Współczesna historia Zamku Tuczno - Zakończenie

 

*

Ok. 20.08.2015. Decyzja o rezygnacji z działalności w Zamku Tuczno

W okolicach 20.08 (dokładnego dnia nie pamiętam) zarząd spółki uznaje, że z celem mija się dalsze prowadzenia działalności w Zamku Tuczno i czekaniu na dalsze kroki prawne ze strony SARP zmierzające do eksmisji spółki i jej pracowników.

Powyższe wynika z wielu względów, ale ostatecznie o niej przesądzają wyniki kontroli ze strony Państwowej Straży Pożarnej oraz SANEPIDu w części hotelowej i gastronomicznej.

PSP w czerwcu 2015 wydaje warunkową decyzję o dopuszczeniu obiektu do organizacji letniego wypoczynku dzieci. Decyzja ta jest obwarowana wieloma zastrzeżeniami, które muszą być spełnione jeszcze przed końcem tegorocznego lata. Wszystkie uchybienia, jakie były możliwe do usunięcia, zostały spełnione – między innymi zostały zdjęte palne kotary i zasłony, uzupełniono ilość dostępnych środków gaśniczych, uzupełniono oznaczenia dróg ewakuacyjnych, wyłączono z użytkowania pomieszczenia z drogami ewakuacyjnymi przekraczającymi dopuszczalne długości, zaktualizowano Instrukcję Bezpieczeństwa Pożarowego, wszyscy pracownicy przeszli stosowne szkolenia przeprowadzone przez uprawnionego instruktora.
Przeszkody, których nie można było usunąć przed upływem wyznaczonego terminu to m.in.

  • ponadnormatywna długość dróg ewakuacyjnych korytarzy we wszystkich kondygnacjach. Aktualnie obowiązujące przepisy wymagają albo budowy nowych dróg, albo wstawiania drzwi ognioodpornych w korytarzach, na co wymagana jest zgoda i konserwatora zabytków, i SARP
  • instalacja klap oddymiających,
  • instalacja awaryjnego oświetlenia,
  • podłączenie centrali sygnalizacji pożarowej do systemu wczesnego ostrzegania w PSP Wałcz to zadanie trudnością przypominające lot w kosmos - nie jest niemożliwe, ale bardzo kosztowne i czasochłonne,
  • konieczność wymiany zasłon w pokojach na niepalne,
  • wymiana wszystkich drzwi do pokoi i pozostałych pomieszczeń na spełniające określone normy ognioodporności, w tym montażu specjalnych drzwi do kotłowni gazowej oraz zamurowania tamże okien...
  • demontaż drewnianego, podwieszanego sufitu w jadalni zamkowej, bo ponoć jego istnienie stanowi wielkie zagrożenie…

Zamek przez 30 lat był obiektem bezpiecznym pod tym względem, ale nowe przepisy, w tym szczególnie te narzucone nam przez Unię Europejską, sprawiają, że z dnia na dzień obiekt stał się formalnie bardzo poważnym zagrożeniem dla przebywających w min osób…

Wszystkie tego rodzaju inwestycje przerastają możliwości nie tylko Imperio i OK Humors, ale niewątpliwie także SARP, dlatego w tej materii spółka przed upływem wyznaczonego okresu nie podejmuje żadnych czynności.

W efekcie tego Zamek decyzją administracyjną powinien otrzymać we wrześniu 2015 całkowity zakaz prowadzenia działalności hotelowej do czasu usunięcia nieprawidłowości.

Jakby tego było mało do akcji w międzyczasie wkracza SANEPID, komórka zajmująca się hotelami. Niestety, i tutaj dla Zamku nie ma dobrych wieści:

  • bezwzględnie konieczna jest wymiana/naprawa wszystkich podłóg w pokojach, szczególnie w korytarzach,
  • gruntowne odświeżenie i konserwacja armatury sanitarnej.

Decyzja umożliwiająca dalszą działalność – podobnie jak w przypadku decyzji PSP – jest warunkowa i nie dotrzymanie terminów robót wiąże się z zakazem prowadzenia działalności hotelowej. To oznacza, że SANEPID ds. hotelowych winien także we wrześniu wydać decyzję nakazującą zamknięcie hotelu w Zamku.

I na deser jeszcze wyniki kontroli SANEPID ds. gastronomii. W tym roku pobłażania nie było – kontrolerzy już na „dzień dobry” rzucali mandatami na prawo i lewo, jedynie instrukcja HACCP okazała się w miarę OK, ostatecznie warunkowo dopuszczając pion gastronomiczny do pracy pod warunkiem zrealizowania zaleceń pokontrolnych do końca sierpnia:

  • odmalowanie wszystkich pomieszczeń,
  • wymiana wszystkich dużych urządzeń gastro (w tym zmywarki i piece),
  • wymiana podłóg,
  • wykafelkowanie ścian zgodnie z aktualnie obowiązującymi normami,
  • instalacja i dostosowanie systemu wentylacji na zgodną z normami i uwzględniającą używanie gazu…

Tutaj także największe kłopoty wynikają nie ze złego stanu kuchni, ale ze zmiany przepisów, którą narzuca nam Unia Europejska.
To oznacza, że już trzeci organ kontrolny winien we wrześniu 2015 wydać decyzję administracyjną zakazującej prowadzenia działu żywienia zbiorowego czy jakiejkolwiek innej gastronomii w Zamku Tuczno.

Czy te decyzje zostały wydane i wpłynęły do Zamku / do SARP - trudno mi powiedzieć, ponieważ w czasie ich teoretycznego wydawania nie pracowałem już w Zamku. Natomiast pewne jest, że jeszcze w sierpniu wyżej wspomniane organy podtrzymywały swoje decyzje i informowały o zamiarze wydania opisywanych zakazów.

Reasumując – Zamek Tuczno ma przechlapane, bowiem bez inwestycji na poziomie - jak sadzę - górnego zakresu 6-cyfrowej sumy i odbiorem ich przez 3 niezależne, państwowe instytucje, Zamek nie będzie mógł prowadzić absolutnie żadnej z dotychczasowych działalności, za wyjątkiem wpuszczania i ewentualnego oprowadzania zwiedzających. Chociaż nawet i to nie powinno być dopuszczalne ze względu na zagrożenie pożarowe...

Nic zatem dziwnego, że Imperio i OK Humors decydują o oddaniu obiektu SARP – dla wygody równo z końcem miesiąca.

W mojej opinii ktokolwiek weźmie w dzierżawę Zamek po odejściu Imperio, popełni mimowolne seppuku. Chyba, że… Chyba, że będzie to ktoś, kto ma kasy, jak lodu, a Zamek potraktuje jako zabawkę. Warto wspomnieć, że kiedyś pojawił się taki człowiek - było to pod koniec czerwca 2015. Bogaty do obrzydzenia biznesmen, niejaki pan D., zauroczył się Zamkiem w trakcie organizacji tu swoich urodzin.
Po kilku rozmowach ze mną i kilku godzinach rozmów z dyrektor Zamku podjął się zadania kupienia Zamku. W tym celu zorganizował spotkanie w siedzibie SARP. Wiemy, że takowe się odbyło, jednak ich finał jest taki, że Zamek wciąż pozostaje własnością SARP. A szkoda. Mężczyzna ten chciał Zamek kupić i zrobić z niego klejnot w koronie nie szczędząc pieniędzy, których ma w nadmiarze, o czym ze skromną raczej nonszalancją informował nas – pracowników Zamku – każdego dnia, m.in. dając sute napiwki i rozdając prezenty…
Mieszkańcy Tuczna z okolic Zamku w promieniu 2 km niewątpliwie pamiętają jego pobyt w Zamku ze względu na kłopoty ze snem po północy – pokaz fajerwerków przeciągnął się wówczas do około 15 minut z planowanych 3. Okazało się, że pokaz organizowany przez Zamek (wartość ok. 1500 zł wg naszych kosztów) spowodował niedosyt wśród gości i wyciągnęli oni posiadane przez siebie „przypadkiem” baterie puszczając w niebo… czy ja wiem? Na mój gust z 5.000 zł. Ot tak, przy lampce szampana…

 

 *

20.08 – 31.08.2015. Wyprowadzka Imperio i OK Humors z Zamku.

W całym tym okresie spółka i pracownicy zajmują się przygotowaniami do opuszczenia Zamku.

Po kolejnym nieuzasadnionym wezwaniu Policji sprzed miesiąca Wojciech Z. kładzie laskę na to, co dzieje przed i w Zamku - nie interesuje się, nie wtrąca, przeważnie go po prostu nie ma.

O – pardon, skłamałbym… Któregoś dnia na skutek silniejszego porywu wiatru odłamuje się i spada spora gałąź z drzewa zlokalizowanego jakieś 30 m przy dróżce na lewo od Zamku (patrząc z dziedzińca).
Jak już wiemy z przygód z ostatnich 3 lat opisywanych tutaj przeze mnie, Wojciech Z. cierpi na dziwną postać miłości do roślinności roślinności rosnącej wokół Zamku. Przypomnę, że na podstawie umowy zawartej z SARP i na skutek bezpośrednich wezwań SARP i jego przedstawicieli do zorganizowania prac porządkowych i usunięcia wiatrowałów i wiatrołomów, Wojciech Z. jest do takich czynności zobligowany. Tymczasem jedyne, na co go stać, to próba przegonienia dzieciaków z trawnika i robienie im zdjęć w trakcie zadeptywania jego terenu... Niemal każdego miesiąca w czasie wtorkowych inspekcji Zamku przedstawiciel SARP wytyka mu jego nieudolność i wzywa do jak najszybszego usunięcia powalonych drzew. Ale Wojciech Z. nie może… Zasłania się brakiem zgody ze strony konserwatora zabytków…

To bardzo dziwne biorąc pod uwagę, że jesienią 2012 nie ma z tym problemu – nakłania osoby z Tuczna posiadające odpowiednie siły i środki do uprzątnięcia terenu.
Nie, przesadzam – to nie dziwne, to jasne. W tamtym czasie SARP niczego nie kontroluje, a już szczególnie poczynań Wojciecha Z. Dlatego ten zleca prace porządkowe w zamkowym parku wybranym osobom w zamian za pozyskany surowiec i kilka niedużych złotych do ręki.
Uważam, że na skutek publikacji moich pamiętników kontrola nad poczynaniami Wojciecha Z. przez SARP zaczyna przypominać (choć jeszcze nie w pełni) normalne relacje na linii zleceniodawca – zleceniobiorca. Dlatego gdyby Z. teraz zechciał w dokładnie taki sam sposób, jak rok czy dwa temu, załatwić sprawę, miałby problem.
Wydaje się, że po pierwsze: mieszkańcy Tuczna (także ci zaangażowani w pozyskanie drewna z zamkowego parku w 2012 roku) czytali moje pamiętniki. Dlatego tym razem nie będą chcieli układać się z kombinatorem, który jest na widoku – obserwowany, fotografowany i analizowany na każdym niemal kroku.
Po drugie: SARP na bazie dokumentacji fotograficznej będzie w stanie oszacować ilość pozyskanego drewna. Potem można sprawdzić gdzie i ile tego surowca jest lub kto, ile i za ile go pozyskał oraz gdzie są z tego pieniądze.
Dla Wojciecha Z. profitu z tego żadnego nie będzie i nie może być, więc… nie ma sensu się spinać, nie ma po co się spieszyć, w ogóle co będzie to będzie, ale na pewno nie będzie działania, bo w kwestii podjęcia się jakiejkolwiek pracy brak profitu u Wojciecha Z. oznacza brak motywacji. Ale o tym to doskonale wie każdy, kto dotarł aż do tego miejsca w moich pamiętnikach.

Po tym przydługim wstępie być może uda się zrozumieć (choć wątpię) co też powoduje, że Wojciech Z. dostaje hmm… z relacji gości mieszkających w Zamku powiedziałbym, że furii albo białej gorączki - kiedy spada opisywana we wstępie tego wpisu gałąź. Otóż goście wychodząc z Zamku na spacer – jak to każdy ciekawski turysta – idą zobaczyć co to tak sobie leży… No gałąź. Gałąź, jak gałąź – duża, ułamana.

A Wojciech Z. jak pitbull wypada z pawilonu, macha łapskami, drze się na ludzi, wyzywa, obraża, rzuca k…wami i każe im wyp…ć. Wszyscy w szoku – co to za wariat? – pytają później w Recepcji Zamku. Nasz uzbrojony ochroniarz postanawia podjąć interwencję – nie bezpośrednią na szczęście, bo by się to dobrze dla Z. nie skończyło. Dzwoni na Policję i zgłasza napaść na gości Zamku - wulgarne zachowanie się i zakłócanie porządku publicznego oraz obawę o dojście do rękoczynów.

Przyjeżdża patrol. Wojciech Z. utrzymuje, że wszelkie wyzwiska – choćby były nieuzasadnione – skierowane są do tych ludzi w trosce o ich zdrowie i bezpieczeństwo – nie powinni podchodzić do tego drzewa, bo może im druga gałąź na łeb spaść i zabić…

Policjanci próbują pouczać Z, że to nie tak, nie wolno przeklinać, nie wolno wyzywać ludzi, można grzecznie poprosić o odejście, a nie drzeć ryja obrażając ludzi. A poza tym to gdyby Z. nie wiedział, to sprawy takie załatwia się tak, że wzywa się specjalną ekipę, która uprzątnie i zabezpieczy miejsce zdarzenia…
Policjanci najwyraźniej odwalili kawał dobrej roboty, bo niebawem pojawia się ekipa z podnośnikiem, która robi na miejscu porządek.

Znamy Wojciecha Z. od kilku lat – ale nikt z nas nie wpadłby na to, że wyjdzie z niego - dosłownie wg opisu zbluzganych gości - agresywny wariat wulgarnie wyzywający przypadkowych ludzi z powodu gałęzi, którą w nocy złamał wiatr i później oni ją sobie oglądali.

Od tamtego czasu Z. przestaje być widoczny w okolicy Zamku.

A my korzystając ze spokoju najpierw ustalamy co z wyposażenia Zamku należy do Imperio, OK Humors i innych firm współpracujących z nami. Po sporządzeniu listy przedmiotów do zabrania wszystko jest dokładnie zbierane, liczone, pakowane, zabezpieczane i wywożone do wynajętego magazynu. Wiem, że później pojawiają się oskarżenia opróżnienie Zamku z wyposażenia - a przecież jest to całkowicie zgodne z żądaniem SARP zawartym w piśmie otrzymanym wcześniej nakazującym jak najszybsze opróżnienie Zamku z wszelkich ruchomości i oddanie obiektu właścicielowi.
Tak więc działając w tym duchu oddajemy właścicielom takie rzeczy, jak ogródek piwny, lodówki i zamrażarki należące do różnych hurtowni, różne akcesoria należące do osób prywatnych, wywozimy resztę majątku Imperio i OK Humors do punktów magazynowych. Z piwnic wynosimy stare naczynia i serwujemy na nich posiłki ostatnim gościom.

Niestety, nie wszystko możemy zabrać – część rzeczy, które ukradł w 2012 roku Wojciech Z. udając, że posiada uprawnienia komornicze – pozostają na terenie Zamku, w tym 5 rowerów turystycznych o wartości ok. 5.5 tys. zł, obrusy, pościele, akcesoria do sprzętu wodnego (kapoki, wiosła), parę telewizorów, grzejniki i całe wyposażenie pomieszczeń mieszkalnych zwanych studio A, B i C (płyty grzewcze, szafki, meble, itp.). Na marginesie dodam, że de facto sprzęty te zajęte są przez uprawnionego komornika (przypominam tak na wszelki wypadek, jakby ktoś z Tuczna czy okolic dostał propozycję kupna czegoś od faceta z Zamku, tudzież gdyby coś się miało pojawić na Allegro czy OLX).

Na koniec sprzątania Zamek wygląda niemal tak, jak wyglądał w maju 2009 roku, kiedy to przyszła firma Imperio i rozpoczęła się dzierżawa – pusty i smutny.

 

*

1.09.2015. Przekazanie Zamku SARP.

Tego dnia w Zamku pojawia się ekipa w składzie: Dyrektor Agnieszka N., prezes Imperio Jan K., oraz ja – jako recepcjonista początkowo, a po przyjeździe reprezentantów SARP jako członek komisji inwentaryzacyjnej.

W Zamku zjawia się sporo ludzi, reprezentanci SARP z oddziału szczecińskiego i warszawskiego, w tym sam pan prezes Mariusz Ś., a także mecenas SARP, po której w swoich pamiętnikach jadę bez pardonu.
Pan prezes oczywiście jeszcze zanim się rozejrzał po Zamku pyta co ja tutaj robię… Dobrze wie, że jeżeli kolejny raz zachowa się dyshonorowo, zostanie to dokładnie opisane.
Ostatecznie akceptuje moją obecność jako członka komisji zdającej obiekt i nie ma więcej pytań. Aczkolwiek mojej obecności unika i jest wyraźnie niezadowolony, że trzaskam zdjęcia setkami. Kto wie czy nie popsułem mu swoją obecnością i posiadaniem aparatu jakiegoś szczwanego planu.

Warto wspomnieć, że razem z delegacją SARP w Zamku pojawia się… ochrona z firmy H. Zostaje nam przedstawiony fałszywy cel jej obecności, co wychodzi dopiero po kilku tygodniach - a jaki sens miało okłamywanie nas, to nie mam najmniejszego pojęcia do dzisiaj.

W każdym razie ochrona jakiś czas po przybyciu otrzymuje pomieszczenie służbowe bezpośrednio pod schodami prowadzącymi do pieczary Wojciecha Z. i zlecenie pilnowania obiektu i terenu przez 24 h/d do odwołania…

Na pierwszy rzut bierzemy sale na parterze. Oglądamy i spisujemy na kopiach formularzy z inwentaryzacji z 2009 roku – to ma ułatwić poszukiwanie określonych przedmiotów i błyskawiczne porównywanie stanu ówczesnego i teraz zastanego. Moim zadaniem jest sporządzanie dokładnej dokumentacji fotograficznej Zamku na kilka godzin przed oddaniem obiektu właścicielowi – na wypadek, gdyby później miały się pojawić jakieś rozbieżności czy zastrzeżenia. Robię zatem tego dnia kilka setek zdjęć różnych pomieszczeń pod różnymi kątami, każde opatrzone automatycznie nałożonym stempelkiem zawierającym datę i godzinę. Na wszelki wypadek, bo wiemy już jak pięknie kłamać potrafi SARP, a w zasadzie jego prezes.

(dodano we wrześniu 2016 r.: nie myliłem się –  licząc na krótką pamięć ludzi i brak dostępu do dokumentacji zarząd SARP wespół w zespół z Wojciechem Z. po roku utrzymuje, że Zamek został mu zwrócony kompletnie zrujnowany i zniszczony, dosłownie zaszczany i zarzygany, z rozkradzionym i/lub zniszczonym wyposażeniem, po prostu w stanie nie nadającym się do niczego poza remontem kapitalnym.
Już pan Prezes SARP raczył zapomnieć, że jest kilkaset zdjęć temu przeczących, a wręcz dowodzących, że Zamek nazajutrz mógł rozpocząć przyjmowanie gości na hotel i karmienie ich posiłkami przygotowywanymi na miejscu. Zgadzam się, że nie w pełnej skali, ale możliwości przerobowe – tak to umownie nazwę – nazajutrz po zdaniu obiektu szacuję na 40 – 60 osób , czyli przynajmniej 50% możliwości Zamku. Pełną dokumentację fotograficzną – ponad 400 zdjęć -  posiadam w swoim prywatnym archiwum, tutaj publikuję tylko kilka przykładowych ujęć.

W kontekście powyższego nie dziwi mnie zupełnie, że pan Prezes SARP nie tylko zdenerwował się moją obecnością, ale wręcz nie krył zniesmaczenia faktem, że fotografuję wszystko, co się da.  Ewidentnie już wówczas knuł jakiś plan, w którym będzie nadal oczerniać i pomawiać Imperio i pracowników Zamku o najgorsze przymioty. Nie dziwi mnie zatem, że z sukcesem usiłował mnie odciągnąć z Zamku organizując mi około godzinny pobyt pod kotłownią Zamku w czasie, gdy druga grupa inwentaryzacyjna spisywała wyposażenie pokoi zamkowych. Cwaniaczek.

Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że plan był taki:

  • przedstawiać publicznie, także w mediach, obraz Zamku zrujnowanego, zniszczonego i rozkradzionego
  • udać się do potencjalnych sponsorów z płaczem po dofinansowanie remontu zniszczonego przez bandytów Zamku wyłżebrać w ten sposób więcej wsparcia, niż by było możliwe, gdyby Zamek wymagał jedynie remontu ze względu na upływający czas - wiadomo, że chętniej i więcej pomaga się ofierze bandytów.

Co ciekawe, plan ten jest wprowadzony w życie i zaczyna przynosić efekty w postacci pojawiającej się coraz większej liczby sponsorów chcących wesprzeć już nie remont ale wręcz odbudowę Zamku. Sprytnie, nie ma co...

Dla mnie bardzo dziwne jest, że pieniędzy w kwocie około 1,37 mln zł corocznie od 6 lat odpisywanych w sprawozdaniu finansowym na modernizację Zamku jest za mało i trzeba chodzić na żebry do sponsorów...)

Wracając do wydarzeń tego dnia - po przejściu sal podkomisja z prezesem Ś. wychodzi na zewnątrz i znika, zaś podkomisja, w której ja jestem, udaje się na piętro i zajmuje inwentaryzowaniem pokoi.  Niebawem jestem wezwany do kotłowni Zamku. Tam nie wiedzieć z jakiego powodu spędzamy jakieś 40 minut na staniu i czekaniu… Otóż SARP zleca Wojciechowi Z. zakup i wymianę zamka w drzwiach wejściowych do kotłowni. Po co? Nie wiem - może SARP boi się, że już w zasadzie ex-pracownicy Zamku mają kopie kluczy i będą czasami wpadać do kotłowni coś uszkodzić czy ukraść?

Wojciech Z. wywiązuje się z polecenia SARP tak, jak zawsze – nie udaje mu się zamka kupić. Jedzie jeszcze raz… Mijają długie minuty oczekiwania… Wraca. Jest zamek, pojawia się też kolega C., wspólnik z włamań sprzed blisko 4 lat.

Wchodzimy do kotłowni. Robimy zdjęcia, stwierdzamy do protokołu, że wszystko jest w porządku. Na prośbę SARP – i pewnie jako jedyny posiadający tam wówczas stosowne uprawnienia – dokonuję wyłączenia kotła (dotychczas pracował w celu zapewnienia dostaw ciepłej wody do Zamku) i odcinam do niego dopływ gazu. Bardzo to tak teraz dziwnie, przesadnie oficjalnie wygląda – wcześniej nikt się nie cackał i przy instalacji majstrował każdy, kto miał ochotę.
Wychodzimy i… zaczyna się następna przerwa… Wojciech Z. na polecenie przedstawicieli SARP i z pomocą przyjaciela C. usiłuje zmienić zamek do kotłowni. Nic z tego, do tego potrzebna jest najwyraźniej większa filozofia i gruntowniejsza wiedza.
Jednocześnie obecny prezes Imperio, Jan K., odmawia podpisania protokołu ze zdania kotłowni. Przyznam, że nie rozumiem tej postawy, choć z formalnej strony ma rację – upoważniony jest do zdania budynku głównego Zamku, natomiast kotłownia pozostawać ma we władaniu Imperio - tak mówiący wyrok w dalszym ciągu jest w mocy…
Poważnie – jeżeli ktoś jeszcze nie zwrócił uwagi, to wskazuję, że zgodnie z wyrokiem sądu Imperio zobowiązane jest do zwrotu budynku Zamku, o kotłowni nie ma ani słowa… Co więcej, w odniesieniu do niej w mocy jest inny, wcześniejszy wyrok, który z kolei Stowarzyszeniu nakazuje oddanie jej spółce Imperio i zaniechanie wszelkich działań…

Z formalnego punktu widzenia gdyby dosłownie realizować wyroki to powinna w tym dniu nastąpić zamiana władania budynkami. Taki paradoks polskiego sądownictwa…

W międzyczasie ma miejsce rozmowa pomiędzy mną, przyjacielem Wojciecha Z. – P. C. – oraz mecenas SARP, Katarzyną J.
Zastanawiałem się jakiś czas czy ją tu przytaczać. Uznałem, że nie warto. W skrócie: C. udaje, że jest idiotą, prezes Ś. straszy mnie bliżej nieokreślonymi konsekwencjami za publikację niniejszych pamiętników, mecenas J. stara się być sarkastyczna, ale słabo to jej wychodzi.

Po kilkunastu minutach oczekiwania na moją wyraźną, drugi raz wyrażoną prośbę udajemy się do podziemnych zbiorników z gazem. Ja tu nie jestem, by kłócić się, robić problemy, przeszkadzać – jestem tu po to, aby dokumentować fotograficznie oddanie Zamku właścicielowi, a stojąc pod kotłownią w niejakim impasie tracę czas i możliwość dokumentacji inwentaryzacji wewnątrz zamku. Dlatego podpisuję protokół zdania kotłowni zamiast prezesa Imperio – acz oczywiście nie jako prezes czy przedstawiciel tej firmy, w której nie pracuję od ponad roku, ale jako zwyczajna osoba prywatna oddelegowana przez Imperio i obecna podczas czynności. Kluczyk do kotłowni oddaję prezesowi SARP.
Po przejściu do zbiorników z gazem następuje inwentaryzacja stanu paliwa (akurat zostało go 0/0%, czyli dopiero co wyłączony kocioł pracował na oparach) oraz urządzeń. Wyłączam i zabezpieczam parownik i całą linię przesyłową gazu. To daje podstawę przedstawicielom SARP do podpisania za kilka minut umowy dzierżawy zbiorników na gaz z przedstawicielem firmy I. (właściciel zbiorników), który od wielu godzin „kwitnie” bezczynnie na terenie Zamku sprowadzony rano przez SARP… Kluczyki do zbiorników przekazuję prezesowi Ś., podpisuję protokół. Przy okazji prezes Ś. chce obejrzeć pomieszczenie dawnej oczyszczalni ścieków tuż obok zbiorników, w której zgodnie z natychmiastowym donosem Wojciecha Z. kilka dni temu zabraliśmy sprzęt wodny należący do Imperio. Lecę zatem po klucze, wracam, wchodzimy, robimy zdjęcia, wychodzimy i wracamy do Zamku. [Czasu zeszło sporo na nic nie robieniu, wielu pokoi zamkowych już nie zdążę sfotografować, plan prezesa Ś. częściowo się realizuje – dodano we wrześniu 2016).

Podkomisja z prezesem SARP lokuje się w Sali Kominkowej, a ja wracam do dokumentowania inwentaryzacji pokoi i innych pomieszczeń.

Całość kończy się po godzinie 15:00. No i tu pojawia się problem. Obie strony powinny posiadać wiarygodne kopie dokumentów inwentaryzacyjnych, tymczasem sporządzone one zostają w jednym egzemplarzu, a skopiować ich w Zamku nie ma na czym.

Wojciech Z. odmawia udostępnienia swojego sprzętu w celu skserowania ok. 70 stron dokumentów. Pierwotnie pod pozorem braku papieru, a potem z powodu rzekomej niewydolności sprzętu. Przedstawiciele SARP szukają jakiegoś punktu ksero na terenie Tuczna, ale niestety nic nie znajdują. Kolejna godzina mija. Padają różne pomysły, ale ostatecznie staje na tym, że musi być „hard copy”, żadne późniejsze dosłanie pocztą czy sfotografowanie dokumentacji nie wchodzi w rachubę… I nagle olśnienie! Przyjaciel Wojciecha Z. – P. C. – przypomina sobie, że ma zarąbisty sprzęt – zaraz go przywiezie i skseruje się wszystko w 5 minut. Powiem szczerze, że ucieszyłem się na tę myśl – jest godzina około 17:00, a ja bez śniadania na nogach od 6:00 – żeby zabić głód popijam wodę mineralną i sok pomidorowy…

Niestety, ten zarąbisty sprzęt przywieziony przez C. – nawiasem mówiąc szybciej zajechałbym skuterem do Wałcza i kupił i przywiózł stamtąd nowy – okazuje się badziewnym urządzeniem wielofunkcyjnym za tyle, ile noszę codziennie jako drobne w kieszeni. Dlatego kopiowanie ok. 70 stron zajmuje jakieś 1,5 godziny. Całe szczęście, że tuszu wystarczyło, bo ten to by pewnie przez tydzień dowozili…

Po 19:00 w końcu udaje się zasiąść do stołu. Pod gruntowną kontrolą jeszcze Dyrektor Zamku i jeszcze mnie – prezes Imperio podpisuje kolejno wszystkie oryginalne i skopiowane stronice protokołu przekazania Zamku.

Nie stwierdzono żadnych ubytków w wyposażeniu, zwłaszcza w odniesieniu do antyków, żadnej dewastacji czy zniszczeń Zamku, a samo przekazanie obiektu odbyło się w poprawnej i zgodnej atmosferze, co potwierdza późniejsza wypowiedź przedstawiciela SARP dla lokalnej prasy (całość tutaj: http://extrawalcz.pl/aktualnosci/947-zamek-chwilowo-zamkniety):

Bardzo się cieszymy, że udało się wreszcie zakończyć trwającą latami kampanię sądową. Strona - przyznam, że dość niespodziewanie - przekazała zamek po dobroci. Nie mamy zastrzeżeń co do stanu obiektu, nie odnotowaliśmy także żadnych zniszczeń i braków - mówi sekretarz generalny SARP Krzysztof Ozimek. - Na razie obiekt jest zamknięty i czuwa nad nim ochrona, a my musimy pomyśleć co dalej. Na pewno będzie to nadal Dom Twórczy SARP. Podobnie jak do tej pory będziemy chcieli prowadzić tam działalność hotelową. Z pewnością obiekt wymaga nakładów i doposażenia, musimy temu sprostać. Kolejnym ambitnym dla nas zadaniem będzie to, żeby nie przynosił strat. Przed nami dużo pracy. Myślę, że do końca roku wypracujemy już model działania. Mogę także zapewnić, że zamek nadal będzie otwarty dla mieszkańców i na pewno nie będzie to straszny dwór…

Myślę, że ta wypowiedź ostatecznie rozstrzyga i dowodzi kto i jak bardzo kłamał opisując stan Zamku po zaprzysiężeniu jako świadek w różnych sądach... Odpowiednie fragmenty protokołów zamieszczałem wszak wielokrotnie w różnych miejscach tego pamiętnika polemizując zawzięcie z fałszywymi zeznaniami.

Około godziny 19:30 ja, dyrektor Zamku i prezes Imperio zbieramy się do wyjścia i opuszczenia Zamku ostatni raz na zawsze. W tym momencie podchodzi jedna z reprezentantek SARP z szampanem (tj. najtańszym winem musującym) kupionym przez Wojciecha Z. Prezes Ś. odsyła ją karnym spojrzeniem i słowem mówiąc „Niech pani to natychmiast schowa”…
Ciekawe, ze pan Prezes nie chciał w naszej obecności świętować zwycięstwa – wszak to naturalna rzecz, każdy się tego spodziewał na to czekał cały dzień, niektórzy kilka lat. Może pan Prezes uznał, że będzie musiał nas, przedstawicieli Imperio, poczęstować – a nie wypada? Oczywistym jest, że nikt z nas nie skorzystałby z toastu – po pierwsze to nie nasze święto, po drugie jesteśmy kierowcami szykującymi się do drogi, więc szampan teraz to tak nie ten teges

Tuż po 19:30 ostatnie osoby związane z walką o niezakłócone działanie i dobre imię Zamku Tuczno – ja i Dyrektor Agnieszka N. (oraz prezes Imperio – Jan K.) opuszczamy obiekt, obiecujemy sobie pozostawanie w kontakcie, odpalamy silniki swoich maszyn i opuszczamy ostatni raz zamkowy pagórek…

Wracamy do domów zadowoleni, że oto w końcu zamyka się ten rozdział w naszych życiach.

 

 

*

W dniu 5. września wygasają wszystkie umowy o pracę pracowników Zamku. Spółka Imperio znajduje się w stanie upadłości. Natomiast spółka OK Humors, która od 1. kwietnia 2014 roku działała w Zamku w imieniu Imperio Polska i zatrudniała wszystkich pracowników Zamku, ma się bardzo dobrze. Aktualnie przymierza się do uruchomienia identycznej działalności w kompletnie innym miejscu.

Na spotkaniu pożegnalnym z pracownikami, które odbyło się pod koniec sierpnia 2015, wszyscy otrzymują gwarancję zatrudnienia w nowym miejscu, o ile będą chcieli i mogli z OK Humors zostać. Ale jednocześnie każdy były pracownik Imperio, który zechce, może śmiało i bez żadnej urazy ubiegać się o dalszą pracę w Zamku, także pod teoretycznym zarządem Wojciecha Z., o ile obiekt ruszy wkrótce po opuszczeniu go przez Imperio i OK Humors.

Ja tam w Zamku byłem, z SARP i Z. walczyłem, a com widział i słyszał, w pamiętnikach umieściłem.

 

 

KONIEC

 

30.12.2016. Post Scriptum

Wkrótce po naszym wyjeździe z Zamku jego brama zostaje zamknięta na głucho na ponad rok (stan na dziś, 14.09.2016).

Po 2 miesiącach wakacji, w listopadzie 2015, korzystając z gwarancji zatrudnienia z sierpnia 2015 podjąłem współpracę z OK Humors w nowej lokalizacji – i pracuję tam do dziś. Do historii Zamku Tuczno wracam czasem z sentymentu, niezrozumienia obecnych wydarzeń i zrozumienia dawnych.

Dla mnie zamknięcie bram Zamku na ponad rok to trochę zaskakujący ruch – spodziewałem się, że już nazajutrz SARP rozpocznie jakąś akcję marketingową, by zwabić gości na jesień do Zamku, że może w Tucznie pojawią się plakaty informujące o odzyskaniu Zamku przez właściciela i z tej okazji promocji na kawę i desery lodowe, że w eter pójdzie ogłoszenie o organizacji pobytu świąteczno-sylwestrowego, itd., A tu klops!

Wszak można było przez jeden dzień przygotować pod wynajem ze 20 pokoi – wystarczyłoby zatrudnić na kilka godzin 2 osoby do ścielenia łóżek. Ja wiem, że byłyby bez telewizorów i radioodbiorników, ale też i cenę z tego względu można byłoby odpowiednio skalkulować. Część pokoi nadawała się na wynajem już w tej chwili (były czyste i zaścielone łóżka), resztę wystarczyło zaścielić - zostawiliśmy trochę ręczników i pościeli, świeżo wypranych jeszcze zafoliowanych przez pralnię, kotłownia była w 100% sprawna, w kuchni zostały gary, patelnie, noże, były talerze, bulionówki, kieliszki, kufle i inne naczynia, kilka lodówek – rozmrożonych i umytych, gotowych do działania od razu po włożeniu wtyczki do kontaktu.

Dlaczego Zamek został na wiele miesięcy wyłączony z użytkowania, pozostanie dla mnie chyba już na zawsze zagadką. Szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę, że wbrew słowom Prezesa SARP skierowanym do mediów nie było potrzeby oszacowania i naprawiania jakichkolwiek zniszczeń rzekomo spowodowanych przez Imperio i nie przeprowadzono w tym czasie żadnego remontu poza przemalowaniem kilku ścian na parterze, co sprytnej ekipie malarskiej złożonej z 4 osób nie powinno zająć więcej, jak 2 – 3 dni z dojazdem z innego województwa.

Wygląda na to, że Wojciech Z. wraz z prezesem SARP tyle lat walczyli o odzyskanie władzy nad Zamkiem tylko po to, aby go zamknąć i poczekać, aż... no właśnie, na co? Aż obiekt popadnie w całkowitą ruinę?

SARP jesienią 2015 intensywnie poszukiuje podmiotu chętnego na prowadzenie Zamku – oczywiście we własnym zakresie, z wolnej ręki. Propozycje otrzymuje kilka osób, część odmawia, propozycje innych nie spotykają się z aprobatą prezesa SARP, w końcu staje na tym, że Zamkiem zająć się musi sam SARP. Wojciechowi Z. bardzo taki układ przypada do gustu – może dalej mieszkać na koszt Stowarzyszenia i brać 3 klocki miesięcznie jako… dyrektor zamkniętego pustostanu.

Tak, tutaj muszę przyznać, że wielokrotnie w tym pamiętniku myliłem się co do przyszłości  – byłem przekonany, że Wojciech Z. po odzyskaniu Zamku przez SARP nigdy dyrektorem obiektu nie będzie. A jednak… Coż, niezbadane są wyroki… nie, nie boskie. Mariusza Ś. Zastanawiające jest co go łączy z Wojciechem Z., dlaczego ci panowie kochają się miłością absolutną. A może łączy ich relacja hak-szantaż? Nie wiem, nie domyślam się, właściwie to mnie już nie powinno interesować. Choć nie powinno nikogo dziwić, że po tylu latach jestem po prostu tak po ludzku ciekaw. Zwłaszcza wiedząc od niedawna, że Wojciech Z. ma głęboko skrywaną tajemnicę – jest niejako  „agentem” SARP od samego początku - wprowadzonym z premedytacją do Imperio przez Mariusza Ś. Sposób umieszczenia swojego człowieka prezes wymyślił przypadkiem i był dość prosty. Otóż szefowie spółki Imperio zwrócili się do swojego znajomego ze Śląska o pomoc w znalezieniu odpowiedniego człowieka na stanowisko dyrektora Zamku. Ponieważ ów znajomy znał skarbnika SARP, skontaktował się z nim i ten polecił polecić Wojciecha Z. Co było dalej to już wiemy. Nie wiemy tylko po co prezes chciał mieć w Zamku swojego tajnego współpracownika - czy po to, by mieć nadzór i kontrolę nad tym jak funkcjonuje dzierżawca, czy aby sabotować w jakimś celu działania dzierżawcy, czy jedno i drugie naraz? Gdzieś już chyba pisałem, że ta najnowsza historia Zamku Tuczno to dobry materiał na scenariusz dramatu sensacyjnego z zaskakującym zakończeniem ;-)

Obecnie widać, że powolutku życie do Zamku wraca. Nie, nie turystyczne, jeszcze nie, ale sądzę, że w przyszłym, 2017 roku, obiekt będzie funkcjonować pełną parą. Nie wydaje mi się, aby elewacja została do tego czasu wyremontowana – ale wnętrza czemu nie? Obecnie trwa gruntowna przebudowa kuchni. Wykonuje ją przyszły jej dzierżawca – operator pałacyku we Wrzosach. A wszystko to robi bezumownie... Oj, będzie niebawem kogoś kukiel mocno, bardzo mocno piekł...

Na razie jeszcze nie widać żadnych działań marketingowych w zakresie promocji Zamku, np. nie powstała żadna nowa strona internetowa. Imperio było właścicielem domeny zamek-tuczno.pl, więc kiedy spółka opuściła Zamek odeszła razem z witryną internetową. Ze względu na doznane ze strony SARP krzywdy spółka nie miała zamiaru przekazać domeny i witryny Stowarzyszeniu, ale też i nie nosiła się z zamiarem ponoszenia kosztów utrzymywania obu w nieskończoność. Dlatego niedawno domena wygasła i bodajże we wrześniu została uwolniona.
Moje prywatne śledztwo wykazało, że natychmiast trafiła na giełdę domen - podkupiła ją firma związana ze znanym oszustem Piotrem K. Zgaduję, że SARP zwrócił się z zapytaniem o jej odsprzedaż, ale otrzymał propozycję nie do zaakceptowania. Wnioskuję to po tym, że SARP zarejestrował ostatnio domeny zamek-tuczno.eu i zamek-tuczno.org, natomiast zamek-tuczno.pl w dalszym ciągu wskazuje na pozostawanie w puli domen na sprzedaż.

Na marginesie wspomnę, że o ile w ciągu kilku pierwszych miesięcy po oddaniu Zamku SARPowi domenę zamek-tuczno.pl wyceniałbym na kilkanaście tysięcy zł, o tyle teraz, po roku, moim zdaniem jej wartość to co najwyżej 500 zł. Wynika to z faktu, że całkowicie wypadła już z wyszukiwarek i jej pozycjonowanie musiałoby rozpocząć się od nowa. Żeby doprowadzić ją do podobnej pozycji, jaką miała w sierpniu 2015 r., potrzebne będzie około 1 roku. Przez ten czas trzeba by było ponosić niemałe koszty SEO i SEM, więc moja wycena jest taka, a nie inna. Spodziewam się, że SARP podziela mój pogląd odnośnie wyceny i dlatego nie przystaje na propozycję handlarza domenami, który niewątpliwie cenę domeny znacznie wywindował.

Rejestracja nowych domen zamkowych przez SARP jesienią 2016 daje nadzieję, że w 2017 Zamek ruszy z kopyta pełną parą, za co trzymam kciuki!

A teraz czas na wróżenie z fusów:

  • Przez około 1 rok od uruchomienia sprzedaży miejsc w Zamku Tuczno będzie on funkcjonował dobrze i z dbałością o klienta - w tym sensie, że będzie przyciągał gości jak kiedyś i będą oni mniej czy bardziej zadowoleni z obsługi.
  • Po 1,5 roku zaczną się utyskiwania na dyrektora obiektu - że cham i gbur, a poza tym to zimno jest w pokojach.
  • Po najdalej 2 latach powszechna będzie opinia, że dyrektor Zamku to gbur, cham, pijak i złodziej.
  • Po 3 latach ZG SARP zacznie martwić się sytuacją w Zamku i przyjdzie mu do głowy usunięcie Wojciecha Z. z funkcji dyrektora.
    I wówczas rozpęta się piekło dla SARP, które generalnie mam gdzieś, bo bezskutecznie ostrzegałem Was przed Wojciechem Z. i jego związkami z Mariuszem Ś. - od kilku lat. Sorry, ale nie pomogę.

W każdym razie za rok - o ile zajdzie taka potrzeba - otworzę na swojej witrynie forum dla gości Zamku i mieszkańców Tuczna, na którym będą mogli śmiało pisać co im nie pasuje w Zamku Tuczno i w sposobie zarządzania obiektem. Będzie ono moderowane tylko pod kątem ukrywania wulgaryzmów.

Cóż, to prawdopodobnie mój ostatni wpis na temat Zamku w Tucznie związany z konfliktem Imperio vs SARP. Jeżeli powstanie jeszcze jeden, będą to co najwyżej gratulacje dla SARP z okazji podjęcia decyzji o wyrzuceniu Wojciecha Z. z Zamku i złożenia przeciwko niemu pozwu o działalność na szkodę Stowarzyszenia – czyli generalnie to dopóki rządzi prezes Mariusz Ś. dopóty nie będę miał o czym pisać...

Na koniec Stowarzyszeniu Architektów Polskich życzę wszystkiego najlepszego i zwróćcie uwagę na fakt, że co złego, to jednak nie ja.


(na tym zakończono spisywanie pamiętników, Mielęcin, 30.12.2016).