Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 6

*

10.02.2012. Demonstracja siły SARP.

Zgodnie z zapowiedzią 10.02.2012 do Zamku przyjeżdża delegacja SARP z zamiarem przejęcia Zamku. Wskutek istnienia sporu w kwestii zasadności wypowiedzenia umowy dzierżawy, tego rodzaju przejęcie nie ma racji bytu, co też delegacji SARP (z prawniczką!) tłumaczą niemal łopatologicznie policjanci z wałeckiej komendy.

 

Wejście SARP w lutym 2012.

W delegacji obecni są przedstawiciele pobliskich oddziałów SARP oraz Mariusz Ś., który we współpracy z Wojciechem Z. zaplanował i pokierował całą akcją. Dodatkowo Wojciech Z. wzywa posiłki z agencji ochrony Stekop, przy czym część z ochroniarzy pochodzi niejako „z łapanki” – niektórzy umowy zlecenia z firmą Stekop podpisują bezpośrednio pod bramą Zamku, tuż przed wkroczeniem na teren.

Ze strony Imperio obecnych jest kilku pracowników oraz Agnieszka N. pełniąca od miesiąca funkcję kierowniczki Zamku.

Niezależnie od stron konfliktu na miejscu pojawi się także Policja z Wałcza, albowiem posterunek w Tucznie nie chce się mieszać w taki konflikt i pragnie unikać oskarżeń o stronniczość. Jest także dwóch dziennikarzy – z Pojezierza Wałeckiego i Kuriera Szczecińskiego.

Natychmiast po wejściu delegacji SARP na teren daje się słyszeć szalenie egzaltowane hasła: „a co to, właścicieli nie chcecie wpuścić?”, „jesteśmy właścicielami Zamku!” – ze szczególnym naciskiem na słowo „właściciel” odmieniane w różnych przypadkach.

Jednak jacy to właściciele najlepiej pokazuje pismo z Najwyższej Izby Kontroli z 30.04.2012. Kolejne kłamstwo Wojciecha Z. i SARP? Najwyraźniej egzaltując tego rodzaju hasła próbują objąć natychmiast w wyłączne posiadanie Zamek Tuczno, który stanowi de facto własność nas wszystkich, całego społeczeństwa Polaków reprezentowanych przez Skarb Państwa, a jednocześnie sprowadzić swój udział w zajściach do roli… ofiar przemocy Imperio Polska. Czysta propaganda.

Inne skandowane hasła to argumenty spreparowane i przekazane do SARP przez Wojciecha Z., m.in. o braku gazu, o niszczeniu Zamku, o rozkradaniu antyków, o niewiarygodności spółki Imperio Polska, o działaniu na szkodę pracowników, o rzekomo skutecznym rozwiązaniu umowy dzierżawy, itp.
Początek tego zajścia zostaje przez autora niniejszego materiału udokumentowany w postaci nagrań wideo, reszta w postaci nagrań audio. Na publiczne kłamstwa są zatem niepodważalne dowody. Ze względu na duży nakład prac przy wymazywaniu twarzy i zmienianiu głosów autor zdecydował się porzucić zamysł publikacji nagrań w całości. Na życzenie organów ścigania w związku z procesem wytoczonym SARP z powództwa Imperio Polska o oszustwo przy podpisywaniu umowy dzierżawy, jak i na potrzeby innych procesów wytoczonych przez spółkę ze względu na rażąco bezprawne postępowanie przedstawicieli SARP w Tucznie, autor oczywiście dostarczy wszystkie swoje materiały do właściwych prokuratur.

Wracając do wydarzeń 10. lutego 2012 roku - po dłuższym czasie wypełnionym przepychankami słownymi i mediacjami Policji delegacja SARP zmuszona zostaje do odstąpienia od zamiaru przejęcia tą metodą Zamku i udaje się z funkcjonariuszami najpierw na posterunek w Tucznie, a później do komendy wałeckiej celem złożenia doniesienia przeciwko spółce Imperio Polska. Delegacja SARP opowiada w komendach m.in. o podejrzeniach (wymyślonych przez Wojciecha Z.), iż Imperio Polska jest częścią sopockiej mafii, czym po dłuższym czasie osiąga zamierzony skutek – organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości w Wałczu stają się bardzo podejrzliwe wobec spółki i jej zgłoszenia czy doniesienia zaczynają traktować po macoszemu, jak zło konieczne, przetrącając je w krzyżu przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Wojciech Z. nadal ma nadzieję na szybkie przejęcie na wyłączność Zamku i możliwość późniejszego niekontrolowanego wzbogacania się, Mariusz Ś. na ubicie wyjątkowo lukratywnego i nie opodatkowanego interesu ze szczecińską spółką X. Jednak natenczas nadzieje te okazują się płonne i panowie z niewesołymi minami wracają do siebie po uświadomieniu sobie, że walka o Zamek właśnie się rozpoczyna – zamiast zakończyć natychmiast, i będzie długotrwała.

Jedynym sposobem prowadzonej przez SARP w następnych miesiącach walki jest propaganda oraz fabrykowanie zarzutów, częściowo poprzez ich wymyślanie od podstaw (tutaj prym wiedzie Wojciech Z.), częściowo poprzez zniekształcanie faktów. Jeżeli pojawiają się zarzuty uzasadnione, są one pozbawione wagi i znaczenia, zwłaszcza w odniesieniu do przedmiotu konfliktu.

Propaganda Mariusza Ś. i Wojciecha Z., jego de facto marionetki w Tucznie, zasadza się na tezie: spółka Imperio jest mafią, niszczy zabytek, SARP ratuje go przed zniszczeniem walcząc z prawdziwymi gangsterami i nie ważne kto ma tu prawo przebywać, ale spółkę należy usunąć. Bo tak!

My, Polacy, historycznie głęboko propagandą (komunistyczną) doświadczeni i zniesmaczeni powinniśmy bliżej przyjrzeć się tego rodzaju metodom walki z przeciwnikiem po uświadomieniu sobie jej faktu jej zastosowania. W tym też celu powstaje niniejszy materiał – ujawnia kulisy konfliktu i kłamstwa członków zarządu oraz przedstawiciela SARP o walce o Zamek Tuczno.

Stekop odstępuje.Po wyjeździe delegacji SARP Wojciech Z. lokuje ochroniarzy z firmy Stekop na dole pawilonu, w studio B położonym od strony bramy. W związku z tym kierownik Agnieszka N. udaje się tamże w asyście pracowników Imperio i okazuje dokumenty, zgodnie z którymi pomieszczenie to jest jej mieszkaniem służbowym przydzielonym przez zarząd Imperio Polska. Dowódca ochrony po zapoznaniu się z dokumentami okazanymi jednocześnie przez Z. i N. (zerka raz na jeden, raz na drugi) nabiera wątpliwości i postanawia usunąć się – sytuacja jest na tyle niejasna, że trudno zdecydować kto ma prawo przebywać w tymże lokalu, toteż najlepiej nie podejmować żadnych działań, aby nie narażać się na zarzuty żadnej ze stron.

Jest to prawdopodobnie ostatnia słuszna decyzja kierownika firmy Stekop, oddział Wałcz, związana z działaniami w obrębie Zamku.

W okresie luty – maj 2012 firma ta służy pomocą… Wojciechowi Z. (czyli SARP), jak i Imperio Polska! Dochodzi do tak paradoksalnej sytuacji, że grupa interwencyjna Stekop wezwana przez Wojciecha Z. winna jest bronić obiektu przed dostępem grupy interwencyjnej Stekop wezwanej przez Imperio Polska!
Dosłownie - kolega ze Stekop winien walczyć z kolegą Stekop w tym samym miejscu i czasie, a jedyną metodą rozróżnienia stron konfliktu jest deklaracja kto kogo wzywa na interwencję! Strategia byłaby genialna gdyby dotyczyła posiłków armii toczących bój w polu, ale w przypadku wcielenia jej w życie przez Wojciecha Z. powoduje tylko tyle, że wszyscy na niej tracą, a najwięcej… agencja ochrony. Wkrótce Imperio Polska zrywa umowę o ochronę i monitoring, 3 miesiące później SARP wynajmuje konkurencję, zaś za Stekop ciągnie się piętno firmy bardzo nierozgarniętej w przyjmowanych zleceniach.

Agnieszka N. widząc, że firma ochroniarska, z którą Imperio ma umowę, występuje przeciwko spółce podejmuje decyzję o nawiązaniu współpracy z inną firmą, w tym wypadku z Hunters, oddział Wałcz. Pierwsza interwencja ma miejsce jeszcze tego samego dnia w godzinach nocnych.

Przyjaciel Wojciecha Z. zabiegający o względy jego partnerki, Paweł C., na polecenie Z. ok. 23:00 rozwierca zamek do pomieszczenia naprzeciwko tego, z którego został w tym dniu relegowany Stekop – studia A. Pełniący dozór nocny w Zamku Andrzej S. oraz pracownik firmy Hunters podejmują interwencję oraz wzywają Policję. Policja odmawia podjęcia jakichkolwiek działań poza sporządzeniem notatki służbowej, co wynika z niejasnej sytuacji prawnej obiektu w efekcie zamieszania wywołanego dokumentacją wcześniej przedstawioną przez Wojciecha Z.
Z. w nowo zdobytym pomieszczeniu lokuje pracowników firmy Stekop i od tej chwili aż do końca maja 2012 stanowi ono dyżurkę firmy ochroniarskiej.

Nazajutrz po rozwierceniu zamka interwencję podejmuje dyrektor Agnieszka N. Nie jest w stanie argumentami przekonać pracowników ochrony i Wojciecha Z. do opuszczenia pomieszczenia, więc przed odstąpieniem prosi o zwrot – uwaga - jej przedmiotów osobistych pozostawionych wcześniej w studio B.

W odpowiedzi słyszy z ust przyjaciółki Wojciecha Z., że tam żadnych kosmetyków (sic!) nie było…
Na podstawie tej przypadkowej konfrontacji wiemy już dokładnie z jakimi ludźmi mamy do czynienia.

Przyjaciółka ta, Katarzyna B., pisząca czasem do Wojciecha Z. ciekawe SMSy, których tu nie przytoczę w trosce o zgodne pożycie Z. i Anny S. (co mogłoby ulec zaburzeniu wg słów świadków, którzy je widzieli) jest w posiadaniu niezwykle cennego przedmiotu, o który w baśniach toczą się czasem ciężkie i krwawe wojny – czapki-niewidki, prawdopodobnie daru od swojego misia Wojtka, niedoszłego wciąż pana na włościach w Zamku Tuczno…

Kilkukrotnie zostaje przez Z. wskazana organom ścigania jako świadek naoczny wydarzeń, w czasie których nikt jej tam nie widzi. Za wyjątkiem Wojciecha Z., oczywiście, który posiada równie cenny gadżet – gogle umożliwiające widzenie osób noszących czapkę-niewidkę.

Niebawem odbędzie się rozprawa dotycząca zdarzeń, w których te przedmioty zostały użyte – niestety, na tę chwilę nie mogę zdradzić więcej szczegółów ze względu na ważne interesy jednej ze stron. Mogę jednak już teraz przewidzieć, że po wszystkim pomiędzy Kasią i jej misiem będzie parę cichych dni…

*

11.02.2012. Oględziny stanu Zamku.

Pracownica recepcji, Justyna L., dokonuje obchodu wszystkich pomieszczeń w Zamku szukając jakichkolwiek oznak postępującej degradacji obiektu. Nic nie znajduje. Z obchodu sporządza notatkę służbową.


*

13.02.2012. Pierwszy donos SARP do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Zarząd Główny SARP składa doniesienie do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie o prowadzeniu prac budowlanych w Zamku bez pozwolenia. Efektem jego jest kontrola zaplanowana na 5.03.12.

Doniesienie dotyczy prac zmierzających do przebudowy i modernizacji systemu grzewczego Zamku, jakie zlecił i nadzorował Wojciech Z., obecny współpracownik SARP, w poprzednim roku.
Z. zataja fakt osobistego i kierowniczego udziału w tych pracach informując tylko ogólnie o udziale w nich spółki Imperio Polska i firmy R.

*

16.02.2012. Pierwsze doniesienie prasowe o sytuacji w Zamku.

W Pojezierzu Wałeckim, nr 7, drukuje się pierwsza relacja na temat sytuacji w Zamku, skrót artykułu oraz galeria zdjęć zostają umieszczone pod tym linkiem:

http://pojezierze.com.pl/content.php?sid=0c38a5d47d8939c7cab2c068465b513c&tr=cl&cms_id=5526&kat=1&page=0&lang=pl&dzial=9024

Pierwszy komentarz do artykułu wychodzi spod ręki lub z inicjatywy Wojciecha Z.:

„Bardzo obiektywne przedstawienie sprawy.Ja i wielu mieszkancow Tuczna jestesmy oburzeni niekompetencja pani dziennikarki....”

Podpisuje się pod tym jako Tuczynianin.

Tymczasem Tuczynianin z niego taki, jaki ze mnie. Przyjeżdża tu całkowicie obcy, ze Śląska, na dodatek uciekając przed wierzycielami swojej upadłej firmy, robi dym – mówiąc kolokwialnie - i doprowadza do upadku wiarygodności i prestiżu Zamku Tuczno.
Czy takiego obywatela miasto i gmina oczekuje? Czy taki obywatel gminy zasługuje na możliwość zameldowania pobytu na terenie gminy, mimo że miejsce wskazanego meldunku położone jest z dala od Zamku i odpowiada lokalizacji miejsca zamieszkania pewnej pani, której ofiaruje dary w postaci czapki-niewidki? Kwestię tę do rozwagi pozostawiam Burmistrzowi MiG Tuczno, któremu Wojciech Z. także kiedyś zalazł za skórę… Skoro w Zamku człowiek ten jest persona non grata, można podjąć uchwałę o podobnej treści dotyczącą się obszaru gminy.

W późniejszym czasie Wojciech Z. materiały i artykuły dziennikarzy komentuje dokładnie w ten sam sposób – wszelkie ujawnione i zdementowane kłamstwa jego i SARP, względnie choćby jedno zdanie opisujące go w niekorzystnym świetle lub jedno pozytywne zdanie o spółce Imperio, komentuje zawsze jako brak kompetencji dziennikarskich autora.

Trzeci komentarz potwierdza, że kto jak kto, ale Wojciech Z. niekoniecznie był i jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, o czym pracownicy Zamku doskonale wiedzą od dawna:

„fakt, bardziej obiektywnie by było, gdyby opisali wszystkie działania \"dyrektora\" i jego chamskie zachowania wobec klientów i mieszkańców...”

*

17.02.2012. Awaria pieców i instalacji w kotłowni, odpowiedzialnością za którą Wojciech Z. usiłuje obarczyć Imperio Polska.

O godzinie 7:15 Wojciech Z. dzwoni do recepcji Zamku i prosi o pomoc w usunięciu odkrytej przez siebie (lub spowodowanej – nie wiadomo czy zadziałały siły wyższe czy dłonie Z.) awarii pieców oraz dwóch uszkodzonych kaloryferów.

Co się dokładnie stało? Posłużmy się tutaj fragmentem zeznań złożonych przez Z. przed sądem w grudniu 2012 r.: w garażu w wyniku zamrożenia spowodowanego przez Imperio pękł kaloryfer, z którego zaczęła wyciekać ciepła (sic!) woda… Z tego zeznania prawdą jest tylko, że kaloryfer faktycznie pękł – nie doszło by do tego gdyby Z. ogrzewał również i to pomieszczenie, miast zakręcać zawory i całą moc pieców kierować do zamieszkanego przez siebie pawilonu C. Ale szkoda mu jest gazu, którym woli intensywnie, wręcz przesadnie ogrzewać studio. Powody tej przesady wyjaśniają się w marcu.

Zgodnie z opisem zdarzeń z 17.02.2012 r. z notatki służbowej pracownika Recepcji w Zamku uszkodzeniu ulega – oprócz jednego lub dwóch kaloryferów (nie jest to jasne do końca, raz Z. mówi o dwóch, innym razem zeznaje o jednym) - przede wszystkim system doprowadzający ciepło do pawilonu i Zamku. Zatarciu ulegają 2 pompy rozprowadzające w obiegu ciepłą wodę.

Zatarcie jednej można zrozumieć – pechowy przypadek. Zatarcie dwóch jednocześnie to jak trafienie szóstki w lotto. No chyba, że zostaje to w jakiś sposób sprowokowane, np. sterowaniem pracą systemu bez najmniejszego pojęcia o tym, co się robi. Tego rozstrzygnąć nie sposób, bowiem średnio co tydzień ktoś szóstkę jednak trafia, więc może to tez być przypadek przez Z. niezawiniony – szanse są identyczne.
Tego dnia nad ranem w Tucznie miała miejsce rozległa awaria systemu wodociągowego, wskutek czego przez kilka godzin brak było wody w całym mieście, względnie w jego południowej części. System grzewczy posiada zabezpieczenia przed takimi zdarzeniami, jednak najwyraźniej Wojciech Z. nie wiedział jak je aktywować i z nich korzystać.

Powiadomiona o sytuacji dyrektor Agnieszka N. podejmuje decyzję o nie ingerowaniu pracowników Imperio Polska w działania Wojciecha Z. spodziewając się późniejszych oskarżeń o spowodowanie usterki jeżeli tylko ktokolwiek zatrudniony w Imperio Polska pojawi się na miejscu zdarzenia. Mimo, że nikt z pracowników Imperio nie zbliża się wówczas do budynku kotłowni na dłużej, niż kilkanaście sekund (zjawia się tylko ubłagany Andrzej S., który wskazuje Z. wyłącznik prądu i natychmiast wychodzi), oskarżenia jednak są formułowane i bezkrytycznie później rozpowszechniane nie tylko przez Wojciecha Z., ale przede wszystkim przez Mariusza Ś.!

W sytuacji poważnej awarii kotłowni w czasie, gdy dostęp do niej ma wyłącznie Wojciech Z. i pracownicy Imperio Polska odmawiają zgodnie z zakazem samego Z. zbliżania się do budynku administracyjno-gospodarczego, samodzielnie podejmuje próby naprawy systemu grzewczego. Nie radząc sobie na pomoc wzywa znanego nam już przyjaciela, Pawła C., jednak obaj nie są w stanie nic zrobić. Ostatecznie wzywają Andrzeja J., znanego w okolicy fachowca hydraulika, który również nie jest w stanie usunąć usterek, zwłaszcza w przypadku pomp. Ok. 12:00 przyjeżdża autoryzowany serwis firmy Viessmann, producenta zainstalowanych w kotłowni Zamku pieców, i naprawia usterkę tylko na tyle, aby ogrzewanie było dostępne wyłącznie w pomieszczeniach zajmowanych przez Z. i jego rodzinę. Wojciech Z. wydaje serwisantowi jasno sformułowane polecenie, zgodnie z którym Zamek ma być pozbawiony możliwości ogrzewania, naprawiony ma być wyłącznie obieg zapewniający ciepło w pomieszczeniach przez Z. zajmowanych.

Wojciech Z. przez kilka pierwszych dni po 10.02.2012 r. (zazwyczaj rano i wieczorem) - po wyjeździe delegacji SARP - uruchamia zgodnie z poleceniem swoich mocodawców na kilkanaście minut ogrzewanie Zamku - na tyle, aby zachować minimalne temperatury dyżurne w zakresie 4-8 st. C. Za każdym razem dzwoni do recepcji i informuje o tym fakcie prosząc o sprawdzanie dotykiem temperatury kaloryferów.

Ponieważ w dniu awarii pracownicy Imperio Polska uzmysławiają sobie natychmiast, że Zamek na skutek jej wystąpienia znajduje się w stanie zagrożenia przemrożeniami, oraz że ewentualne zniszczenia zostaną niewątpliwie przypisane działalności Imperio Polska (wszyscy już znają metody Wojciecha Z.), w kilku punktach Zamku umieszczają oni termometry i od godziny 9:17 rozpoczynają stały monitoring temperatur wewnątrz obiektu oraz kaloryferów. Odczytywane co kilka godzin temperatury są notowane w specjalnie sporządzonym na tę okazję formularzu, przy czym temperaturę kaloryferów określa się organoleptycznie poprzez dotyk (przyjęto określenia: zimne [brak ogrzewania], letnie, ciepłe, gorące [ogrzewanie ponad potrzeby]). Formularz ten ulega nieznacznym zmiano w miarę upływu czasu - dodawane są odczyty temperatury zewnętrznej oraz różnych innych pomieszczeń, jak tylko początkowo hol i kuchnia.

Temperatury

Jakież jest zdziwienie pracowników Imperio Polska, kiedy Wojciech Z. przez następnych kilka dni dzwoni i informuje o właśnie uruchamianym ogrzewaniu Zamku w sytuacji, gdy wszyscy wiedzą o braku takiej możliwości bezpośrednio od serwisanta dokonującego napraw wyłącznie na linii kotłownia – pawilon zajmowany przez Z.!

Wojciech Z. nie wie, że w tym czasie system ogrzewania Zamku jest pod szczególną obserwacją i jego fałszywe zapewnienia nie znajdą potwierdzenia w dokumentacji z codziennego monitoringu temperatur, robi z siebie coraz większego idiotę w oczach pracowników Imperio Polska wraz z każdym telefonem informującym o rzekomym włączeniu ogrzewania.

Z końcem lutego Wojciech Z. zaprzestaje jakiejkolwiek komunikacji z pracownikami czy zarządem Imperio Polska, za wyjątkiem późniejszych negocjacji z kancelarią prawną spółki odnośnie postępowania w Sądzie Pracy, gdzie próbuje się wycofać z zarzutów porzucając wniosek o przywrócenie do pracy domagając się najpierw zmiany charakteru wypowiedzenia umowy o pracę z żądaniem wypłaty odszkodowania i ekwiwalentu za nie wykorzystany urlop oraz zaległego wynagrodzenia, następnie zmiany charakteru wypowiedzenia z wypłatą ekwiwalentu i wynagrodzenia, a koniec domagając się w tylko wypłaty wynagrodzenia (ok. 900 zł) w zamian za wycofanie pozwu. Ze strategią ugrania czegokolwiek za wszelką cenę Imperio Polska spotyka się później w kontaktach z Zarządem SARP.

Spółka wszystkie propozycje ugody odrzuca, bowiem abstrahując od kompletnego braku podstaw do formułowania podanych wyżej żądań, Wojciech Z. nie może ujść bezkarnie za szkody, jakie wizerunkowi Zamku Tuczno i spółki przyniósł i nadal przynosi swoją obecnością na ich terenie.

Nie dziwią jednak pracowników Imperio późniejsze oskarżenia ze strony SARP o zniszczenie przez nich systemu grzewczego – wszyscy ich się spodziewają.

Przy tej okazji SARP utrzymuje, że Wojciech Z. aż do wiosny (do zakończenia okresu grzewczego) prawidłowo ogrzewa Zamek! Z. i Mariusz Ś. idą w tzw. zaparte - mimo że wszelkie dowody i świadkowie temu przeczą, wraz z komisjami przez nich samych ściąganymi! Kolejny element propagandy? Niewątpliwie. Przynajmniej w środowisku SARP – rzekomych właścicieli Zamku.

Tego samego dnia Wojciech Z. i SARP zostają formalnie wezwani przez spółkę Imperio Polska do dobrowolnego zaniechania naruszeń i opuszczenia budynku administracyjno-gospodarczego. Wezwanie oczywiście nie odnosi skutku.

*

23.02.2012. Wizyta inspektora Państwowej Inspekcji Pracy.

Wojciech Z. składa do Państwowej Inspekcji Pracy donos, efektem którego jest wizyta inspektora.

Z. zaślepiony żądzą zemsty na spółce nie pojmuje na czas, iż kontroli podlega działalność spółki do roku wstecz, a zatem przede wszystkim w okresie, w którym to on osobiście odpowiedzialny jest za sprawy pracownicze jako kierownik obiektu, np. za płatności składek do ZUS. Kontrola jest dwuetapowa – po kilku dniach inspektor znów pojawia się w Zamku i podjęte zostają decyzje.

*

27.02.2012. Pierwszy pozew ze strony Imperio Polska.

Na ten dzień datowany jest pierwszy pozew ze strony Imperio Polska przeciwko SARP o przywrócenie naruszonego posiadania i zaniechanie dalszych naruszeń.

Pomimo wielokrotnych deklaracji SARP o składaniu różnych pozwów, jeszcze przez bardzo długi czas stowarzyszenie architektów nie wchodzi na drogę postępowania cywilno-prawnego – prawdopodobnie Mariusz Ś. nie ma jednak tak wielkiej siły przebicia, jak uważa, tudzież nie uważa, ażeby argumenty spreparowane przez jego marionetkę, Wojciecha Z., były wystarczające - stąd w owym czasie częste tego rodzaju deklaracje można śmiało uznać za próby zastraszania bliżej nie określonymi konsekwencjami prawnymi i wymożenie ustąpienia spółki Imperio bez rozstrzygania sprawy przez sąd. Czyżby w SARP, tj. w głowie Mariusza Ś., zaistniało podejrzenie możliwości przegrania sprawy? Podejrzenie to okazuje się słuszne w obliczu dalszych wydarzeń.

*

 

5.03.2012. Pierwsza kontrola inspektora Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.

Na kontrolę przyjeżdża inspektor Ewa S. Jako przedstawiciele SARP stawiają się Mariusz Ś. oraz Anna B. – członkowie Zarządu Głównego, najbliżsi współpracownicy Wojciecha Z. Oboje podpisują umowy zawarte z nim w dniu 1.02.2012 r.

Oprowadzam wszystkich po całym Zamku i jego najbliższym otoczeniu, od poddasza po piwnice, rejestrując każde słowo w postaci nagrania audio. Z Anną B. rozmawiam na luzie nie wiedząc początkowo kto to jest. Wydaje mi się, że nawiązujemy nić sympatii ze względu na nasze związki z Wrocławiem. Dopiero po dłuższym czasie dostrzegam jak bardzo jest już zmanipulowana. Odnoszę wrażenie, że Anna B. jest osobą – delikatnie ujmując – wyrwaną z rzeczywistości, niejako z drugiej strony lustra… Mariusz Ś. – twardo obstaje przy swoim, kopiuje i powtarza fałszywe zarzuty Wojciecha Z. w obecności inspektora WUOZ. Widocznie nadal liczy na usunięcie spółki Imperio z Zamku decyzją administracyjną, pozornie bez szczególnego, własnego wkładu. Z Mariuszem Ś. próbuję początkowo także na luzie rozmawiać, przekonywać o niewłaściwym doborze reprezentanta stowarzyszenia w Zamku - ale to jak rozmowa ze ścianą, więc skupiam się już tylko na odpowiadaniu na zadawane pytania i oprowadzaniu we wskazane miejsca. Dopiero w tym dniu dostrzegam i dociera do mnie co to za ludzie i na co liczą za parawanem historii o ratowaniu Zamku przed sopocką mafią.

Kontrola nie wykazuje żadnych szczególnych nieprawidłowości poza początkowymi oznakami zawilgocenia piwnic na skutek braku ogrzewania od dłuższego czasu, związanego z tym początkowego zagrzybienia oraz uszkodzeń elewacji istniejących od wielu lat (tyczy się to głównie sgraffitti na we wschodniej części Zamku, które jest uszkodzone od co najmniej 2001 roku).

W zaleceniach pokontrolnych datowanych na 14.03.2012 inspektor pisze:

  • „należy uruchomić ogrzewanie budynku (…), ustalić jaki system grzewczy będzie funkcjonował w budynku, opracować odpowiednią dokumentację i uzyskać wymagane pozwolenia”,
  • „opracować szczegółową ocenę stanu technicznego budynku, ze szczególnym zwróceniem uwagi na stan tynków zewnętrznych, miejsca występowania objawów zawilgocenia (…)”,
  • „wykonać prace remontowo-konserwatorskie elewacji skrzydła wschodniego”.

 

Termin wykonania zaleceń – 30. października 2012 r.

Zarząd Główny SARP ma ciężki orzech do zgryzienia – kontrola nie wykazuje niczego, co dowodziło by jednego z podstawowych kłamstw o Imperio Polska – niszczenia zabytku w efekcie działalności spółki. Przeciwnie – zalecenia odnoszą się wyłącznie do SARP.

Pod koniec spisywania protokołu do Zamku zostaje zaproszony Wojciech Z., który - jak się wydaje - ma tu dużo do powiedzenia.

Powtarza w obecności inspektor Ewy S. kłamstwa odnoszące się do Imperio Polska, zwłaszcza przekonuje, że Zamek ogrzewa bez przerwy ukrywając fakt, że nie ma takiej możliwości od 17.02.2012 r. Wtóruje mu Mariusz Ś., który obecne na Zamku temperatury rzędu 5-8 st. C podaje jako dowód działania pieców, natomiast kiedy słyszy, iż temperatury te wynikają wyłącznie z intensywnego palenia w kominku, pracujących bez przerwy kilku grzejników elektrycznych oraz dodatnich temperatur na zewnątrz utrzymujących się od kilku dni, w ogóle nie chce dyskutować na ten temat – dla niego jest to przedmiot do dyskusji „na innej płaszczyźnie” – cokolwiek miałoby to oznaczać…
Nagranie głosowe z tego spotkania znajduje się w prywatnych zbiorach autora niniejszego materiału. Udostępnione mogą być publicznie w każdej chwili „na innej płaszczyźnie”…

Na koniec Wojciech Z. zgłasza problem – pracownicy Imperio uniemożliwiają mu wyrzucanie śmieci do koszy, za obsługę których płaci spółka! To skandal! Obawia się, że wkrótce jego śmieci będą roznoszone po okolicy przez psy i domaga się, ażeby pracownicy Imperio zezwolili mu na wyrzucanie jego śmieci do swoich pojemników.
Dopiero z pomocą Mariusza Ś. uświadamia sobie idiotyzm swojego żądania – skarbnik SARP wyraża zgodę, aby Wojciech Z. podpisał oddzielną umowę z firmą zajmującą się wywozem śmieci i we własnym zakresie zainstalował kosz.

Jak się okazuje, umowę na wywóz śmieci Z. podpisuje w imieniu SARP, a zatem dalej żyje na cudzy koszt! W tamtym czasie nadal mieszka w studio C na koszt Imperio Polska (nie płaci spółce czynszu, nie płaci za prąd ani wodę oraz ścieki, czego koszty w dalszym ciągu ponosi spółka ze względu na brak w danym czasie możliwości odcięcia tych mediów). Jedynie za wywóz jego śmieci płaci SARP.

Świetnie się chłop ustawił – nie płaci za nic, za wyjątkiem prywatnej komórki. Nie wiadomo czy wyżywienia, ubrań, chemii nie kupuje przypadkiem na koszt SARP, względnie Lexor – aby konkubina mogła sobie odpisać te wydatki od dochodu firmy. To ciekawostka, o której sprawdzaniu nikt z Imperio nie myśli, bo i po co? Wiadomo tylko, że paliwo do prywatnego auta co najmniej raz tankuje na koszt architektów, co wychodzi przypadkiem podczas dokonywania zakupów na stacji benzynowej przez pracownika Imperio – pracownik stacji przed wystawieniem faktury pyta „na architektów czy tych drugich”…

Po kontroli Mariusz Ś. udaje się do biura z dyrektor Agnieszką N. Usiłuje ją przekonać do przejścia na stronę SARP, w tym celu proponuje po raz pierwszy wysoką premię gotówkową z możliwością natychmiastowej wypłaty (pokazuje grubą kopertę) oraz obiecuje, że w momencie wyrażenia zgody na współpracę Wojciech Z. zostanie natychmiast z terenu Zamku usunięty, a Agnieszka N. pełnić będzie funkcję dyrektora, zaś wszyscy pracownicy zachowają swoje posady i dotychczasowe warunki zatrudnienia.
Agnieszka N. odmawia przyjęcia premii, natomiast ze względu na lojalność wobec Imperio Polska pozostałe propozycje przekazuje do rozważenia pracownikom spółki obecnym na miejscu. Na wstępie informuje wszystkich, że w razie gdyby pracownicy zdecydowali o przyjęciu propozycji Mariusza Ś., ona sama nie będzie w stanie współpracować z aż tak zepsutymi ludźmi z SARP, tak więc w tej samej chwili opuści na zawsze Zamek, natomiast pracownikom pozostawia absolutnie wolną rękę w wyborze pracodawcy i nie będzie czynić nikomu wyrzutów po przejściu do SARP.

Pracownicy chwilę dyskutują przy kominku, ale rozmowy są monotematyczne - kwestią najważniejszą jest lojalność wobec dotychczasowego pracodawcy oraz kolegów i koleżanek, wobec czego jednogłośnie odrzucają propozycję Mariusza Ś., zwłaszcza w obliczu próby kupienia sobie lojalności względem SARP…

Pracownicy pragną zasłużyć i zapracować sobie sami na renomę Zamku pod egidą propagandowo niszczonego Imperio Polska, niż stać się niewolnikami SARP kupionymi „na lewo”.

Dlatego decyzja jest szybka i jednogłośna – aferzystom mówimy stanowcze NIE!

*

07.03.2012. Druga dostawa gazu.

W tym dniu prawdopodobnie ma miejsce druga dostawa gazu zakupionego przez Wojciecha Z. na koszty SARP na kwotę 10.116,75 zł brutto.

Czy ta dostawa ma faktycznie miejsce, trudno powiedzieć – nikt z pracowników Imperio nie widzi podjeżdżającej cysterny i nie wie o niej do czasu, aż we wrześniu SARP próbuje przerzucić koszty obu dostaw na Imperio Polska. Trudno jest wyobrazić sobie, że w ciągu miesiąca Wojciech Z. zużywa gaz warty ponad 10 tys. zł na ogrzewanie tylko budynku przez siebie zajmowanego – jakkolwiek ogrzewa go bardzo intensywnie. Świadkowie twierdzą, że niemal codziennie – także w czasie największych mrozów w lutym - okna pomieszczenia zajmowanego przez Z. są godzinami uchylone.
Jeżeli więc nie jest to fikcyjna faktura, to Wojciech Z. zużywając maksymalne ilości gazu na ogrzewanie „swojego” budynku stara się w ten sposób uwiarygodnić ogrzewanie przez siebie Zamku. Współczuję - cały miesiąc w okropnym ukropie...
Nie jest w dalszym ciągu świadom faktu, że nie tylko świadkowie, ale i niezależne ekspertyzy są w stanie potwierdzić brak możliwości doprowadzenia ciepła do Zamku od 17.02.2012, za wyjątkiem ciepłej wody użytkowej, której instalacja i pompy jako jedyne są cały czas sprawne. Ale zamknięte.

*

13.03.2012. Ponowna wizyta inspektora PIP.

Druga wizyta ma na celu dokończenie poprzedniej kontroli i przekazanie wniosków. Dowiadujemy się, że Wojciech Z. na skutek wezwanej przez siebie kontroli zostaje ukarany mandatem za różne nieprawidłowości, których dopuścił się będąc kierownikiem Zamku. Inspektora nie interesuje czy z ramienia Imperio Polska, czy jakiegokolwiek innego – ukaraniu podlega w tym wypadku osoba odpowiedzialna za nieprawidłowości, a nie firma.
Z kolei jedyna nieprawidłowość ze strony Imperio Polska, na usunięcie której 27.03.2012 r. wydany zostaje nakaz, to zbyt niska temperatura pracy w Recepcji – winna ona wynosić co najmniej 18 st. C. Jednocześnie w uzasadnieniu wskazuje się, że zbyt niskie temperatury wynikają z braku możliwości korzystania z centralnego ogrzewania.

Wojciech Z. i SARP w dalszym ciągu utrzymują, że w Zamku działa i pracuje system ogrzewania, wszędzie jest ciepło i przytulnie dzięki uprzejmości SARP…

Ściągają kontrolę, która ma zniszczyć spółkę, a dostarcza dowodów na ich kłamstwa…

*

15.03.2012. Wydanie piły spalinowej.

W Zamku kończy się drewno przeznaczone do palenia w kominku, zaś przy zamurowanym wejściu do bunkra z czasów II Wojny Światowej zlokalizowanego na wschód od Zamku w poprzednim roku zmagazynowano znaczną ilość akacjowych konarów, stąd podjęto decyzję o ich pocięciu na klocki i wykorzystaniu do dogrzewania Zamku.

Ponieważ jeden z konserwatorów stwierdza, że na wyposażeniu Zamku znajduje się piła spalinowa marki Stihl (przechowywana w kotłowni, do której dostępu Imperio od ponad miesiąca nie ma), do Wojciecha Z. w tym dniu zostaje wystosowane pismo z żądaniem jej wydania.

Pisząc to pismo przyjmuję domyślnie, że jest to przedmiot należący do Imperio Polska, wskutek czego nie jest to prośba o użyczenie, lecz żądanie wydania. Później okazuje się, że piła ta stanowi własność SARP. Jednocześnie Wojciech Z. odkrywając tę nieścisłość rzuca później wielokrotnie pod adresem pracowników Imperio Polska oskarżenia o podstępne wyłudzenie przedmiotu nie należącego do spółki. Mimo, że na wydanie piły zgadza się osobiście Mariusz Ś., członek Zarządu SARP, z którym telefoniczną naradę Wojciech Z. odbywa w momencie dostarczenia mu pisma (jestem świadkiem tej rozmowy), Z. ma kolejny argument świadczący o złodziejskich praktykach pracowników Imperio Polska na terenie Zamku…

Przyznaję się do pomyłki w określeniu właściciela piły i pragnę dobrowolnie poddać karze. Uważam, że zakucie mnie w dyby na mroźną księżycową noc na środku tuczyńskiego rynku, a następnie wychłostanie przez samego Wojciecha Z. tuzin razy w samo południe pośród tumultu zebranej gawiedzi będzie sprawiedliwą karą i w pełni usatysfakcjonuje moją ofiarę…

*

 

21.03.2012. Odkrycie zniszczeń w pokoju 209.

Nocny dozorca Zamku podczas wyrywkowej kontroli stanu Zamku ujawnia wypaczony parkiet w pokoju 209, w skrzydle zachodnim. Jest to jeden z pokoi najbardziej narażonych na przemrożenia ze względu na niewielką grubość ścian i ich odsłonięcie na działanie czynników atmosferycznych z 3 stron, przy czym same kaloryfer zlokalizowane są we wnękach, przez co w tych miejscach grubość ścian jest jeszcze mniejsza, niż gdzie indziej.
Zapada decyzja o przeprowadzeniu w następnym dniu komisyjnych, dokładnych oględzin wszystkich pomieszczeń Zamku.

*

22.03.2012. Komisyjne oględziny stanu pomieszczeń.

Pęknięty kaloryfer - pokój 209W wyniku oględzin stwierdza się, że w pokoju 209 na skutek nie ogrzewania Zamku przez Wojciecha Z. (czemu bezustannie zaprzecza) dochodzi do uszkodzenia jednego z kaloryferów. W efekcie wycieku wody dochodzi do bardzo dużego wypaczenia parkietu i złuszczania się na nim lakieru.

W pokoju 116 położonym bezpośrednio pod 209 spływająca po ścianie i kapiąca z sufitu woda również doprowadza do znacznego wypaczenia parkietu i uszkodzenia jednego z krzeseł.

W pokoju 111 (narożny) dochodzi do silnego zawilgocenia pomieszczenia i uszkodzenia parkietu (odkształcenie i wypaczenia).

W zdecydowanej większości pomieszczeń panuje bardzo duża wilgoć, wyraźnie czuć mniej czy bardziej nasilony fetor. Dzięki dodatnim temperaturom panującym na zewnątrz jedyne, co można zrobić w tej sytuacji to otwarcie okien i wietrzenie pomieszczeń przez kilka dni.

W podziemiach lokalnie pojawia się bardzo duży nalot grzybiczy, który później potraktowany zostaje środkiem chemicznym.

Parkiet - pokój 209.Oskarżenia o dewastację zabytkowego Zamku wzmagają się po ujawnieniu przez Imperio powyższych zniszczeń – ich podnoszeniem zajmuje się też inspektor Ewa S. (Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków). Jednakże w chwili, gdy uświadamia sobie, że szkody powstają w wyniku zaniechania ogrzewania obiektu przez SARP nagle mięknie i sytuację zbywa twierdzeniem, że parkiet nie jest zabytkowy – położony został w latach 80-tych ubiegłego wieku, więc nie podlega ochronie i generalnie nie interesuje jej co się z nim dzieje. Był problem i znikł. Bo to SARP, więc nic złego powiedzieć nie można i basta.
Nawiasem mówiąc parkiet ten w rzeczywistości ułożony był w latach 70-tych, ale skoro inspektor Ewa S. wie lepiej, to nie ma o czym dyskutować...

*

23.03.2012. Fałszywe oskarżenie o nielegalną wycinkę drzew.

Około 12:00 do Zamku przyjeżdża patrol Policji. Wojciech Z. zgłasza nielegalną wycinkę drzew na terenie zamkowego parku poprzedniej nocy, której mają dopuścić się pracownicy Imperio Polska. Dowodem na to m.in. jest pismo sprzed kilku dni z żądaniem wydania piły spalinowej, co w mniemaniu Z. jest bezsprzecznie przyznaniem się pracowników Imperio Polska do z góry zaplanowanej nielegalnej wycinki.

Wojciech Z. w czasie wizji lokalnej wskazuje pnie drzew, które jego zdaniem zostały w nocy wycięte. Policjanci jednak stwierdzają, iż gołym okiem widać, że drzewa te wycięte są minimum kilka miesięcy wcześniej. Co więcej, w pamięci mają wichurę z poprzedniego roku, po której te drzewa niebezpiecznie przechylają się w kierunku chodnika i jezdni tworząc powszechne zagrożenie, co wymusza podjęcie interwencyjnej wycinki przez OSP w Tucznie.

Wskutek powyższego Wojciech Z. zostaje pouczony, że dopuszcza się niniejszym nieuzasadnionego wezwania, co zagrożone jest stosowną, dość wysoką grzywną. Z. broniąc się przed nałożeniem na niego mandatu za fałszywe zgłoszenie twierdzi, że o wycince informują go pracownicy firmy Stekop, którzy w nocy słyszą odgłosy pracującej piły i widzą osoby wożące taczką drewno do Zamku - on sam nic nie wie, jest niewinny.

Policjanci przyjmują to tłumaczenie i odstępują od wymierzenia kary, po czym odjeżdżają.

W rzeczywistości pracownicy tamtej nocy po oświetleniu latarkami miejsca zajmują się cięciem konarów zmagazynowanych przy wejściu do zamurowanego bunkra, bowiem skończyło się drewno zmagazynowane w Zamku i nie było już czym palić w kominku.

Tym razem Wojciech Z. nie zyskuje kolejnego argumentu przeciwko Imperio Polska, który mógłby wykorzystać w sądzie, ale też i kolejny raz wywija się karzącej ręce sprawiedliwości… Nie przeszkadza mu to jednak szerzyć później w lokalnym społeczeństwie pogłosek, że pracownicy Zamku pod osłoną nocy nielegalnie wycinają drzewa w zamkowym parku, czym w dalszym ciągu rozwija i szerzy wrogą propagandę.

 


CZYTAJ DALEJ>>>