Ta strona używa plików cookie w celach statystycznych oraz opcjonalnie do wyświetlania spersonalizowanych reklam. Kliknij zielony przycisk aby zamknąć ten komunikat:

Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 5

2012

 

Ok. 1 stycznia 2012. Impreza w Sali Rycerskiej.

Wojciech Z. organizuje dla swoich tuczyńskich przyjaciół imprezę w podziemiach Zamku. Prosi, aby po niej nie sprzątać – tym zajmie się on. Nic w tym dziwnego – chlew po niej zostaje taki, że aż trudno uwierzyć, że bawili się tutaj ludzie - wydawałoby się – na poziomie. Niestety, informacja ta nie dociera do pokojowych, które od także nieświadomej niczego recepcjonistki (nazwanej kiedyś przez Z. „idiotką”) pobierają klucz do brudnej sali.

Na wieść o posprzątaniu sali Z. urządza karczemną awanturę przy okazji dopytując się o jakieś telefony komórkowe. Ponieważ dowiaduje się, że nic takiego nie zostało znalezione, kontynuuje awanturę uprzedzając, że za zaginione aparaty obciąży finansowo pracowników, którzy salę posprzątali.
Kolejna konsternacja w tych dniach – o jakich telefonach mowa?
Później wyjaśnia się, że Z. był przekonany o tym, iż jego goście zostawili w sali swoje komórki – a że mieli je przy sobie, o czym nie wiedział - od razu z automatu wysunął przeciwko pracownikom oskarżenia o kradzież.
Trudno tutaj czymkolwiek umotywować zachowanie, podejrzenia i oskarżenia Wojciecha Z. – zdaje się tym dowodzić, że żyje w zupełnie innym wymiarze rzeczywistości.

Jedna blacha spleśniałego ciasta z kiedyś czerwoną galaretką, która pozostaje po opisywanej imprezie oraz niedopite napoje zostają wyrzucone wiosną – do tego czasu nikt ich nie rusza w obawie przed kolejnymi oskarżeniami o kradzież…

*

5.01.2012. Inwentaryzacja.

W dniach 4-5. stycznia 2012 r. ma miejsce inwentaryzacja, która ujawnia ogromne braki towaru w magazynie alkoholi – początkowa wartość wynosi ok. 17.000 zł netto.

Rozpoczyna się żmudne dochodzenie jak to możliwe i co się stało… Udaje się ustalić ze szczegółów realizacji i kalkulacji cen imprez organizowanych w 2011 roku, że nie odnotowano w zapisach barmańskich przekazywanych do magazynu (celem dokładnego rozchodowania towaru) ogromnej większości alkoholi zamówionych przez zorganizowane grupy gości oraz sprzedawanych klientom indywidualnym. To zmusza także to przejrzenia kopii rolek kasowych z całego roku. Po około 2 – 3 dniach żmudnego przeglądania zapisków, kalkulacji i rolek udaje się odnaleźć większość brakującego towaru. Tym niemniej nadal występuje brak na kwotę ok. 8.000 brutto i tu nie ma innego wyjaśnienia, jak tylko straty spowodowane przez Wojciecha Z., w efekcie jego pozerskiego stylu życia i częstowania znajomych trunkami na koszt Imperio, czego kierownik Zamku mniej czy bardziej świadomie nigdzie nie notował pomimo parokrotnie powtarzanych próśb. Kilku świadków potwierdza, że często Wojciech Z. pozwalał swoim prywatnym gościom na samoobsługę w barze – absolutnie poza jakąkolwiek kontrolą, każdy mógł wejść do baru i brać co i ile chciał.

Nie wnikam czy Z. zostało nadane przez udziałowców Imperio Polska prawo do upijania się alkoholem na koszt firmy oraz częstowanie swoich gości bez żadnego umiaru – interesuje mnie tylko ślad po alkoholu, który winien być zdjęty ze stanu magazynowego, a nie został. Zważywszy na niemal codzienne wieczorne balangi Wojciecha Z. (nieraz z partnerką) oraz organizowanie w miesiącach letnich niezwykle częstych popijaw ze znajomymi, kwota 8.000 zł brutto wydaje się być ze wszech miar mającą podstawy i nie przesadzoną.

Po dotarciu wieści o wynikach inwentaryzacji do zarządu Imperio oraz po przełamaniu przez pracowników oporów przed ujawnianiem zachowań szefa zarząd podejmuje jedyną możliwą w tej sytuacji decyzję – niezwłoczna zmiana dyrektora jest nieunikniona. Znów nastąpiła pomyłka w doborze osoby na stanowisku kierowniczym Zamku.

Współpracę z Wojciechem Z. spółka postanawia zakończyć 11.01.2012.

*

11.01.2012. Zakończenie współpracy z Wojciechem Z.

Do Zamku przyjeżdżają główni udziałowcy Imperio Polska. Wojciech Z. słyszy, że niniejszym jego zarządzanie Zamkiem uznaje się za zakończone, prosi się o rozliczenie pobranych zaliczek gotówkowych, zwrot wypożyczonych i wyniesionych przedmiotów oraz opuszczenie terenu Zamku w ciągu kilku dni.

Zarząd Imperio nie zamierza robić Wojciechowi Z. żadnych problemów - pragnie rozstać się w mniejszej czy większej zgodzie.

W tym momencie zarząd spółki popełnia pierwszy i zasadniczy błąd – pozwala Wojciechowi Z. skopiować ze służbowego telefonu wszystkie kontakty, bowiem tenże o taką możliwość prosi motywując to obecnością numerów do rodziny i znajomych, których nie ma nigdzie indziej zanotowanych…
Z perspektywy czasu wiadomo o co chodzi – prywatne komórki kilku ważniejszych osobistości z SARP są dla Wojciecha Z. na wagę złota i stanowią o możliwości podjęcia próby wprowadzenia w życie planu objęcia Zamku w jednoosobowe władanie.

Już latem 2011 roku Wojciech Z. w czasie jednej z licznych prywatnych imprez na dziedzińcu zamkowym po kilku piwach zdradza swoim przyjaciołom, że ma takie pewne marzenie, nad realizacją którego warto popracować.
Otóż Wojciechowi Z. marzy się, aby SARP wyrzucił z Zamku Imperio Polska, a on przekona zarząd stowarzyszenia, że jest jedynym i najlepszym kandydatem na stanowisko dyrektora Zamku właśnie z ramienia SARP.

Wydaje się, że spółka – choć nie przeprowadzała żadnych szczególnych audytów – miała jednak za dużo kontroli nad szefem, nie mógł zaszaleć na tyle, na ile by chciał i żyć w takich luksusach, jakie mu się marzyły. Wiedział za to doskonale, że SARP nigdy nie miał żadnej szczególnej kontroli nad swoimi dyrektorami i wydatkami Zamku, co pozwalało na organizowanie ogromnych przekrętów. Najsłynniejszy, wspomniany na wstępie tego materiału, to nieudolna przebudowa kotłowni i przy tej okazji wyprowadzenie pieniędzy z Funduszu Współpracy Polsko-Niemieckiej, czym powinny zająć się organy ścigania, a ówczesny zarząd szczecińskiego oddziału SARP pociągnięty do odpowiedzialności karnej wraz z kilkoma firmami ze Szczecina i okolic Zamku. Niestety, Zarząd Główny SARP sprawie ukręcił łeb i trupa zamiótł pod dywan… sprawy nie było (pisałem o tym na początku niniejszego materiału). Co nie przeszkodziło postawić tablicy pamiątkowej sugerującej, że wszystko odbyło się ładnie i pięknie.
W niektórych przypadkach dyrektorzy szybko i ponadprzeciętne wzbogacali się. Oczywiście nie wszyscy byli oszustami – kilku dyrektorów było uczciwych i poświęciło się pracy na rzecz Zamku, ale byli też i tacy, którzy w krótkim czasie budowali sobie luksusowe wille i wyposażali je po części przedmiotami wyniesionymi z Zamku. Przy tym SARP nie robił nic, by takie procedery ukrócić…

Dla Wojciecha Z. to idealne warunki pracy. Wiedząc o przeszłych wydarzeniach (być może stąd wynika obsesja lub "ściema" na punkcie złodziei) zaczął snuć marzenia jak dobrze będzie mu się żyło pod płaszczem SARP. Mimo, że pracując dla Imperio miał „życie, jak w Madrycie”, architekci z pewnością dysponują znacznie większymi środkami finansowymi na pokrywanie jego wydatków, których nie będą kontrolować.

Przypomnę pokrótce jak do tej pory wygląda życie Wojciecha Z. pod skrzydłami Imperio. Zastanówmy się przy okazji czy może być jeszcze lepiej.

Zawodowe życie Wojciecha Z. – okres pracy dla Imperio Polska.

  • przychodzi do Zamku o której chce i na tak długo, jak chce
  • wynagrodzenie wypłaca sobie w pierwszej kolejności bez względu na sytuację finansową Zamku, jeżeli sytuacja jest kiepska, nie płaci dostawcom rezerwując pieniądze dla siebie
  • nie zajmuje się niczym szczególnym poza przekazywaniem kilka razy do roku sprawozdań zarządowi Imperio przygotowywanych wcześniej przez księgową i menadżerkę
  • nie interesuje się, ale też i nie musi, żadnymi imprezami, których nie organizuje sam dla swoich znajomych. Nieraz zdarza się, że przychodząc do Zamku i widząc gości pyta w recepcji co tu się dzieje, skąd ci ludzie i co tu robią
  • od czasu do czasu dokonuje przez Internet mniejsze czy większe zakupy
  • dokonuje kilku płatności przelewowych w miesiącu, o ile uznaje, że później wystarczy pieniędzy na jego wynagrodzenie i zakupy
  • kilka razy w miesiącu załatwia telefonicznie jakieś sprawy urzędowe, w czasie rozmów często kłóci się z rozmówcami
  • co kilka dni kłóci się z księgową o bardziej klarowne przedstawianie różnych zestawień, bowiem nie potrafi odczytywać wydruków z Optimy – tu nie ma się czemu dziwić, bowiem posiadając średnie niepełne wykształcenie można rzeczywiście mieć z tym problemy, zaś Wojciech Z. nie posiada nawet matury. Kilkakrotnie zleca mi drukowanie zestawień zadłużenia u dostawców, bowiem potrafię je sporządzić tak, że Wojciech Z. nie ma kłopotów z ich zrozumieniem. Maturę mam.
  • poza załatwianiem, głównie poprzez wykłócanie się, różnych mało istotnych dla funkcjonowania Zamku spraw, znaczną część czasu pracy zajmuje mu ściąganie pirackich filmów i muzyki oraz ich nagrywanie na płyty
  • kilkukrotne wyjazdy reprezentacyjne, np. celem odebrania Lauru Powiatu Wałeckiego, na który zasłużył sobie Zamek działalnością sprzed objęcia stanowiska przez Z., czy na targi turystyczne
  • niemal codzienne stawianie do pionu większości pracowników na skutek najczęściej wyimaginowanych problemów (których pomysły podrzuca mu partnerka) za pomocą krzyku i machania rękoma
  • korzystanie z wmówionego wszystkim darmowego wyżywienia dla siebie, swojej rodziny oraz gości, za tym idzie wynoszenie z Zamku artykułów żywnościowych, przemysłowych, chemicznych, toaletowych i wyposażenia technicznego na prywatny użytek
  • wykorzystywanie stanowiska do prywatnych celów, np.:
    • zawiera umowę z przedstawicielką firmy N., producenta kaw, zgodnie z którą od zakupów dokonywanych przez Zamek otrzymuje prowizję w postaci bonów Sodexo - alternatywnie można było zamiast stałej prowizji jednorazowo zatowarować Zamek w firmowe naczynia, co podniosłoby prestiż obiektu
    • od przedstawiciela importera alkoholi B. z Nowego Tomyśla otrzymuje gratisy w postaci mniejszej czy większej ilości win – nie przekazuje ich do sprzedaży, lecz wynosi do pawilonu i „rozpracowuje” we własnym towarzystwie, nie kryje się z tym, przeciwnie, chwali i cieszy jak dziecko; w normalnych punktach sprzedaży gratisy takie, zwane rabatem naturalnym, są wciągane na stan magazynowy, a dowodem zakupu w tym przypadku nie jest faktura, lecz inny rodzaj dokumentu
    • egzaltując „jestem Dyrektorem Zamku” załatwia swojej konkubinie pracę w szkole podstawowej w Mirosławcu, jakkolwiek trzeba przyznać, że musi się trochę nachodzić po różnych miejscach nim pracę tę Anna S. dostaje

Prywatne życie Wojciecha Z. – okres pracy dla Imperio Polska.

Tutaj nie pojawią się informacje stricte prywatne, a jednie bezpośrednio wiążące się z zatrudnieniem w spółce Imperio Polska, o którym Z. mówi, iż wymaga od niego pracy 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu.

  • po 1 – 3 godzinach spędzonych w biurze lub na chodzeniu od magazynów, przez kuchnię po recepcję oraz zadaniu kilku pytań w rodzaju "co tu robią ci ludzie", "co tu się dzieje"., itp., Wojciech Z. wraca do siebie, do pawilonu, informując wcześniej kucharki o której godzinie i na ile osób przygotować posiłki (śniadania, obiady, obiadokolacje, kolacje). O ile wcześniej będąc samemu w Zamku szef kupuje wyżywienie z własnych środków i z zamkowego korzysta tylko przy okazji organizacji większych imprez, o tyle po sprowadzeniu się jego partnerki przekonuje go ona, że jest frajerem – należy mu się bezwzględnie pełne wyżywienie wraz z rodziną i zaproszonymi prywatnie gośćmi. Jeżeli imprez czy gości indywidualnych nie ma, specjalnie dla szefa szykowane są produkty, z których samodzielnie może sobie przygotowywać pożywienie
  • od czasu do czasu przy okazji różnych zakupów w okolicznych marketach Wojciech Z. kupuje sobie produkty żywnościowe i przemysłowe żądając wystawiania faktur na Imperio Polska. O ile żywność można zaakceptować, o tyle kupowanie skarpetek, butów czy czasopism i obciążanie kosztami pracodawcy wydaje się co najmniej niesmaczne
  • nie ponosi najmniejszych kosztów życia - Wojciech Z. z rodziną mieszka w użyczonym przez Imperio studio hotelowym, nie płaci za wodę, prąd, telefon (oprócz prywatnego), czynsz, podatek gruntowy, ogrzewanie, remonty, modernizacje, jeździ autem służbowym, które tankuje na koszt Imperio Polska, przy czym wielokrotnie z faktur wychodzi na jaw, iż zbiornik na paliwo jest gumowy i ma pojemność znacznie przekraczającą deklarowaną przez producenta samochodu.
  • pobiera regularnie i w pierwszej kolejności znacznie ponad 4.000 zł (na rękę) miesięcznego wynagrodzenia za zarządzanie Zamkiem plus wynagrodzenie z tytułu umowy o pracę na ½ etatu
  • pobiera bez żadnych ograniczeń z magazynów i wyposażenia Zamku na własny użytek różne produkty i przedmioty (wieża stereo, telewizor, grzejniki, itp.), w tym regularnie (w sezonie) alkohole

Jak widać Wojciech Z. wraz z rodziną i zapraszanymi przyjaciółmi jest nie tylko w 100% na utrzymaniu Imperio Polska, ale także otrzymuje za to, co opisano w ustępie o zawodowym jego życiu wysokie wynagrodzenie.

Czy może być lepiej?

Wojciech Z. uznaje, że tak – ale pod egidą SARP, co pozwoli mu na tak absolutną władzę w Zamku, że niebawem stanie się bardzo majętnym człowiekiem dzięki swojej smykałce do wykorzystywania różnych możliwości i braku kontroli Zarządu SARP, czego stowarzyszenie wielokrotnie dowiodło na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat. Uznaje także, że oprócz zdobytego własnym sprytem majątku zyska powszechny prestiż, szacunek i wpływy w różnych kręgach.

Kiedy więc Imperio Polska zrywa umowę o zarządzanie Zamkiem, Wojciech Z. nie przejmuje się tym zbytnio, ponieważ od dłuższego czasu czyni przygotowania do realizacji swojego marzenia.
Jego plan zakłada utrzymanie się jak najdłużej na miejscu i podpisanie z SARP jakiejkolwiek umowy, która by mu w tym pomogła. W tym czasie musi też przekonać zarząd stowarzyszenia, że Imperio to firma, którą należy czym prędzej z Zamku usunąć, a jemu przekazać pieczę nad obiektem.
Plan zakłada ujawnianie tajemnic firmy, które poznaje będąc kierownikiem Zamku, a w razie potrzeby - fingowanie i naciąganie faktów i domysłów oraz informowanie SARP o nich, przy czym fałszywe doniesienia muszą być w jak największej mierze nie weryfikowalne.

Jednym z elementów taktyki Wojciecha Z. jest także budowanie wrogiego nastawienia do Imperio Polska u okolicznej ludności, w urzędach i firmach poprzez przesadne i jednostronne relacjonowanie wydarzeń oraz rozpowszechnianie wymyślonych przez siebie, a oczerniających spółkę informacji, których słuchacz nie może w żaden sposób zweryfikować, ale ze względu na ich sensacyjność chwytliwych i wartych rozprzestrzenienia dalej. Nazywa się to „wroga propaganda”.

Nieocenioną pomoc w budowaniu atmosfery wrogości wobec Imperio Polska uzyskuje Wojciech Z. u ówczesnego skarbnika SARP, Mariusza Ś., któremu wyrzucenie Imperio z Zamku jest osobiście bardzo na rękę ze względu na prywatny interes, o którym była mowa wcześniej. Można przyjąć, że Mariusz Ś. jako człowiek bardzo inteligentny nie do końca wierzy Wojciechowi Z. we wszystko, ale niewątpliwie postanawia wykorzystać działania byłego kierownika Zamku w myśl zasady „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem” - w razie kłopotów może zrzucić odpowiedzialność na Z., który zawsze przecież może świadomie wprowadzać innych w błąd...

Wojciech Z. taktykę tę uprawia od dawna – w konfrontacji z oskarżeniami o przywłaszczenie mienia czy złośliwe utrudnianie działalności spółki zeznaje, iż wszystko to czyni wyłącznie na polecenie Mariusza Ś. lub ogólnie SARP, wypierając się wszystkiego i sprowadzając siebie do roli bezmyślnego narzędzia w rękach stowarzyszenia.

Wojciech Z. po zwolnieniu z funkcji kierownika (formalnie – umowy z Lexor o zarząd nad obiektem, który wykonywał Z.) bez przerwy pozostaje na terenie Zamku korzystając z faktu, iż druga umowa (o pracę na ½ etatu) nie zostaje formalnie jeszcze rozwiązana. Udaje się do lekarza i uzyskuje zwolnienie L4, które uniemożliwia wypowiedzenie mu tejże umowy aż do 4. lutego. Będąc na zwolnieniu lekarskim i niejako pracując jeszcze dla Imperio Polska podpisuje umowy z SARP, które przyczyniają się do wszystkich następnych, niekorzystnych dla Zamku wydarzeń.

Z Wojciechem Z. łączą Imperio jeszcze w miarę poprawne stosunki, stąd od czasu do czasu odwiedzam byłego szefa pomagając mu w kwestiach komputerowych, jakkolwiek nie jest to specjalnie mile widziane przez załogę Zamku.

W czasie niezobowiązujących prywatnych rozmów dowiaduję się, że Z. szykuje plan zemsty na Imperio, poświęci wszystkie siły i niezbędne środki, nie zawaha się wykorzystać żadnych informacji, aby firmę - jak to ujmuje dosłownie – zniszczyć. Próbuje zyskać moją przychylność przedstawiając kilka informacji o firmie, które mają obrazować stopień wykorzystywania pracowników i nieuczciwość spółki. Prosi, abym zastanowił się nad swoją przyszłością i jeżeli nie zechcę go poprzeć, to chociaż powinienem nie wspierać Imperio, a najlepiej odejść z firmy…

Informacje i propozycje takie później przekazuje wszystkim napotkanym przez siebie na terenie Zamku i Tuczna pracownikom etatowym i zatrudnianym na umowy zlecenia.

W jednym przypadku zyskuje przychylność – u Andrzeja S., wieloletniego pracownika Zamku, złotej rączki, zatrudnionego na stanowisku konserwatora. To nikogo nie dziwi – Andrzej S. jest osobą, która nigdy nie płynie pod prąd, a przeciwnie – żegluje zawsze tam, dokąd go wiatry poniosą, by tylko wysiłek był jak najmniejszy i jakiś pieniądz z tego, a przy okazji układy z bossem… Wiosną 2012 następuje mała redukcja godzin pracy, wskutek czego Andrzej S. przestaje zarabiać tyle, na ile liczy – grozi wówczas wielokrotnie, że jeżeli nie zyska możliwości podwyższenia dochodów, przejdzie na drugą stronę konfliktu.

Andrzej S. będąc do końca kwietnia zatrudnianym do dozorowania Zamku zajmuje się mniej więcej od marca - potocznie mówiąc - szpiegowaniem i donoszeniem Wojciechowi Z. o sytuacji w Imperio Polska. Pracownicy Imperio dość szybko orientują się o obecności „wtyczki”, a po przeprowadzeniu prowokacji polegającej na przekazaniu Andrzejowi S. nieprawdziwej kontrolnej informacji, która niebawem ujrzała światło dzienne ze strony Wojciecha Z. i SARP, Imperio podejmuje decyzję o zakończeniu współpracy. Jednak nie od razu – spółka decyduje o nie ujawnianiu swojej wiedzy zbyt wcześnie, gdyż w rozgrywkach na linii Imperio – Wojciech Z. Andrzej S. mógł okazać się przydatny firmie...

Wszyscy pozostali pracownicy stoją murem za Imperio Polska wyśmiewając propozycje Wojciecha Z.

*

18.01.2012. Dostarczenie Wojciechowi Z. żądań spółki Imperio.

Tego dnia udaję się do studia C zajmowanego przez byłego kierownika z dwoma pisemnymi żądaniami spółki Imperio Polska.

Pierwsze żądanie dotyczy rozliczenia się w ciągu 7 dni z zaliczek gotówkowych wg załączonego wykazu na kwotę ok. 14.000 zł brutto pobranych z kasy recepcji i nie rozliczonych dotychczas przedstawionymi fakturami. Z. pismo przyjmuje, ale dodaje adnotację wzywającą Imperio Polska do przedstawienia oryginałów dokumentów zaliczkowych (podpisanych przezeń)wiedząc, że jest to niemożliwe ze względu na liczne przypadki pobierania gotówki z kasy bez podpisywania czegokolwiek, informując jedynie recepcję o konieczności wystawienia dokumentu KW na określoną wysokość.

Drugie pismo to żądanie zdania kilku wartościowych przedmiotów pobranych przez Z. z wyposażenia Zamku zakupionego przez Imperio Polska. Z. odmawia ich wydania, mimo że pismo przyjmuje.
Przy okazji wręczania tych pism Wojciech Z. deklaruje i uświadamia mnie, iż z powodu formalnych uchybień (nie wypowiedziana umowa o pracę na ½ etatu) nadal uważa siebie i tytułuje dyrektorem Zamku.

Dyrektor Zamku Tuczno – to brzmi dumnie. Ale Wojciech Z. paradoksalnie nigdy nie był zatrudniony na tym stanowisku!

Zgodnie z umowami zawartymi ze spółką Imperio Polska, Wojciech Z. piastuje funkcję zaledwie kierownika Zamku i zarządzającego obiektem (w imieniu spółki Lexor należącej do jego partnerki). Zapewne na bazie poprzedniego systemu tytularnego (z czasów SARP), ze względu na obecność tabliczki z takim na pisem na drzwiach swojego biura oraz ze względów prestiżowych sam nadaje sobie tytuł Dyrektor Zamku, zamawia pieczątki i wizytówki o takiej treści oraz wszem i wobec tytułuje siebie dyrektorem.

Prawdopodobnie wychodzi z założenia, że będąc szefem wszystkich nie może być tylko zwykłym kierownikiem, których w Zamku i w każdym innym miejscu pracy jest i może być kilku. Za to dyrektor zawsze jest tylko jeden.

Na ziemię sprowadza go dopiero rozprawa w Sądzie Pracy w Szczecinku, gdzie jest nikim więcej, jak tylko kierownikiem obiektu.

*

 

26.01.2012. Ostatnia dostawa gazu zakupionego przez Imperio Polska, której wg Z. i SARP nie było.

W związku z nadchodzącymi większymi mrozami i kończącym się zapasem opału w tym dniu firma I. dostarcza gaz opałowy w ilości blisko 2 ton, płatność zostaje zrealizowana na miejscu gotówką w dniu dostawy.

Ostatni zakup gazu.

Ostatni zakup gazu.

Wojciech Z. pomimo świadomości tego faktu (widzi moment dostawy) celowo okłamuje Zarząd Główny SARP o braku opału, a zatem i ogrzewania Zamku w tym czasie, co przybliża go do momentu, w którym SARP wypowie umowę dzierżawy Zamku spółce Imperio Polska. Możliwe też, że nie tyle okłamuje SARP, co umawia się z Mariuszem Ś., swoim współpracownikiem w stowarzyszeniu, iż będą utrzymywać wspólnie i w porozumieniu, że gazu nie ma i dlatego trzeba podjąć jakieś działania zmierzające do wyrzucenia Imperio Polska z Zamku w obawie o stan zabytku.

Kłamstwo to jest wielokrotnie później przez obu podnoszone w konfrontacji z dzierżawcą i mediami jako pierwszorzędny powód zerwania umowy dzierżawy.

*

29.01.2012. Pijacka awantura pod pawilonem

Około godziny 2:00 w nocy grupa pijanych przyjaciół Wojciecha Z. wraca z miasta i wszczyna awanturę z Andrzejem S., który pełniąc w Zamku nocny dyżur idzie pod pawilon sprawdzić co to za ludzie i hałasy. Wojciech Z. jest w stanie tak silnego upojenia, że nie ma siły brać udziału w awanturze. Po około 15 minutach sytuacja się uspakaja i wszyscy się rozchodzą, za wyjątkiem jednego z gości Z. (prawdopodobnie zachodni artysta znany pod pseudonimem K.), który zasypia na mrozie pod pawilonem. Spostrzegłszy po chwili brak jednego z kompanów goście Z. schodzą i zabierają spod budynku śpiącego kolegę. W opinii pracowników Zamku było bardzo blisko śmierci człowieka z powodu wychłodzenia organizmu, na szczęście Z. i jego kompani zorientowali się zawczasu o zaistniałym zagrożeniu.

 

*

1.02.2012. Data wypowiedzenia umowy dzierżawy Zamku spółce Imperio Polska.

Na ten dzień datowane jest wypowiedzenie umowy dzierżawy Zamku, które jest efektem wyłącznie szkodliwego względem Imperio działania Wojciecha Z. oraz okazją dla Mariusza Ś. do rozpoczęcia realizacji swoich planów.

W wypowiedzeniu wzywa się Imperio Polska do wydania i opuszczenia nieruchomości w dniu 10.02.2012 r.

Zarząd Imperio Polska uznaje wypowiedzenie za bezskuteczne, albowiem wystosowane zostało z naruszeniem postanowień umowy dzierżawy. Podobnie było w dwóch poprzednich przypadkach. Nieoficjalnie także wiadomo, że jest ono efektem zemsty Wojciecha Z. na spółce, która dyscyplinarnie zwolniła go z pracy, jakkolwiek tego argumentu nie można wykorzystać w oficjalnym postępowaniu – kwestia taka nie jest uregulowana w umowie dzierżawy.

Na ten sam dzień datowane jest zawarcie następujących umów:

  • Wojciecha Z. z SARP o dzierżawę całego budynku administracyjno-gospodarczego (czyli wszystkich pomieszczeń mieszkalnych i technicznych, w tym kotłowni gazowej i garaży) – płatność wynosi (uwaga, to nie błąd!) 200 zł brutto miesięcznie (dwieście zł miesięcznie za użytkowanie pomieszczeń o kubaturze ponad 2.000 m3)!

    Wojciech Z. do dzisiaj jeszcze częściowo korzysta z mediów dostarczanych do budynku na koszt spółki Imperio Polska nie rozliczając się z nią pomimo wystosowywanych co miesiąc not księgowych, co powoduje, że na skutek własnych spekulacji użytkuje tak obszerny obiekt w praktyce za darmo.
  • Anny S. (firma Lexor, której właścicielką jest partnerka Wojciecha Z.) o nadzór właścicielski nad Zamkiem w imieniu SARP, za co otrzymywać będzie 1200 zł netto (1476 zł brutto) miesięcznie (a zatem SARP traci na ww. umowach ogółem 1.276 zł każdego miesiąca)
  • Wojciecha Z. z SARP – pełnomocnictwo szczególne do pełnienia kontroli Zamku w imieniu SARP
  • Wojciecha Z. z firmą Lexor – o pełnienie kontroli właścicielskiej w imieniu Lexor.

 

Umowa z SARP

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na paragraf 3. pkt 1 - marzenie Wojciecha Z. o sprawowaniu władzy nad Zamkiem Tuczno z ramienia SARP nabiera realnych kształtów...

Także jeszcze w tym samym dniu Imperio Polska podpisuje z ZGKiM Tuczno ugodę w sprawie spłaty zadłużenia w wysokości nieco ponad 15.000 zł, do którego doprowadziło świadome i celowe działanie Wojciecha Z. Jako jedyny z Zamku posiadał uprawnienia do obsługi firmowego konta i dokonywania płatności przelewowych, jednak pomimo dostępności środków lub możliwości zawarcia ugody w razie problemów, płatności nie dokonywał i o ugodę nie występował.

W świetle ostatnich wydarzeń nie ulega wątpliwości, że Wojciech Z. od kilku miesięcy działał z zamiarem zadłużenia spółki i późniejszego wykorzystania tego faktu celem doprowadzenia do utraty wiarygodności i płynności finansowej spółki Imperio Polska, co stanowić miało jedną z podstaw do nawiązania współpracy z SARP (w efekcie wypowiedzenia umowy dzierżawy spółce i obsadzeniu Z. w fotelu dyrektorskim).
Później także wychodzi na jaw, iż w tym samym czasie Wojciech Z. kopiował i gromadził wszelkie materiały mogące zaszkodzić wizerunkowi spółki Imperio i stać się kolejnymi argumentami w batalii o wypowiedzenie wspomnianej umowy. Informację tę można uznać za przestrogę przed tym człowiekiem każdego jego potencjalnego nowego pracodawcy, choćby zatrudniony był tylko do orania w polu i kopania rowów.

Kiedy Wojciech Z. na początku swojej pracy, w 2010 roku, w jednej z prywatnych rozmów z menadżerką Zamku zdradził jej, że (cytat): „potrafi być niezłym sukinsynem”, nie uwierzyła w to zapewnienie – taki wówczas miły, sympatyczny i optymistycznie nastawiony mężczyzna nie może być taki… A jednak!.

Po zawarciu ugody z ZGKiM Imperio Polska wywiązuje się z niej w pełni, zgodnie z ustaleniami i umówionym harmonogramem płatności.

*

Koniec stycznia 2012 lub początek lutego. Przypadkowi weselnicy.

Któregoś dnia pod koniec stycznia 2012 lub na początku lutego do Zamku wchodzi troje turystów. Po zwiedzeniu obiektu zatrzymują się na chwilę przy recepcji na krótką rozmowę. Dowiaduję się, że grupka ta to ojciec, syn i jego narzeczona, którzy w połowie lata tego roku planują zawarcie związku małżeńskiego i urządzenie wesela w Tucznie – ale nie w Zamku! Przyszli go dziś zwiedzić, bowiem ojciec chciał pokazać młodym zabytek, w którym kilkakrotnie gościł.

Pytam – dlaczego wesela nie można urządzić w Zamku? Wszak mamy pojemne sale, dużo miejsc noclegowych, a co do cen - można negocjować tak długo, aż obie strony będą zadowolone.
Ojciec odpowiada, że podczas jego ostatniej wizyty w poprzednim roku miał bardzo poważną scysję z „dyrektorem”, po której postanowił nigdy więcej do Zamku nie przyjeżdżać ani na wypoczynek, ani w innych celach, które zmuszałyby go do płacenia za pobyt… Pomimo moich dociekliwych pytań nie chce zdradzić szczegółów.

Kiedy słyszy, że tamten pan „dyrektorem” już nie jest, a ja przepraszam go za wszelkie przykrości w imieniu pracowników i nowej dyrektor Zamku, rozmowa zmienia kierunek o 180 stopni. Goście wykazują ożywienie i zainteresowanie zorganizowaniem uroczystości na terenie Zamku, jak mówi ojciec: „to, że ten pan nie jest już dyrektorem całkowicie zmienia postać rzeczy i nasze plany”. Zabierają ze sobą cenniki, oferty i propozycje menu obiecując kontakt w najbliższych dniach i ustalenie szczegółów imprezy weselnej.

*

4. 02.2012. Wg SARP wypowiedzenie umowy dzierżawy staje się wiążące.

Ponieważ tego dnia wypowiedzenie zostaje dostarczone do Imperio Polska, Zarząd SARP (a w rzeczywistości Mariusz Ś. oraz trzymany przezeń w szachu prezes stowarzyszenia) uznaje, że z tym dniem umowa zostaje skutecznie rozwiązana.

Tego samego dnia po zakończeniu okresu” choroby”, na którą Wojciech Z. posiada zwolnienie lekarskie, wieczorem udaję się w towarzystwie świadka, Andrzeja S., do studia C zajmowanego przez Wojciecha Z.

Odczytuję mu treść wypowiedzenia umowy o pracę. Wystosowane ono jest w trybie art. 52. Kodeksu Pracy – Wojciech Z. zostaje przez spółkę zwolniony dyscyplinarnie. W wypowiedzeniu podaje się tylko kilka zasadniczych powodów:

  • dezorganizacja pracy,
  • ubliżanie współpracownikom,
  • agresywne zachowanie względem gości,
  • zakłócanie spokoju i porządku także poza godzinami pracy,
  • nie wykonywanie różnych poleceń służbowych.

Jednocześnie Wojciech Z. zostaje wezwany do opuszczenia zajmowanego pomieszczenia w terminie do 8.02.2012.

Na pytanie czy Z. podpisze owe dokumenty wyraża zgodę, ale w tym momencie interweniuje jego partnerka, Anna S., kategorycznie zabraniająca mu podpisywania przede wszystkim nakazu opuszczenia pomieszczenia, a najlepiej niczego. Po chwili namysłu Wojciech Z. odmawia odbioru i podpisania obu dokumentów, tym niemniej w świetle prawa wypowiedzenie umowy w tym momencie staje się skuteczne.

Wkrótce potem Wojciech Z. decyduje się pozwać Imperio Polska nie zgadzając się z zarzutami postawionymi w wypowiedzeniu. Jakkolwiek nie ma w nim nic na temat pijaństwa, na wszelki wypadek załatwia sobie dokumenty sugerujące, iż jest ciężko schorowaną osobą. Nie tylko cierpi z powodu schorzeń kręgosłupa (to akurat jest prawda), ale też ma tak ciężko uszkodzoną wątrobę, że o spożywaniu żadnego alkoholu od lat nie ma mowy, gdyż to groziłoby mu natychmiastową śmiercią.
Widocznie lekarz wystawiający opinię myli wątrobę z innym organem, na który intensywnie działa alkohol etylowy, choć ich lokalizacje, konsystencje i funkcje są diametralnie różne, a łączy je tylko podobna masa.
Zbyt wielu świadków widzi na przestrzeni ostatnich 20 miesięcy, że co jak co, ale alkohol to Wojciech Z. trawi znakomicie i jego stan po każdej prywatnej imprezie nie wykazuje objawów zagrożenia życia, lecz co najwyżej ciężkiego kaca.

*

 

5.02.2012. Demonstracja osiągnięć Wojciecha Z.

O 14:00 w recepcji Zamku pojawia się Wojciech Z. w towarzystwie najbliższego przyjaciela, Pawła C.
Patrząc retrospektywnie w chwili pisania tego materiału nie można zaryzykować stwierdzenia, że rzeczywiście przyjaźni się z Wojciechem Z. – zdaniem obserwatorów wydarzeń i zajść zdecydowanie bardziej zależy mu na pogłębieniu zażyłości z jego konkubiną, czego kulminacja następuje kilka miesięcy później na kładce nad jeziorem Liptowskim w dość romantycznych okolicznościach. Oczywiście bez Wojciecha Z. w pobliżu, za to w obecności wiarygodnego, przypadkowego świadka…

Wojciech Z. tego dnia przedkłada w recepcji Zamku, z zamiarem formalnego doręczenia, następujące dokumenty:

  • zawiadomienie o planowanym przezeń przeprowadzeniu następnego dnia (06.02.2012) o godzinie 10:00 inspekcji Zamku oraz o zakazie wstępu pracowników Imperio Polska do budynku administracyjno-gospodarczego
  • umowę dzierżawy budynku administracyjno-gospodarczego zawartą z SARP
  • umowę o nadzór właścicielski zawartą z SARP
  • pełnomocnictwo szczególne upoważniające Wojciecha Z. do przeprowadzania kontroli w imieniu SARP.

Widząc te dokumenty odmawiam ich przyjęcia (pełnię tego dnia funkcję dozorcy dziennego i recepcjonisty) motywując to brakiem stosownych upoważnień – pisma tego rodzaju winny trafić bezpośrednio do Agnieszki N., nowej Dyrektorki Zamku (tytuł taki ma zapisany w umowie i posługuje się nim całkowicie legalnie), bądź do siedziby spółki (do Sopotu). Tym niemniej Wojciech Z. pozostawia je na desku recepcji i powraca z przyjacielem do studia C, ciesząc się zapewne ze skutecznie w jego mniemaniu wręczonej zapowiedzi kontroli. To jest coś, o czym marzy od połowy 2011 roku – zapowiedź absolutnej władzy nad Zamkiem z upoważnienia SARP. Możliwe, że sam nie wierzy do końca, że to możliwe, że to się dzieje...
Dokumenty te niezwłocznie skanuję i przesyłam Agnieszce N., która dalej przesyła je do zarządu spółki i do kancelarii prawnej.

Po około 30 minutach Wojciech Z. i Paweł C. powracają z prośbą o zwrot pozostawionych pism. Z. prośbę swoją motywuje przeprowadzeniem konsultacji prawnych, zgodnie z wynikiem których rzeczywiście nie może pozostawić ich zwykłemu dozorcy bez specjalnych upoważnień do odbioru tego rodzaju dokumentów.

Pisma te – po zeskanowaniu - leżą cały czas na desku recepcyjnym, ponieważ spodziewam się na 95%, że Z. po nie wróci. Widząc leżące przed nim dokumenty zgarnia je, chwilę jeszcze rozmawiamy o wzajemnie nas spotykających niezręcznych sytuacjach w ostatnim czasie, po czym Wojciech Z. z przyjacielem wracają do studia C.

*

6.02.2012. Kontrolować czy nie kontrolować? Oto jest pytanie… Chyba lepiej się włamać.

Wojciech Z. lubi zaskakiwać w różnych sytuacjach – nie omieszkuje uczynić tego i w dniu wyznaczonym przez siebie na kontrolę Zamku. Nie przeprowadza jej. Przez cały dzień nie pojawia się nawet w pobliżu Zamku. Zapomniał? Nie ma odwagi? Za to wieczorem, około 21:00, z pomocą przyjaciela, Pawła C., demontuje zamek patentowy drzwi do kotłowni i montuje nowy - w ten sposób egzekwując i gwarantując sobie brak wstępu pracownikom Imperio do budynku administracyjno-gospodarczego, a konkretnie do kotłowni, która od tego dnia staje się dlań najcenniejszym nabytkiem, strzeżonym w kolejnych miesiącach lepiej od głównego skarbca NBP. Później konieczność włamania motywuje fikcyjnym brakiem opału i koniecznością rzekomego ratowania Zamku przed zniszczeniem.

Nocny dozór pełni wówczas Andrzej S., który wzywa Policję oraz grupę interwencyjną Stekop (agencji ochroniarskiej pracującej dla Imperio), a na koniec sporządza notatkę służbową - proszę nie komentować ortografii, to tylko dozorca. Warto tu jednak zauważyć drobny szczegół - Andrzej. S. udaje się o 19:00 do kotłowni celem włączenia ogrzewania (chodzi o zachowanie temperatur dyżurnych w Zamku), a po 3 godzinach z zamiarem wyłączenia pieców. Wojciech Z. twierdzi natomiast, że Zamek nie jest ogrzewany z powodu braku gazu.

Notatka S.

Przybycie Policji i grupy Stekop nic nie daje – Wojciech Z. przedstawia swoje umowy z SARP, co chwieje pewnością siebie funkcjonariuszy.
Interwencja kończy się jedynie sporządzeniem pierwszej z dziesiątków późniejszych notatek.

Przypomina się w tym miejscu historia pewnego oszusta, skazanego niedawno na bezwzględne więzienie i wielomilionową grzywnę, szefa NFI Colloseum, który w celu uniknięcia odpowiedzialności przedstawił organom wymiaru sprawiedliwości zdobyte bodajże w Gambii dokumenty uprawniające go do reprezentowania tego kraju na arenie międzynarodowej, a zatem mocujące go do korzystania z konsularnego immunitetu (nietykalności)! Sąd nie dał się nabrać w przypadku oszusta z Colloseum – w przypadku Wojciecha Z. policjanci z Tuczna po przedstawieniu dokumentów uprawniających go do reprezentowania SARP w Zamku natychmiast stają się jego wsparciem.

Andrzej S. rano informuje, że Wojciech Z., pomijając brak jakichkolwiek uprawnień do obsługi pieców gazowych, uruchamia w nocy ogrzewanie Zamku. Nastawy muszą być maksymalne, bowiem kaloryfery i woda użytkowa są bardzo gorące, bliskie wrzeniu.

*

7.02.2012. Pierwsze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Wojciecha Z. na szkodę Imperio Polska.

Agnieszka N., nowa Dyrektorka Zamku, w komisariacie Policji w Tucznie składa zawiadomienie o popełnieniu przez Wojciecha Z. poprzedniego dnia przestępstwa polegającego na wyłamaniu zamka w drzwiach kotłowni i uniemożliwienia pracownikom Imperio Polska dostępu doń, wskutek czego spółka traci możliwość ogrzewania Zamku.

W tym samym zgłoszeniu zawarta jest informacja u uruchomieniu przez Wojciecha Z. ogrzewania z maksymalnymi nastawami, co poza przyspieszonym i zbędnym wypaleniem przywłaszczonego gazu (w Zamku nie ma żadnych gości) w ilości ok. 40%pojemności zbiorników (stan sprawdzany i odnotowany był dokładnie 2 dni wcześniej) prawdopodobnie ma na celu doprowadzenie do powstania zniszczeń w infrastrukturze grzewczej Zamku i obarczenie nimi spółki Imperio Polska.
W rzeczywistości w tym dniu Wojciech Z. ma inny plan – pomysł niszczenia Zamku i obarczania tym spółki Imperio Polska przychodzi później. W tym dniu chodzi o jak najszybsze spalenie maksymalnej ilości gazu, najlepiej całego - choć to może być trudne ze względu na tankowanie zbiorników niecałe 2 tygodnie wcześniej - co ma dostarczyć Wojciechowi Z. i zarządowi SARP dowodów na brak opieki nad Zamkiem – jednym z głównych zarzutów SARP wobec Imperio jest właśnie całkowite nie ogrzewanie Zamku ze względu na rzekomy brak pieniędzy na zakup opału.

Kłamstwo to wychodzi z ust Wojciecha Z., a że niebawem zjawić się ma delegacja SARP z zamiarem przejęcia obiektu na tej podstawie, należy szybko spreparować dowody, by jeden z ważniejszych argumentów za wypowiedzeniem umowy dzierżawy nie został obalony. Samo fałszywe oświadczenie nie wystarczy – muszą być niezależne i wiarygodne dokumenty.

Policja z Tuczna niezwykle niechętnie przyjmuje zgłoszenie starając się przekonać Agnieszkę N., iż Wojciech Z. na podstawie okazanych funkcjonariuszom ok. 22:30 dnia poprzedniego dokumentów ma prawo dosłownie włamywać się na terenie Zamku gdziekolwiek zechce. Jednocześnie Agnieszka N. powinna zastanowić się jeszcze raz nad wniesieniem zgłoszenia, bowiem za tego rodzaju czyn może grozić jej kara, a najlepiej, aby w tym przypadku wystąpiła z powództwem cywilnym i nie mieszała do tego Policji, zwłaszcza tuczyńskiej…

Wojciech Z. fałszywie zeznając na późniejszych rozprawach o braku opału i konieczności przejęcia kotłowni nie jest świadom istnienia notatki dowodzącej złamania przyrzeczenia o mówieniu wyłącznie prawdy przed obliczem sądu.

*

08.02.2012. Preparowanie dowodów przeciwko Imperio Polska.

Tego dnia – po przyspieszonym wypaleniu przez Wojciecha Z. gazu zakupionego i należącego do Imperio Polska - przyjeżdża dostawa gazu opałowego zamówionego przez Z. na koszt SARP. Wartość zakupionego opału – 11.562,00 zł.

W ten sposób Z. uzyskuje dokument (fakturę VAT), która potwierdzać ma jego fałszywe zarzuty o braku gazu i nie ogrzewaniu z tego powodu Zamku, co wprost prowadzi do jego niszczenia na skutek przemrażania. Ten dokument daje także spreparowany argument delegacji SARP, która w Zamku pojawia się 10.02.2012 r., do nieustannej egzaltacji konieczności zakupu opału celem ratowania zabytku przed szkodliwą działalnością Imperio Polska. Kłamstwa te tym bardziej bolą, że sam jestem wówczas już dwukrotnie przeszkolony przez konserwatorów z podstaw obsługi pieców gazowych – i choć nie posiadam żadnych uprawnień (podobnie jak sam Wojciech Z.), samodzielnie w ostatnich dniach prze włamaniem Z. do kotłowni reguluję utrzymywanie temperatury dyżurnej w Zamku przy okazji pełnienia dozoru w recepcji.

SARP przez kilka następnych miesięcy nie płaci za tę dostawę, co potwierdzają monity listowne od dostawcy opału omyłkowo wysyłane na adres Zamku. Tym niemniej Mariusz Ś., wówczas skarbnik SARP, świadomie kłamie podczas rozmów z prasą i policją oraz kolegami ze stowarzyszenia, że gaz ten nie tylko musiał być kupiony, ale że SARP za niego od razu zapłacił z własnego konta…

Mariusz Ś. jest wówczas skarbnikiem SARP, a zatem o fakcie zapłaty lub jej braku musi wiedzieć. Stąd jego kłamstwo jest tym bardziej rażące, bez względu na fakt, że inicjatorem jego powstania jest Wojciech Z. Wstyd, panie architekcie! Co na to kodeks etyczny SARP? Czy ten spis zasad to same banialuki, bajeczki dla grzecznych architektów? Bo wygląda on ładnie i gdyby tylko Zarząd SARP trzymał się jego wytycznych, sytuacja Zamku Tuczno byłaby zgoła odmienna. Niestety, w grę wchodzi interes osobisty wpływowego członka Zarządu, a zatem Kodeks Etyki Architekta SARP okazuje się zborem nikomu nie potrzebnych deklaracji, których nie musi trzymać się nikt, kto ponad wszystko pragnie własną kiesę zapełnić i pokonać przeciwnika niedozwolonymi chwytami. A jeżeli znajdzie się ktoś, np. taki Wojciech Z., kto wykona brudną robotę, to jest po prostu bosko…

*

09.02.2012. Odcięcie prądu.

Imperio Polska szuka sposobu na przymuszenie Wojciecha Z. do opuszczenia zajmowanego nielegalnie – zdaniem spółki – budynku. W styczniu odcinany jest mu na krótko dopływ ciepłej wody i ogrzewania, ale za każdym razem obiecuje usunąć się w ciągu kilku dni w zamian za przywrócenie dopływu mediów. Oczywiście nie ma zamiaru wywiązać się z żadnej z obietnic, poza tą tyczącą się zemsty i zniszczenia Imperio Polska.

Tego dnia udaję się z konserwatorem, Andrzejem S., pod budynek administracyjno-gospodarczy. Konserwator odłącza dopływ energii elektrycznej do części mieszkalnej budynku.

Jeszcze tego samego dnia Wojciech Z. odkrywa przyczynę braku prądu, włamuje się do skrzynki i włącza dopływ prądu. Jednocześnie na furtce prowadzącej do skrzynki zakłada gruby łańcuch z kłódką. Nie tylko uniemożliwia to dostęp doń pracownikom Imperio Polska, ale także służbom ratunkowym w razie niebezpieczeństwa. Zgodnie z przepisami o ochronie p.poż. w budynkach nie można utrudniać dostępu do takich instalacji, jak wyłączniki prądu. A Wojciech Z. może – i co mu kto zrobi? Ot, cała jego filozofia życiowa w jednym krótkim zdaniu.

W maju zapytany o tę kwestię inspektor PINB Zbigniew A., którego na kontrolę ściąga Wojciech Z., oświadcza, że Z. może to robić – utrudniać dostęp do każdego miejsca w budynku – bowiem rzekomo to on zarządza tą nieruchomością i wszystko mu wolno…

 


 

CZYTAJ DALEJ>>>