Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 8

*

07.04.2012. Wojciech Z. blokuje dopływ gazu do kuchni.

Tego dnia Wojciech Z. wpada na genialny w jego mniemaniu pomysł – zablokuje dopływ gazu do kuchni, wskutek czego goście spędzający Wielkanoc w Zamku będą musieli zaopatrzyć się na święta w suchy prowiant, tudzież wyjechać i żądać odszkodowań od Imperio Polska.
W Zamku - dzięki jego sprytnemu planowi - nie ma już ogrzewania ani ciepłej wody. Jeżeli na domiar złego nie będzie możliwości zjedzenia czegoś ciepłego, Imperio upadnie, a zemsta będzie dokonana, zaś on idąc z tarczą, a nie na tarczy, wkroczy zwycięskim krokiem do gabinetu dyrektora Zamku – do swojego biura.

Z. nie wie, że zamkowi goście są dokładnie uprzedzeni o warunkach panujących w Zamku wskutek jego działań i akceptują konieczność dogrzewania pokoi grzejnikami elektrycznymi, noszenia do nich ciepłej wody w garnkach, chłód w korytarzach i holach. Traktują to jako atrakcję!
Ze wstępnych rezerwacji z 50 osób 17 decyduje się na pobyt w Zamku, pozostałym zwraca się później zaliczki bądź w formie gotówkowej, bądź poprzez realizację pobytu w innym terminie. Dla pracowników Zamku pobyt tych ludzi także jest niemałym zaskoczeniem.

Wojciech Z. udaje się w pobliże zbiorników z gazem i zakręca zawór, który niebawem okazuje się być niesprawny. Dochodzi do jego rozszczelnienia i zaczyna ulatniać się gaz.
Okazuje się, że wyłącznie w położeniu „otwarty” nieszczelność znika. Zdając sobie sprawę, że w ten sposób sprowadza powszechne zagrożenie wybuchem, którego nie będzie mógł przypisać działalności Imperio Polska, decyduje po jakimś czasie o pozostawieniu otwartego zaworu.
Kuchnia odzyskuje dopływ gazu, ale zanim to następuje, udaje się zorganizować zastępczo domową kuchenkę z butlą.

Wojciech Z. dokonując tego czynu łamie postanowienia własnej de facto umowy z SARP (dokładnie - umowy dzierżawy budynku pomiędzy SARP i Lexor), w której w punkcie 4. zawarto zastrzeżenie, że wydzierżawiający nie będzie blokował dopływu mediów do budynku Zamku.

Widocznie także SARP nie jest dla niego żadnym autorytetem, choć na pozór wyznaje fanatyczną wiarę w stowarzyszenie.

*

11.04.12. Zakaz prowadzenia prac budowlanych.

Na ten dzień datowane jest postanowienie Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie o zakazie wykonywania jakichkolwiek prac budowlanych na terenie Zamku.

Owo postanowienie przysłane jest do Zamku jako e-mail na początku czerwca 2012 r. i antydatowane na 11.04.2012 r., co ma stanowić „podkładkę” pod właśnie przygotowywane przez inspektor Ewę S. za namową Wojciecha Z. i Mariusza Ś. oskarżenia o prowadzenie prac budowlanych związanych z montażem pod koniec maja 2012 bojlerów do ogrzewania wody użytkowej.
Inspektor Ewa S. świadomie nie stawia się później na rozprawie, do której doprowadza jej decyzja i oskarżenie we współpracy z SARP, za co jest przez Sąd ukarana, a z końcem roku zawieszona w czynnościach przez swoich przełożonych analizujących jej pracę.
Ewa S. do przysyłania korespondencji do Zamku wykorzystuje swój prywatny e-mail, po godzinach pracy, co raczej nie tyle świadczy o braku profesjonalizmu, co o próbie ukrycia niektórych z jej posunięć przed przełożonymi.

*

12.04.2012. E-mail od członka SARP, Krzysztofa F.

W tym dniu przychodzi na adres recepcji ciekawy e-mail od jednego z byłych gości Zamku i członka SARP, Krzysztofa F. Czytamy w nim m.in.:

„Z przykrością czytam korespondencję dotyczącą naszego Zamku w Tucznie. (…) Większość z osób podpisanych pod apelem pracowników znam osobiście od wielu lat. Wszystkich pamiętam jako sympatyczne, życzliwe i solidne osoby. (…) Moja rodzina i znajomi bywaliśmy tam niezliczoną ilość razy przez prawie 30 lat. Byliśmy w Tucznie uczestnikami sylwestrów , zjazdów i innych imprez sarpowskich. Spędzaliśmy tam letnie wakacje, zbieraliśmy grzyby. Zawsze były to miłe pobyty. (…) Miałem także okazję poznać chyba wszystkich dyrektorów Zamku kiedy władał nim SARP. (…) Ostatnia nasza wizyta - jesienią 2010 niestety nie jest miłym wspomnieniem. Kilkukrotnie spotykaliśmy się z nieuzasadnionymi uwagami ze strony ówczesnego szefa obiektu [Wojciecha Z. – przyp. red.]. Charakter tych wyimaginowanych pretensji mówił bardzo wiele o osobie, która je wygłaszała. Te i inne wydarzenia spowodowały , że z poczuciem dużej straty zrezygnowaliśmy z wyjazdów w tym kierunku. Nie znam spółki Impero, ale miałem okazję poznać zatrudnionego przez nią szefa Zamku. Myślę , że jego sposób odnoszenia się do gości raczej ich zniechęcał do powrotu. Pewnie także z tego wynikły tarapaty finansowe. Osobiście musiałbym się mocno zastanowić czy jest on odpowiednią osobą , aby powierzyć jej reprezentację SARP. (…) Wiele lat temu członek Oddziału Poznańskiego śp. Janusz Pawlak jako niemal rezydent osobiście nadzorował remonty Zamku. Może teraz znalezienie podobnej mu osoby byłoby rozwiązaniem.”


Treść tego listu świadczy dobitnie, że członkami SARP są także ludzie, którzy na bazie garści informacji pojmują błąd polegający na podjęciu współpracy z Z. i rozumieją na czym polega oraz do czego doprowadzi dalsze ciągnięcie konfliktu – ale do tego po prostu trzeba być na miejscu i spotkać Wojciecha Z.

Niestety, nie mają oni większego wpływu na funkcjonowanie stowarzyszenia. Można przyjąć, że gdyby w Zarządzie Głównym zasiadali ludzie pokroju Krzysztofa F., po Wojciechu Z. i konflikcie na Zamku w Tucznie dziś istniałyby tylko mgliste wspomnienia, zaś sam Zamek zmierzałby powoli ku szczytowi swojej świetności dzięki inwestycjom i podnoszeniu standardu, co od samego początku planowało Imperio Polska. Wystarczy zajrzeć do umowy dzierżawy – ok. 1/3 treści stanowią szczegółowe warunki przeprowadzania remontów i modernizacji.

*

13.04.2012. Sąd Gospodarczy w Koszalinie oddala wniosek Imperio o zabezpieczenie powództwa i przywrócenie naruszonego posiadania.

W tym dniu Mariusz Ś. wydaje się triumfować, Wojciech Z. z kolei mieć powód do organizacji wielkiej balangi - sędzia podejmuje jaskrawo błędną decyzję o oddaleniu wniosku Imperio Polska uznając przede wszystkim, że w efekcie utrzymywania się w ostatnim czasie dodatnich temperatur dostęp Imperio Polska do kotłowni jest zbędny, podobnie jak i obecność w Zamku ciepłej wody. Widocznie sędzia skupia się tylko na problematyce dewastacji w wyniku przemrożeń nie biorąc pod uwagę możliwości pobytu gości w obiekcie.

Po wpłynięciu zażalenia na tę decyzję zawierającego szczegółową listę błędnych założeń przy jej wydawaniu, po niecałych 2 miesiącach (6.06.2012) sędzia zmienia ją w części i nakazuje SARP’owi udostępnienie spółce Imperio Polska wejścia do kotłowni oraz zakazuje SARP, Wojciechowi Z. i innym osobom i podmiotom utrudniania wstępu oraz ingerowania w ustawienia pieców. Ta decyzja nigdy nie zostaje przez SARP wykonana, mimo, że jest prawomocna.
Wojciechowi Z. mina rzednie – ale idzie w zaparte. Do kotłowni pracownik Imperio wejdzie tylko po jego trupie, ma gdzieś decyzje skorumpowanych sądów...

*

16.04.2012. Telefon z biura senatorskiego Bogdana Klicha

W tym dniu pełniąc dyżur w recepcji Zamku odbieram telefon z biura senatora Bogdana Klicha. Jego sekretarka informuje, że B. Klich po przeczytaniu pisma pracowników z 4.04.2012 r. zainteresował się kwestią problemów w Zamku i zdecydował o podjęciu interwencji w SARP w celu wyjaśnienia sytuacji i doprowadzenia do skutecznego rozwiązania.

Początkowo myślę, że ktoś sobie żartuje, jednak po sprawdzeniu numeru, z którego wykonano połączenie, rozwiewają się moje wątpliwości.
Niestety, ciągu dalszego z udziałem senatora nie było. Prawdopodobnie w odpowiedzi na swoje pytania otrzymał od Mariusza Ś. pismo o treści podobnej do pisma wysłanego do pracowników Zamku, w którym poza stekiem kłamstw na temat sytuacji jest kilka zdań obojętnych i nic nikomu nie mówiących o konflikcie.

*

19.04.2012. Kolejna publikacja prasowa na temat konfliktu w Zamku.

Kolejny raz Pojezierze Wałeckie (nr 16/2012) publikuje informacje o konflikcie. Mariusz Ś. rozpoczyna uprawianie publicznej propagandy opartej o konfabulacje własne i pochodzące od Wojciecha Z.

Pojezierze, 16/2012

 

Publiczne kłamstwo 1: „Były dyrektor [Wojciech Z. – przyp red.] na podstawie umowy zawartej z SARP miał polecenie dbać o obiekt i odpowiednią temperaturę dyżurną, zapewniającą niezamrożenie instalacji. Niestety, zostało mu to uniemożliwione przez pracowników „Imperio”, którzy nie wpuszczają go do zamku i kotłowni”

Prawdą tu jest jedynie to, że Wojciech Z. ma dbać o stan techniczny budynku oraz że pracownicy Imperio nie wpuszczają go do Zamku.

Nasuwa się pytanie: w jaki sposób Imperio uniemożliwiało Z. wstęp do kotłowni w czasie mrozów, gdy jako jedyny posiadał do niej dostęp?

Ponieważ Z. nie wywiązywał się z umowy z SARP (nie ogrzewał Zamku), doszło w marcu do drobnych uszkodzeń, które Mariusz Ś. ewidentnie tą wypowiedzią przypisuje działalności Imperio.

Dziwi też konieczność wpuszczania Z. do Zamku, aby ogrzewanie miało być skuteczne… Pracownicy podejmują decyzję o nie wpuszczaniu Wojciecha Z. prawdopodobnie już w połowie stycznia 2012, albowiem świadomi jego celów (zemsta na spółce) i złodziejskich ciągotek obawiają się, że z terenu Zamku bądź zaczną ginąć drobniejsze eksponaty, bądź zostaną przezeń uszkodzone - co zostanie przypisane działaniom pracowników Imperio, tudzież Z. po wejściu do obiektu nie zechce go opuścić, co w konsekwencji wymagałoby użycia siły celem usunięcia intruza z terenu i narażania się w ten sposób na kolejne oskarżenia. W obawie zatem o bezpieczeństwo wyposażenia Zamku i fabrykowanie dowodów przeciwko Imperio Polska, zostaje podjęta decyzja, zgodnie z którą Wojciech Z. oraz spółka Lexor na terenie obiektu są persona non grata. Co jednocześnie w żaden sposób nie przeszkadza mu w uruchomieniu ogrzewania.

Mariusz Ś. zakaz wstępu wydany Wojciechowi Z. propaguje w środowisku SARP jako zakaz wstępu wszelkim członkom stowarzyszenia. Do niektórych z nich informacja o tym jednak nie dociera, dzięki czemu udają się latem 2012 roku na wypoczynek do Zamku, gdzie są przyjęci i obsługiwani jak każdy normalny gość, a na koniec pobytu przy rozliczeniu korzystają ze zwyczajowego rabatu 10% dla członków SARP.

 

Publiczne kłamstwo 2: „Kiedy jakiś czas temu, poprzez włamanie do kotłowni, odcięli ciepło do budynku administracyjno-gospodarczego, uszkodzili instalację i pompy”

Ciepło, o czym była mowa nieco wcześniej, w celu przyspieszenia opuszczenia przez Z. terenu Zamku odcinane było w czasie, kiedy kotłownia znajdowała się w kilkuletnim spokojnym posiadaniu spółki Imperio – o jakim włamaniu więc mowa? Co uszkodzili? Kiedy i w jaki sposób? Dlaczego 2 tygodnie temu uszkodzona była według słów Mariusza Ś. pompa, a dziś już pompy?

Niedawno Mariusz Ś. pisał o etyce – a zatem kolejne pytanie: jak bardzo etyczne jest obarczanie spółki Imperio Polska winą za uszkodzenia spowodowanie przez własnego reprezentanta, Wojciecha Z., w dniu 17.02.2012 r., co jest udowodnione ponad wszelką wątpliwość, także przed sądem?

 

Publiczne kłamstwo 3: „Wszelkie zaniedbania, do których doszło w zamku, powstały na skutek celowego działania Imperio”

Kontr-teza: wszelkie zaniedbania, do których doszło w Zamku, powstały na skutek celowego działania Wojciecha Z. oraz Mariusza Ś., reprezentujących SARP.

Dowody: fakty ponad wszelką wątpliwość udowodnione w sądzie i znajdujący potwierdzenie w dokumentacji niezależnych organów i instytucji, np. PIP, WUOZ, Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Jeszcze jedno pytanie: co należy rozumieć poprzez „zaniedbania”? Nie zamiecione podłogi? Brudne naczynia? Nie przystrzyżony trawnik? Czy brak żarówki w przedsionku pokoju 202?

Zastanawia nieustanna egzaltacja „celowości działania”. Wygląda na to, że spółka Imperio Polska stara się niszczyć Zamek po to, aby móc w nim z jak największym trudem (to chyba forma współczesnej ascezy) prowadzić działalność gospodarczą i zajmować się nieustannymi remontami…

 

Publiczne kłamstwo 4: „Pracownicy spółki celowo doprowadzili do wychłodzenia obiektu, zalania i zniszczenia parkietu”

Pytanie: co to daje pracownikom? Po co celowo wychładzać obiekt w sytuacji, gdy trwa zażarta walka o możliwość włączenia ogrzewania? Czy pracownicy chodzili z miskami z wodą i zalewali parkiet, czy może Wojciech Z. nie naprawiwszy pompy uszkodzonej 17.02.2012 doprowadził do zamrożenia i pęknięcia kaloryfera w narożnym pokoju 209? Dlaczego nieco wcześniej, zalany parkiet jest ważnym argumentem przeciwko Imperio Polska, podczas gdy po dowiedzeniu odpowiedzialności SARP (Wojciecha Z.) dziś na pytanie prasy okazuje się, że to błahostka i nic się nie stało?

 

Publiczne kłamstwo 5: „Jeszcze w styczniu, tuż przed zapowiedzianymi 20-stopniowymi mrozami, z powodu długów nie byli w stanie zamówić gazu, dlatego zapłaciliśmy za niego z konta SARP”

O tym była już mowa wcześniej przy opisywania tej dostawy.

Pojawia się tu dodatkowy wątek – rzekome zadłużenie uniemożliwiające zakup gazu przez Imperio Polska. To ciekawe stwierdzenie w konfrontacji z deklaracją dyrektora I. (dostawcy gazu), który na wieść o usunięciu Wojciecha Z. ze stanowiska i objęcia tej funkcji przez Agnieszkę N. natychmiast otwiera spółce Imperio linię kredytową do wysokości 20.000 zł, mimo że natenczas nie ma takiej potrzeby.

Na koniec pytanie – kiedy dokładnie z konta SARP wyszedł przelew za gaz? Dlaczego niebawem po ukazaniu się artykułu przychodzi do Zamku kolejny monit o zapłatę za ten opał?

Skoro kłamstwo Mariusz Ś. szerzy publiczne, bowiem trafia do więcej, niż 15 odbiorów równocześnie, proszę pokazać oryginalny i nie przerabiany dokument potwierdzenia przelewu. Proszę równocześnie o ekspertyzę biegłego w zakresie wykrywania przeróbek dokumentów dotyczącą przedstawionego potwierdzenia, bowiem jak spółce Imperio Polska wiadomo od końca 2012 roku, Mariusz Ś. nie tylko zafałszowuje rzeczywistość, ale i rozpoczyna preparowanie dokumentów mających na celu uwiarygodnienie jego wersji wydarzeń. Wydarzenia nie mają wersji - albo się dzieją, albo nie. Jeżeli takowe powstają, ktoś tu najwyraźniej kłamie.

Kodeks Etyki Architekta SARP: „2.2 Reguła: Architekci nie przedstawiają siebie (…) w sposób fałszywy, mylący lub nieprawdziwy.

 

Publiczne kłamstwo 6: „Przygotowaliśmy wniosek o dotację z Unii Europejskiej, żeby podnieść standard w zamku, jednak obecna sytuacji uniemożliwia nam pozyskanie tych pieniędzy”

Mariusz Ś. sugeruje, jakoby konflikt ze spółką Imperio Polska uniemożliwiał pozyskanie funduszy na wspólny cel.

W rzeczywistości problem stanowi status gruntów, na jakich położony jest Zamek – SARP jest tu jedynie wieczystym użytkownikiem i bez przekształcenia tego statusu na własność nie ma możliwości uzyskania dotacji. Co ma z tym wspólnego konflikt z Imperio Polska? Innymi słowy – co ma piernik do wiatraka poza tą samą ilością liter oraz faktem, że wiatrak może się spierniczyć?

Ale nie szkodzi, zawsze można powiedzieć, że to przez Imperio Polska, bo kto to sprawdzi i obali zarzut? Tym bardziej kto sprawdzi, że przygotowania do sporządzenia takiego wniosku zostały podjęte około 10 lat przed pojawieniem się na świecie Imperio Polska, tuż po wycofaniu się okradzionej przez szczeciński oddział SARP Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej z finansowania remontu?

Kodeks Etyki Architekta SARP: „2.3 Reguła: Architekci winni unikać działań i sytuacji, (…) które mogą budzić wątpliwości co do ich niezależności, bezstronności lub zawodowej uczciwości”.

 

W tym samym artykule inspektor Ewa S. (Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków) twierdzi, iż należy zachować szczególną ostrożność w tej sprawie, bowiem obie strony konfliktu próbują „wmanewrować” w sytuację konserwatora i media. To prawda – SARP nieustannie naciska na konserwatora, aby coś zrobić z Imperio Polska i jednocześnie deklaruje święte oburzenie obecnością prasy lokalnej.

Tym niemniej to właśnie naciskany przez Mariusza Ś. prezes SARP w maju wysyła do Polskiej Agencji Prasowej komunikat o sytuacji w Zamku, także zawierający bzdury głoszone przez skarbnika.
Należy się zatem zastanowić – rozwiązujemy problem pomiędzy sobą w tajemnicy przed mediami czy ściągamy na miejsce agencje prasowe, radio i telewizję?

*

26.04.2012. Uruchomienie instalacji ciepłej wody użytkowej.

Od 3. kwietnia 2012 r. Imperio Polska posiada wywalczony "dostęp" do kotłowni. Dlaczego w cudzysłowie? Otóż na polecenie Wojciecha Z. pracownicy firmy ochroniarskiej Stekop uniemożliwiają wejście pracownikom Imperio. Jeżeli tylko ktokolwiek z nich pojawi się w pobliżu, zastawiają wszystkie możliwe drogi dojścia do drzwi. Z drugiej strony firma Imperio non-stop trzyma na miejscu pracownika firmy Hunters pilnującego, aby Wojciech Z. nie odepchnął blokującego wejście auta i nie wdarł się ponownie do kotłowni. Ludzie jednak nie są doskonali...

Zamek przygotowuje się na przyjęcie gości na majówkowe pobyty. Tego dnia wcześnie rano, korzystając z nieuwagi śpiących ochroniarzy firmy Stekop, konserwator zatrudniony przez Imperio Polska wchodzi do kotłowni i po zbadaniu stanu instalacji uruchamia piec i włącza obieg c.w.u. 

W Zamku pojawia się ciepła woda użytkowa. Niestety, pompa cyrkulacyjna podłączona do instalacji grzewczej od lutego jest zatarta, toteż w dalszym ciągu nie ma możliwości włączenia ogrzewania obiektu.

Wojciech Z. zapewne dostaje szału słysząc pracujący piec – ale nie dlatego, że to dość hałaśliwe urządzenie. Postanawia stanąć na głowie i wyłączyć go. Możliwe, że bardziej traktuje pracujący piec jako ujmę na swoim wątpliwym honorze, niż czynnik umożliwiający spółce Imperio niezakłócone przyjmowanie gości w Zamku. Tylu ochroniarzy na miejscu, tyle zachodu o zdobycie kontroli nad kotłownią, tyle wymyślnych planów zrealizowanych, tyle pogłosek i kłamstw rozpowszechnionych, a tu cholerne Imperio włącza sobie piec, jakby nigdy nic, i pewnie się z niego śmieje… Trzeba spółce ten uśmiech zetrzeć z twarzy, najlepiej jednym, konkretnym posunięciem, po którym spółka już się nie podniesie, a przynajmniej nie będzie mogła korzystać z kotłowni. Wysadzenie jej w powietrze w rachubę wchodzi tylko w ostateczności, podobnie zamurowanie wejść.

Niestety, ochrona do kitu. Co tu zrobić?

Wojciech Z. chwyta się pomysłu zgłoszenia do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego zaistnienia powszechnego zagrożenia życia, zdrowia i mienia ze względu na groźbę eksplozji niesprawnych pieców gazowych. Przystępuje do działań, które swój finał mają 2. maja.

*

30.04. 2012. Odpowiedź Poznańskiej Delegatury Najwyższej Izby Kontroli na apel pracowników Zamku

Na apel pracowników Zamku wystosowany m.in. do różnych instytucji, odpowiada NIK. Pismo to generalnie niczego nie wnosi do sprawy poza jedną, bardzo istotną i demaskującą podstawowe, ostatnimi czasy nad wyraz egzaltowane kłamstwo SARP i Wojciecha Z., informacją – Zamek w Tucznie nie jest jedyną, wyłączną i całkowitą własnością SARP - jest własnością Skarbu Państwa. Treść tego pisma w niniejszym materiale przedstawiam wcześniej przy innych okazjach.

Bez względu na formę posiadania i użytkowania oraz prawa do Zamku Stowarzyszenia Architektów Polskich, nieustanne podnoszenie przezeń, że organizacja ta jest jedynym i wyłącznym właścicielem obiektu, szerokim łukiem mija się z prawdą.

I tym oto sposobem dowiadujemy się już zawczasu do kogo będzie w przyszłości kierował swoje pisma szkalujące SARP Wojciech Z., kiedy to organizacja ta zechce zakończyć z nim współpracę…

 

Dziwna komisjaW tym samym dniu pojawia się obok kotłowni i w pobliżu zbiorników z gazem jakiegoś rodzaju komisja złożona z bliżej nieokreślonych osób o nieokreślonych uprawnieniach kontrolnych, poza Wojciechem Z., który swoimi działaniami zawsze dowodził, że ma uprawnienia do wszystkiego.
Wśród zastanych osób jest Jan Sz., o którym mówi się, że jest szefem wałeckiej komórki agencji ochrony Asecura. To akurat nie jest dziwne – agencja Stekop postanowiła wycofać się z końcem maja z Zamku ze względu na obawę wplątania jej przez Z. w serię procesów, na co szanująca się agencja pozwolić sobie nie może w trosce o własny wizerunek, jednocześnie w świetle ostatnich wydarzeń i sam Wojciech Z. nie jest z usług agencji zadowolony. Podjęta przez niego w międzyczasie próba podpisania umowy z G4S kończy się fiaskiem – firma ta nie chce mieszać się w konflikt dwóch podmiotów w niepewnym położeniu. Asecura nie ma z tym problemu - bierze zlecenia jak leci, aby tylko kasa była na czas.

Dziwne jednak wydaje się artykułowanie przez Jana Sz. zarzutów względem Imperio Polska odnoszących się do sprowadzania powszechnego zagrożenia eksplozją kotłowni.
Nie wchodząc do jej środka, zaś na zbiorniki spozierając przez chwilę spoza ogrodzenia, zagrożenie w jego mniemaniu jest pewne i udowodnione.
Widocznie Jan Sz. pomiędzy wyjazdami na interwencje, a ustawianiem swoich ochroniarzy zdołał zrobić doktorat z zakresu technik grzewczych, ze szczególnym uwzględnieniem ogrzewania gazem, oraz nabył uprawnienia kontrolne o specjalizacji zdalnych inspekcji poprzez płoty i mury.

Dwa dni później podczas rejestrowania m.in. jego poczynań na terenie zamkowym zwraca się do mnie z groźbami postępowań prokuratorskich o odstąpienie od filmowania i najlepiej usunięcie się z Zamku. Nie jest świadom, że jako reprezentant agencji ochrony w czasie interwencji stanowi osobę publiczną, na której rejestrowanie nie jest wymagazna żadna zgoda. Co więcej - na rejestrowanie poczynań kogokolwiek w Polsce nie jest wymagana żadna zgoda - co innego zaś w przypadku publikacji i tylko publikacji.
Kiedy uświadamiam go, że takie żądania oczywiście ma prawo tylko sobie wyrażać, bowiem film nie jest przeznaczony do rozpowszechniania, a jedynie do prywatnego archiwum, zaczyna oskarżać mnie o… cwaniakowanie. Chciałoby się w tym miejscu zapytać – kto tu cwaniakuje, panie Sz.?

*

2.05.2012. Kontrola Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego z Wałcza.

Najwyraźniej na nic zdały się prośby Zbigniewa A., aby Wojciech Z. dał sobie spokój z tą kontrolą, że załatwi się sprawę w przyszłym tygodniu, wszak 1. i 3. maja tak ładnie się ułożyły, że wystarczy wziąć 3 dni urlopu i ponad tydzień wolny, że chciałoby się w tym czasie wypocząć i nie zajmować pracą, zwłaszcza w przededniu przejścia na emeryturę…
Mariuszowi Ś. oraz jego koledze ze stowarzyszenia też zapewne nie uśmiecha się ten pomysł - muszą niezwykle wcześnie wstać, aby dotrzeć na miejsce z Warszawy. Ale skoro uważają, że gra jest warta świeczki, to czemu nie... Ciekawe jak się to ma do wezwań do stawiennictwa w sądzie w charakterze świadka, których Mariusz Ś. nie respektuje i nie stawia się w Koszalinie na żadnej rozprawie pouczając pełnomocnika SARP, ażeby ten każdorazowo wnosił (wnosiła) o pomoc prawną w postaci przesłuchania w miejscu zamieszkania... Na majówkę do Zamku - chętnie, do sądu - po co?

Pracownicy Imperio Polska doskonale wiedzą, że gdyby Wojciech Z. uparł się dostatecznie, wskrzesiłby martwego. Tak więc chcąc-nie chcąc zmuszony prośbą i groźbą inspektor Zbigniew A. pojawia się z osobami towarzyszącymi w Zamku, 2. maja 2012 około 11:00 i żąda umożliwienia wejścia do kotłowni, albowiem drzwi zastawione są w dalszym ciągu służbową corsą należącą do Imperio Polska, która chroni przed wtargnięciem do środka i wyłączeniem dopływu ciepłej wody do Zamku przez Wojciecha Z. nie respektującego żadnych praw.

Sama kontrola odbywa się z zachowaniem zasady: Imperio jest złe, kradnie, niszczy i zagraża, więc my wam pokażemy co potrafimy wam zrobić - ale z zastosowaniem się do przepisów prawa.
Dlatego odbywa się ona przepisowo, a wszelkie podejmowane czynności zgodne są z takim czy innym artykułem takiej czy innej ustawy. M.in. wykorzystuje się możliwość dokonania kontroli bez faktycznego uprzedzenia, tj. wręczenia decyzji o jej wszczęciu już na miejscu, w chwili jej rozpoczęcia.
Wojciech Z. znalazł dobrego sojusznika w przeprowadzaniu swojej zemsty na Imperio – przez cały czas na jego twarzy maluje się specyficzny uśmiech oznaczający przeogromne zadowolenie.
Szczyt ekstazy następuje w momencie, kiedy z pomocą m.in. delegacji SARP, wśród której jest oczywiście Mariusz Ś., wypycha spod kotłowni autko (na zdjęciu pierwszy z lewej).

SARP wypycha auto.

Nastaje wielka radość, że oto znów pokrzyżował interesy Imperio. Jego partnerka, Anna S., również nie jest w stanie powstrzymać zadowolenia, któremu postanawia dać ujście telefonem prawdopodobnie do przyjaciela…

Przed rozwierceniem zamkaTuż przed momentem rozwiercenia zamka przez wynajętych ludzi (w celu uniknięcia bezpośredniego udziału w tym włamaniu Wojciecha Z. czy ogólnie SARP) pochodzi do mnie Mariusz Ś. i zasłaniając ciałem obiektyw rozpoczyna swoją uświadamiającą tyradę na temat szkodliwości Imperio Polska. Wkrótce dołącza do niego Jan Sz. Dwójka złego na jednego – myślę sobie. Po kilku minutach gadaniny w stylu „odejdź, nie mieszaj się, zapytaj ojca jaki groźny jestem, skończysz u prokuratora, głupi jesteś, po co ci to” postanawiam odstąpić spod kotłowni. Nie ma potrzeby dokumentowania całego zajścia skoro pewnym faktom nikt nie zaprzeczy, albowiem znajdą się one w oficjalnej dokumentacji pokontrolnej.

AlegoriaNa prezentowanej obok fotografii Wojciecha Z. z łomem w ręku można się zatrzymać na chwilę jako na alegorii ówczesnych wydarzeń.
Mariusz Ś. w swojej nieśmiertelnej kamizelce jest duchem, który nad wszystkim czuwa, ale sam nigdzie jawnie nie występuje, bowiem czynnikiem sprawczym jest zawsze Wojciech Z. motywowany do działania przez Annę S. Fotografia ta przypadkowo staje się dziełem pełnym metafor dotyczących niedawnych i przyszłych wydarzeń związanych z Zamkiem Tuczno.

Kilkanaście minut po wejściu inspektora, delegacji SARP i Wojciecha Z. do kotłowni - zgodnie z oczekiwaniami - w Zamku woda zaczyna być coraz zimniejsza, aż w końcu po ciepłej zostaje tylko wspomnienie. Powstaje problem – co na to goście, którzy planowali przebywać w Zamku jeszcze przez kilka dni. Po zgrubnym wyjaśnieniu problemu przyjmują rabaty w postaci darmowego wina grzanego i akceptują propozycję dostarczania do pokojów ciepłej wody w garnkach. Podobnie, jak to miało miejsce w czasie świąt wielkanocnych, i tym razem dla gości sytuacja wydaje się być atrakcją, nikt nie wyjechał ani natychmiast, ani skracając pobyt.

Mariusz Ś. fotografuje Mateusza K.W trakcie wymiany zamka do drzwi kotłowni do odepchniętej corsy wsiada Mateusz K., ówczesny pracownik ochrony Zamku, i odstawia auto pod dziedziniec. W momencie uruchamiania auta zostaje sfotografowany przez Mariusza Ś.

Jakież jest później zdziwienie wszystkich, gdy niebawem Mateusz K. zostaje oskarżony o postawienie (sic!) dokładnie właśnie tego dnia auta pod kotłownią i w ten sposób sprowadzenia powszechnego zagrożenia! Ponieważ zakłamanie Mariusza Ś. zostało tu wielokrotnie dowiedzione, można się domyślać, że do dokumentów procesowych dołącza fotografię odjeżdżającego Mateusza K. opisując ją jako fotografia zastawiającego drzwi. Co więcej, w oskarżeniu zawarta zostaje fałszywa informacja, że to właśnie tego dnia auto zostało przez oskarżonego ustawione. Jeżeli ktokolwiek do tej pory jeszcze wierzy w szczere intencje Mariusza Ś., jego etyczne postępowanie, to w tym momencie powinien poczuć się, jakby zostało nań wylane wiadro lodowatej wody. Nikt uczciwy i praworządny nie fabrykuje dowodów i nie oskarża fałszywie.

Sprawa Mateusza K. zostaje rozpoznana zaocznie i zapada wyrok skazujący go na grzywnę. Ponieważ oskarżenie jest fałszywe i opiera się wyłącznie na zeznaniach strony skarżącej, odwołanie jest skuteczne i na październik zaplanowano kolejną rozprawę, tym razem z udziałem oskarżonego, obrońcy, świadków i dowodów w sprawie, czyli tak, jak to powinno się odbywać w normalnym kraju, gdzie sędzia może być uprzedzony do oskarżonego w efekcie powszechnej w regionie propagandy, ale powinien mimo wszystko dać szansę sprawiedliwego procesu. Zaoczne rozstrzyganie o winie bądź jej braku, szczególnie w prokuraturze w Wałczu, ostatnimi czasy staje się bardzo modne i bardzo często prowadzi do podejmowania błędnych osądów - w odniesieniu do pracowników Imperio Polska, rzecz jasna…

Dlatego niebawem Imperio Polska ze swoimi doniesieniami zaczyna zwracać się do okolicznych prokuratur celem zapewnienia obiektywizmu, bowiem na podstawie ostatnich decyzji widać jaskrawo szalone uprzedzenie prokuratury i sądu w Wałczu względem spółki i jej pracowników. Jak dotąd w żadnej sprawie nie zapadł prawidłowy osąd w pierwszej instancji, wszystkie umorzenia, oddalenia i uniewinnienia kancelaria prawna spółki wywalczała dopiero po odwołaniu i wskazaniu błędów poczynionych przez prowadzących śledztwa i sprawy.
Oto siła propagandy szerzonej przez SARP – choć może nie powinno się tu generalizować, nie całe stowarzyszenie jest jeszcze zepsute. Ale dwie czarne owce, dwie chore sztuki w stadzie mogą zarazić je całe, więc należy być moim zdaniem ostrożnym, usunąć je profilaktycznie, przebadać je i poddać kwarantannie. Decyzję należy pozostawić uczciwym i praworządnym członkom stowarzyszenia, których niewątpliwie jest przytłaczająca większość.

Poniżej prezentowany jest fragment protokołu pokontrolnego PINB w Wałczu.

Protokół PINB - str. 2

Dzierżawca zbiornikówWracając do kontroli z 2. maja – protokół pokontrolny zawiera zaskakujące informacje. Inspektor Zbigniew A. twierdzi m.in., że: „SARP jest właścicielem zbiornika i urządzeń gazowych”.

Twierdzenie to nieco zaskakuje w obliczu faktur za dzierżawę zbiorników, które do tej pory adresowane są na Imperio Polska… Ale nawet bez względu na późniejsze ewentualne przejęcie ich dzierżawy poza wiedzą i zgodą Imperio Polska, ich właścicielem jest dostawca gazu, co potwierdza m.in. dokument inwentaryzacyjny dostawcy prezentowany obok.

Kolejne ciekawe stwierdzenie z protokołu: „zostały rozpoczęte roboty [budowlane – przyp. red.] w pomieszczeniu podziemnym nad kotłownią”.

Nikt nie wie jak to rozumieć – pod, nad, a może obok? Domyślać się można, że inspektor mówi o pracach z 2011 roku w starej kotłowni zlokalizowanej w podziemiach Zamku, tyle że… w czasie kontroli nawet na sekundę nie zbliża się do owej kotłowni (prawdopodobnie widzi z daleka stare zsypy węglowe), nie wspominając już o wejściu do środka. Ponieważ myli i miesza tu fakty i lokalizacje nasuwa się wniosek, że posługuje się tylko i wyłącznie wiedzą przekazaną mu przez Wojciecha Z., przy czym nie do końca rozumie o co chodzi.

Inne ciekawe stwierdzenie z protokołu: „ochrona zamku odmówiła udostępnienia (…) kluczy do kotłowni”, po czym w następnym zdaniu „udano się do pomieszczeń kotłowni”.

Tutaj także sprzeczność goni sprzeczność. Wojciech Z. za bardzo mataczy w sprawie, stąd inspektor Zbigniew A. gubi się całkowicie. Efektem tego jest nie tylko sprzeczny i niespójny protokół, ale także brak stawiennictwa na rozprawie w sprawie Mateusza K., na której ma zeznawać w charakterze świadka. Trudno się dziwić – co ma biedaczyna powiedzieć na pytanie sądu „co pan wie w tej sprawie?” Że wie tylko tyle, ile usłyszał od Wojciecha Z.? Że Z. wydzwaniał do niego tak często i z takimi pretensjami, żądaniami, groźbami współodpowiedzialności, że w końcu dla świętego spokoju przyjechał na kontrolę i nieco naciągając fakty dostosował efekty kontroli do żądań Z.? Przecież nikomu krzywda się nie stanie jeżeli z użytku wyłączy obiekt nie stwarzający zagrożenia i uwolni się od wiecznie wydzwaniającego Z., a lepiej na wszelki wypadek wyłączyć, niż miałoby się coś stać. W końcu Z. brzmi tak przekonująco...

Inne ciekawe stwierdzenie z protokołu: „Pan Leon. A. (…) zażądał (…) książki obiektu budowlanego, której nie ma”.

To, że książki tej nie ma Imperio przekonuje się dopiero w momencie jej zażądania do wglądu. Skoro inspektor wie, że książki nie ma, to po co cała ta awantura?

Książkę tę odnajduję kilka miesięcy później w zamkowym archiwum – ostatni wpis pochodzi sprzed wielu lat i dokonuje go Mirosław B., dyrektor Zamku z ramienia SARP, na długo przed pojawieniem się Imperio. Książka nigdy nie została Imperio formalnie przekazana przez stowarzyszenie, co powinno odbyć się w pierwszej kolejności. Co więcej, nie była w ogóle przez SARP prowadzona, bowiem wpisy, o których mowa wyżej, to zaledwie uzupełnienie informacji o obiekcie objętym obowiązkiem jej prowadzenia… Wojciech Z. w czasie, kiedy pełnił w Zamku funkcję kierownika, przy okazji różnych kontroli również był proszony o jej okazanie. Dziwnym trafem nigdy nie wykazał zainteresowania jej odnalezieniem, względnie założeniem nowej…


Dalsze ciekawostki z protokołu PINB: „Stwierdzono, że jedna z pomp jest w stanie awarii (…). Stwierdzono, że nawiew powietrza jest przesłonięty matami z wełny mineralnej, co stwarza zagrożenie życia przez zaczadzenie. (...) Drzwi ewakuacyjne są zablokowane i zabezpieczone łańcuchem. Jeden piec jest wyłączony z użytkowania z uwagi na wcześniejszą awarię zaworu bezpieczeństwa.”

Jak widać inspektor potwierdza awarię pompy, która wystąpiła 17. lutego 2012 i nie została przez Wojciecha Z. usunięta, mimo że wezwany serwis proponował również zajęcie się tym problemem, w efekcie czego nie było możliwości ogrzewania Zamku, czemu Z. do dziś uporczywie i świadomie kłamiąc przeczy. Inspektor wspomina o łańcuchu, którym Wojciech Z. zabezpieczył uszkodzone przez siebie drzwi ewakuacyjne po ich wyłamaniu w marcu, co zostało opisane wcześniej zgodnie z chronologią wydarzeń, a o co później oskarża pracownika Imperio Polska.

Protokół informuje o zablokowaniu dostępu świeżego powietrza do kotłowni. Blokadę ustawia Wojciech Z. w czasie pomiędzy 28.03.2012 a 03.04.2012 r. podczas prowizorycznej naprawy zniszczonych przez siebie drzwi, czego dowodzą - zupełnie przypadkowo - filmy nagrane w tych dniach po wejściu pracowników Imperio. Po lewej kadr z marca ukazujący odblokowany nawiew, po prawej z kwietnia ukazujący ustawioną wełnę mineralną do wysokości uchwytu uszkodzonych drzwi ewakuacyjnych. Wojciech Z. twierdzi, że w czasie 2 godzin posiadania w marcu dostępu do kotłowni pracownicy Imperio nie zajmują się niczym innym, jak tylko demolowaniem pomieszczenia i instalacji, zdejmowaniem izolacji z przewodów cieplnych, zastawianiem watą nawiewu świeżego powietrza, zakładaniem łańcuchów i wszystkim tym, czego sam się dopuścił pomiędzy lutym a kwietniem 2012 r. Wojciech Z. ma świadomość, że z łańcuchem na drzwiach przesadził, dlatego wymaga na inspektorze dodania informacji w protokole, w myśl której został on założony w czasie, gdy kotłownia była wyłączona z eksploatacji. Paradoksalnie mimo to później nie waha się oskarżać o to pracowników Imperio. Wojciech Z. zaczyna się gubić we własnych matactwach.

Nawiew powietrza - 28.03.2012. Nawiew powietrza - 03.04.2012.

Wspomnienie o awarii pieca również potwierdza hipotezę konserwatora zatrudnionego przez Imperio powstałą w czasie oględzin kotłowni w marcu, iż ślady na podłodze wskazują na awaryjne zadziałanie zaworów bezpieczeństwa wskutek najprawdopodobniej nieumiejętnej obsługi pieców przez Wojciecha Z.

Generalnie inspektor nie doszukuje się żadnego zagrożenia zmuszającego do wyłączenia kotłowni z eksploatacji.
Ale wg protokołu Właściciel w wyniku wniosków pokontrolnych odciął dopływ gazu i wstrzymał działanie kotłowni”.
Jest to dowód złej woli Mariusza Ś. i Wojciecha Z. działających w imieniu i na rzecz SARP (dla inspektora tożsami z właścicielami), prowadzącą do utraty reputacji i ewentualnego zdewastowania obiektu na skutek braku ogrzewania. Obala to także mit, że kotłownia nie funkcjonuje wyłącznie w efekcie działań Imperio, co obaj panowie usilnie próbują przeforsować przed sądami oraz w stowarzyszeniu.

Warto też zaznaczyć, że „Właściciel nie przedstawił książki obiektu budowlanego, stwierdzając że dokument taki przejął dzierżawca (…).”

Dokumentu takiego „właściciel” nigdy spółce Imperio Polska jawnie i formalnie nie przekazał, choć zgodnie z paragrafem 2. punkt 3.umowy dzierżawy winien był to uczynić. Zgodnie z postanowieniami tego punktu Imperio ma też nie wnosić żadnych zastrzeżeń do co przedstawionej dokumentacji. A co z zastrzeżeniami co do nie przedstawionych, być może świadomie, dokumentów?

Podsumowując wydarzenia z 2. maja 2012 - poniższa fotografia stanowi ilustrację jak powinna wyglądać ława oskarżonych o niszczenie Zamku Tuczno. O lewej: Anna S., Wojciech Z. i Mariusz Ś. oraz Jan Sz. - przypadkiem uwikłany w rozgrywki tej nie świętej trójcy.

Ława oskarżonych

 

*

04.05.2012. Właściwie to czego chce SARP?

SARP reprezentowany przez swojego prawnika próbuje kolejnej interwencji rękoma Powiatowego Inspektora Nadzoru budowlanego. Tym razem PINB się stawia!

W piśmie z 4. maja będącym odpowiedzią na zarzuty SARP dotyczące prowadzenia prac budowlanych w Zamku oraz stwierdzające bliżej nie określone zagrażanie przez Imperio życiu i zdrowiu ludzi, PINB informuje, że „właściwym organem do podejmowania działań kontrolnych w obiektach zabytkowych jest Wojewódzki Konserwator Zabytków w Szczecinie.”

Prawniczka SARP, Katarzyna J., musi być bardzo zaskoczona takim stwierdzeniem, ale ponieważ ostatnimi czasy popełnia cały ogrom kardynalnych błędów (w jednym przypadku skutkuje to wnioskiem o ukaranie jej ze względu na uchybienia godzące w dobre imię palestry), trzeba jej wybaczyć kolejny – wszak jedna kropla w morzu rozpaczy nie czyni różnicy. Przy okazji nie da się ukryć wrażenia, że… rodzice kazali jej studiować prawo, więc w ramach buntu nie przykładała się szczególnie do nauki broniąc dyplom tylko dlatego, że tak trzeba (to prywatna opinia autora niniejszego materiału).

PINB z Wałcza pisze dalej: „Fakt, że SARP nadal nie posiada kontroli nad ww. obiektem [Zamkiem – przyp. red.] (…) świadczy o braku nadzoru właścicielskiego nad zabytkiem. PINB w Wałczu nie może wyręczać właściciela nieruchomości w podejmowaniu uprawnionych działań celem przejęcia władania nad pomieszczeniem gospodarczym kotłowni”.

Nasuwa się kolejne z tysięcy pytań – skoro nadzoru właścicielskiego nie ma, to co tam nadal robi Wojciech Z., który ów nadzór ma sprawować? Za co bierze pieniądze z kasy SARP? Wygląda na to, że fabrykowanie doniesień i szerzenie propagandy to jedyne, czym się zajmuje. Czy tak wygląda nadzór właścicielski, o ile użycie takiego określenia w ogóle jest uprawnione? Wszak nadzór właścicielski zgodnie z przepisami prawa tyczy się niezależnie od siebie działających oddziałów jednej korporacji czy firmy, zaś Zamek nigdy nie był oddziałem SARP. Tym bardziej pojęcie nadzoru właścicielskiego nie ma zastosowania w sytuacji, w której jeden podmiot pragnie nadzorować działanie innego, całkowicie niezależnego i obcego.

Katarzyna J. konsultując z Wojciechem Z. pomysł umowy o nadzór właścicielski widocznie o tym nie wie i przystaje na propozycję dyscyplinarnie zwolnionego i pałającego chęcią zemsty byłego samozwańczego dyrektora Zamku zatrudnionego zaledwie na stanowisku kierownika obiektu. Stąd można wysnuć wniosek, że umowa z firmą Lexor należącą do konkubiny Wojciecha Z. o nadzór właścicielski nad Zamkiem, w którym działa zupełnie niezależny od nich podmiot, jest wadliwa z prawnego punktu widzenia, a zatem od początku nie ważna. Tę problematykę jednak powinni roztrząsać prawnicy i sądy, stąd należy powstrzymać się od dalszego komentowania tej kwestii i poprzestać na zasygnalizowaniu potencjalnego bezprawia.

Dalej PINB pisze: „Z dokumentów udostępnionych przez inne organy nie wynikało, iż instalacja gazowa jest uszkodzona i nie nadaje się do eksploatacji. (…) Zarówno właściciel nieruchomości jak również użytkownik obiektów nie okazali książki obiektu budowlanego”.

Czyżby prawnik SARP informowała kłamliwie PINB o zagrożeniu związanym z instalacją gazową w Zamku? Co na to palestra? W odniesieniu do książki obiektu budowlanego widać jasno, że wina leży po obu stronach, zaś egzaltowanie nie okazania książki przez Imperio Polska jest co najmniej niestosowne.

PINB pisze: „W tym dniu [2. maja 2012 – przyp. red.](…) PINB w Wałczu odblokował dostęp do drzwi kotłowni (…). Tym samym SARP ma możliwość dokonania kontroli i naprawy nieprawidłowo pracujących kotłów”

Wygląda to na obalenie fałszywego zarzutu SARP, w którym przy różnych okazjach nadal insynuuje się brak możliwości dokonania stosownych napraw ze względu na niemożność wejścia do kotłowni spowodowaną przez Imperio.

PINB: „Jeżeli właściciel nieruchomości stwierdzi nieprawidłowości w obiekcie budowlanym oraz występowanie zagrożenia życia lub zdrowia ludzi, to powinien podjąć niezbędne działania (…) [a] protokół powinien być przekazany do właściwego organu, jakim jest PINB w Wałczu. Zarówno właściciel nieruchomości jak również użytkownik obiektów w sposób rażący nie dopełnili tej formalności: dotyczy to byłego dyrektora „Imperio” a obecnie SARP oraz Pani Agnieszki N.”

Zgodnie z powyższą informacją PINB, w celu wyeliminowania powstałego zagrożenia właściciel i użytkownik nieruchomości winni podjąć wszelkie możliwe działania, w pierwszej kolejności we własnym zakresie, na koniec po przeprowadzeniu odpowiednich badań poinformować PINB poprzez przesłanie stosownych protokołów o wykonanych czynnościach. Tymczasem SARP żąda uczestnictwa w PINB w eliminacji zagrożenia… Innymi słowy o ile „były dyrektor „Imperio” a obecnie SARP”, czyli Wojciech Z., zagrożenie kreuje, o tyle winien jest je wyeliminować samodzielnie, bez udziału PINB.
Z kolei nie można posądzić Agnieszki N. o rażące zaniedbanie w tej kwestii, bowiem zagrożenie jest całkowicie fikcyjne i istnieje wyłącznie wirtualnie na potrzeby osiągnięcia pełnej wendetty przez Wojciecha Z., stąd niczym nie można podeprzeć twierdzenia, jakoby Agnieszka N. posiadała jakąkolwiek świadomość istnienia jakiegokolwiek zagrożenia, a zwłaszcza fikcyjnego, związanego z atakiem na jej osobę i spółkę, dla której pracuje.

Cały powyżej cytowany dokument sugeruje, iż Zbigniew A., ówczesny Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Wałczu, stara się wyplątać z malin, w jakie wpuślili go Wojciech Z. i Mariusz Ś. Co oznacza, że świadom jest wykorzystania własnej pozycji urzędnika państwowego w rozgrywkach personalnych i gospodarczych... Dowodzi tego ponad wszelką wątpliwość jego nieusprawiedliwiona absencja na rozprawie tyczącej się wydarzeń z 2. maja 2012 r., podobnie jak i nieobecność pozostałych świadków ze strony SARP.

*

14.05.2012. SARP tworzy informację prasową.

Informacja opublikowana na stronach Polskiej Agencji Prasowej dostępna jest pod tym linkiem: http://siz.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_siz.pap.pl&_PageID=5&depID=141235&_CheckSum=-1402788435
Podobnie, jak w piśmie Mariusza Ś. do pracowników jak i jego informacjach przekazywanych prasie lokalnej, tak i tutaj podnosi się zarzuty względem Imperio Polska bez żadnych dowodów, szczególnie podkreślając społecznie chwytliwą tematykę nie opłacania różnych składek, choć – jak wyżej zaznaczam – co najmniej składki ZUS były odprowadzane do końca 2010 roku, natomiast kontrole Izby Celnej i Urzędu Skarbowego mająca miejsce w 2011 roku nie wykazały żadnych szczególnych uchybień poza typowo ludzkimi błędami w rodzaju braku przecinka czy nieczytelnego podpisu.

Kolejny raz potwierdza się chęć propagandowego oczernienia spółki Imperio poprzez upublicznianie zarzutów, których nikt nie sprawdził i nie sprawdzi, a co więcej, po części oświadczenia Zarządu SARP implikują niczym nie poparte (za wyjątkiem oświadczeń Wojciecha Z.) zarzuty kradzieży wyposażenia Zamku i dewastacji obiektu oraz okradania gości.

Jednocześnie Zarząd SARP odcina się od „niedogodności”, do których doprowadza de facto swoją działalnością. Być może gdyby ówczesny prezes stowarzyszenia pofatygował się do Zamku i naocznie przekonał jak się sprawy mają miast opierać się na informacjach zasłyszanych z drugiej i trzeciej ręki, byłby bardziej powściągliwy w upublicznianiu tego rodzaju informacji. Skądinąd wiadomo, że w tym czasie Jerzy G. znajduje się - mówiąc potocznie - w kieszeni Mariusza Ś., a zatem po prostu musi tańczyć tak, jak mu zagrają. Nie są mi znane kulisy tego uzależnienia, faktem jednak pozostaje, iż prezes stowarzyszenia nie jest w stanie sprzeciwić się skarbnikowi.

*

24.05.2012. Montaż bojlerów.

Ze względu na planowaną obecność większej ilości gości i niedogodności związane z brakiem ciepłej wody zapada decyzja o zakupieniu bojlera elektrycznego dużej pojemności i dołączeniu go do istniejącego obiegu. Zważywszy na fakt, że nie wiąże się do z żadnymi pracami budowlanymi, na wykonywanie których wymagana jest zgoda różnych osób i instytucji, a polega jedynie na wstawieniu urządzenia do piwnicy, przykręceniu doń 2 rurek i włożeniu wtyczki do gniazdka elektrycznego, zarząd Imperio Polska nie widzi przeciwwskazań co do zastosowania takiego rozwiązania.
Ponieważ z powodów technologicznych okres oczekiwania na produkcję bojlera o dużej pojemności okazuje się zbyt długi i pojawiają się jednocześnie problemy natury logistycznej, zapada decyzja o interwencyjnym zakupie kilku mniejszych bojlerów dostępnych od ręki.

W ten sposób w Zamku pojawia się 5 sztuk o pojemności 80l i 1 sztuka o pojemności 200l – zakup finansuję z prywatnej karty kredytowej, jako że nie ma możliwości pobrania gotówki z konta firmowego (Dyrektorka Agnieszka N. ze względu na jakiegoś rodzaju błędy formalne we wniosku nie posiada jeszcze odpowiedniego pełnomocnictwa). W następnych dniach pieniądze zostają mi w całości zwrócone.

Montażem bojlerów zajmuje się niewielka firma lokalna, o której Wojciech Z. sądzi, że jest to duża firma H. z Wałcza. Faktem jest, że przedstawiciel H. z Wałcza pojawia się na moją prośbę miejscu i po oszacowaniu czasochłonności prac decyduje, że zlecenie powinno zostać przekazane owej małej, współpracującej z nim firmie, albowiem w tym dniu H. nie ma możliwości jego przyjęcia ze względu na brak wolnych rąk do pracy.

Ponieważ w nazwie firmy H. występuje słowo „gaz”, Wojciech Z. jest natenczas przekonany, iż właśnie trwa budowa niedużej kotłowni gazowej, stąd początkowo jego donosy mówią właśnie o takim przedsięwzięciu. Dopiero Andrzej S., jego „wtyczka” w Imperio Polska, opowiada mu z grubsza co się wówczas dzieje i w efekcie świeżo zbudowana kotłownia gazowa w podziemiach Zamku magicznym sposobem zamienia się w ledwie kilka bojlerów zawieszonych na ścianie.

Montaż kończy się mniej więcej na 6 godzin przed przyjazdem pierwszych gości. A na czym polega?
Bojler 200l zostaje ustawiony na posadzce, bojlery 80l zostają zawieszone na ścianie na hakach, które z kolei zawieszone są na zwykłych kołkach rozporowych. Generalnie prace te niczym się nie różnią od powieszenia na ścianie większego obrazka czy szafki kuchennej.

Na koniec zostaje zlutowana z miedzianych rurek sieć połączeń pomiędzy bojlerami, a całość podłączona elastyczną rurą do istniejącego ujęcia wody, a z drugiej do istniejącego przyłącza obiegu ciepłej wody. Całą instalację można zdemontować i przywrócić pierwotny stan w ciągu najdalej 1 godziny, przy wystarczającej liczbie ludzi.

Mimo wszystko w późniejszym czasie Agnieszka N. na postawie decyzji inspektor Ewy S. z WUOZ w Szczecinie (na wniosek SARP wynikający z fałszywego przedstawienia sytuacji bezpośrednio przez Wojciecha Z.) zostaje oskarżona o przeprowadzanie prac budowlanych w Zamku wbrew spreparowanemu w czerwcu zakazowi z datą kwietniową. Wojciech Z. na podstawie informacji uzyskanych od Andrzeja S. oraz własnych domysłów pisze donos, zgodnie z treścią którego w czasie tych prac rzekomo wybijano dziury w ścianach i kuto tynki… Jako dowód wskazuje istniejące w rzeczywistości od 1997 roku ubytki i uszkodzenia, które związane są z likwidacją kotłowni węglowej.

Inspektor Ewa S. mimo przeprowadzonej wizji lokalnej podtrzymuje zarzuty sfingowane przez Wojciecha Z. – nie jest ona budowlańcem, więc nie potrafi stwierdzić czy przykładowa dziura w ścianie zrobiona została kilka dni czy 15 lat temu.

Tradycyjnie już w pierwszej instancji, zaocznie i dzięki efektowi propagandowemu, Agnieszka N. zostaje uznana winną, ale po odwołaniu i przeprowadzeniu procesu z udziałem świadków zostaje ostatecznie uniewinniona od zarzucanego jej czynu.

Ponieważ zaślepiony żądzą zemsty Wojciech Z. nie sprawdza żadnych faktów, lecz donosi o wszystkim, co mu palce na klawiaturę niosą, o 18:32 w dniu montażu bojlerów Katarzyna J., prawniczka SARP, pisze do firmy H. z Wałcza żądanie zaprzestania wykonywania jakichkolwiek prac w Zamku. W firmie musi przez chwilę panować lekkie zamieszanie i konsternacja, bowiem w tym czasie żadnych prac nie wykonuje w promieniu kilkudziesięciu km od Tuczna…

Jednocześnie stopniowo Imperio Polska zaczyna rozważać możliwość oskarżenia Wojciecha Z. o prześladowanie firmy, które niebawem skutkuje rozpoczęciem zbierania materiału dowodowego i złożeniem wniosku do sądu o ukaranie.

 


CZYTAJ DALEJ>>>