Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 7

*

28.03.2012. Odzyskanie przez Imperio dostępu do kotłowni na ok. 2,5 godziny.

Ok. 11:35 kilku pracowników spółki Imperio Polska w towarzystwie ochrony udaje się do kotłowni w celu przejęcia nad nią kontroli w trybie art. 343 Kodeksu Cywilnego. Po wyważeniu drzwi rozpoczyna się montaż nowego zamka oraz audiowizualne dokumentowanie zastanego stanu przedmiotów i urządzeń.

Kotłownia - 28.03.2012 Kotłownia - 28.03.2012

Na samym początku konserwator stwierdza, że oba piece są wyłączone, a instalacja sterująca pracą pomp najwyraźniej uszkodzona – puszki kontrolerów są otwarte, gdzieniegdzie wystają nigdzie nie podłączone, powyrywane przewody. Wszystkie zawory są w pozycji zamkniętej za wyjątkiem zaworów doprowadzających ciepło do pomieszczeń zajmowanych przez Wojciecha Z. Na posadzce wokół pieców stwierdza wyraźnie widoczne ślady po zalaniu wodą – konserwator informuje, że jest to typowy obraz efektów zadziałaniu zaworów bezpieczeństwa chroniących piece przed zniszczeniem na skutek błędów programowania lub niewłaściwej obsługi.

Kotłownia - 28.03.2012 Zamknięte zawory instalacji ogrzewającej Zamek

W pewnym momencie przybiega szalenie rozwścieczony Wojciech Z. Ze stojącego przy wejściu do kotłowni stolika chwyta łom i zamachuje się na Andrzeja S. kończącego wymianę zamka, z kilkakrotnie powtarzanym okrzykiem „won mi stąd!” Zorientowawszy się, że za chwilę jego czyny będą filmowane odkłada łom, wyjmuje telefon i dzwoni po Policję.

Po przyjeździe funkcjonariusza M. rozpoczyna się wyjaśnianie zajścia. Policjant nie przyjmuje do wiadomości argumentów pracowników Imperio podtrzymując swoje stanowisko z lutego, że Wojciech Z. na podstawie posiadanych dokumentów może swobodnie dysponować dostępem do kotłowni, a pracownicy Imperio winni pozostawać bierni do czasu rozstrzygnięcia sporu przez sąd. Funkcjonariusz celem szybkiego i skutecznego zakończenia interwencji prosi pracowników Imperio o przekazanie kluczy do nowego zamka Wojciechowi Z. Tenże z kolei na pytanie czy po otrzymaniu kluczy nie będzie nikomu utrudniał dostępu do kotłowni w obecności policjanta stwierdza, że klucz wykorzysta do otwarcia drzwi, po czym wstawi własny zamek i uniemożliwi w ten sposób pracownikom Imperio wstęp. Zaraz dodaje, że jeżeli klucza nie otrzyma, to nie będzie problemu, bowiem obecnie zamontowany zamek rozwierci i wstawi nowy.

Z tego spotkania istnieje nagranie audio, które zapisał autor niniejszego materiału nieświadom wówczas swoich praw co do możliwości rejestracji w trybie wideo interwencji funkcjonariusza Policji podczas pełnienia obowiązków służbowych (funkcjonariusz grzecznościowo zapytany o zgodę na filmowanie nakazuje zaprzestanie nagrywania, czym – trudno określić czy świadomie – narusza prawo [ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. - art. 81. pkt. 2. w oparciu o ustawę kodeks karny z dnia 6 czerwca 1997 r. - art. 115. § 13.i § 19.]).

Powstaje patowa sytuacja, toteż funkcjonariusz M. tylko sporządza notatkę, legitymuje wszystkich uczestników zajścia i odjeżdża. W międzyczasie nadjeżdża grupa interwencyjna Stekop, jednakże po zapoznaniu się z sytuacją niebawem także odjeżdża.

Około 14:10 Wojciech Z. posługując się metalowym uchwytem do podnoszenia klap studzienek kanalizacyjnych wyłamuje drugie, metalowe drzwi do kotłowni służące jako wyjście ewakuacyjne, znajdujące się w obrębie małego podwórka budynku administracyjno-gospodarczego, przy czym dość poważnie uszkadza futrynę.

Mimo, że na to zdarzenie jest pewien niezależny świadek oraz dokumentacja audiowizualna, Wojciech Z. przekonuje nie tylko SARP, ale także wzbogaca swoją propagandową armatę o kartacza w postaci oskarżenia właśnie pracowników Imperio Polska o uszkodzenie tej futryny podczas zajścia z 28.03.2012 r.!

Po wejściu do środka Wojciech Z. przechodzi do głównego wejścia, otwiera je, spokojnie demontuje zamek kilka godzin wcześniej założony przez pracownika Imperio, montuje własny, a na koniec ajmuje się naprawianiem uszkodzonych przez siebie drzwi ewakuacyjnych i ich futryny.
Ponieważ skuteczna naprawa okazuje niemożliwa, Wojciech Z. zakłada od środka gruby łańcuch opasając nim uchwyt wewnętrzny drzwi i jedną z rur, na koniec zakłada na łańcuch kłódkę.

Łańcuch założony przez Z. - zdjęcie z 03.04.2012 Łańcuch założony przez Z. - zdjęcie z 03.04.2012

W kwestii zakładania łańcuchów i kłódek Wojciech Z. ma już duże doświadczenie. Jeden z pierwszych jego kontaktów z zabezpieczeniami tego typu ma miejsce już w lutym, kiedy to na bramę wjazdową zakłada drugi łańcuch z kłódką obok tych należących do Imperio Polska. Sytuacja taka wymaga, aby przy jej otwieraniu i zamykaniu obecni byli ochroniarze firmy Stekop (z pawilonu) oraz Hunters (z Zamku), względnie pracownik Imperio Polska.
Ochroniarze z obu budynków po kilku dniach dostrzegają totalny idiotyzm w tym pomyśle Wojciecha Z., więc początkowo poza jego wiedzą i zgodą dogadują się i zakładają jedno wspólne zabezpieczenie, po czym dzielą się kluczami.

Nieco wcześniej zakłada także komplet na furtce w ogrodzeniu zabezpieczającym dostęp do podziemnych zbiorników na gaz, za dzierżawę których płaci Imperio Polska i o których nie mówi jego umowa dzierżawy podpisana przez przedstawicieli SARP.

O zestawie kłódka + łańcuch na furtce prowadzącej do głównego wyłącznika prądu części mieszkalnej pawilonu pisałem już wcześniej.

Doświadczenie czyni mistrzem – na klatkach z filmu nakręconego kilka dni później cała instalacja wygląda przepięknie.

Wracając do tematu - po wszystkim wpada na pomysł, aby od tej pory parkować auto swojej partnerki bezpośrednio przed wejściem do kotłowni. Doskonale wie, że nikt z pracowników Imperio nie podejmie się naruszenia prywatnego mienia celem odsłonięcia przejścia. W jego oczach pracownicy zbytnio boją się odpowiedzialności karnej za naruszenie auta… Zaraz, zaraz, coś tu nie pasuje…

Zastanawiające jak to się ma do teorii Wojciecha Z. o urodzonych złodziejach i członkach mafii tworzących załogę Zamku. Niby gangsterzy i złodzieje, a będą bać się porysowania lakieru na aucie należącym do jego partnerki? Hmm… Gdybym był Wojciechem Z. powiedziałbym, że te bandziory boją się wybiórczo – trzęsą portkami przed jego mieniem, ale zupełnie nie lękają się wynoszenia antyków i zastraszania go…

Uśmiechnięty Z. - tuż po odzyskaniu dostępu do kotłowniW trakcie wymiany zamka Z. jest przez chwilę filmowany przez pracownika Imperio, o czym zostaje poinformowany w kontekście rejestrowania dokonywania bezprawnych czynności. Informację tę zbywa machnięciem ręki jednocześnie rozmawiając przez telefon z Mariuszem Ś. Informuje go, że „ponoć pracownicy Zamku” właśnie go filmują. Po tym, co słyszy w odpowiedzi, natychmiast chroni się we wnętrzu kotłowni… Czy to nie podejrzane?

Skąd powiedzenie „ponoć pracownicy Zamku”?

Otóż jakiś czas wcześniej Wojciech Z. wymyśla teorię, według której spółka Imperio wkrótce po zajściach z 10.02.2012 opuszcza Zamek i likwiduje działalność, bowiem jest powiązana z mafią pomorską (sopocką) – stąd nie może pozwolić sobie na pojawianie się w sądach i robienie wokół siebie hałasu (pogłoski o mafii sopockiej piorącej brudne pieniądze w Zamku powtarzane są do dzisiaj).
Z kolei porzuceni przez spółkę pracownicy zawłaszczają dla siebie Zamek kierowani przez Agnieszkę N. Zgodnie z tą teorią już nie pracownicy Imperio, ale cywilni złodzieje okupujący Zamek, zajmują się rozkradaniem jego mienia i okradaniem przyjeżdżających gości. Jednocześnie zaczynają zadłużać obiekt nie płacąc za żadne media.

Bandziorom tym wiedzie się doskonale – radośnie balują dniami i nocami w Zamku. Pewne jest też, że urządzają szalone orgie, bowiem Wojciech Z. widzi i nagrywa podczas wynoszenia antyków z obiektu i biegania nago po Zamku pracowników kiedyś Imperio Polska, a teraz Agnieszki N.

Z niekłamaną przykrością jednak informuje któregoś z policjantów w Tucznie podczas składania jednego z licznych w owym czasie doniesień, że nagrań tych nie może niestety pokazać, bowiem gdyby ujrzały światło dzienne niewątpliwie zostałby natychmiast w okrutny sposób zamordowany. Dlatego zapewnia, że nagrania ma, ale ich nie pokaże w trosce o swoje życie, życie jego partnerki oraz córki i psa.

Nawet nietoperze w Zamku żyją w ciągłym strachu przed pracownikami Imperio – to autentyk, żadna metafora czy przenośnia, pochodzi z oficjalnego donosu autorstwa Wojciecha Z.!

Donos taki pod koniec 2012 roku trafia do jednej z organizacji proekologicznych. Wojciech Z. skarży się, że pracownicy Zamku masowo mordują te sympatyczne skądinąd ssaki (to moje prywatne zdanie), urządzają na nie zasadzki, wyłapują, gonią, polują i dziesiątkami mordują. Więc należy niezwłocznie coś z tym zrobić, bo tak dalej być nie może!

Proponuję, ażeby przed piciem Wojciech Z. powstrzymywał się od wciągania… A przynajmniej spróbował upolować lecącego nietoperza. Aha, zapomniałem, one teraz śpią, więc można je po prostu setkami zgarniać do wora…

Niestety, Wojciech Z. zapomina zatroszczyć się o życie wiewiórek w parku. Chyba jest zupełnie bez serca – nie obchodzi go ich los! Zwykłe myszy ze skrzydełkami w rozmiarze XXL są dla niego ważniejsze - niedobry on, oj, niedobry…

Teorię o ucieczce Imperio Polska i przejęciu Zamku prywatnie przez Agnieszkę N. wspieraną w tajemnicy przez byłych udziałowców spółki jako sprawdzone i udowodnione zarzuty Wojciech Z. zaczyna rozpowszechniać wśród lokalnej społeczności, nie omieszkuje również przekonać o jej prawdziwości przedstawicieli SARP, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi ślepo wierzą temu człowiekowi do dziś, nawet w najbardziej niedorzeczne koncepcje.

Wszelkie takie rewelacje w środowisku SARP są powielane i szerzone przez Mariusza Ś., członka zarządu głównego stowarzyszenia, stąd pozostali członkowie nie mają podstaw, by wątpić w ich prawdziwość.

Jakież musi być później zdziwienie wielu ludzi, kiedy okazuje się, że Imperio Polska nadal istnieje, działa i stara się dowieść przed sądem krzywd, jakie spotkały spółkę i jej pracowników w efekcie działalności Wojciecha Z. i Mariusza Ś.

Rozpowszechnianie pogłosek o mafii w Zamku Tuczno jest interesującym posunięciem Wojciecha Z., bowiem z atakującego Imperio Polska niepostrzeżenie staje się ofiarą spółki w oczach tych, którzy mu wierzą, zaś samo Imperio Polska zaczyna mieć rozbudowywaną wokół siebie czarną otoczkę groźnej i niebezpiecznej organizacji, z którą należy kontaktu unikać, a w najgorszym razie ograniczyć do niezbędnego minimum. Jednocześnie pozwala na uwiarygodnienie do pewnego stopnia chwytliwego mitu, w którym Wojciech Z. kreuje siebie na bezbronną ofiarę nieuzasadnionej, śmiertelnie groźnej przemocy oraz zasłużonego bohatera walk z przestępczością zorganizowaną, dzielnego, odważnego, nie ustępującego na krok pomimo ryzyka przejścia do Walhalli dosłownie w każdej chwili.

Samo oświadczenie „to mafia, tylko ja mam odwagę z nimi walczyć” to nawet dla Wojciecha Z. za mało – musi uwiarygodnić takie twierdzenie, musi spreparować i zebrać jakieś dowody zbrodniczej działalności pracowników Zamku.

Na początek zatem postanawia wpleść do akcji wątek dziecka. Udaje się do szkoły podstawowej w Tucznie z żądaniem, aby szczególnym nadzorem objąć jego córkę, Julkę. W tym celu składa pismo, w którym informuje, że jedyną osobą, która może córkę ze szkoły odbierać jest on sam, nie wolno jej samej z terenu szkoły wypuszczać. Pismo swoje motywuje podejrzeniem, że pracownicy Imperio Polska jako mafia najprawdopodobniej planują porwanie jej i zmuszenie w ten sposób Z. do opuszczenia Tuczna.
Rzeczywiście, do końca roku szkolnego Z. samodzielnie córkę odbiera ze szkoły, co prawdopodobnie powoduje samoistnie powstawanie u niego coraz głębszej wiary w wymyślony przez siebie scenariusz.

Wkrótce po tych wydarzeniach Wojciech Z. zgłasza Policji, iż został mocno pobity przez... Agnieszkę N. Policjanci pytają: jak to możliwe, że drobna blondynka powaliła i obiła przysadzistego mężczyznę o masie na oko ponad 120kg? Okazuje się, że nie ważne jak, ważne, że naruszyła nietykalność osobistą Z. powodując u niego rozstrój zdrowia na okres blisko tygodnia. Postępowanie w tej sprawie wskutek ewidentnie fałszywego zgłoszenia (a formalnie braku podstaw do wszczęcia dochodzenia) zostaje umorzone.
W tym wypadku chodzi mu o to, aby móc jawnie budować czarny wizerunek spółki - nie jest istotne dla niego czy zdarzenie takie miało miejsce, ważne jest, że zostało zgłoszone Policji i można w tej sytuacji robić legalnie za ofiarę nieustannych napaści i prześladowań.

Niebawem pracownicy Imperio Polska dowiadują się, że córka Wojciecha Z...(wycięto 12.03.2013)

Po konsultacjach psychologiczno-pedagogicznych dotyczących skutków opisania w tym pamiętniku rewelacji o swojej córce wymyślonych i rozpowszechnianych publicznie przez ojca, zostałem poproszony o ukrycie tych informacji w trosce o dobro dziecka.

Przychylam się do opinii profesjonalistów i niniejszym usuwam ten fragment.

Aktualizacja 16.09.2015: Biorąc pod uwagę fakt, że związek Wojciecha Z. ostatecznie rozpadł się 2 lata temu, w efekcie czego jego konkubina wyprowadziła się na południe Polski razem z dzieckiem i psem, postanowiłem przywrócić usunięty fragment w oryginalnym brzmieniu, albowiem w miejscu zamieszkania jego córki i w jej otoczeniu sprawa Zamku jest praktycznie nieznana i w moim mniemaniu przywrócenie tego fragmentu obecnie niczym dziecku nie grozi, zaś jednoznacznie obrazuje do czego zdolny jest posunąć się ojciec w celu siania wrogiej pracownikom Zamku propagandy. Tym bardziej, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z faktu, iż informacja o problemach córki jest całkowicie wyssana z palca i powstała jedynie w celu uprawdopodobnienia przez Wojciecha Z. mieszkania pod Zamkiem w nieustannym stanie zagrożenia, zrobienia z siebie i najbliższych godnych współczucia ofiar...

Niebawem pracownicy Imperio Polska dowiadują się, że córka Wojciecha Z. zaczyna moczyć się w nocy ze strachu przed nimi. Problem poważny skoro ma ona ok. 10 lat. Pracowników Imperio ewentualne wystąpienie problemu nietrzymania moczu przez dziecko Wojciecha Z. i Anny S. absolutnie nie dziwi - dziecko mieszka w lokalu pozbawionym możliwości skutecznego oddzielenia go od patologicznie zachowujących się rodziców, niezwykle często narażona jest nie tylko na hałasy do późnej nocy, ale i na widok rodziców i ich gości w stanie po spożyciu alkoholu.
Do tego dochodzi codzienne – co gorsza, świadome - wmawianie dziecku fikcyjnego zagrożenia ze strony każdego, kto swobodnie do Zamku wchodzi i z niego wychodzi. Wydaje się, że problem można łatwo rozwiązać – jeszcze poza interwencją pracowników ośrodka pomocy społecznej i późniejszym ograniczeniem praw rodzicielskich.

Otóż absolutnie należy przestać karmić swoje dziecko fikcyjnym strachem i spożywać alkohol w jego obecności – najlepiej wrócić do siebie na Śląsk i spróbować odnowić kontakty z dzieckiem w przyjaznym z jego punktu widzenia otoczeniu. 

Nie ulega wątpliwości, że Matrix kreowany przez Wojciecha Z. i Annę S. najboleśniej dotknie właśnie ich córkę, która musi odnaleźć się w niezrozumiałym i najwyraźniej szalenie wrogim jej osobiście i jej rodzicom świecie.

Machina propagandowa prze naprzód – Wojciech Z. dorzuca kolejne węgle do jej pieca.

Obwieszcza i powtarza wszem i wobec, iż w Zamku pracownicy okradają gości z pieniędzy i przedmiotów, natomiast w przypadku dużych, dochodowych imprez paragon czy faktura wystawiana jest tylko w co trzecim przypadku, a resztą dochodu dzielą się pracownicy między sobą.

Próbując dociec podstaw umożliwiających wymyślenie takiego zarzutu nasuwa mi się jeden wniosek – Wojciech Z. w ten sposób zdradza część własnego planu na szybkie wzbogacenie się po przejęciu Zamku. Z tym zastrzeżeniem, że 66% dochodu zgarniać będzie sam, bez dzielenia się z kimkolwiek. Zarząd SARP, nieobecny wszak na miejscu, nie będzie w stanie na bieżąco kontrolować obłożenia gośćmi, kiepskie obroty zawsze można wówczas wytłumaczyć kiepskim zainteresowaniem pobytem w Zamku, po czym zrobić awanturę o konieczność dofinansowania z kasy SARP bieżącej działalności.

Miłość do zgarniania Wojciech Z. wielokrotnie udowadnia wynosząc towary czy wyposażenie Zamku, daje też temu wyraz obrabowując kilkukrotnie zamkowy sejf – na nieduże kwoty, 100-300 zł za każdym razem.

W kasie recepcji, gdzie przyjmowane są płatności za pobyty i imprezy oraz prowadzona drobna sprzedaż, przy każdym przekazaniu zmiany (czyli 2 razy dziennie) dokładnie zliczany jest stan gotówki oraz inwentaryzowany zapas towarów. Czasami znajdowane są nadwyżki pieniędzy. Są to drobne kwoty, zazwyczaj rzędu 5 – 30 zł, głównie w sezonie letnim. Ponieważ nadwyżka jest o niebo gorsza, niż manko w kasie, zawsze po jej ujawnieniu rozpoczyna się szczegółowe dochodzenie mające na celu ustalenie powodów jej wystąpienia.

Zwykle udaje się ustalić, iż w zamieszaniu i pośpiechu wywołanym oczekującym tłumem ludzi przy desku recepcjonista zapomina wybić paragon za sprzedaną kawę, piwo czy napój (stąd właśnie codzienna dwukrotna inwentaryzacja w tym miejscu) – najwyższy priorytet ma obsłużenie oczekującego gościa, pozostałe kwestie są na drugim planie.
Goście zwykle zostawiają drobne napiwki, których nie ma jak odebrać z powodu nieustannego braku drobnych monet, niektórzy też wstydzą się chować pieniądze do kieszeni w obecności gości i wrzucają wszystko do kasy starając się zapamiętać ile powinni później odebrać.
Po obsłużeniu w ten sposób w krótkim czasie kilkunastu czy kilkudziesięciu gości nie ma siły – zawsze traci się rachubę ile napiwków wpływa.

Po skorygowaniu różnic o wartość ewentualnie sprzedanych towarów, pozostałe nadwyżkowe kwoty uznawane są w całości za nie odebrane napiwki i zabierane do sejfu z myślą o podziale po równo pomiędzy pracowników, po uzbieraniu się bardziej konkretnych sum.
W sejfie leżą one obok pieniędzy pochodzących z normalnej sprzedaży.

Któregoś dnia menadżerka nabiera podejrzeń, że kwota z napiwków zaczyna się kurczyć, mimo że podziału między pracowników nie ma. Dlatego w obecności księgowej, Rusłany C., przez kilka dni codziennie przed wyjazdem do domu zlicza bardzo dokładnie stan gotówki i notuje. Po przyjeździe nazajutrz rano ponownie w obecności księgowej, przed przyjściem Wojciecha Z. pieniądze przelicza i porównuje z notatką z poprzedniego dnia.

Okazuje się, że ma rację – pieniądze znikają w czasie jej nieobecności. Nie raz, nie dwa, ale wielokrotnie w czasie tej kontroli. Jedyną osobą, która w czasie jej nieobecności ma dostęp do biura i zna kombinację do sejfu jest Wojciech Z. Wnioski niech wyciągnie z tego czytelnik.

Rozpytany w końcu na tę okoliczność przyznaje się, lecz tylko do jednorazowego wyjęcia gotówki w kwocie 300 zł i obiecuje zwrot - co nigdy nie następuje.

 

Wojciech Z. któregoś dnia w 2011 roku zabiera do wymiany w wałeckim kantorze większą ilość euro, którymi zapłacili za imprezę zagraniczni goście nie mający przy sobie złotówek. Są to sytuacje wyjątkowe, tym niemniej zdarzają się czasem.
Pieniądze te przez kilka dni leżą w sejfie, w tym czasie kurs euro znacząco idzie w górę. Po sprawdzeniu tabeli kursów w Wałeckich kantorach okazuje się, że po wymianie powstanie ok. 1.400 zł nadwyżki. Kwota ta ma zostać przekazana do podziału pomiędzy kilkunastu pracowników w charakterze napiwków.
Wojciech Z. pieniądze wymienia, a po powrocie zwraca do kasy tylko i wyłącznie równowartość imprezy wyrażoną w złotówkach na dzień zapłaty.

Zapytany o nadwyżkę informuje, że nie pamięta ile dokładnie złotych otrzymał przy wymianie, nie ma przy sobie wydruku z kantoru, więc nie wie teraz ile ona dokładnie wynosi i odda ją później. Mijają dni, tygodnie i miesiące, ale mijają niepotrzebnie – historia kończy się już na słowie „później”.

Jakiś czas po tym zdarzeniu w tajemnicy przed Wojciechem Z. podjęta zostaje decyzja, w myśl której przed każdym przyjęciem walut obcych wykonywany jest telefon do Urzędu Pocztowego w Tucznie prowadzącego kantor celem uzyskania informacji o aktualnym kursie, a wymiany waluty będę dokonywał ja, osobiście i niezwłocznie. W przypadku większych kwot zajmować się tym będzie menadżer Agnieszka N. wymieniając walutę w Wałczu.

W ten sposób Wojciech Z. traci jedno z kilku źródeł dodatkowego, nieopodatkowanego dochodu. Jeszcze kilka razy pyta przed wyjazdem do Wałcza czy jest euro do wymiany – zawsze słyszy, że nie.

 

Innym przykładem miłości Wojciecha Z. do zgarniania pieniędzy jest sprzedaż złomu w 2011 roku.
W podziemiach Zamku zmagazynowane były różne wycofane z użycia urządzenia kuchenne, przeważnie aluminiowe, z niektórych metal ten można wymontować, a resztę wyrzucić na śmietnik.

Któregoś dnia Z. podejmuje decyzję o posprzątaniu podziemi i likwidacji składowiska, a przy tej okazji sprzedaży odzyskanego metalu. Cały metal trafia na lokalny skup złomu. Wojciech Z. odbiera kilkaset zł, chowa do kieszeni i… i to już koniec tej historii.

Andrzej S., który bierze udział w sprzedaży i widzi Wojciecha Z. przyjmującego gotówkę bardzo długo wspomina ze złością ten dzień – komentuje wielokrotnie, że z szefa jest dopiero złodziej… S. zapewne liczył na podział, a tu niespodzianka – wszystko zgarnia szef i nawet niespecjalnie dziękuje.

 

Na przykładzie opisanych wyżej historii można śmiało wnioskować, iż w 2012 roku buduje wizerunek pracowników Imperio Polska na swój własny obraz i podobieństwo, przy czym dla zwiększenia siły rażenia znacznie go przerysowuje i karykaturalizuje, aby uzyskać obraz Zamku, w którym po prostu jest samo okrutne i niezaprzeczalne zło…

Począwszy od wiosny 2012 roku Wojciech Z. nieustannie i przekonywująco opowiada, nie tylko znajomym, jakoby nieustannie był zastraszany przez pracowników Zamku – składa nawet doniesienie o podobnej treści na posterunku w Tucznie.
Na pytanie w jak to wygląda informuje, że wielokrotnie widzi jak pracownicy Zamku w jego pobliżu przyjmują groźne postawy i miny… Funkcjonariusz słysząc to ma prawdziwy problem z opanowaniem śmiechu!Jako osoby najgroźniejsze z wyglądu Z. wskazuje dwóch pracowników zatrudnionych do ochrony Zamku, Mateusza K. i Tomasza M.
Policjant pozwala sobie na komentarz, w którym informuje Z., że Tomasz M. to syn komendanta posterunku w Tucznie, znany osobiście przyjmującemu zgłoszenie, toteż pojawiają się uzasadnione wątpliwości co do jego zasadności.

Wojciech Z. tymczasem… zaczyna wydzierać się i kłócić z funkcjonariuszem – rzekomo zna bardzo dobrze syna komendanta i z całą pewnością nie jest to ten chłopak, który groźną miną zastrasza Z.

Trudno zgadywać co Wojciech Z. chce osiągnąć tym zgłoszeniem poza skompromitowaniem się - Tomasz M. rzeczywiście pracuje dla Imperio Polska w charakterze ochrony obiektu przez kilka miesięcy 2012 roku.
Nikt o zdrowym umyśle, choćby żył w ciężkiej depresji i bał się wszystkiego, łącznie z własnym cieniem, nie powiedziałby, że ten sympatyczny chłopak jest w jakikolwiek sposób dla kogokolwiek groźny, a tym bardziej potrafi wzbudzić śmiertelny strach swoją aparycją.

Nie wiadomo jak tok ma dalsze postępowanie w sprawie tego zgłoszenia, prawdopodobnie nie zostaje wszczęte żadne dochodzenie, bowiem o sprawie nikt nigdy więcej nie słyszy – za wyjątkiem osób spotykanych przez Wojciecha Z., który nader często w rozmowach podkreśla w jak wielkim stanie zagrożenia życia i zdrowia od kilku miesięcy żyje walcząc z mafią… Propagandowa machina pędzi dalej.

Gra na ludzkich uczuciach poprzez dowodzenie zagrożenia, szczególnie dla dziecka, nie byłaby pełna, gdyby nie było także zagrożenia dla jej matki - partnerki Wojciecha Z. Toteż niebawem pojawiają się w okolicy pogłoski, że Anna S. poważnie obawia się napaści i pobicia przez pracowników Zamku… O gwałcie nic nie wspomina, toteż można domyślnie przyjąć, że w tym wypadku nie będzie miała nic przeciwko...

 

Lokalna społeczność i pracownicy urzędów nie mając możliwości weryfikacji tych pogłosek, a bombardowani nimi na co dzień, zaczynają powoli przyjmować do wiadomości brednie Wojciecha Z., na wymyślanie których poświęca gros swojego czasu, biorąc za to przy okazji pieniądze z kasy SARP.
Knowacz zaczyna osiągać powoli propagandowy sukces, urzędy państwowe zaczynają odwracać się od spółki Imperio Polska plecami, zwłaszcza wałecka prokuratura oraz okoliczne posterunki Policji. Na interwencje do Zamku nikt nie ma ochoty przyjeżdżać. Nie wiadomo czy policjanci boją się konfrontacji z rzekomą mafią sopocką, czy szkoda im czasu na wysłuchiwanie bzdurnych oskarżeń z ust Wojciecha Z., który najwyraźniej liczy na to, że lokalna społeczność przyjdzie któregoś dnia pod Zamek i wszystkich pracowników Imperio wywiezie na taczkach, co pozwoli mu na powrót na fotel dyrektorski w pełnej glorii i chwale, z pominięciem wszelkich procedur.

Z. wówczas zostanie bohaterem, będą o nim śpiewać pieśni i pisać peany, otrzyma tytuł honorowego obywatela miasta, w urzędach zawisną jego portrety obok Orła Białego, na rynku stanie pomnik heroicznej walki z dziękczynną tablicą, zostanie szeroko znaną i majętną osobistością zapraszaną na prestiżowe imprezy, na „ty” zwracającą się do burmistrzów, starostów, wojewodów...

Takie są – nieco przejaskrawione – marzenia Wojciecha Z. Z postaci nikomu nieznanej na Śląsku, popadłszy w konflikt z prawem i partnerami biznesowymi, bankrutując i tracąc wszystko – przyjeżdża do Tuczna i tu smakuje wyżej opisanego życia przez ok. 1,5 roku. Tak bardzo przypada mu ono do gustu, że wkrótce popada w istny nałóg! Dziś nadal cierpi z powodu problemów poodstawiennych.

Nie dziwi zatem jego upór w dążeniu do odzyskanie wszystkiego, co stracił 11.01.2012 r.

*

03.04.2012. Ponowne odzyskanie dostępu do kotłowni.

Zbliżają się święta wielkanocne, pracownicy Zamku przygotowują się do podjęcia w nadchodzącym tygodniu pierwszych gości, którzy zechcieli spędzić je w miłej, zamkowej atmosferze. Dostęp do kotłowni nadal Z. blokuje autem, terenu pilnują ludzie z firmy Stekop. Do Zamku przyjeżdża prokurent Imperio Polska, Grzegorz K., mający nadzieję na rozwiązanie problemu ogrzewania interweniując samodzielnie na miejscu – wygląda na to, że nie zdaje sobie sprawy z trudności, z jakimi borykają się pracownicy spółki.

Przypadek sprawia, że Wojciech Z. na krótko około południa odjeżdża blokującym wejście autem. Nie tracąc czasu delegacja pracowników udaje się do drzwi kotłowni i podważając je wysadza z zawiasów. Po ich zestawieniu rozpoczyna się montaż nowego zamka – pracownicy przy tym żartują, że ich sprzedawcy w Tucznie robią niezły biznes, bowiem na tę chwilę nikt już nie pamiętał ile razy w obrębie budynku administracyjno-gospodarczego zakładane były nowe zamki, kłódki i łańcuchy począwszy od 6. lutego 2012.

Ciężko pobici pracownicy Stekop - nieźle się jednak trzymają...Wcześniej drzwi do kotłowni broni pracownica firmy Stekop, która po kilkukrotnie powtórzonej prośbie o odstąpienie odchodzi próbując się przepychać, m.in. potrącając po drodze prokurenta spółki, Grzegorza K.

Jak się później pracownicy Imperio dowiadują, Wojciech Z. opowiada na komisariacie w Tucznie o napaści i ciężkim pobiciu nie tylko tej przepychającej się pracownicy, ale także jej partnera przebywającego w tym czasie w dyżurce urządzonej w studio A… Na domiar złego przepychanki, rzekomo także z nim, okraszone są ponoć bardzo wulgarnymi wyzwiskami i napastliwymi określeniami. Na świadków zajścia wskazuje m.in. osoby noszące czapki-niewidki.

Poznając treść zeznań Wojciecha Z. zarządowi Imperio Polska sugeruję któregoś dnia, aby w razie wpłynięcia kolejnych zgłoszeń na Policję każdorazowo żądali ponownego przesłuchania tego człowieka w obecności psychologa lub psychiatry, czego nie można odmówić żądającemu. To by pozwoliło budżetowi państwa zaoszczędzić sporo pieniędzy na wciąż umarzanych postępowaniach i procesach kończących się ostatecznie - zawsze po kilku posiedzeniach sądu - uniewinnieniem poszczególnych pracowników Imperio.

Natenczas Imperio Polska nie chce robić z Wojciecha Z. pacjenta oddziału psychiatrii żadnego ze szpitali wiedząc, że jednostki te później nie uwolnią się od tego człowieka jeżeli spodoba mu się pobyt na oddziale obserwacyjnym. Wiadomo – darmowe całodzienne wyżywienie, ciepło, media, ubranie, dragi, nic do roboty… a on jedyny tam normalny.

Po wejściu do kotłowni rozpoczynają się kolejne oględziny i audiowizualne rejestrowanie stanu urządzeń, który nie uległ widocznym zmianom od poprzedniego wejścia kilka dni wcześniej – jedyna zmiana to uszkodzenia drzwi ewakuacyjnych i pojawienie się przy nich łańcucha założonego przez Wojciecha Z., o założenie którego Wojciech Z, później oskarża pracownika Imperio Polska. Odnosi się powoli wrażenie, że pracownicy Imperio żyją w czymś w rodzaju Matrix – alternatywnej rzeczywistości już całkowicie wykreowanej przez człowieka będącego samozwańczym Bogiem - doktorem, który ma jakąś tam, kontrolę nad nią, ale nie jest świadom konsekwencji własnych decyzji.

Podczas wynoszenia i zwracania Wojciechowi Z. różnych prywatnych przedmiotów zmagazynowanych w kotłowni daje się co chwilę słyszeć jego krzyki informujące o tym, że „właśnie jestem okradany, moje mienie jest niszczone”, „patrzcie ludzie, nagrywajcie, róbcie zdjęcia jak mnie okradają”, i temu podobne slogany. Niestety, nic poza wykrzykiwaniem kolejnych fantazyjnych oskarżeń w tej chwili nie pozostaje mu do roboty, dlatego wkrótce na moment znika.

Niebawem Z. wraca, rozpoczyna dość krótką dyskusję z prokurentem Imperio, tradycyjnie już wzywa Policję. Sytuacja – podobnie jak wcześniej – kończy się patem poprzez brak szans na jednoznaczne rozstrzygnięcia kto może, a kto nie może władać kotłownią. Pod jej drzwiami pojawiają się jednocześnie pracownicy dwóch firm ochroniarskich, których zadaniem jest uniemożliwienie drugiej stronie wejścia do kotłowni.

Prowadzone w tym czasie prywatne rozmowy zupełnie nie wykazują żadnej wrogości, a wręcz przeciwnie – pracownicy Stekop, Hunters i Imperio wzajemnie żartują i komentują sytuacje z życia w i poza Zamkiem…

Najpilniej strzeżony obiekt w powieciePracownicy Imperio postanawiają skopiować pomysł Wojciecha Z. i zabezpieczyć dostęp do drzwi ustawiając służbowe auto spółki Imperio, ale skutecznie im to uniemożliwia ochrona Stekop. Ponoć ledwo żywa i ciężko pobita wg zeznań Wojciecha Z. pracownica Stekop skutecznie blokuje własnym ciałem możliwość wstawienia auta przed drzwi kotłowni, co zostaje uwiecznione na nagraniu wideo wykonanym przez Agnieszkę N. Owa ledwo żywa ochroniarka śmieje się i żartuje później z pracownikami Imperio na temat zaistniałej sytuacji. W nocy Imperio Polska częstuje wszystkich świeżo upieczoną pizzą, zarówno własnych pracowników, jak i ochroniarzy wynajętych przez Wojciecha Z. Przez wiele następnych dni kotłownia Zamku Tuczno jest najpilniej strzeżonym obiektem w powiecie wałeckim, a kto wie, czy i nie w całym województwie zachodniopomorskim.

Pat trwa. Znajdując się na miejscu mam okazję na dłuższą rozmowę z Wojciechem Z. W jej trakcie staram się zweryfikować czy rzeczywiście to on rozpowszechnia różne zasłyszane przez pracowników Imperio pogłoski oraz czy faktycznie wierzy i podtrzymuje wszystkie niedorzeczne zarzuty względem nie tylko spółki, ale i zwykłych pracowników.

Niestety, wszystkie moje obawy zostają potwierdzone. Wojciech Z. zdaje się nie tylko obstawać przy swoich konfabulacjach i teoriach, ale wręcz fanatycznie w nie wierzyć.

Kolejny raz potwierdza, że jego celem jest nie tyle wyrzucenie Imperio z Zamku (bo to stanie się przy okazji), ale zniszczenie spółki. W związku z tym monitował, monituje i będzie wciąż monitował wszelkie możliwe organizacje i organy kontrolne o zajęcie się spółką w oparciu o jego konfabulacje (nazywane przezeń uzasadnionymi podejrzeniami), które w niniejszym materiale przytaczam w różnych miejscach w dosłownym brzmieniu. Trudno sobie wyobrazić, aby jeden człowiek zdołał wymyślić wszystkie te historie, stąd także na podstawie obserwacji w terenie założyć można, ze od czasu do czasu Wojciech Z. i Anna S. urządzają ze znajomymi coś na kształt burzy mózgów, w czasie której jedynym zadaniem jej uczestników – poza polewaniem do pustych naczyń – jest „siedzieć i knuć”. Stąd ich opowieści są ciekawe, pełne dramaturgii, dopracowane i zazwyczaj spójne wewnętrznie.

Wracając do rozmowy - najbardziej interesuje mnie kwestia nie opłacania przez Imperio składek ZUS. Wojciech Z. przekazuje do SARP i rozpowszechnia pogłoskę o tym, że spółka nigdy tych składek nie opłacała. Informuję go zatem, że wyciąg z mojego konta emerytalnego mówi co innego – do końca 2010 mam opłacone składki.

Z. na chwilę wygląda na zbitego z tropu, więc kontynuuję i pytam dlaczego przestał te składki opłacać w 2011 roku? Wszak twierdzi, że to spółka jest winna stanowi rzeczy i wydaje się pomijać najbardziej istotny fakt – to on posiadał dostęp do konta spółki i został wyznaczony do dokonywania tych płatności.

Tu już rezon Wojciechowi Z. wraca, ponieważ ma gotową odpowiedź, której nie można w żaden sposób zweryfikować – to zarząd spółki nakazał mu nie płacenie składek ZUS w celu minimalizacji kosztów działalności, a na dodatek zażądał od niego zatrudniania ludzi wyłącznie na czarno (sic!), mimo że w owym czasie pracowników etatowych była ledwie garstka, a wszyscy mieli stawki o wysokości płacy minimalnej lub nieznacznie wyższej, z czego w zimie 2011 r. niektórzy przebywali na urlopach bezpłatnych, a reszta podpisała aneksy zmieniające wymiar czasu pracy na pół etatu…

O jakich zatem kosztach mowa, skoro niespodziewanie, zupełnie wbrew oczekiwaniom Zamek organizował imprezy „wpadające” z dnia na dzień (mniej więcej co tydzień lub dwa) i miał dochody?

Kilka miesięcy później ktoś (nie pamiętam już czy policjant czy inspektor któregoś z urzędów) rozpytuje o jakieś zeszyty, w których rzekomo notowane są godziny pracy i wypłaty osób zatrudnianych na czarno przez spółkę Imperio Polska. Przypomina mi się, że Wojciech Z. w kwietniu wspomina o koncepcji z 2011 roku zatrudniania w ten sposób ludzi, który jednak nigdy nie wchodzi w życie z powodu braku możliwości zaksięgowania wydatków związanych z wypłatami, co uświadamia mu księgowa, Rusłana C.

Pomysł zatrudniania „na zeszyt” nie jest oryginalną koncepcją Wojciecha Z. – w zamkowym archiwum znajduje się co najmniej 1 sztuka zapisków prowadzonych kiedyś przez dyrektora Zamku z ramienia SARP. Widocznie stowarzyszenie miało sposób na księgowanie wypłat dla nielegalnych pracowników.
Wojciech Z. pomimo braku jakichkolwiek dowodów informuje o zatrudnianiu „na czarno” przez spółkę Imperio Polska nie tylko różne instytucje, ale tez i SARP – jakkolwiek nie wiadomo co stowarzyszenie miałoby z taką wiedzą robić. Nie szkodzi, że proceder taki wg mojej wiedzy nigdy nie miał miejsca w Imperio Polska – zgodnie z logiką Wojciecha Z. mógł mieć, a więc na pewno miał i nic nie stoi na przeszkodzie, aby ogłaszać swoje odkrycie jako sprawdzony fakt. Wszak nikt nie będzie w stanie zweryfikować tych słów - brak dowodów nie stanowi o niewinności, zaś „smród” wokół spółki zawsze jakiś zostanie. A o to właśnie chodzi w wojnie propagandowej.

Wracając do mojej kwietniowej rozmowy z Wojciechem Z. –w dalszym ciągu podtrzymuje swoją decyzję o nie rozliczeniu ok. 14.000 zł pobranych zaliczek gotówkowych z kasy recepcji. Motywuje to brakiem formalnie wypłaconej premii rocznej za 2011, która była mu ustnie obiecana przez udziałowców Imperio Polska, wskutek czego uznaje, że pieniądze te to jego premia pobierana samodzielnie w ratach, a zatem spółka domagając się ich zwrotu czyni to bezprawnie…

Zapytany o przyczyny odmowy zwrotu przedmiotów należących do spółki Imperio – w tym momencie już stanowiących mienie przywłaszczone - przyznaje się do ich świadomego i celowego zatrzymania, jak to mówi dosłownie: „na poczet zaległości względem SARP”. Innymi słowy okazuje się nagle, że Wojciech Z. posiada uprawnienia tożsame z komorniczymi, a majątek ma prawo zajmować bez wyroku czy jakiegokolwiek urzędowego nakazu. Słysząc to przychodzi mi do głowy myśl, że kradzieże nagle stają się łatwe i przyjemne – można komuś zakosić bezczelnie podczas włamania np. wieżę stereo i pozostać bezkarnym twierdząc, że została ona w ramach czynu publicznie pożytecznego zabezpieczona na poczet bliżej nie określonych długów okradzionego… To, że okradziony długów nie ma nie znaczy, że nie będzie miał, a zatem już teraz trzeba zabrać mu co się da...

Identyczna sytuacja oparta na podobnym założeniu ma miejsce w lutym – Wojciech Z. zamawia na koszt SARP opał, co zgodnie z jego teorią uprawnia go do przejęcia na własność kotłowni i systemu grzewczego. Upraszczając – jeżeli podejdę do pierwszego lepszego auta, wleję doń trochę paliwa, to auto staje się moją wyłączną własnością, bowiem może poruszać się tylko dzięki mnie. Tak w skrócie przedstawia się logika postępowania Wojciecha Z.

Widząc, że fanatyczna wiara w słuszność własnych teorii i związanych z nimi poczynań uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję mającą na celu obalenie choćby jednej z nich, zadaję tylko pytania i słucham odpowiedzi. Próbuję niekiedy polemiki, ale nie widzę szans na uzyskanie jakiegokolwiek efektu – przekonuję się kolejny raz, że żadna dyskusja z tym człowiekiem nie przyniesie absolutnie żadnego efektu i nie ma szansy osiągnięcia kompromisu w nawet najmniej istotnych kwestiach. Znają ten problem wszyscy, którzy próbowali wyrwać z sekty fanatycznie wierzącego krewnego – bez pomocy wielu służb, a szczególnie psychiatry, nie ma takiej możliwości.

 

W późniejszym czasie Wojciech Z. przekonuje zarząd SARP do oskarżenia pracownika Imperio, Andrzeja S., m.in. o włamanie, zniszczenie mienia w postaci drzwi i zamka (straty szacuje na kwotę 300 zł, co ma pomóc w przekonaniu sądu o wystąpieniu przestępstwa, a nie wykroczenia – jednak w materiale wideo nagranym tego dnia próżno szukać jakichkolwiek uszkodzeń), o pobicie kobiety zatrudnionej przez Stekop do ochrony wejścia (która później sfotografowana w różnych okolicznościach nie wydaje się być ofiarą przemocy), o założenie łańcucha na drzwi ewakuacyjne (tutaj proponuję pobranie z niego odcisków palców – okaże się wówczas kto miał go w dłoni, jakkolwiek prawdopodobnie w chwili czytania tego zdania Wojciech Z. rozgląda się już za ściereczką i za moment na łańcuchu nie będzie nawet jednego pyłku kurzu).

Mimo, że wszystkie zarzucane czyny stanowią fałszywe oskarżenia, sprawa ciągnie się do dzisiaj, bowiem sąd w Wałczu opierając się wyłącznie na tezach oskarżyciela, bez zbadania dowodów i przesłuchania świadków mogących świadczyć na korzyść oskarżonego wydaje wyrok zaoczny skazujący Andrzeja S. na karę grzywny. Ponieważ w tym przypadku odmówiono oskarżonemu możliwości obrony i nie zastosowano doktryny domniemania niewinności, błaha sprawa oparta o fałszywe oskarżenia ciągnie się 11 miesięcy.

Na skutek przejęcia przez Imperio dostępu do kotłowni i stwierdzenia braku możliwości ogrzewania Zamku w tym dniu kończy się notowanie temperatur panujących w Zamku i jednocześnie podejmuje decyzję o sprowadzeniu uprawnionego serwisu do sprawdzenia stanu i podjęcia naprawy instalacji.

 

W nocy z 3. na 4. kwietnia 2012 r. wykorzystując nieuwagę pracowników firmy ochroniarskiej Stekop pracownicy Imperio przepychają auto służbowe pod drzwi kotłowni i w ten sposób zabezpieczają je przed możliwością wtargnięcia do środka Wojciecha Z. – podobnie jak Z. wobec pracowników Imperio, tak pracownicy Imperio wobec Z. są przekonani, że nie dokona on zamachu na niewątpliwie własność prywatną, czy to poprzez jej naruszenie (przepchnięcie auta), czy przejście niej (uszkodzenie nadwozia).

 

*

04.04.2012. Nieudana próba naprawienia uszkodzonej instalacji grzewczej.

Serwisant firmy Viessman wśród ochroniarzyDo Zamku przyjeżdża wezwany przez Imperio Polska serwisant firmy Viessman. Otrzymuje zlecenie dokonania przeglądu i napraw umożliwiających doprowadzenie ogrzewania do obiektu. Pracownicy firmy ochroniarskiej Stekop na polecenie Wojciecha Z. uniemożliwiają mu wejście do kotłowni zastawiając ciałami drogę umożliwiającą odstawienie blokującego wejście auta, a po udzieleniu serwisantowi zgody na przejście po aucie przeciskając się pomiędzy samochodem a ścianą, by zastawić drzwi.

Ze strony Imperio na pomoc wezwana zostaje grupa interwencyjna Hunters, ale nie jest w stanie nic zrobić bez naruszania przepisów prawa… Po dłuższym czasie bezproduktywnego oczekiwania i nie widząc możliwości wykonania zlecenia serwisant podejmuje decyzję o wyjeździe, wcześniej jednak sporządza protokół z wizyty.

Szalenie zniesmaczeni tą sytuacją i pełni obaw o stan obiektu pracownicy Imperio Polska zatrudnieni w Zamku piszą odezwę od wszystkich oddziałów SARP, niektórych mediów i polityków z prośbą o jakąkolwiek pomoc w rozwiązaniu konfliktu i umożliwienie funkcjonowania Zamku. Jako głównego sprawcę problemów widzą Wojciecha Z., który w dużej części zmanipulowany przez Annę S. i wykorzystywany przez Mariusza Ś. dopuszcza się świadomie wszystkich czynów.

Pracownicy w odezwie piszą:

„Bardzo prosimy o ratunek dla Zamku poprzez wpłynięcie na zarząd Stowarzyszenia Architektów Polskich, aby w trybie pilnym usunął z terenu Zamku pana Wojciecha Z., zatrudnionego tu przez SARP dla nadzoru właścicielskiego i przysłał tu człowieka uczciwego i kompetentnego, lub nie miej pilnie porozumiał się ze spółką Imperio Polska w zakresie sporu dotyczącego wypowiedzenia umowy dzierżawy.”

W dalszej części następuje uzasadnienie niewłaściwości zatrudnienia Z. przez SARP oraz krótki opis jego dotychczasowych szkodliwych dla Zamku działań. Warto zauważyć, że pracownicy formalnie nie opowiadają się po żadnej ze stron prosząc wyłącznie o zmianę kadrową ze względu na osobisty interes i wendettę Wojciecha Z. godzącą nie tylko w dobre imię Zamku w Tucznie, ale i prowadzącą do degradacji obiektu w dłuższej perspektywie, co powinno pozwolić na wznowienie normalnej działalności Zamku.

Apel pracowników

Apel pracowników

Czyżby cała dziewiątka podpisanych pod apelem pracowników (oraz ci, których danego dnia nie było w pracy) myliła się i niesprawiedliwie oceniała postawę, sylwetkę i motywacje Wojciecha Z.?
Sąd Pracy w Szczecinku potwierdza, że pracownicy w swojej ocenie nie mylą się, mimo że Wojciech Z. usilnie przekonywał, iż zeznania świadków są fałszywe i zostały spreparowane po długotrwałym i intensywnym szkoleniu ich przez spółkę Imperio Polska...
W tym miejscu należy uśmiechnąć się z politowaniem.

 

*

05.04.2012. Mariusz Ś. odpowiada na odezwę.

Mariusz Ś. w imieniu SARP odpowiada na pismo pracowników, prawdopodobnie przesyła je także do wiadomości regionalnych oddziałów SARP (wskazuje na to nagłówek pisma), jakkolwiek demaskując kolejne kłamstwa w tymże piśmie można mieć wątpliwości czy rzeczywiście pismo to lub takie trafiło do wymienianych adresatów. Faktem jednak jest, że w późniejszym czasie niemal wszyscy członkowie SARP wyznają bezgraniczną wiarę w zacytowane poniżej 11 przykazań Mariusza Ś.

Dlaczego właśnie on odpowiada? Ani ówczesny prezes SARP, ani jego sekretarka – o ile ma takową - nie mają absolutnie najmniejszego pojęcia co się dzieje w Zamku. Wiedzą tylko tyle, ile mówi im Mariusz Ś. – tj.: złe Imperio okupuje Zamek, niszczy go i rozkrada.
Nikt z zarządu - poza Mariuszem Ś. i Anną B. – nie zna Wojciecha Z. i nie ma bladego pojęcia co robi, gdzie i dlaczego. Dlatego Mariusz Ś. informujący SARP o tym, że zajmie się sprawą, przynosi wszystkim ulgę i możliwość zapomnienia o sprawie.

Jako ciekawostkę można dodać, że Mariusz Ś. sporządzając to pismo w dokładnie co drugim nazwisku - nie tylko pracowników Zamku, ale i udziałowców spółki Imperio - popełnia błąd! Niestety, ze względu na prywatność wspomnianych osób nie można sobie w tym miejscu pozwolić na udowodnienie tej kompromitacji - wydawałoby się - wykształconego i bardzo dokładnego człowieka, jakim winien być architekt.
Nie ma także pewności, że pismo owe rzeczywiście sporządza Mariusz Ś. - nie składa na nim własnoręcznego podpisu. Możliwe, że obawia się już na tym etapie konsekwencji podpisywania się pod oczywistymi dla pracowników Imperio kłamstwami. Tym niemniej figuruje jako autor, stąd domyślnie przyjmuję, że tak też faktycznie jest.

Odpowiedź Mariusza Ś.

Odpowiedź Mariusza Ś.

Odpowiedź Mariusza Ś.


Kłamstwo 1: „SARP [będący] wyłącznym właścicielem obiektów (Zamku i Budynku administracyjnego z kotłownią)”.

Co na to Najwyższa Izba Kontroli? Przypomnę wcześniej cytowane pismo organu:

Pismo NIK

Można domniemywać, że Mariusz Ś. takimi stwierdzeniami buduje sobie m.in. podwaliny pod przyszłą walkę o eksmisję Wojciecha Z., który niewątpliwie po zakończeniu współpracy z SARP nie usunie się z terenu Zamku bez walki. Buduje też w ten sposób wizerunek siebie i SARP jako ofiary naruszeń mienia.

Buduje i upowszechnia kreowaną przez siebie i Wojciecha Z. propagandę.


Kłamstwo 2: „w dniu 10.02.2012 SARP skierował wystąpienie na drogę prawną i egzekucyjną”.

Przez co najmniej miesiąc SARP nigdzie nie występuje za wyjątkiem bliżej nie określonego doniesienia w komisariacie w Tucznie lub Wałczu, które daje jedno wielkie i okrągłe nic.

Imperio Polska bardzo długo czeka na jakikolwiek pozew, aby dowiedzieć się jakie są przeciwko firmie zarzuty i ustosunkować się do nich. Nie doczekawszy się spółka jako pierwsza 27.02.2012 sporządza pierwsze pismo procesowe.


Kłamstwo 3: „Spółka Imperio Polska, Sp. z.o.o. jak i inne podmioty (w tym działające w imieniu i na rzecz tej Spółki) zajmują ww. obiekt Zamku”

Pytanie: jakie inne podmioty? Czyżby w Zamku działalność prowadziły jeszcze jakieś inne firmy - duchy? Na podstawie zdobytych później informacji można wnioskować, że Mariusz Ś. przyjmuje i upowszechnia wcześniej opisaną konfabulację Wojciecha Z., w myśl której Imperio Polska wycofuje się z Zamku jeszcze w lutym, zaś obecna Dyrektor Zamku Agnieszka N. otwiera z pomocą byłej spółki własną działalność zatrudniając na czarno porzuconych przez nią pracowników, w efekcie czego okupuje Zamek na własną rękę, w tajnej współpracy z ex-Imperio Polska.

 

Kłamstwo 4: „Bezpośrednim powodem wypowiedzenia umowy było: (…)[m.in.] rozpoczęcie robót budowlanych (…) Kontynuowanie robót przez nieuprawnione osoby groziło m.in. katastrofą budowlaną i zagrożeniem życia w wyniku przekroczenia obciążenia wytrzymałości stropu nad przykryciem pomieszczenia podziemia”.

PodmurówkaWarto w tym miejscu zapytać co na zarzut braku uprawnień powie znana i renomowana firma R. z Bydgoszczy działająca od lat w branży ciepłowniczej, która w całej Polsce zbudowała już ponad 160 profesjonalnych instalacji. Abstrahując od tego wątku, do dziś nie wiadomo co miałoby być powodem katastrofy budowlanej przykrycia stropu. Jedyne prace, jakie w tamtym miejscu wykonano, to zbudowanie fragmentu podmurówki w podziemiach, co wręcz wzmacniać miało samo przykrycie (prace nad nią wstrzymane zostają tuż po zwolnieniu Wojciecha Z., który nadzorował jej wykonanie).

Mariusz Ś. przy okazji marcowej wizyty ogląda to miejsce i fotografuje, zatem kłamstwo jest jak najbardziej świadome. Temu panu przypominam o istnieniu Kodeksu Etyki Architekta SARP i uprzejmie proszę o zapoznaniu się z jego zapisami, z nadzieją na ich przestrzeganie.

Kłamstwo 5: „Spółka Imperio Polska Sp. z o.o. nie płaciła od 2009r do 2012r obowiązkowych świadczeń, tj. składek ZUS, FUS i FPiFGŚP oraz podatków z tytułu zatrudnienia pracowników w Zamku”

Składek tych(ZUS) świadomie nie odprowadzał wyłącznie Wojciech Z. zatrudniony wówczas przez Imperio Polska i odpowiedzialny za politykę finansową Zamku, a zaprzestał tego dopiero z początkiem 2011 roku.

Co należy rozumieć przez „podatek z tytułu zatrudnienia pracowników w Zamku” trudno dociec. Być może chodzi tutaj o podatek dochodowy pracowników wykazywany w PIT-11, ale ponieważ wszystkie składki z tytułu podatków są na bieżąco rozliczane, nie ma pewności co Mariusz M. ma na myśli.

Możliwe, że Wojciech Z. podsunął mu kolejną, chwytliwą konfabulację, której nie potwierdzają dokumenty PIT-11 otrzymywane każdego roku przez pracowników i do których żaden z nich nie ma dostępu. Skoro nie ma dostępu, to nie istnieją. Skoro nie istnieją, to podatki nie są odprowadzane. Logiczne?


Kłamstwo 6:W czasie spotkania w Zamku w 2011 r. w rozmowie bezpośredniej [udziałowców Imperio – przyp. red.] z przedstawicielami SARP padło stwierdzenie, iż panowie W. [błąd w nazwisku – przyp. red.] i K. sprzedając część obrazów z Zamku pozbyliby się długów, co wg mojej opinii świadczy o ich dyskwalifikującej postawie etycznej jako partnera SARP.”

Z kolei zdaniem udziałowców Imperio Polska, jak i pracowników firmy świadczy to o nieetycznej postawie Mariusza Ś., który luźny dowcip zaserwowany w czasie rozmowy przekształca w poważną groźbę.

Jak to wyglądało:

SARP:    - A co macie zamiar zrobić, aby wyjść z długów?
W.:         - A sprzedamy kilka obrazów z Zamku! [uśmiechy]

Po czym rozmowy toczą się dalej. Jak widać nawet niewinny żart może być czasem wykorzystany jako dowód złych intencji…

Nasuwa się pytanie: po której stronie intencje są złe, zwłaszcza w konfrontacji z niedoszłym do skutku projektem „Kasztelania Tuczno”, którego pomysłodawcą i organizatorem spotkań na ten temat w listopadzie 2011 r. był nie kto inny, jak W. Więcej na temat projektu można przeczytać tutaj:

http://www.ziemiawalecka.pl/news/Z_Miast_i_Gmin/Kasztelania_Tuczno/1,1,419,index.html i tutaj:

http://www.pojezierze.com.pl/content.php?cms_id=5256&lang=pl&sid=0c38a5d47d8939c7cab2c068465b513c&dzial=8902

 

Kłamstwo 7: „W zimie 2009/2010 r. w wyniku braku zamówionego gazu i niedbałości ze strony Imperio Polska Sp. z o.o. doszło do zamrożenia instalacji w Zamku i (…) pęknięcia zbiornika wyrównawczego (…), uszkodzenia kryz i zaworów, (…) pomp ciśnieniowych, popękania grzejników i rur w ścianach(…). Większość tych uszkodzeń do dnia dzisiejszego nie została skutecznie naprawiona

Zgodnie z powyższym twierdzeniem wnioskować należy, że do dzisiaj woda zalewa Zamek, a ogrzewanie nigdy nie zostało od tamtej pory uruchomione.

Mówiąc wprost – bowiem nie do każdego metafory i dowcipy docierają - uszkodzenia zostały naprawione i system grzewczy był normalnie eksploatowany na miarę jego ograniczonych możliwości do momentu jego ponownego uszkodzenia 17.02.2012 r. przez reprezentanta SARP, Wojciecha Z.

Dyrektor Zamku odpowiedzialny za powstanie opisywanych uszkodzeń został wkrótce potem usunięty ze stanowiska. Incydentalne zdarzenie, do którego doprowadziła niefrasobliwa postawa jednego z pracowników spółki okazuje się być kolejną – nie naciąganą, ale stricte fałszywą - kartą przetargową w wojnie propagandowej.

 

Kłamstwo 8: „Na początku lutego 2012 r. przed zbliżającymi się 20 stopniowymi mrozami kierownictwo Imperio (…) nakazało odcięcie energii elektrycznej i zamknięcie dopływu ciepła do pomieszczenia budynku administracyjnego (…) W części gospodarczej popękała instalacja grzewcza oraz uszkodzeniu uległa pompa ciśnieniowa.”

Jak wcześniej opisano, dopływ mediów odcinany był Wojciechowi Z. z zamiarem przymuszenia do opuszczenia lokalu zajmowanego w styczniu bezumownie, na szkodę Imperio Polska. Jednakże po maksymalnie 2 dobach ciepło było przywracane na skutek negocjowania kolejnych warunków opuszczenia pomieszczenia przez Z., z kolei dopływ prądu Z. przywrócił sobie samodzielnie korzystając z osłony ciemności.

Uszkodzenia, u których mówi Mariusz Ś. – znów muszę powtórzyć to samo - powstały 17.02.2012 r., kiedy to Imperio Polska nie miało dostępu ani wpływu na funkcjonowanie kotłowni.

Kłamstwo to można uznać za prawdę, jeżeli 17. lutego uznamy za początek lutego, a temperatury w zakresie min. -5°C, max. 3°C (odczuwalna 2°C przy ciśnieniu: 1010.9 hPa w tym regionie) za 20-stopniowy mróz (przed rzucaniem takich oskarżeń warto sprawdzić parametry pogody w archiwach meteorologicznych). Chyba, że ich odbiorców uważa się za łatwowiernych idiotów.

 

Kłamstwo 9: „Dodatkowo - w tych dniach rezerwa gazu w zbiornikach na cele grzewcze była na wyczerpaniu (stosowne dokumenty w naszym posiadaniu)(…). Aby nie dopuścić do ponownej dewastacji obiektów zabytkowych (Zamku i Domu administracyjnego) na nasze polecenie i za nasze środki Pan Z. zamówił w trybie ekspresowym dostawę gazu (import z Niemiec).”

Zamiast komentarza kilka pytań:

  • gdzie podziało się przed tygodniem zatankowane przez Imperio Polska niecałe 2 tony gazu?
  • czy fałszywe oświadczenie Z. usiłującego zemścić się na Imperio za niedawne zwolnienie dyscyplinarne stanowi jakikolwiek wiarygodny dokument?
  • od kiedy Szczecin leży w Niemczech?
  • od kiedy budynek administracyjno-gospodarczy jest zabytkiem?

 

Kłamstwo 10: „Złożyłem Pani Agnieszce N. (…) ofertę zatrudnienia przez SARP jej osoby i Was jako personelu (…). Jak widzę zostaliście również w tej sprawie wprowadzeni w błąd.”

Zamiast widzieć proponuję myśleć. Oferta pracownikom została przedstawiona, tylko propozycja premii gotówkowej z pominięciem standardowych procedur wszystko zepsuła – współpraca z aferzystami nie wchodzi w rachubę bez względu na to komu i jakie profity są obiecane.

 

Kłamstwo 11: „Na dzień dzisiejszy działania kierownictwa Imperio (mające znamiona działań przestępczych) prowadzą do dalszej dewastacji obiektu.”

Tak bez dowodów i oględzin rzucać oskarżenia o przestępstwa i dewastację? W wojnie propagandowej nie potrzeba dowodów - Imperio Polska oskarżane mu się bronić, oskarżyciel nie musi niczego udowadniać.

Dowody na niewinność Imperio Polska pojawiają się w marcu 2012 i styczniu 2013. Ostatnia inspekcja z 21. stycznia 2013 r. nie wykazuje jakichkolwiek braków w zbiorach Zamku czy innych efektów działań o przestępczych znamionach, z kolei zauważalne zawilgocenie wynika wyłącznie z blokowania przez SARP (a ściślej: Wojciecha Z.) możliwości ogrzewania Zamku. Obecnie toczy się proces o przymuszenie SARP do wykonania sądownej decyzji z czerwca 2012 r. nakazującej stowarzyszeniu odblokowaniu spółce Imperio Polska dostępu do kotłowni, która do dziś świadomie nie została wykonana. Być może przed odpowiedzialnością karną uchroni SARP spreparowanie dokumentacji sugerującej wolę przekazania kluczy do kotłowni już latem 2012 r., którego to procederu pierwsze sygnały Imperio otrzymuje w styczniu 2013 r. i potwierdzenie pod koniec miesiąca.

Tym niemniej jedynym podmiotem, którego działalność prowadzi do dewastacji Zamku wówczas i dziś jest Zarząd Główny SARP i jego przedstawiciel, Wojciech Z. Obaj wymienieni zdają się zapominać, iż zaniechanie, zwłaszcza świadome, to także czyn, a bywa, że i karalny…

 

Podsumowując – po wycięciu z listu wszystkich kłamstw Mariusza Ś., jego treść nieprawdopodobnie się kurczy, zaś to, co zostaje, okazuje stekiem zupełnie nie istotnego w sprawie bełkotu.

Pismo to niewątpliwie sporządzone zostaje w celu przedstawienia i promowania w środowisku SARP fałszywego obrazu sytuacji, by uzyskać sympatię i poparcie wszystkich członków stowarzyszenia nie mających jeszcze wówczas w większości świadomości konfliktu w Tucznie. Jeszcze przez kilka tygodni w Zamku istnieją rezerwacje SARP na kilka terminów, a na poszczególnych witrynach internetowych oddziałów SARP widnieją zaproszenia na konferencje w Zamku.
Mariusz Ś. jako jedyny zajmuje się konfliktem i odpowiada na pytania ewentualnie zainteresowanych członków stowarzyszenia. Oni z kolei nie mając możliwości sprawdzenia prawdziwości słów u źródła i wierząc w powagę urzędu skarbnika SARP zaczynają ufać w każde jego słowo. Jest to przykre dla pracowników Zamku, lecz nie mają oni żadnej możliwości przeciwdziałania takim zachowaniom, dementi ani ustosunkowania się do fałszywych zarzutów prezentowanych w odpowiedzi na indywidualne zapytania.

 


CZYTAJ DALEJ>>>