczyć co najmniej dwukrotnie wysokie premie gotówkowe obecnej dyrektor Zamku, Agnieszce N., w zamian za podjęcie z nim współpracy, można śmiało domniemywać, iż skarbnik SARP próbuje napełnić własny, prywatny skarbiec, poprzez usunięcie z Zamku spółki Imperio Polska i wprowadzenie na jej miejsce spółki związanej z nim więzami rodzinnymi, a i możliwe, że nie tylko takim… Deklarowana przez Mariusza Ś. wartość wspomnianych premii sugeruje wartość jego prywatnej transakcji przynajmniej na poziomie rocznego czynszu, jaki wynegocjowało Imperio Polska podejmującego się dzierżawy Zamku.

Kodeks Etyki Architekta SARP: „2.5 Reguła: Architekci nie promują, nie wspierają ani nie są bierni wobec działań, które mogą być źródłem nielegalnych dochodów, w szczególności działań zmierzających do ukrycia lub zatajenia finansowych lub podatkowych nieprawidłowości.”
Kodeks Etyki zatem nie wyklucza możliwości osiągania osobistych korzyści – zakazane jest tylko promowanie i wspieranie takiego procederu względem kolegów i koleżanek ze stowarzyszenia, względnie innych, niezależnych podmiotów i osób. Zatem skarbnik SARP jest niejako legislacyjnie usankcjonowany w próbie wykorzystania okazji we własnym interesie.

Obecnie SARP pod przewodnictwem Mariusza Ś. nie wykonując wyroków i decyzji sądów (m.in. Sądu Okręgowego w Koszalinie, Wydział Gospodarczy, sygn. akt Gz 64/12) oraz zaleceń pokontrolnych Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, w szczególności nie naprawiając i nie uruchamiając celowo i świadomie kotłowni oraz jawnie zakazując tego samego spółce Imperio Polska poprzez uniemożliwienie jej z pomocą Wojciecha Z. dostępu doń, próbuje doprowadzić do znacznej degradacji substancji Zamku wskutek działania czynników atmosferycznych.
Wygląda na to, że Mariusz Ś. liczy na obarczenie spółki Imperio Polska ewentualnie znacznym zniszczeniem Zamku spowodowanym zimowymi przemrożeniami i brakiem możliwości podjęcia się remontów bieżących, mimo że ze względu na działania Zarządu SARP nie ma ona absolutnie żadnej możliwości ogrzewania obiektu poza rozstawieniem grzejników elektrycznych, o czym mowa w sentencji jednej z decyzji Sądu Rejonowego w Koszalinie (Wydział Gospodarczy, sygn. akt V GC 436/12), czy dokonywania jakichkolwiek napraw i udoskonaleń.

Pojawia się więc sprzeczność w hipotezie – sprytny skarbnik ma nadzieję przekazać Zamek w dzierżawę firmie, w zarządzie której zasiadają skoligaceni z nim udziałowcy (nazwijmy ją firmą X.), jednocześnie świadomie doprowadza do uszczerbku w przedmiocie przyszłej dzierżawy. Czy dąży zatem do przekazania swoim ludziom zdewastowanego maksymalnie obiektu? Nie powinno być odwrotnie?

Wbrew pozorom łatwo to wyjaśnić.

Zarząd SARP zmuszony będzie znacznie znacząco obniżyć czynsz dzierżawny podpisując umowę z firmą X. w porównaniu z wysokością czynszu uzgodnionego z Imperio Polska (około 60.000 EUR rocznie). Jednocześnie można będzie w umowie zastrzec sprytnie brak możliwości zmiany jego wysokości w czasie trwania długoletniej dzierżawy, czego przeforsowanie jest betką jeżeli ma się w kieszeni skarbnika czy prezesa stowarzyszenia, na dodatek podpisującego osobiście umowę…
Po jakimś czasie Zarząd SARP podając się jak zawsze za jedynego i wyłącznego właściciela Zamku wystąpi do różnych funduszy o dotacje, być może też uzyska jakimś cudem fundusze z Unii Europejskiej, a nawet sam częściowo poniesie część kosztów renowacji budynku, naprawy i przebudowy przede wszystkim wadliwej instalacji grzewczej.

Standard przedmiotu dzierżawy, czyli Zamku, znacząco po remontach wzrośnie, co pozwoli dzierżawcy na prowadzenie bardzo intensywnego i ekstremalnie dochodowego biznesu konferencyjno-hotelarskiego, który wesprzeć będzie można także ogólnopolską kampanią reklamową w popularnych środkach masowego przekazu wiedząc, że reklamacji z powodu fatalnego standardu nie będzie.

Zaprzyjaźniona z Mariuszem Ś. firma X. osiągając przeogromne dochody wciąż będzie płacić nędzne grosze stowarzyszeniu, zaś ono samo po poniesieniu kosztów modernizacji i napraw być może skończy w pewnym momencie z pustym kontem błagając Ministra Kultury i Sztuki o jakąkolwiek dotację na dalsze prowadzenie działalności...

Ale pana Ś. to nie będzie interesowało, jego domowy sejf pękać będzie w nitach dzięki wyrazom uznania za owocną współpracę z firmą X., nie będzie musiał już ubiegać się o stanowiska w Zarządzie Stowarzyszenia.

Powyższa hipoteza znakomicie tłumaczy obecną - zagadkową dla większości ludzi - sytuację Zamku Tuczno.

Autor abstrahując od wszelkich wyżej przytoczonych metafor uważa, że zagadka wyjątkowo trudnej sytuacji Zamku niniejszym zostaje rozwiązana.

Prawda, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze?
Przypomina się afera sprzed kilku lat, w której nagrano rozmowę o treści mniej więcej: "

- Panie Prezesie, da się coś zrobić?"

- Da się, ale najpierw kasa, Misiu, kasa…

 


 

CZYTAJ DALEJ>>>